... Związek prowadzący donikąd. Praca przynosząca frustrację. Sabotowane aspiracje. Pomysły, które umierają naturalną śmiercią. Nieumiejętność cieszenia się z sukcesów. Niszczące nawyki żywieniowe. Marzenia, które nigdy się nie spełnią. Chroniczny lęk lub depresja. Długie pasmo niepowodzeń, w których pocieszasz się słowami -a czy ktoś w ogóle jest szczęśliwy. Mała elastyczność w pokonywaniu trudności. Destrukcyjne opinie, które powtarzasz na swój temat. Unikanie bólu zamiast doznawania radości ...
CZYM JEST PEWNOŚĆ SIEBIE
Pewnośc Siebie to twoje własne przekonanie, jak wiele jesteś wart, ile możesz osiągnąć i że możesz osiągnąć, bez przesady, praktycznie wszystko!
Pewność Siebie zależy od Ciebie Miałeś tak już kiedyś?
Skąd wiesz, że potrzebujesz zbudować lub wzmocnić swoją pewność siebie?
• cechuje cię smutek, nerwowość, brak ci otwartości i zaufania do ludzi,
• nie wykazujesz aktywności, rezygnujesz z realizacji wielu swoich pomysłów,
• czujesz, że jesteś przez innych odrzucony i masz na swój temat dość nieciekawe zdanie,
• w każdym przypadku twego życia działa samosprawdzająca się przepowiednia, że niczego nie potrafisz i do niczego się nie nadajesz,
• nieustanie porównujesz się z "innymi" i wystawisz sobie negatywne oceny.
• albo..po prostu żyjesz z dnia na dzień i starasz się nie myśleć ani o przeszłości ani o przyszłości
W jaki sposób ty sam sobie to robisz?
Kiedy byłeś małym dzieckiem nie miałeś problemu z pewnością siebie. Gdybyś miał – nie nauczyłbyś się chodzić, zrażony wieloma upadkami.
Tymczasem dziecko, ze swoją pasją, ciekawością, wiarą, sięga po wszystko bez ograniczeń.
Potem zaczyna się proces wychowania, edukacji, walki o miejsce w gronie równieśników, pierwsza praca, pierwszy miłosny zawód, pierwszy durny szef, pierwasza porażka, potem kolejne...
I tak podczas kolejnych etapów życia przejmujesz wszelkie opinie, które wypowiadają o tobie inni, ich oceny stają się twoimi, słowa krytyki innych osób budują twe przekonania. Zaczynasz wyobrażać sobie, że jeśli raz się coś nie udało, to kolejny raz też się nie uda, jeśli do tego dołożysz słowa nauczycieli, rodziców, bliskich sobie ludzi, słowa oceniające i raniące... możesz do końca swego życia tkwić w poczucie, że jesteś do niczego i tak widocznie już musi być.
Rozejrzyj się – ile potencjału twórczego jak wielkiej liczby osób z twego otoczenia legło pod gruzami utraty poczucia własnej wartości.
A może ty sam robisz to swoim dzieciom?
Im wcześniej sobie to uświadomisz, tym szybciej podejmiesz właściwą decyzję i pewnego dnia zaczynasz słuchać, myśleć, tworzyć w swej głowie obrazy sukcesu, obserwujesz u siebie pierwszą zmianę, potem kolejną i przekonujesz się, jak wzrasta twoja samoocena i samoakceptacja.
JAK MOŻESZ TO ZROBIĆ
Rozejrzyj się. Sprawdź. Poszukaj.
Może filozofia KAIZEN. Może techniki hipnozy. Może techniki NLP.
To twoja decyzja i to ty decydujesz czy chcesz wejść w to, co dla Ciebie jest nową tożsamością, spójną postawą prowadzącą do sukcesu.
Bo czy widziałeś człowieka sukcesu, któremu brak pewności siebie?
Możesz być dokładnie taki, jak on pomimo, że musisz włożyć w to wiele wysiłku. W zamian zbudujesz wysokie poczucie swojej własnej wartości tak, że poczujesz się, być może po raz pierwszy w życiu, naprawę wspaniale.
Jakie korzyści osiągasz dla siebie budując lub wzmacniając poczucie Pewności Siebie
• Czujesz się równy innym, jest dla ciebie naturalne, że jest interesujący i wartościowy.
• Pochwały przyjmujesz bez fałszywej skromności i poczucia winy, dziękujesz za komplement i odnosisz się do siebie z szacunkiem.
• Nie tracisz czasu na martwienie się tym, co będzie w przyszłości, tym bardziej nie tracisz czasu na martwienie się tym, co się niezbyt dobrego zdarzyło w przeszłości.
• Postępujesz według własnego rozeznania, a nie pod dyktando innych ludzi, wierzysz, że potrafisz dać sobie radę nawet w bardzo trudnych sytuacjach.
• Bez skrępowania mówisz głośno o swoich pomysłach, wyrażasz swoje zdanie, opinie, dyskutujesz na trudne tematy, potrafisz bronić swoich racji.
• Twoja otwarta, szczera postawa doceniana jest w pracy: podczas rozmów kwalifikacyjnych, podczas oceny rocznej, podczas wyznaczania nowych zadań, podczas awansowania najlepszych pracowników na wyższe stanowiska.
CO JESZCZE ŚWIADCZY,ŻE MASZ WYSOKĄ SAMOOCENĘ
Mocno wierzysz w wyznawane przez siebie wartości i zasady i gotów jest ich bronić nawet wbrew odmiennej opinii grupy.
Czujesz się jednak na tyle pewnie, że potrafisz zmienić zdanie, jeśli nowe doświadczenia i dowody pokażą, że byłeś w błędzie.
Skutecznie opierasz się próbom zdominowania cię przez inne osoby.
Potrafisz szczerze cieszyć się pracą, zabawą, twórczym wyrażaniem siebie, towarzystwem a nawet próżnowaniem.
Jesteś otwarty na pomysły własne i innych i nie ukrywasz swoich emocji i pragnień, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.
Twoja nowa postawa zbudowana na bazie pewności siebie, wysokiej samooceny i wiary we własne możliwości przekłada się na sukces zawodowy, awans, zaczynasz zaspokajać swoje skrywane dotąd potrzeby, budujesz bardziej głębokie związki i relacje z osobami, na których ci zależy.
Być może spytasz - A skąd mam wiedzieć, że to wszystko prawda.
Ponieważ nie pozwalasz, aby ktokolwiek wkręcał ci do głowy destrukcyjne śmieci. Ponieważ znasz siebie, akceptujesz swoje zalety, ale też i wady. Ponieważ wyznaczasz sobie cele, które są twoimi życiowymi zadaniami i które realizujesz z pasją. Ponieważ na wyzwania, jakie niesie przed tobą życie, reagujesz słowami -hmmm, ciekawe, co to fantastycznego będzie się teraz działo.. Ponieważ dynamika, energia, poczucie sprawczego wpływu na siebie i innych to cechy, którymi cię zarazimy. Ponieważ nie dążysz do osiągnięcia doskonałości czy perfekcji tylko wciąż się rozwijasz. Ponieważ taka postawa staje się częścią twojej osobowości. Ponieważ twoje otoczenie zauważa i docenia zmianę, która w tobie nastąpiła.
Czy TERAZ już także uważasz, że pewność siebie, samoakceptacja, poczucie własnej wartości to podstawa zadowolenia i dobrego życia? Ponieważ niezależnie od tego, jak eleganckie założysz buty, niezależnie od tego, jak dobrą prezentację multimedialną przygotujesz – aby odnieść sukces i umieć cieszyć się z niego bez ograniczeń, najważniejsza jest siła twej pewności siebie.
A czy już wiesz, dlaczego tak się dzieje
Ponieważ w ludziach znających swoją wartość tkwi szczególny magnes przyciągający zaufanie, szczęście i powodzenie. Wszystko, co dobre, jakby samo wpada im w ręce.
Ich związki uczuciowe są trwałe a plany życiowe kończą się na ogół sukcesem. Osoby te są pełne ciepła, wewnętrznej mocy. Umieją cieszyć się przyjemnościami, które niesie każdy dzień.
I osiągnięcie takiego stanu to właśnie jest twoje zadanie.
Abyś i Ty osiągnął swój własny sukces.
[url]
--
www.AnnaOpala.pl
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Anna Opala
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NLP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NLP. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 sierpnia 2008
niedziela, 10 sierpnia 2008
Odkryj sekrety linii czasu, skutecznego narzędzia zmiany osobistej
Naszą osobistą historię oraz przyszłość możemy przedstawić na wizualnej linii (lub krzywej, w zależności od osoby). Najczęściej przebiega ona od tyłu (przeszłość) do przodu (przyszłość), od lewej (przeszłość) do prawej (przyszłość) lub po skosie. Im dalej do tyłu (w lewo) tym odleglejsze (starsze) wspomnienia.
W jaki sposób zlokalizować swoją linię czasu?
Najprościej, przypominając sobie (dla przeszłości) i wyobrażając sobie (dla przyszłości) codziennie powtarzane czynności, jak np. jedzenie śniadania lub mycie zębów.
Przypomnij sobie, jak dziś rano jadłeś śniadanie. Przywołaj wszystko co dotyczy tego obrazu (z kim jadłeś, gdzie, co jadłeś, co słyszałeś w tym czasie itd). Zlokalizuj ten obraz. Sprawdź gdzie się on znajduje względem Ciebie.
Następnie przypomnij sobie obraz dla wczorajszej czynności, 3 dni temu, tydzień temu, miesiąc temu, rok temu, 5 lat. Potem pomyśl jak by to było, gdybyś wykonywał tą czynność właśnie w tej chwili. Następnie, jak by to było, gdybyś robił to jutro, za 3 dni, za tydzień, za miesiąc, za rok, za 5 lat.
Teraz wystarczy obrazy połączyć linią, i otrzymujemy naszą linię czasu. Możesz ją narysować. Porównaj obrazy pod względem submodalności (parametrów).
Graficzną reprezentację linii czasu znajdziesz na stronie www.ProjektSukces.pl
Rodzaje linii czasu
Wyróżniamy dwa zasadnicze rodzaje linii czasu. Pierwszy z nich to „przez czas” (czas anglo-europejski), drugi to „w czasie” (arabski).
U osoby z typem anglo-europejskim, linie rozciągają się z jednej strony na drugą, gdzie przeszłość jest po jednej stronie a przyszłość po drugiej, jednak obie widziane wprost na przeciwko osoby (jako np. krzywa).
Osoba taka, ma linearną ideę czasu, jest punktualna i tego wymaga od innych. Wizja taka dominuje w biznesie.
U osoby z typem arabskim, linie przebiegają z tyłu do przodu, a widoczna jest tylko jedna część (najczęściej przyszłość), natomiast przeszłość jest z tyłu (można odwrócić głowę w celu jej zobaczenia). Osoba taka nie korzysta z przeszłości, trwa zazwyczaj w teraźniejszości co rzutuje na mniejszą punktualność (jest dla niej mniej ważna), pozostaje w asocjacji ze swoimi liniami czasu i prawdopodobnie w ten sposób będzie przechowywać wspomnienia.
Przykładowa technika z wykorzystaniem linii czasu:
Planowanie przyszłości na linii czasu (Time Line)
Metoda ta pozwala na skuteczne podejmowanie decyzji, wybieganie w przyszłość i sprawdzanie ich rezultatów.
Najlepiej, jeśli wykonasz je z drugą osobą która będzie Ciebie prowadzić i obserwować zmiany w fizjologii (tzw. kalibracja). Ważne, abyś jak najmocniej wczuł się w sytuację, wszedł w stany emocjonalne które ją charakteryzują.
Wykonanie ćwiczenia:
1. Znajdź decyzje do podjęcia i zapisz ją.
2. Linia czasu
Znajdź miejsce w którym będziesz mógł przejść kilka - kilkanaście kroków w linii prostej.
Wyznacz punkt początkowy i końcowy (przeszłość i przyszłość), możesz je zaznaczyć np. kładąc kartkę z napisem.
Stań na linii czasu w miejscu, gdzie wg Ciebie jest teraźniejszość, czas w którym podejmujesz decyzję.
Wyobraź sobie, że już podjąłeś decyzję. Sprawdź jak się z tym czujesz.
Powoli, małymi kroczkami zacznij przemieszczać się w stronę przyszłości aż do punktu, w którym są już wyniki/rezultaty podjętej decyzji.
3. Kalibracja, wyniki.
Sprawdź jak się czujesz, jaka jest Twoja fizjologia (najlepiej jeśli określi to druga osoba która Ciebie obserwuje), co się zmieniło. Czy podjęta decyzja była właściwa?
Jeśli było kilka alternatywnych wyborów - przejdź kilka razy, sprawdzając każdy z nich. Wybierz najlepszą (zwracaj uwagę na spójność – kinestetyka, energia, fizjologia, etc.)
Pozdrawiam i życzę aby Twoje życie zmieniało się na lepsze z każdym kolejnym dniem :)
Marcin Kijak
--
ProjektSukces.pl
Nauka-Języków.net
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
W jaki sposób zlokalizować swoją linię czasu?
Najprościej, przypominając sobie (dla przeszłości) i wyobrażając sobie (dla przyszłości) codziennie powtarzane czynności, jak np. jedzenie śniadania lub mycie zębów.
Przypomnij sobie, jak dziś rano jadłeś śniadanie. Przywołaj wszystko co dotyczy tego obrazu (z kim jadłeś, gdzie, co jadłeś, co słyszałeś w tym czasie itd). Zlokalizuj ten obraz. Sprawdź gdzie się on znajduje względem Ciebie.
Następnie przypomnij sobie obraz dla wczorajszej czynności, 3 dni temu, tydzień temu, miesiąc temu, rok temu, 5 lat. Potem pomyśl jak by to było, gdybyś wykonywał tą czynność właśnie w tej chwili. Następnie, jak by to było, gdybyś robił to jutro, za 3 dni, za tydzień, za miesiąc, za rok, za 5 lat.
Teraz wystarczy obrazy połączyć linią, i otrzymujemy naszą linię czasu. Możesz ją narysować. Porównaj obrazy pod względem submodalności (parametrów).
Graficzną reprezentację linii czasu znajdziesz na stronie www.ProjektSukces.pl
Rodzaje linii czasu
Wyróżniamy dwa zasadnicze rodzaje linii czasu. Pierwszy z nich to „przez czas” (czas anglo-europejski), drugi to „w czasie” (arabski).
U osoby z typem anglo-europejskim, linie rozciągają się z jednej strony na drugą, gdzie przeszłość jest po jednej stronie a przyszłość po drugiej, jednak obie widziane wprost na przeciwko osoby (jako np. krzywa).
Osoba taka, ma linearną ideę czasu, jest punktualna i tego wymaga od innych. Wizja taka dominuje w biznesie.
U osoby z typem arabskim, linie przebiegają z tyłu do przodu, a widoczna jest tylko jedna część (najczęściej przyszłość), natomiast przeszłość jest z tyłu (można odwrócić głowę w celu jej zobaczenia). Osoba taka nie korzysta z przeszłości, trwa zazwyczaj w teraźniejszości co rzutuje na mniejszą punktualność (jest dla niej mniej ważna), pozostaje w asocjacji ze swoimi liniami czasu i prawdopodobnie w ten sposób będzie przechowywać wspomnienia.
Przykładowa technika z wykorzystaniem linii czasu:
Planowanie przyszłości na linii czasu (Time Line)
Metoda ta pozwala na skuteczne podejmowanie decyzji, wybieganie w przyszłość i sprawdzanie ich rezultatów.
Najlepiej, jeśli wykonasz je z drugą osobą która będzie Ciebie prowadzić i obserwować zmiany w fizjologii (tzw. kalibracja). Ważne, abyś jak najmocniej wczuł się w sytuację, wszedł w stany emocjonalne które ją charakteryzują.
Wykonanie ćwiczenia:
1. Znajdź decyzje do podjęcia i zapisz ją.
2. Linia czasu
Znajdź miejsce w którym będziesz mógł przejść kilka - kilkanaście kroków w linii prostej.
Wyznacz punkt początkowy i końcowy (przeszłość i przyszłość), możesz je zaznaczyć np. kładąc kartkę z napisem.
Stań na linii czasu w miejscu, gdzie wg Ciebie jest teraźniejszość, czas w którym podejmujesz decyzję.
Wyobraź sobie, że już podjąłeś decyzję. Sprawdź jak się z tym czujesz.
Powoli, małymi kroczkami zacznij przemieszczać się w stronę przyszłości aż do punktu, w którym są już wyniki/rezultaty podjętej decyzji.
3. Kalibracja, wyniki.
Sprawdź jak się czujesz, jaka jest Twoja fizjologia (najlepiej jeśli określi to druga osoba która Ciebie obserwuje), co się zmieniło. Czy podjęta decyzja była właściwa?
Jeśli było kilka alternatywnych wyborów - przejdź kilka razy, sprawdzając każdy z nich. Wybierz najlepszą (zwracaj uwagę na spójność – kinestetyka, energia, fizjologia, etc.)
Pozdrawiam i życzę aby Twoje życie zmieniało się na lepsze z każdym kolejnym dniem :)
Marcin Kijak
--
ProjektSukces.pl
Nauka-Języków.net
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
linia czasu,
medycyna,
NLP,
przyszłość,
samochody,
sukces,
wino,
zegarki
środa, 6 sierpnia 2008
Szczepionka na stres
Wydawałoby się, że relaks to nic prostszego. Dlaczego więc mamy takie problemy z naturalnym odprężeniem się?
Może dlatego, że pokutuje w nas piętno zasłużenia na odpoczynek, albo dlatego że rzadko widzieliśmy naszych rodziców podczas zabawy, a może dlatego, że ciągle przekładamy to na później… Każdy z nas wie najlepiej dlaczego nie relaksuje się zgodnie ze swoimi potrzebami, choć zapewne nieczęsto się nad tym zastanawia. Traktujemy się dość mechanicznie, wymagamy od siebie ciągłej pracy. Wracamy z pracy i bierzemy się do pracy, w głowie dalej mamy pracę. Ciągłe zmartwienia siedzą nam nie tylko w głowie, leżą na wątrobie, blokują nasze serce i naszą radość. Ile jeszcze wytrzymasz?
W dawnych czasach człowiek reagował na stres w dwojaki sposób: walczył albo uciekał. Bez względu na to, którą opcję wybierał – mianownik był wspólny: mięśnie pracowały. Teraz strach ogarnia nasz umysł tak samo jak przed wiekami, tylko reakcja jest zgoła inna. Toczymy boje na słowa, najczęściej na siedząco. Co z tego, kiedy pamięć komórkowa powoduje, że nasze mięśnie w reakcjach stresogennych napinają się jak Neandertalczykowi. Napinają się i tak już nam zostaje. napięcie mięśni nie ustępuje, bo zamiast uderzyć pięścią, lub wziąć nogi za pas uśmiechamy się, żeby nie stracić twarzy. Tracimy za to coś znacznie cenniejszego, nasze zdrowie. Nie znajdując innego ujścia, energia walki obraca się przeciwko nam samym. Przybiera różną formę: od bezsenności, poprzez syndrom jelita drażliwego, na zawale serca skończywszy. Autoagresja jest formą wyładowania napięcia do wewnątrz. Karzemy siebie za grzeczność. Depresja też jest nagrodą za grzeczność.
W życiu, nad wyraz często spotykamy się z sytuacjami stresogennymi. Od problemów bytowych, nawału pracy w firmie, poprzez problemy z najbliższymi, na zwykłych codziennych kłopotach skończywszy.
Co robimy z emocjami, które nas dopadają? Najczęściej nic. Nic, oznacza, że nasz stres został skumulowany w ciele. Nasze ciało nie zapomina. W przeciwieństwie do nas. A każdego dnia dochodzą nowe napięcia. Ponieważ nie dajemy mu przerwy, organizm jest w permanentnym stanie gotowości bojowej, ciągle napięty. Nawet, kiedy śpimy nie potrafimy zregenerować naszych sił w pełni. Pomiary napięć podczas snu pokazują, że jeśli położymy się spać w stanie napięcia, podczas snu napięcie to zmniejszy się tylko nieznacznie.
Skumulowane napięcie prowadzi do niebezpiecznego wyniszczenia organizmu, szczególnie, jeśli stan ten utrzymuje się przez lata. Nierozładowany stres, nieumiejętność relaksu może skutkować szeregiem dolegliwości a nawet chorób. Wśród nich najczęstsze to: bezsenność, choroby serca, alergie, astma, napady lęku, depresja, migrena, owrzodzenie żołądka, bóle mięsni, załamania nerwowe, cukrzyca, choroby wirusowe, wysypka, bóle krzyża, rozwolnienie, zgaga, nieżyt jelit, trudności z trawieniem, nowotwory, artretyzm.
Poniżej znajdziecie przegląd technik relaksacji, które mogą wzbogacić nasze własne, sprawdzone metody. Warto wypróbować wszystkie sposoby i sprawdzić, które najbardziej pomagają, z którymi czujemy się najlepiej i do nas przemawiają.
1. Najprostszą formą relaksacji jest ruch. To jest to, co naszym mięśniom i umysłowi potrzebne jest najbardziej. Ruch jest dobry w każdej postaci. Najlepiej takiej, która jest odpowiednia dla naszego wieku, naszych predyspozycji i chęci.
2. Masaż i inne formy pracy z ciałem, np. technika Aleksandra, metoda Feldenkreisa, polarity, kinezjologia, refleksoterapia, masaże Ma-Uri czy Lomi-Lomi.
Masaż to forma relaksacji, która mnie z relaksem kojarzy się najbardziej. Szczególnie, że w tym przypadku nie muszę nic robić. I to jest duży atut tej metody!
3. Trening autogenny Schultza opracowany został przez niemieckiego lekarza i terapeutę, w oparciu o techniki jogi.
Trening ten polega na monotonnym, stosunkowo długim powtarzaniu sobie sugestii dotyczących części naszego ciała. Na początek, możemy skupić się na swoich ramionach, albo rękach i monotonnie powtarzać przez kilka minut sugestię:
"Rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę...
Moja prawa ręka staje sie ciężka, prawa ręka staje sie ciężka...
Coraz cięższa, coraz cięższa...
Moja prawa ręka jest bardzo ciężka, moja prawa ręka jest bardzo ciężka...
Odczuwam ciężar powstający w prawej ręce".
Następnie zaprzestajemy mówienia i przez moment wczuwamy się w odczucia płynące z tego rejonu ciała. Tą samą procedurę stosujemy w odniesieniu do innych części ciała. Za każdym razem po wypowiedzeniu sugestii pozostajemy przez moment w ciszy wsłuchując się w nasze ciało.
Uwaga: zdania wypowiadamy w myślach lub na głos. Możemy też słuchać kaset z nagranymi sugestiami.
4. Relaksacja Jacobsona
Inną, bardzo popularną metodą relaksacyjną jest tzw. "trening Jacobsona".
Polega on na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu poszczególnych partii (grup mięśni) swojego ciała. Zazwyczaj zaczyna się od napinania prawej, a potem lewej nogi, następnie prawej, potem lewej ręki, z kolei mięśni brzucha, mięśni pleców, ramion i szyi i na końcu twarzy.
Każdy rejon ciała najczęściej napina się 2-3 razy. Po każdym napięciu (ok. 5 sekund) należy całkowicie rozluźnić ten obszar ciała i wczuwać się w stan rozluźnienia. Ćwiczący powinien odczuć różnicę, jaka pojawia się w odczuciach płynących z ciała, gdy mięśnie były napięte oraz gdy są rozluźnione.
Poniżej przykładowe ćwiczenia wg metody Jacobsona:
• Zaciśnij obie pięści - zwróć uwagę na napięcie dłoni i przedramion - rozluźnij się.
• Wzrusz ramionami, podnieś je jak najwyżej - zwróć uwagę na napięcie barków - rozluźnij się.
• Zmarszcz czoło - zwróć uwagę na napięcie czoła i okolicy oczu - rozluźnij się.
• Zaciśnij powieki - odnotuj napięcie - rozluźnij mięśnie z lekko przymkniętymi oczami.
• Zaciśnij zęby - odnotuj napięcie w jamie ustnej i szczęce - odpocznij.
• Weź głęboki oddech i zatrzymaj powietrze - odnotuj napięcie klatki piersiowej i pleców - odpocznij.
• Wciągnij brzuch, staraj się docisnąć go do kręgosłupa - odnotuj uczucie napięcia brzucha - rozluźnij się, oddychaj regularnie.
• Napnij pośladki tak, aby się na nich lekko podnieść - zauważ napięcie - odpocznij.
• Ściągnij uda wyprostowując nogi - zauważ napięcie - odpocznij.
• Skieruj palce u nóg do góry, ku twarzy - odnotuj napięcie stóp i łydek - odpocznij.
5. Muzykoterapia. Relaksacja dźwiękiem.
Włączamy jakąś spokojną muzykę, która nam odpowiada, kładziemy się lub rozkładamy wygodnie na fotelu, i przez około 20 minut jedynie wsłuchujemy w kojące dźwięki. Nie myślimy o niczym. Zmartwienia na chwilę odkładamy na bok. Można zamknąć oczy lub patrzeć na jakiś obrazek, z którym mamy przyjemne skojarzenia, przyglądać się cieniom, patrzeć na horyzont, na korony drzew.. Generalnie lepiej patrzeć na przedmioty położone dalej niż bliżej, wyżej niż niżej. Dzięki temu organ wzroku szybciej się odpręża. Najlepszym sposobem odprężenia jest wsłuchiwanie się w muzykę z zamkniętymi oczami. Zamknięte oczy dają nam lepszy kontakt z naszym ciałem, z emocjami. Obserwacja dźwięków wycisza wewnętrzne emocje, daje dystans do nich, stwarza przestrzeń, robi miejsce na światło, które łagodnie wpływa do naszej duszy.
6. Praktyka relaksacji poprzez oddech
• Najprostszy sposób świadomego oddychania jest następujący:
Obserwujemy każdy swój wdech i wydech. Oddychamy przez nos, albo wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami. Obserwujemy nasz oddech oraz nadchodzące wyobrażenia, myśli, uczucia – nie walcz z nimi, nie próbuj usunąć ich ze świadomości, pozwól im płynąć jak strumień. Przypatruj się tym wewnętrznym doznaniom z pozycji „świadka”
• Dobrym sposobem pogłębiania relaksacji przez oddech jest skupianie się na oddechu z jednoczesnym powtarzaniem w myślach słowa klucza. Przy wdechu mówimy lub myślimy wybrane słowo, np. zdrowie, spokój, szczęście, wolność a przy wydechu np. napięcie, strach, opór, blokada. Niektórym łatwiej jest liczyć oddechy - od jednego do dziesięciu i od nowa (liczymy tylko wydechy). Ja lubię przy wdechu powtarzać słowo „przypływ” a przy wydechu „odpływ”.
Słowo klucz może być dowolne. Chodzi o to, aby dać zajęcie naszemu umysłowi, aby odpoczął od rutynowych problemów i też zajął się pracą z oddechem.
• Podczas wdechu otwieramy się na odczucie, że pobieramy tlen i nową, ożywczą energię życia, która zasila nasze ciało, czakry i aurę. Możemy wyobrażać sobie, że wdychamy jasne światło, które jest kwintesencją miłości, dobra, obfitości, akceptacji i spokoju. Jest pełnią. Podczas wydechu wyobrażamy sobie, że wydychamy z siebie cały zużyty dwutlenek węgla, starą zużytą i niepotrzebną energię, wszystkie napięcia, zmęczenie, stres zmartwienia. Możemy wyobrażać sobie, że wydychamy starą energię w postaci szarego dymu.
• Dobrze jest stosując relaksację oddechem uruchomić oddychanie przeponą. O ile dla mężczyzn oddychanie „z brzucha” jest naturalne, kobiety oddychają klatką piersiową, co przy naszym płytkim oddechu kończy się oddechem szczytami płuc. Jesteśmy permanentnie niedotlenione. Skutkuje to gorszą pracą wszystkich organów, z mózgiem włącznie.
• Technika rodem z Indii: wdychamy powietrze przez jedną dziurkę nosa, zamykając palcem drugie skrzydełko nosa, wydychamy drugą dziurką od nosa, zamykając skrzydełko pierwszej. I tak 10 razy, po czym zmiana.
• Oddech połączony: oddychamy spokojnie, głęboko nie robiąc przerwy pomiędzy wdechem a wydechem. Staramy się utrzymać płynność powietrza przepływającego przez nasze ciało. Niech płynie bez zatrzymywania.
7. Medytacja transcendentalna
Usiądź na krześle lub małej poduszce, tak by twoje plecy były proste. Dłonie oprzyj na górnej części ud. Skup uwagę na oddechu: obserwuj, jak powietrze napełnia i opuszcza twoje ciało. Dzięki wyprostowanej pozycji oddech schodzi głęboko, aż do brzucha. Podczas wdechu najpierw powinny unosić się przepona oraz brzuch, dopiero później klatka piersiowa.
Wciągając powietrze, wolno powtarzaj w myśli sylabę OM, wydychając sylabę AH. Wdech powinien być krótszy niż wydech. Po wydechu zrób małą przerwę i powtórz w myśli sylabę HUM.
Postaraj się znaleźć swój naturalny rytm, by wdechy, wydechy, przerwy i powtarzane sylaby stworzyły coś w rodzaju harmonijnego tańca. Oddychaj świadomie, ale swobodnie, bez napięcia.
Jeśli zaczną pojawiać się w twojej głowie myśli, nie walcz z nimi. Ale też nie poświęcaj im uwagi. Po prostu obserwuj je jak płynące po niebie chmury. I wracaj do oddechu. Na początku pojawiające się myśli będą krążyć wokół spraw codziennych - głodu, zmęczenia, kłopotów w pracy, planów urlopowych. Z czasem mogą stać się głębsze i bardziej osobiste. Znoś je spokojnie i wracaj do oddechu i recytacji.
Zacznij od 5 minut i wydłużaj trening do pół godziny.
8. Wizualizacja jest świetnym sposobem relaksacji.
Polega na świadomym wywołaniu w naszym umyśle pozytywnego obrazu. W sprzedaży dostępne są wizualizacje prowadzone, nagrane na kasetach lub płytach CD. Możesz stworzyć własną wizualizację, w otoczeniu przyrody, które jest ci najbliższe, w którym czujesz się najlepiej.
Oto najprostsza i najszerzej dostępna wizualizacja: wystarczy zamknąć oczy i pomyśleć o czymś przyjemnym, jeśli lubimy morze - o tym, że jesteśmy nad morzem.
Poniżej przykładowa wizualizacja morza.
• Usiądź spokojnie i rozluźnij się. Weź kilka spokojnych oddechów, wdychając przez nos i wydychając powietrze głośno przez usta. Zrób 5 takich oddechów.
• Oczy zamknięte. Wyobraź sobie, że znajdujesz się na plaży. Czujesz pod stopami ciepły piasek, na sobie ciepło promieni słonecznych. Otacza cię cisza. Słychać tylko odgłos morskich fal. Panuje absolutny spokój.
• Ciepła morska fala dotyka twych stóp, obmywa je. Twoje stopy rozluźniają się. Wyobraź sobie, że fala morska obmywa twe stopy kilkakrotnie.
• Po chwili, ciepła fala morska powraca i obmywa całe twoje nogi. Pod jej cudownym dotykiem, nogi stają się lekkie i zrelaksowane.
• Powtórz tę scenkę, wyobrażając sobie kolejno pozostałe części twojego ciała obmywane przez morskie fale: uda, biodra, brzuch, tułów, dłonie, ręce, szyję, twarz, głowę i na końcu całe twoje ciało.
• Kiedy już jesteś całkowicie rozluźniony, zobacz siebie na plaży, leżącego na piasku i poczuj na sobie dotyk ciepłych promieni słonecznych, które przekazują twemu ciału, oczyszczonemu przez morskie fale, ogromną energię i siłę.
• Kiedy już osiągnąłeś stan spokoju i totalnej błogości, postaraj się wyciszyć myśli. Jeżeli pojawia się jakaś myśl, nie walcz z nią, pozwól jej przepłynąć nie zatrzymując jej. Pozostań w tego rodzaju swoistej pustce jak najdłużej.
• Na koniec, zrób ponownie 5 wolnych i głębokich oddechów, otwórz powoli oczy i delikatnie porusz się, tak jakbyś wychodził z dobroczynnego snu.
9. Aromatoterapia.
Dlaczego ta prosta metoda relaksacji jest tak skuteczna? M.in. dlatego, że zmysł powonienia ma bardzo silny związek z tą częścią mózgu, która odpowiada za emocje. Zastosowanie olejków zapachowych pomaga nie tylko w nawiązaniu kontaktu z naszym oddechem, ale także w przekształceniu emocji destrukcyjnych w pozytywne. Jak zatem możemy w najprostszy sposób przeprowadzić taką relaksację zapachami?
Wietrzymy dokładnie pomieszczenie przez 2-3 minuty. Następnie zamykamy okno i zapalamy świeczkę w kominku zapachowym. Do kominka nalewamy wody i wkraplamy olejek zapachowy (próbuj eksperymentować z mieszaniem kilku różnych zapachów).
Możesz włączyć jakąś przyjemną muzykę relaksacyjną, czy nagranie odgłosów przyrody. Usiądź wygodnie lub połóż się. Na chwilę wyłącz wszystkie myśli i jedynie koncentruj się na zapachu łagodnie wpływającym do twych płuc i obserwuj jak zmieniają się twoje emocje.
10. Medytacje OSHO
Osho przełamał dogmat statycznych medytacji. Pokazał, jak wiele innych działań poza nieruchomym siedzeniem w ściśle określonej pozycji może być medytacją.
Poniżej kilka wybranych medytacji:
o Medytacja tańca.
Tańcz. W jakikolwiek sposób. Niech twoje ciało porusza się tak jak chce. Nie kieruj swoim ciałem, lecz pozwól mu kierować tobą. Zatrać się w tańcu. Po 15 minutach znieruchomiej w pozycji stojącej lub siedzącej. Zamknij oczy i obserwuj wszystko, co się dzieje tak wewnątrz, jak i na zewnątrz ciała.
o Medytacja palacza.
Za każdym razem, kiedy bierzesz do ręki paczkę papierosów, rób to bardzo powoli. Przyglądaj się ruchowi dłoni, nie spiesz się. Bądź w pełni czujny, świadomy, uważny. Potem wyjmij papierosa z paczki, ale nie tak jak zawsze, nieświadomie, w pośpiechu, mechanicznie, tylko z pełną świadomością tego co robisz. Postukaj papierosem o kartonik opakowania, bardzo uważnie. Posłuchaj dźwięku, jaki on wydaje, tak jak buddyści zen słuchają odgłosów samowara i gotującej się herbaty… i czują jej zapach. Powąchaj papierosa. Włóż papierosa do ust z pełną świadomością. Zapal go. Ciesz się każdym, nawet najdrobniejszym swoim ruchem. Podziel czynność palenia na szereg drobnych czynności, tak abyś stawał się coraz bardziej świadomy procesu palenia. Potem zaciągnij się dymem po raz pierwszy. Wypełnij płuca dymem jak najgłębiej. Rozluźnij się. W taki sposób, bardzo wolno wypal całego papierosa.
o Medytacja śmiechu.
Rano po przebudzeniu się, a przed otwarciem oczu przeciągnij się jak kot, rozciągnij każdy mięsień swojego ciała. Po 3-4 minutach, wciąż z zamkniętymi oczami zacznij się śmiać i medytuj w ten sposób ok. 5 minut. Na początku śmiech będzie trochę wymuszony, ale z czasem stanie się gromki i szczery. Dojście do szczerego śmiechu może zająć nawet kilka dni. Dzieje się tak dlatego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do śmiania się bez powodu. W pewnym momencie jednak, doświadczenie nieuwarunkowanego śmiechu przyjdzie spontanicznie i zmieni jakość przeżywanego dnia.
Czy zauważyłeś, że kiedy śmiejesz się z całego serca, przez kilka chwil znajdujesz się w głębokim stanie medytacyjnym? Kiedy się śmiejemy myślenie zanika. Nie można bowiem śmiać się i myśleć jednocześnie. Jeśli naprawdę się śmiejesz przestajesz myśleć. Taniec i śmiech są najbardziej naturalnymi, najłatwiej dostępnymi wrotami do medytacji.
Pamiętajmy też o tym, że relaksacja jest pewną umiejętnością – trzeba się jej nauczyć. Na początku ćwiczenia mogą wydać nam się dziwne i śmieszne. I to też jest dobre. Każdy powód do śmiechu jest dobry. Dopóki potrafimy się śmiać sami z siebie, nie jest jeszcze tak źle z nami.
Jeśli jednak żaden z powyższych sposobów relaksacji nie przypadł ci do gustu, zawsze pozostają te najprostsze i stosowane od wieków, pod każdą szerokością geograficzną
11. Patrzenie w płomień świecy czy w ogień siedząc przy ognisku lub przed kominkiem
12. Głaskanie zwierzaka
13. Przytulenie się do drzewa (najlepiej brzozy)
14. Śmiech w każdej postaci.
Jak widać jest całe spektrum sposobów relaksacji. Pozytywów płynących z regularnej relaksacji jest jeszcze więcej.
Korzyści płynące z relaksacji to m.in.:
• natychmiastowa poprawa nastroju
• redukcja stresu, przywrócenie spokoju wewnętrznego
• zwiększenie wydolności fizycznej
• zmniejszenie nadciśnienia i poprawa pracy serca
• lepsza praca układu trawiennego i wegetatywnego
• działanie profilaktyczne przeciw wrzodom i kłopotom trawiennym
• zmniejszenie nerwowości
• poprawa funkcjonowanie pamięci
• zdrowy długi sen
• rozwój wyobraźni, kreatywności
• wzmocnienie zaufania do siebie, wiara w swoje możliwości i poczucie bezpieczeństwa
Poprzez odprężenie mięśni zaoszczędzamy energię, którą tracimy będąc w stanie permanentnego napięcia. Mając więcej energii, rośnie nasz apetyt na życie i chęć do działania! Relaksacja przynosi nam stan wewnętrznej harmonii, akceptacji życia i radosnego oczekiwania. Dzięki temu emanujemy na innych spokojem, życzliwością i miłością. A świat odwdzięcza się nam tym samym.
Podarujmy więc sobie czas na relaks, coś więcej niż tylko chwilę dla siebie.
Beata Markowska
http://solaris-rozwojosobisty.pl/
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Może dlatego, że pokutuje w nas piętno zasłużenia na odpoczynek, albo dlatego że rzadko widzieliśmy naszych rodziców podczas zabawy, a może dlatego, że ciągle przekładamy to na później… Każdy z nas wie najlepiej dlaczego nie relaksuje się zgodnie ze swoimi potrzebami, choć zapewne nieczęsto się nad tym zastanawia. Traktujemy się dość mechanicznie, wymagamy od siebie ciągłej pracy. Wracamy z pracy i bierzemy się do pracy, w głowie dalej mamy pracę. Ciągłe zmartwienia siedzą nam nie tylko w głowie, leżą na wątrobie, blokują nasze serce i naszą radość. Ile jeszcze wytrzymasz?
W dawnych czasach człowiek reagował na stres w dwojaki sposób: walczył albo uciekał. Bez względu na to, którą opcję wybierał – mianownik był wspólny: mięśnie pracowały. Teraz strach ogarnia nasz umysł tak samo jak przed wiekami, tylko reakcja jest zgoła inna. Toczymy boje na słowa, najczęściej na siedząco. Co z tego, kiedy pamięć komórkowa powoduje, że nasze mięśnie w reakcjach stresogennych napinają się jak Neandertalczykowi. Napinają się i tak już nam zostaje. napięcie mięśni nie ustępuje, bo zamiast uderzyć pięścią, lub wziąć nogi za pas uśmiechamy się, żeby nie stracić twarzy. Tracimy za to coś znacznie cenniejszego, nasze zdrowie. Nie znajdując innego ujścia, energia walki obraca się przeciwko nam samym. Przybiera różną formę: od bezsenności, poprzez syndrom jelita drażliwego, na zawale serca skończywszy. Autoagresja jest formą wyładowania napięcia do wewnątrz. Karzemy siebie za grzeczność. Depresja też jest nagrodą za grzeczność.
W życiu, nad wyraz często spotykamy się z sytuacjami stresogennymi. Od problemów bytowych, nawału pracy w firmie, poprzez problemy z najbliższymi, na zwykłych codziennych kłopotach skończywszy.
Co robimy z emocjami, które nas dopadają? Najczęściej nic. Nic, oznacza, że nasz stres został skumulowany w ciele. Nasze ciało nie zapomina. W przeciwieństwie do nas. A każdego dnia dochodzą nowe napięcia. Ponieważ nie dajemy mu przerwy, organizm jest w permanentnym stanie gotowości bojowej, ciągle napięty. Nawet, kiedy śpimy nie potrafimy zregenerować naszych sił w pełni. Pomiary napięć podczas snu pokazują, że jeśli położymy się spać w stanie napięcia, podczas snu napięcie to zmniejszy się tylko nieznacznie.
Skumulowane napięcie prowadzi do niebezpiecznego wyniszczenia organizmu, szczególnie, jeśli stan ten utrzymuje się przez lata. Nierozładowany stres, nieumiejętność relaksu może skutkować szeregiem dolegliwości a nawet chorób. Wśród nich najczęstsze to: bezsenność, choroby serca, alergie, astma, napady lęku, depresja, migrena, owrzodzenie żołądka, bóle mięsni, załamania nerwowe, cukrzyca, choroby wirusowe, wysypka, bóle krzyża, rozwolnienie, zgaga, nieżyt jelit, trudności z trawieniem, nowotwory, artretyzm.
Poniżej znajdziecie przegląd technik relaksacji, które mogą wzbogacić nasze własne, sprawdzone metody. Warto wypróbować wszystkie sposoby i sprawdzić, które najbardziej pomagają, z którymi czujemy się najlepiej i do nas przemawiają.
1. Najprostszą formą relaksacji jest ruch. To jest to, co naszym mięśniom i umysłowi potrzebne jest najbardziej. Ruch jest dobry w każdej postaci. Najlepiej takiej, która jest odpowiednia dla naszego wieku, naszych predyspozycji i chęci.
2. Masaż i inne formy pracy z ciałem, np. technika Aleksandra, metoda Feldenkreisa, polarity, kinezjologia, refleksoterapia, masaże Ma-Uri czy Lomi-Lomi.
Masaż to forma relaksacji, która mnie z relaksem kojarzy się najbardziej. Szczególnie, że w tym przypadku nie muszę nic robić. I to jest duży atut tej metody!
3. Trening autogenny Schultza opracowany został przez niemieckiego lekarza i terapeutę, w oparciu o techniki jogi.
Trening ten polega na monotonnym, stosunkowo długim powtarzaniu sobie sugestii dotyczących części naszego ciała. Na początek, możemy skupić się na swoich ramionach, albo rękach i monotonnie powtarzać przez kilka minut sugestię:
"Rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę...
Moja prawa ręka staje sie ciężka, prawa ręka staje sie ciężka...
Coraz cięższa, coraz cięższa...
Moja prawa ręka jest bardzo ciężka, moja prawa ręka jest bardzo ciężka...
Odczuwam ciężar powstający w prawej ręce".
Następnie zaprzestajemy mówienia i przez moment wczuwamy się w odczucia płynące z tego rejonu ciała. Tą samą procedurę stosujemy w odniesieniu do innych części ciała. Za każdym razem po wypowiedzeniu sugestii pozostajemy przez moment w ciszy wsłuchując się w nasze ciało.
Uwaga: zdania wypowiadamy w myślach lub na głos. Możemy też słuchać kaset z nagranymi sugestiami.
4. Relaksacja Jacobsona
Inną, bardzo popularną metodą relaksacyjną jest tzw. "trening Jacobsona".
Polega on na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu poszczególnych partii (grup mięśni) swojego ciała. Zazwyczaj zaczyna się od napinania prawej, a potem lewej nogi, następnie prawej, potem lewej ręki, z kolei mięśni brzucha, mięśni pleców, ramion i szyi i na końcu twarzy.
Każdy rejon ciała najczęściej napina się 2-3 razy. Po każdym napięciu (ok. 5 sekund) należy całkowicie rozluźnić ten obszar ciała i wczuwać się w stan rozluźnienia. Ćwiczący powinien odczuć różnicę, jaka pojawia się w odczuciach płynących z ciała, gdy mięśnie były napięte oraz gdy są rozluźnione.
Poniżej przykładowe ćwiczenia wg metody Jacobsona:
• Zaciśnij obie pięści - zwróć uwagę na napięcie dłoni i przedramion - rozluźnij się.
• Wzrusz ramionami, podnieś je jak najwyżej - zwróć uwagę na napięcie barków - rozluźnij się.
• Zmarszcz czoło - zwróć uwagę na napięcie czoła i okolicy oczu - rozluźnij się.
• Zaciśnij powieki - odnotuj napięcie - rozluźnij mięśnie z lekko przymkniętymi oczami.
• Zaciśnij zęby - odnotuj napięcie w jamie ustnej i szczęce - odpocznij.
• Weź głęboki oddech i zatrzymaj powietrze - odnotuj napięcie klatki piersiowej i pleców - odpocznij.
• Wciągnij brzuch, staraj się docisnąć go do kręgosłupa - odnotuj uczucie napięcia brzucha - rozluźnij się, oddychaj regularnie.
• Napnij pośladki tak, aby się na nich lekko podnieść - zauważ napięcie - odpocznij.
• Ściągnij uda wyprostowując nogi - zauważ napięcie - odpocznij.
• Skieruj palce u nóg do góry, ku twarzy - odnotuj napięcie stóp i łydek - odpocznij.
5. Muzykoterapia. Relaksacja dźwiękiem.
Włączamy jakąś spokojną muzykę, która nam odpowiada, kładziemy się lub rozkładamy wygodnie na fotelu, i przez około 20 minut jedynie wsłuchujemy w kojące dźwięki. Nie myślimy o niczym. Zmartwienia na chwilę odkładamy na bok. Można zamknąć oczy lub patrzeć na jakiś obrazek, z którym mamy przyjemne skojarzenia, przyglądać się cieniom, patrzeć na horyzont, na korony drzew.. Generalnie lepiej patrzeć na przedmioty położone dalej niż bliżej, wyżej niż niżej. Dzięki temu organ wzroku szybciej się odpręża. Najlepszym sposobem odprężenia jest wsłuchiwanie się w muzykę z zamkniętymi oczami. Zamknięte oczy dają nam lepszy kontakt z naszym ciałem, z emocjami. Obserwacja dźwięków wycisza wewnętrzne emocje, daje dystans do nich, stwarza przestrzeń, robi miejsce na światło, które łagodnie wpływa do naszej duszy.
6. Praktyka relaksacji poprzez oddech
• Najprostszy sposób świadomego oddychania jest następujący:
Obserwujemy każdy swój wdech i wydech. Oddychamy przez nos, albo wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami. Obserwujemy nasz oddech oraz nadchodzące wyobrażenia, myśli, uczucia – nie walcz z nimi, nie próbuj usunąć ich ze świadomości, pozwól im płynąć jak strumień. Przypatruj się tym wewnętrznym doznaniom z pozycji „świadka”
• Dobrym sposobem pogłębiania relaksacji przez oddech jest skupianie się na oddechu z jednoczesnym powtarzaniem w myślach słowa klucza. Przy wdechu mówimy lub myślimy wybrane słowo, np. zdrowie, spokój, szczęście, wolność a przy wydechu np. napięcie, strach, opór, blokada. Niektórym łatwiej jest liczyć oddechy - od jednego do dziesięciu i od nowa (liczymy tylko wydechy). Ja lubię przy wdechu powtarzać słowo „przypływ” a przy wydechu „odpływ”.
Słowo klucz może być dowolne. Chodzi o to, aby dać zajęcie naszemu umysłowi, aby odpoczął od rutynowych problemów i też zajął się pracą z oddechem.
• Podczas wdechu otwieramy się na odczucie, że pobieramy tlen i nową, ożywczą energię życia, która zasila nasze ciało, czakry i aurę. Możemy wyobrażać sobie, że wdychamy jasne światło, które jest kwintesencją miłości, dobra, obfitości, akceptacji i spokoju. Jest pełnią. Podczas wydechu wyobrażamy sobie, że wydychamy z siebie cały zużyty dwutlenek węgla, starą zużytą i niepotrzebną energię, wszystkie napięcia, zmęczenie, stres zmartwienia. Możemy wyobrażać sobie, że wydychamy starą energię w postaci szarego dymu.
• Dobrze jest stosując relaksację oddechem uruchomić oddychanie przeponą. O ile dla mężczyzn oddychanie „z brzucha” jest naturalne, kobiety oddychają klatką piersiową, co przy naszym płytkim oddechu kończy się oddechem szczytami płuc. Jesteśmy permanentnie niedotlenione. Skutkuje to gorszą pracą wszystkich organów, z mózgiem włącznie.
• Technika rodem z Indii: wdychamy powietrze przez jedną dziurkę nosa, zamykając palcem drugie skrzydełko nosa, wydychamy drugą dziurką od nosa, zamykając skrzydełko pierwszej. I tak 10 razy, po czym zmiana.
• Oddech połączony: oddychamy spokojnie, głęboko nie robiąc przerwy pomiędzy wdechem a wydechem. Staramy się utrzymać płynność powietrza przepływającego przez nasze ciało. Niech płynie bez zatrzymywania.
7. Medytacja transcendentalna
Usiądź na krześle lub małej poduszce, tak by twoje plecy były proste. Dłonie oprzyj na górnej części ud. Skup uwagę na oddechu: obserwuj, jak powietrze napełnia i opuszcza twoje ciało. Dzięki wyprostowanej pozycji oddech schodzi głęboko, aż do brzucha. Podczas wdechu najpierw powinny unosić się przepona oraz brzuch, dopiero później klatka piersiowa.
Wciągając powietrze, wolno powtarzaj w myśli sylabę OM, wydychając sylabę AH. Wdech powinien być krótszy niż wydech. Po wydechu zrób małą przerwę i powtórz w myśli sylabę HUM.
Postaraj się znaleźć swój naturalny rytm, by wdechy, wydechy, przerwy i powtarzane sylaby stworzyły coś w rodzaju harmonijnego tańca. Oddychaj świadomie, ale swobodnie, bez napięcia.
Jeśli zaczną pojawiać się w twojej głowie myśli, nie walcz z nimi. Ale też nie poświęcaj im uwagi. Po prostu obserwuj je jak płynące po niebie chmury. I wracaj do oddechu. Na początku pojawiające się myśli będą krążyć wokół spraw codziennych - głodu, zmęczenia, kłopotów w pracy, planów urlopowych. Z czasem mogą stać się głębsze i bardziej osobiste. Znoś je spokojnie i wracaj do oddechu i recytacji.
Zacznij od 5 minut i wydłużaj trening do pół godziny.
8. Wizualizacja jest świetnym sposobem relaksacji.
Polega na świadomym wywołaniu w naszym umyśle pozytywnego obrazu. W sprzedaży dostępne są wizualizacje prowadzone, nagrane na kasetach lub płytach CD. Możesz stworzyć własną wizualizację, w otoczeniu przyrody, które jest ci najbliższe, w którym czujesz się najlepiej.
Oto najprostsza i najszerzej dostępna wizualizacja: wystarczy zamknąć oczy i pomyśleć o czymś przyjemnym, jeśli lubimy morze - o tym, że jesteśmy nad morzem.
Poniżej przykładowa wizualizacja morza.
• Usiądź spokojnie i rozluźnij się. Weź kilka spokojnych oddechów, wdychając przez nos i wydychając powietrze głośno przez usta. Zrób 5 takich oddechów.
• Oczy zamknięte. Wyobraź sobie, że znajdujesz się na plaży. Czujesz pod stopami ciepły piasek, na sobie ciepło promieni słonecznych. Otacza cię cisza. Słychać tylko odgłos morskich fal. Panuje absolutny spokój.
• Ciepła morska fala dotyka twych stóp, obmywa je. Twoje stopy rozluźniają się. Wyobraź sobie, że fala morska obmywa twe stopy kilkakrotnie.
• Po chwili, ciepła fala morska powraca i obmywa całe twoje nogi. Pod jej cudownym dotykiem, nogi stają się lekkie i zrelaksowane.
• Powtórz tę scenkę, wyobrażając sobie kolejno pozostałe części twojego ciała obmywane przez morskie fale: uda, biodra, brzuch, tułów, dłonie, ręce, szyję, twarz, głowę i na końcu całe twoje ciało.
• Kiedy już jesteś całkowicie rozluźniony, zobacz siebie na plaży, leżącego na piasku i poczuj na sobie dotyk ciepłych promieni słonecznych, które przekazują twemu ciału, oczyszczonemu przez morskie fale, ogromną energię i siłę.
• Kiedy już osiągnąłeś stan spokoju i totalnej błogości, postaraj się wyciszyć myśli. Jeżeli pojawia się jakaś myśl, nie walcz z nią, pozwól jej przepłynąć nie zatrzymując jej. Pozostań w tego rodzaju swoistej pustce jak najdłużej.
• Na koniec, zrób ponownie 5 wolnych i głębokich oddechów, otwórz powoli oczy i delikatnie porusz się, tak jakbyś wychodził z dobroczynnego snu.
9. Aromatoterapia.
Dlaczego ta prosta metoda relaksacji jest tak skuteczna? M.in. dlatego, że zmysł powonienia ma bardzo silny związek z tą częścią mózgu, która odpowiada za emocje. Zastosowanie olejków zapachowych pomaga nie tylko w nawiązaniu kontaktu z naszym oddechem, ale także w przekształceniu emocji destrukcyjnych w pozytywne. Jak zatem możemy w najprostszy sposób przeprowadzić taką relaksację zapachami?
Wietrzymy dokładnie pomieszczenie przez 2-3 minuty. Następnie zamykamy okno i zapalamy świeczkę w kominku zapachowym. Do kominka nalewamy wody i wkraplamy olejek zapachowy (próbuj eksperymentować z mieszaniem kilku różnych zapachów).
Możesz włączyć jakąś przyjemną muzykę relaksacyjną, czy nagranie odgłosów przyrody. Usiądź wygodnie lub połóż się. Na chwilę wyłącz wszystkie myśli i jedynie koncentruj się na zapachu łagodnie wpływającym do twych płuc i obserwuj jak zmieniają się twoje emocje.
10. Medytacje OSHO
Osho przełamał dogmat statycznych medytacji. Pokazał, jak wiele innych działań poza nieruchomym siedzeniem w ściśle określonej pozycji może być medytacją.
Poniżej kilka wybranych medytacji:
o Medytacja tańca.
Tańcz. W jakikolwiek sposób. Niech twoje ciało porusza się tak jak chce. Nie kieruj swoim ciałem, lecz pozwól mu kierować tobą. Zatrać się w tańcu. Po 15 minutach znieruchomiej w pozycji stojącej lub siedzącej. Zamknij oczy i obserwuj wszystko, co się dzieje tak wewnątrz, jak i na zewnątrz ciała.
o Medytacja palacza.
Za każdym razem, kiedy bierzesz do ręki paczkę papierosów, rób to bardzo powoli. Przyglądaj się ruchowi dłoni, nie spiesz się. Bądź w pełni czujny, świadomy, uważny. Potem wyjmij papierosa z paczki, ale nie tak jak zawsze, nieświadomie, w pośpiechu, mechanicznie, tylko z pełną świadomością tego co robisz. Postukaj papierosem o kartonik opakowania, bardzo uważnie. Posłuchaj dźwięku, jaki on wydaje, tak jak buddyści zen słuchają odgłosów samowara i gotującej się herbaty… i czują jej zapach. Powąchaj papierosa. Włóż papierosa do ust z pełną świadomością. Zapal go. Ciesz się każdym, nawet najdrobniejszym swoim ruchem. Podziel czynność palenia na szereg drobnych czynności, tak abyś stawał się coraz bardziej świadomy procesu palenia. Potem zaciągnij się dymem po raz pierwszy. Wypełnij płuca dymem jak najgłębiej. Rozluźnij się. W taki sposób, bardzo wolno wypal całego papierosa.
o Medytacja śmiechu.
Rano po przebudzeniu się, a przed otwarciem oczu przeciągnij się jak kot, rozciągnij każdy mięsień swojego ciała. Po 3-4 minutach, wciąż z zamkniętymi oczami zacznij się śmiać i medytuj w ten sposób ok. 5 minut. Na początku śmiech będzie trochę wymuszony, ale z czasem stanie się gromki i szczery. Dojście do szczerego śmiechu może zająć nawet kilka dni. Dzieje się tak dlatego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do śmiania się bez powodu. W pewnym momencie jednak, doświadczenie nieuwarunkowanego śmiechu przyjdzie spontanicznie i zmieni jakość przeżywanego dnia.
Czy zauważyłeś, że kiedy śmiejesz się z całego serca, przez kilka chwil znajdujesz się w głębokim stanie medytacyjnym? Kiedy się śmiejemy myślenie zanika. Nie można bowiem śmiać się i myśleć jednocześnie. Jeśli naprawdę się śmiejesz przestajesz myśleć. Taniec i śmiech są najbardziej naturalnymi, najłatwiej dostępnymi wrotami do medytacji.
Pamiętajmy też o tym, że relaksacja jest pewną umiejętnością – trzeba się jej nauczyć. Na początku ćwiczenia mogą wydać nam się dziwne i śmieszne. I to też jest dobre. Każdy powód do śmiechu jest dobry. Dopóki potrafimy się śmiać sami z siebie, nie jest jeszcze tak źle z nami.
Jeśli jednak żaden z powyższych sposobów relaksacji nie przypadł ci do gustu, zawsze pozostają te najprostsze i stosowane od wieków, pod każdą szerokością geograficzną
11. Patrzenie w płomień świecy czy w ogień siedząc przy ognisku lub przed kominkiem
12. Głaskanie zwierzaka
13. Przytulenie się do drzewa (najlepiej brzozy)
14. Śmiech w każdej postaci.
Jak widać jest całe spektrum sposobów relaksacji. Pozytywów płynących z regularnej relaksacji jest jeszcze więcej.
Korzyści płynące z relaksacji to m.in.:
• natychmiastowa poprawa nastroju
• redukcja stresu, przywrócenie spokoju wewnętrznego
• zwiększenie wydolności fizycznej
• zmniejszenie nadciśnienia i poprawa pracy serca
• lepsza praca układu trawiennego i wegetatywnego
• działanie profilaktyczne przeciw wrzodom i kłopotom trawiennym
• zmniejszenie nerwowości
• poprawa funkcjonowanie pamięci
• zdrowy długi sen
• rozwój wyobraźni, kreatywności
• wzmocnienie zaufania do siebie, wiara w swoje możliwości i poczucie bezpieczeństwa
Poprzez odprężenie mięśni zaoszczędzamy energię, którą tracimy będąc w stanie permanentnego napięcia. Mając więcej energii, rośnie nasz apetyt na życie i chęć do działania! Relaksacja przynosi nam stan wewnętrznej harmonii, akceptacji życia i radosnego oczekiwania. Dzięki temu emanujemy na innych spokojem, życzliwością i miłością. A świat odwdzięcza się nam tym samym.
Podarujmy więc sobie czas na relaks, coś więcej niż tylko chwilę dla siebie.
Beata Markowska
http://solaris-rozwojosobisty.pl/
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
środa, 30 lipca 2008
Core Transformation
Czy miałeś kiedyś wrażenie, że jest w Tobie kilka osób o zupełnie odmiennych pragnieniach? Jakaś część Ciebie chciała jeszcze dłużej pospać, a druga mówiła 'nie, trzeba iść do pracy!'. Jedna część mówiła 'idź do kina', druga 'idź na piwo z kumplami', a jeszcze inna 'po prostu posiedź w domu i odpocznij'? Czy było tak, że nawet gdy już podjąłeś decyzję, jakiś element Ciebie wciąż namawiał 'a może jednak to?'
Model Core Transformation, stworzony przez Connaire i Tamarę Andreas, traktuje te fragmenty Twojej osobowości, o tak odmiennych pragnieniach, jako rzeczywiste osobowości istniejące w Twojej podświadomości. Wszystkie pragną dla Ciebie dobrze – jednocześnie każda z nich ma nieco inną definicję tego, co to faktycznie znaczy 'dobrze' oraz jak do tego 'dobrze' można dotrzeć. Niektóre mogą przeszkadzać innym i blokować je w ich dążeniach – ponieważ ich własna ścieżka do 'dobrze' wymaga zablokowania działania innych części. Jeszcze inne mogą prowadzić poprzez, obiektywnie, bardzo szkodliwe zachowania – ponieważ z obecnej perspektywy odpowiedzialnej za zachowanie części, właśnie te zachowania stanowią najskuteczniejszą drogę do celu. Tak, dla przykładu, część której wartością jest bezpieczeństwo może wywoływać u osoby fobię przed przemawianiem do ludzi albo powodować ataki paniki – dzieki temu osoba będzie unikała takich sytuacji i w efekcie uzyska 'bezpieczeństwo'.
Core Transformation pozwala na nawiązanie kontaktu z częściami danej osoby i renegocjowanie ich zachowania – pokazując inne, zdrowsze metody osiągnięcia celów danej części. Jednakże, gdyby ograniczął się tylko do tego, nie różniłby się zbytnio od innych technik opierających się o renegocjację zachowań, takich jak Six Step Reframing znany z NLP....
Tym, co naprawdę wyróżnia Core Transformation, są tytułowe 'Core States', Stany Pierwotne – model Core zakłada – i założenie to potwierdza się w praktyce – że bierzące cele części stanowią jedynie środek do osiągnięcia wyższych wartości, które z koleji prowadzą do wartości najwyższych dla danej części. Taki ciąg wartości może być bardzo zróżnicowanej długości – czasem są to dwa elementy, niekiedy nawet dwadzieścia. Jednakże, tym co naprawde istotne, jest fakt, że najwyższe wartości części zawsze składają się na kilka wyjątkowo silnych, niezwykle głębokich stanów emocjonalnych, znanych jako Core States. Connaire Andreas wymienia pięć takich stanów, zaznaczając, że u różnych ludzi mogą w ich miejscu występować inne, podobne wartości. Te stany – takie jak poczucie absolutnej akceptacji, czy niezwykle głębokie poczucie szczęścia – są często opisywane przez użytkowników Core Transformation jako najgłębsze emocjonalne doznania w ich doświadczeniu. Jednocześnie, obok siły i głębi przeżycia, stany te mają dodatkową wartość: umożliwienie częściom osoby dotarcia do swoich docelowych Stanów Pierwotnych pozwala bowiem na ogromną zmianę jakościową w zachowaniu danej osoby. Ta przemiana umożliwia pozbycie się ograniczających problemów i zachowań dosłownie w mgnieniu oka, gdy funkcja jaką mają staje się zbędna i zostaje porzucona na rzecz lepszych, zdrowszych i bardziej praktycznych dla danej osoby rozwiązań.
Połączenie niezwykłej głębi doznań, jakie niesie ze sobą Core Transformation (jak to określił jeden z użytkowników tej metody „Niektórzy ludzie medytują 10 lat aby uzyskać stany, które Core oferuje w ciągu półgodzinnej sesji") z ogromną skutecznością w wywoływaniu szybkiej i trwałej zmiany osobistej, jakie niesie ze sobą ta metoda sprawiło, że w krótkim czasie stała się ona bardzo popularnym narzędziem pracy.
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Model Core Transformation, stworzony przez Connaire i Tamarę Andreas, traktuje te fragmenty Twojej osobowości, o tak odmiennych pragnieniach, jako rzeczywiste osobowości istniejące w Twojej podświadomości. Wszystkie pragną dla Ciebie dobrze – jednocześnie każda z nich ma nieco inną definicję tego, co to faktycznie znaczy 'dobrze' oraz jak do tego 'dobrze' można dotrzeć. Niektóre mogą przeszkadzać innym i blokować je w ich dążeniach – ponieważ ich własna ścieżka do 'dobrze' wymaga zablokowania działania innych części. Jeszcze inne mogą prowadzić poprzez, obiektywnie, bardzo szkodliwe zachowania – ponieważ z obecnej perspektywy odpowiedzialnej za zachowanie części, właśnie te zachowania stanowią najskuteczniejszą drogę do celu. Tak, dla przykładu, część której wartością jest bezpieczeństwo może wywoływać u osoby fobię przed przemawianiem do ludzi albo powodować ataki paniki – dzieki temu osoba będzie unikała takich sytuacji i w efekcie uzyska 'bezpieczeństwo'.
Core Transformation pozwala na nawiązanie kontaktu z częściami danej osoby i renegocjowanie ich zachowania – pokazując inne, zdrowsze metody osiągnięcia celów danej części. Jednakże, gdyby ograniczął się tylko do tego, nie różniłby się zbytnio od innych technik opierających się o renegocjację zachowań, takich jak Six Step Reframing znany z NLP....
Tym, co naprawdę wyróżnia Core Transformation, są tytułowe 'Core States', Stany Pierwotne – model Core zakłada – i założenie to potwierdza się w praktyce – że bierzące cele części stanowią jedynie środek do osiągnięcia wyższych wartości, które z koleji prowadzą do wartości najwyższych dla danej części. Taki ciąg wartości może być bardzo zróżnicowanej długości – czasem są to dwa elementy, niekiedy nawet dwadzieścia. Jednakże, tym co naprawde istotne, jest fakt, że najwyższe wartości części zawsze składają się na kilka wyjątkowo silnych, niezwykle głębokich stanów emocjonalnych, znanych jako Core States. Connaire Andreas wymienia pięć takich stanów, zaznaczając, że u różnych ludzi mogą w ich miejscu występować inne, podobne wartości. Te stany – takie jak poczucie absolutnej akceptacji, czy niezwykle głębokie poczucie szczęścia – są często opisywane przez użytkowników Core Transformation jako najgłębsze emocjonalne doznania w ich doświadczeniu. Jednocześnie, obok siły i głębi przeżycia, stany te mają dodatkową wartość: umożliwienie częściom osoby dotarcia do swoich docelowych Stanów Pierwotnych pozwala bowiem na ogromną zmianę jakościową w zachowaniu danej osoby. Ta przemiana umożliwia pozbycie się ograniczających problemów i zachowań dosłownie w mgnieniu oka, gdy funkcja jaką mają staje się zbędna i zostaje porzucona na rzecz lepszych, zdrowszych i bardziej praktycznych dla danej osoby rozwiązań.
Połączenie niezwykłej głębi doznań, jakie niesie ze sobą Core Transformation (jak to określił jeden z użytkowników tej metody „Niektórzy ludzie medytują 10 lat aby uzyskać stany, które Core oferuje w ciągu półgodzinnej sesji") z ogromną skutecznością w wywoływaniu szybkiej i trwałej zmiany osobistej, jakie niesie ze sobą ta metoda sprawiło, że w krótkim czasie stała się ona bardzo popularnym narzędziem pracy.
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
Core Transformation,
drogie zegarki,
hipnoza,
leczenie,
NLP,
tenis,
terapia,
Zmiana osobista
wtorek, 29 lipca 2008
Cel uświęca środki?
Cel uświęca środki?
Gdybyś mógł wyeliminować głód na całym świecie zabijając jednego zupełnie niewinnego człowieka, zrobiłbyś to?
Zanim przejdę dalej, poświęć chwilę swojego czasu żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.
A ja w międzyczasie będę pisała blablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablblablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablabl żebyś nie miał pokusy czytania tekstu.
Czy twój cel uświęca środki? Czy masz w ogóle jakiś nadrzędny cel w życiu? Wiesz, po co żyjesz? Bo chyba nie po to, aby spać, jeść, zarabiać, wydawać, wydalać, oglądać TV, złościć się, kochać, pocić na siłowni, starzeć wbrew sobie, udawać, wstawać o 7-ej, jechać, wracać, być… Pośrednio jesteśmy tu właśnie po to. Aby doświadczać. Ale czy wiesz, o co chodzi w twoim życiu. Po co jesteś na planecie Ziemia? Czemu ma służyć twoje życie? Nie myśl, że jestem mądrzejsza od ciebie. Zadaję to pytanie, bo sama nie znam na nie odpowiedzi. Jeśli czytasz ten tekst, to znaczy, że i w twoim życiu pojawił się czas, kiedy to jesteś gotów na zadanie sobie tego pytania. W naszym życiu ważniejsze są pytania aniżeli odpowiedzi.
Co chcesz osiągnąć za rok? Za 5 lat? Kim chcesz być za 10? Czy wiesz dokładnie, czy raczej zostawiasz to losowi? Zastanawiasz się, po co chcesz osiągać swoje cele? Dlaczego zależy ci, aby stać się kimś? Co jest powodem i ku czemu zmierzasz? Co ci to da? Jak się będziesz z tym czuł? Dlaczego chcesz się czuć w określony sposób?
Homo Sapiens – jesteśmy tacy delikatni i tacy prymitywni zarazem. Ten tekst też jest prymitywny. Powiedzmy to otwarcie.
Nasza genialność polega na naszej różnorodności i wolnej woli. Każdy z was, czytających ten tekst może zrozumieć go na swój sposób. Może zwrócić uwagę na określony akapit, zdanie, słowo i mieć kompletnie różne konotacje w związku z nim, inne skojarzenia, inne wspomnienia, inne wnioski. Co więcej, ja sama za rok, kilka miesięcy, za chwilę przeczytam ten tekst i zmienię go lub wykasuję, albo wyślę bez zastanawiania i niezbędnej korekty. Nie wiem, którą wersję czytasz. Wiem jedno: jeśli go czytasz, to jakaś część ciebie obudziła się z uśpienia i zaczęła zadawać pytania.
Jak mogę osiągnąć to, co chcę osiągnąć i właściwie, co chcę osiągnąć?
Jeśli zaczniesz zadawać sobie pytania, znajdziesz na nie odpowiedzi. W ten czy inny sposób, teraz lub później będzie ci dane zrozumieć i znaleźć rozwiązanie. Sztuką jest zadawanie pytań. Kto żyje z dnia na dzień, automatycznie wypełniając swój dzień codziennymi zadaniami ten skazuje siebie na automatyczne życie. Nikt, tylko my sami możemy się z tego wyzwolić.
Matrix jest naszym wytworem. Sami go stworzyliśmy na własny użytek. Ale zdaje się, że wymknęło się to nam spod kontroli. Czy to znaczy, że należy się bać Matrixa? Jak chcesz to się bój. Jeśli chcesz – wykorzystaj go lub zmień. Matrix to ty.
--
Beata Markowska
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Gdybyś mógł wyeliminować głód na całym świecie zabijając jednego zupełnie niewinnego człowieka, zrobiłbyś to?
Zanim przejdę dalej, poświęć chwilę swojego czasu żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.
A ja w międzyczasie będę pisała blablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablblablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablabl żebyś nie miał pokusy czytania tekstu.
Czy twój cel uświęca środki? Czy masz w ogóle jakiś nadrzędny cel w życiu? Wiesz, po co żyjesz? Bo chyba nie po to, aby spać, jeść, zarabiać, wydawać, wydalać, oglądać TV, złościć się, kochać, pocić na siłowni, starzeć wbrew sobie, udawać, wstawać o 7-ej, jechać, wracać, być… Pośrednio jesteśmy tu właśnie po to. Aby doświadczać. Ale czy wiesz, o co chodzi w twoim życiu. Po co jesteś na planecie Ziemia? Czemu ma służyć twoje życie? Nie myśl, że jestem mądrzejsza od ciebie. Zadaję to pytanie, bo sama nie znam na nie odpowiedzi. Jeśli czytasz ten tekst, to znaczy, że i w twoim życiu pojawił się czas, kiedy to jesteś gotów na zadanie sobie tego pytania. W naszym życiu ważniejsze są pytania aniżeli odpowiedzi.
Co chcesz osiągnąć za rok? Za 5 lat? Kim chcesz być za 10? Czy wiesz dokładnie, czy raczej zostawiasz to losowi? Zastanawiasz się, po co chcesz osiągać swoje cele? Dlaczego zależy ci, aby stać się kimś? Co jest powodem i ku czemu zmierzasz? Co ci to da? Jak się będziesz z tym czuł? Dlaczego chcesz się czuć w określony sposób?
Homo Sapiens – jesteśmy tacy delikatni i tacy prymitywni zarazem. Ten tekst też jest prymitywny. Powiedzmy to otwarcie.
Nasza genialność polega na naszej różnorodności i wolnej woli. Każdy z was, czytających ten tekst może zrozumieć go na swój sposób. Może zwrócić uwagę na określony akapit, zdanie, słowo i mieć kompletnie różne konotacje w związku z nim, inne skojarzenia, inne wspomnienia, inne wnioski. Co więcej, ja sama za rok, kilka miesięcy, za chwilę przeczytam ten tekst i zmienię go lub wykasuję, albo wyślę bez zastanawiania i niezbędnej korekty. Nie wiem, którą wersję czytasz. Wiem jedno: jeśli go czytasz, to jakaś część ciebie obudziła się z uśpienia i zaczęła zadawać pytania.
Jak mogę osiągnąć to, co chcę osiągnąć i właściwie, co chcę osiągnąć?
Jeśli zaczniesz zadawać sobie pytania, znajdziesz na nie odpowiedzi. W ten czy inny sposób, teraz lub później będzie ci dane zrozumieć i znaleźć rozwiązanie. Sztuką jest zadawanie pytań. Kto żyje z dnia na dzień, automatycznie wypełniając swój dzień codziennymi zadaniami ten skazuje siebie na automatyczne życie. Nikt, tylko my sami możemy się z tego wyzwolić.
Matrix jest naszym wytworem. Sami go stworzyliśmy na własny użytek. Ale zdaje się, że wymknęło się to nam spod kontroli. Czy to znaczy, że należy się bać Matrixa? Jak chcesz to się bój. Jeśli chcesz – wykorzystaj go lub zmień. Matrix to ty.
--
Beata Markowska
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
dążenie do sukcesu,
drogie zegarki,
lekarze,
matrix,
NLP,
samochody
piątek, 25 lipca 2008
Prawo do błędów
Jakże cudownie byłoby w życiu, gdybyśmy przestali grać. O ile łatwiej przebiegałaby nasza komunikacja, gdybyśmy otwarcie mówili, o co nam chodzi, co czujemy. Kiedy naszym przewodnikiem w rozmowie z drugim człowiekiem jest strach, nie dziwmy się, że rezulatat jest zgoła inny od zamierzonego. Po co zakładamy te wszystkie maski? O co nam chodzi?
O wiele rzeczy. Żeby nie zostać wyśmianym, żeby nie wyszło na jaw, że mamy swoje słabości, nie jesteśmy perfekcyjni. Perfekcjonizm. Im bardziej krytykujemy innych, tym bardziej boimy się, że sami wpadniemy we własne sidła. Skoro nie akceptujemy ludzkiej ułomności u innych, ciężko byłoby dać sobie samemu prawo do popełniania błędów. A przecież jesteśmy ludźmi, inteligentnym zbiorem atomów. Dopiero uczymy się odkrywać boską część w sobie. Jesteśmy ułomni, mamy na koncie małe i większe grzeszki. Czy ma sens obwinianie się za to? Wina zatrzymuje nas w miejscu. Obarcza nas strachem przed karą.
SYSTEM NACZYŃ POŁĄCZONYCH
Wina i kara to dwa sprzężone ze sobą elementy. Nie ma winy – nie ma kary. Tak to działa. Ile fortun dorobionych na przysłowiowej ludzkiej krzywdzie delektuje się swoim stanem posiadania, korzysta z majątku bez poczucia, że coś tu jest nie tak. I to jest właśnie tajemnica ich sukcesu. Brak poczucia winy. Nie przemawia tu przeze mnie sarkazm, tylko logika, doświadczenie i chęć odwołania się do waszych emocji.
Ci, którzy źle się czują z nieczystym załatwieniem sprawy, którzy mają poczucie winy z tego tytułu, nawet jeśli nie jest ono uświadomione – tych osobników prędzej, czy później dopada karząca ręka sprawiedliwości. Niejako na życzenie. Mówi się, że na złodzieju czapka gore. Jest to prawdą, ale prawdą połowiczną. Porzekadło to dotyczy jednostek, które mają poczucie winy z powodu dokonanego czynu. Podświadomie będą one prowokować sytuacje, które doprowadzą do ujawnienia kulis danej sprawy, bądź w inny sposób doprowadzą do utraty niesłusznie otrzymanych korzyści. Czasami takie zdarzenia mają miejsce po latach. Osobiście nie życzę nikomu tych lat spędzonych w luksusie, za to z poczuciem winy i strachem, że za chwilę zostanie nam to zabrane. Nam i naszej rodzinie. W tym wszystkim najgorsze jest to, że nasze przewinienie uderza w naszych najbliższych…
Tymczasem wystarczyłoby wyrugować z siebie poczucie winy i żylibyśmy jak w raju. Jednak już Dostojewski o tym pisał, a pewnie każdy z nas potwierdzi – nie jest to takie proste.
Powróćmy teraz do poczucia winy, z którym w większym lub mniejszym stopniu, rzadziej lub częściej boryka się każdy z nas. Mówię teraz o naszym chlebie powszednim, małym poczuciu winy, za małe przewinienia, o tym naprzykrzającym się doznaniu, które utrudnia nam egzystencję. Jeśli myślisz, że jest to temat, który cię nie dotyczy – grubo się mylisz. Jeśli myślisz, że nic nie zyskasz czytając o małych sprawach – mylisz się jeszcze bardziej.
Pozbycie się poczucia winy nie jest prostym zadaniem.
Nie wystarczy sobie powiedzieć: „Od dziś nie będę się obwiniał, za to co zrobiłem”. Samo postanowienie jest co prawda piękne i godne pochwały. Jednak nasz umysł postanawia wiele rzeczy. A ile z nich realizujemy? Każdy sam wie najlepiej.
Zacznijmy od rzeczy, które nie są oczywiste.
Postaraj się przeanalizować twoje ostatnio odczuwane poczucie winy. Być może odnajdziesz jakąś część swojej historii w którymś z omawianych poniżej wątków.
ILUZJA
Masz poczucie winy – sprawdź, czy twoje działanie przyniosło komuś realną stratę. Najszybszym, acz nie najłatwiejszym sposobem jest zapytanie twojej niedoszłej ofiary, jak odebrała twoje zachowanie, działanie lub zaniechanie. Cokolwiek, o co się obwiniamy.
Może się okazać, że nasze poczucie winy jest iluzoryczne. Częstokroć preparujemy w domowych warunkach osobiste poczucie winy na nasze osobiste potrzeby, choć rzeczywista rana nie została zadana. Nasze nawykowe myślenie karze nam wyobrażać sobie, że kogoś zraniliśmy, zrobiliśmy coś nagannego. Potem męczymy się z tym, zadając sobie wewnętrzne ciosy. Nasza niedoszła ofiara albo nie pamięta sytuacji, o której wspominamy, albo pamięta ją zupełnie inaczej. Co więcej, nie poczuwa się do roli ofiary.
W kreowaniu iluzorycznego poczucia winy przodują kobiety. Syndrom matki Polki większości z nas nie jest obcy. Matka Polka przy każdej próbie dania sobie czegoś: wolnego czasu, prezentu, spotkania z przyjaciółką, popada w poczucie winy. Robi to w trosce o członków rodziny. Zadręczając ich często swoją męczeńską postawą. Osobiście wolę mieć u boku męża zadowolonego po spotkaniu z kolegami aniżeli marudę narzekającego na cały świat. A tak kończą się jego rzadkie ataki poświęcenia się dla rodziny. Może nasi partnerzy myślą podobnie? Może oni też chcą mieć u boku zadowolone żony, a dzieci matki? Może czas sprawdzić, czy tak jest rzeczywiście?
GIGANTOMACHIA
Częstokroć przydajemy naszym zachowaniom rangi wielkich czynów, wielkich urazów. Przejmujemy się tym do granic wytrzymałości, podczas gdy nasz rozmówca może i poczuł się zraniony, ale rana nie jest śmiertelna. Prosta rozmowa najczęściej pomaga oczyścić klimat. Jeśli zdarzy ci się, że twoje przekonanie o rozmiarze zadanej rany uniemożliwia ci stawienia czoła sytuacji, z obawy, że zostaniesz potępiony na wieki, wykonaj proste ćwiczenie. Wyobraź sobie, że ty i ofiara jesteście postaciami w teatrze kukiełkowym, albo pacynkami. Przypuśćmy, że jesteś mężem, wygłaszasz swoją kwestię, która powoduje stan zapalny. Twoja żona kukiełka zakłada ręce na piersi i kukiełkowym głosem obwieszcza ci, że jesteś skończonym kretynem, po czym odwraca się na małej pięcie, idzie do kąta i tam chlipie teatralnie. Jest ujmująca. Teraz ty wyciągasz zza pazuchy bukiet sztucznych kwiatków i pędzisz przez scenę, żeby paść przed nią na kolana. Czyż nie wzruszająca scena? A przy tym stawia nasze problemy we właściwych proporcjach. Czasem trzeba porzucić nawyk demonizowania swoich dokonań i dać sobie prawo do potknięć. Twoi bliscy lepiej się poczują w twoim otoczeniu wiedząc, że jesteś omylny i potrafisz się przyznać do błędu.
Jeśli jednak nie zdobędziesz się na rozmowę i zamkniesz się w sobie zadręczając tym, co zrobiłeś to może ci grozić punkt następny…
ATAK
To dość częsty przypadek. Ponieważ źle się czujemy z naszym poczuciem winy, uwiera nas i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, przeto zaczynamy obwiniać naszą ofiarę o to, że czujemy się przez nią fatalnie. A skoro przez nią komfort naszego życia się pogorszył – należy jej się kara. Im bardziej nasza ofiara obnosi się ze swoim bólem, tym gorzej się to dla niej kończy. Wzorce wyniesione z dzieciństwa grają tu pierwsze skrzypce. Jeśli w domu rodzice wzajemnie się obwiniali, to nawet przy niewielkim przewinieniu możemy atakować naszą ofiarę agresją, irracjonalną z jej punktu widzenia, a jak najbardziej uzasadnioną z naszego, bo najlepszą formą obrany jest atak i to z zaskoczenia, zanim nas zdążą zaatakować. Dla nas jest to działanie nawykowe. A nawyk jest drugą naturą. Nie zastanawiamy się nad czymś, co jest naturalne. Powtarzamy wzorzec. Czasem jednak warto stanąć na chwilę i wziąć pod lupę swoją drugą naturę. Może czas najwyższy zrzucić pancerz przyzwyczajeń. Dla dobra nas samych i naszych bliskich oraz naszego otoczenia. Ja też nie lubię dostawać prztyczka w nos zaraz po tym, kiedy ktoś podłożył mi nogę.
AUTODESTRUKCJA
Naczelnym zadaniem poczucia winy jest ukaranie siebie w zastępstwie pana Boga, głównie z obawy, że kara, którą moglibyśmy otrzymać z jego ręki mogłaby być bardziej dotkliwa od tej, którą zadamy sobie sami. Jednak czasem okazuje się, że zapętlamy się we własnym poczuciu winy tak bardzo, że kara, którą sobie wymierzamy nie jest współmierna do wielkości szkody. Mówiąc ściślej - znacząco ją przewyższa. Jeśli łudzimy się, że nasza nadgorliwość zostanie w taki, czy inny sposób wynagrodzona – bardzo się mylimy. Bóg uczył wybaczać Poza tym, kto lubi takich gorliwców?
Moja rada? Miejmy litość dla nas samych.
SYSTEM NAGRODY
Systemowo w naszym kręgu kulturowym poczucie winy zostało zaszczepione wraz z doktryną katolicką. Im bardziej winny się czujesz tym bardziej pobożny się jesteś, tym jesteś bliższy bogu. Taki przekaz został części z nas wpojony tak solidnie, że wyzwolić cię z tego przekonania zapewne byłoby ciężko samemu Jezusowi.
Osho twierdzi, że ten, kto czuje się winny ten grzeszy. Karanie siebie to odbieranie roboty panu Bogu (dla tych, co widzą w nim srogiego Pana) oraz zamach na boskie stworzenie (dla tych, co dostrzegają w sobie świątynię Boga)
OCZEKIWANIA
Poczucie winy to zawsze manifestacja naszego niskiego poczucia własnej wartości, dręczącego uczucia zwątpienia w siebie. Im większe stawiasz sobie wymagania, tym boleśniej karzesz się poczuciem winy za fakt nie spełnienia własnych lub cudzych oczekiwań. Zamykasz się w błędnym kole rozpaczy i beznadziei zamiast wziąć naukę z błędu i iść do przodu. Poczucie winy unaocznia nam, ile pracy musimy jeszcze włożyć w naukę kochania siebie.
Kochajmy siebie. Bezwarunkowo. Bądźmy dla siebie dobrzy, to i świat będzie dla nas lepszy. Zacznijmy od wybaczenia sobie.
Dlaczego sporządziłam tę etymologię poczucia winy?
Głównie po to, aby dać ci sposobność spojrzenia na siebie jak na człowieka, który traci w życiu oddając swą energię, swą kreatywność i radość życia, topiąc ją w czymś co nie pochodzi od Boga, nie przyczynia się do naszego szczęścia, ani do szczęścia naszych bliskich. Więc po co ulegamy poczuciu winy?
Odpowiedzi jest wiele. Z przyjemnością oddałabym się teraz pokusie kolejnej analizy :) Jednak mam cel nadrzędny jakim jest szczęśliwe życie a nie życie przepełnione analizami.
Dlatego zadam ci inne pytanie, które wcześniej zadałam sobie: Czy próbowałeś kiedyś świadomie powstrzymać się przed spontanicznym poddaniem się dyktatowi winy? Na moment zatrzymaj się, zastanów do czego prowadzi spirala poczucia winy.
Weź w swoje ręce kontrolę nad tym co dzieje się w twoim życiu. Nie pozwól, by odwieczne wzorce zbudowały twoje życie. Jest to solidny fundament, bez wątpienia, jednak fundament na którym zbudujesz szary dom pełen trosk.
Daj sobie i swoim bliskim trochę wolności. Uwolnij siebie od poczucia winy. Weź głęboki oddech, uśmiechnij się do siebie, do wszystkich błędów jakie popełniłeś, w szczególności do tego ostatniego i zacznij cieszyć się życiem, życiem z błędami. Takim jakie jest, tu i teraz. Nie musisz zaczynać wszystkiego od nowa. Zaakceptuj siebie. Omylnego, niedoskonałego. Zaakceptuj siebie, chociażby na przekór całemu światu. Zaakceptuj siebie, mimo wszystkich błędów, a może właśnie dzięki nim.
beata markowska
ps
Jeśli nie odnalazłeś się w żadnym przykładzie, jesteś człowiekiem nieskalanym poczuciem winy. Dlatego mój apel do ciebie, nieznajomy czytelniku: ujawnij się, powiedz nam wszystkim, jak to jest żyć bez poczucia winy, w szczęściu?
kontakt znajdziesz na stronie
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
O wiele rzeczy. Żeby nie zostać wyśmianym, żeby nie wyszło na jaw, że mamy swoje słabości, nie jesteśmy perfekcyjni. Perfekcjonizm. Im bardziej krytykujemy innych, tym bardziej boimy się, że sami wpadniemy we własne sidła. Skoro nie akceptujemy ludzkiej ułomności u innych, ciężko byłoby dać sobie samemu prawo do popełniania błędów. A przecież jesteśmy ludźmi, inteligentnym zbiorem atomów. Dopiero uczymy się odkrywać boską część w sobie. Jesteśmy ułomni, mamy na koncie małe i większe grzeszki. Czy ma sens obwinianie się za to? Wina zatrzymuje nas w miejscu. Obarcza nas strachem przed karą.
SYSTEM NACZYŃ POŁĄCZONYCH
Wina i kara to dwa sprzężone ze sobą elementy. Nie ma winy – nie ma kary. Tak to działa. Ile fortun dorobionych na przysłowiowej ludzkiej krzywdzie delektuje się swoim stanem posiadania, korzysta z majątku bez poczucia, że coś tu jest nie tak. I to jest właśnie tajemnica ich sukcesu. Brak poczucia winy. Nie przemawia tu przeze mnie sarkazm, tylko logika, doświadczenie i chęć odwołania się do waszych emocji.
Ci, którzy źle się czują z nieczystym załatwieniem sprawy, którzy mają poczucie winy z tego tytułu, nawet jeśli nie jest ono uświadomione – tych osobników prędzej, czy później dopada karząca ręka sprawiedliwości. Niejako na życzenie. Mówi się, że na złodzieju czapka gore. Jest to prawdą, ale prawdą połowiczną. Porzekadło to dotyczy jednostek, które mają poczucie winy z powodu dokonanego czynu. Podświadomie będą one prowokować sytuacje, które doprowadzą do ujawnienia kulis danej sprawy, bądź w inny sposób doprowadzą do utraty niesłusznie otrzymanych korzyści. Czasami takie zdarzenia mają miejsce po latach. Osobiście nie życzę nikomu tych lat spędzonych w luksusie, za to z poczuciem winy i strachem, że za chwilę zostanie nam to zabrane. Nam i naszej rodzinie. W tym wszystkim najgorsze jest to, że nasze przewinienie uderza w naszych najbliższych…
Tymczasem wystarczyłoby wyrugować z siebie poczucie winy i żylibyśmy jak w raju. Jednak już Dostojewski o tym pisał, a pewnie każdy z nas potwierdzi – nie jest to takie proste.
Powróćmy teraz do poczucia winy, z którym w większym lub mniejszym stopniu, rzadziej lub częściej boryka się każdy z nas. Mówię teraz o naszym chlebie powszednim, małym poczuciu winy, za małe przewinienia, o tym naprzykrzającym się doznaniu, które utrudnia nam egzystencję. Jeśli myślisz, że jest to temat, który cię nie dotyczy – grubo się mylisz. Jeśli myślisz, że nic nie zyskasz czytając o małych sprawach – mylisz się jeszcze bardziej.
Pozbycie się poczucia winy nie jest prostym zadaniem.
Nie wystarczy sobie powiedzieć: „Od dziś nie będę się obwiniał, za to co zrobiłem”. Samo postanowienie jest co prawda piękne i godne pochwały. Jednak nasz umysł postanawia wiele rzeczy. A ile z nich realizujemy? Każdy sam wie najlepiej.
Zacznijmy od rzeczy, które nie są oczywiste.
Postaraj się przeanalizować twoje ostatnio odczuwane poczucie winy. Być może odnajdziesz jakąś część swojej historii w którymś z omawianych poniżej wątków.
ILUZJA
Masz poczucie winy – sprawdź, czy twoje działanie przyniosło komuś realną stratę. Najszybszym, acz nie najłatwiejszym sposobem jest zapytanie twojej niedoszłej ofiary, jak odebrała twoje zachowanie, działanie lub zaniechanie. Cokolwiek, o co się obwiniamy.
Może się okazać, że nasze poczucie winy jest iluzoryczne. Częstokroć preparujemy w domowych warunkach osobiste poczucie winy na nasze osobiste potrzeby, choć rzeczywista rana nie została zadana. Nasze nawykowe myślenie karze nam wyobrażać sobie, że kogoś zraniliśmy, zrobiliśmy coś nagannego. Potem męczymy się z tym, zadając sobie wewnętrzne ciosy. Nasza niedoszła ofiara albo nie pamięta sytuacji, o której wspominamy, albo pamięta ją zupełnie inaczej. Co więcej, nie poczuwa się do roli ofiary.
W kreowaniu iluzorycznego poczucia winy przodują kobiety. Syndrom matki Polki większości z nas nie jest obcy. Matka Polka przy każdej próbie dania sobie czegoś: wolnego czasu, prezentu, spotkania z przyjaciółką, popada w poczucie winy. Robi to w trosce o członków rodziny. Zadręczając ich często swoją męczeńską postawą. Osobiście wolę mieć u boku męża zadowolonego po spotkaniu z kolegami aniżeli marudę narzekającego na cały świat. A tak kończą się jego rzadkie ataki poświęcenia się dla rodziny. Może nasi partnerzy myślą podobnie? Może oni też chcą mieć u boku zadowolone żony, a dzieci matki? Może czas sprawdzić, czy tak jest rzeczywiście?
GIGANTOMACHIA
Częstokroć przydajemy naszym zachowaniom rangi wielkich czynów, wielkich urazów. Przejmujemy się tym do granic wytrzymałości, podczas gdy nasz rozmówca może i poczuł się zraniony, ale rana nie jest śmiertelna. Prosta rozmowa najczęściej pomaga oczyścić klimat. Jeśli zdarzy ci się, że twoje przekonanie o rozmiarze zadanej rany uniemożliwia ci stawienia czoła sytuacji, z obawy, że zostaniesz potępiony na wieki, wykonaj proste ćwiczenie. Wyobraź sobie, że ty i ofiara jesteście postaciami w teatrze kukiełkowym, albo pacynkami. Przypuśćmy, że jesteś mężem, wygłaszasz swoją kwestię, która powoduje stan zapalny. Twoja żona kukiełka zakłada ręce na piersi i kukiełkowym głosem obwieszcza ci, że jesteś skończonym kretynem, po czym odwraca się na małej pięcie, idzie do kąta i tam chlipie teatralnie. Jest ujmująca. Teraz ty wyciągasz zza pazuchy bukiet sztucznych kwiatków i pędzisz przez scenę, żeby paść przed nią na kolana. Czyż nie wzruszająca scena? A przy tym stawia nasze problemy we właściwych proporcjach. Czasem trzeba porzucić nawyk demonizowania swoich dokonań i dać sobie prawo do potknięć. Twoi bliscy lepiej się poczują w twoim otoczeniu wiedząc, że jesteś omylny i potrafisz się przyznać do błędu.
Jeśli jednak nie zdobędziesz się na rozmowę i zamkniesz się w sobie zadręczając tym, co zrobiłeś to może ci grozić punkt następny…
ATAK
To dość częsty przypadek. Ponieważ źle się czujemy z naszym poczuciem winy, uwiera nas i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, przeto zaczynamy obwiniać naszą ofiarę o to, że czujemy się przez nią fatalnie. A skoro przez nią komfort naszego życia się pogorszył – należy jej się kara. Im bardziej nasza ofiara obnosi się ze swoim bólem, tym gorzej się to dla niej kończy. Wzorce wyniesione z dzieciństwa grają tu pierwsze skrzypce. Jeśli w domu rodzice wzajemnie się obwiniali, to nawet przy niewielkim przewinieniu możemy atakować naszą ofiarę agresją, irracjonalną z jej punktu widzenia, a jak najbardziej uzasadnioną z naszego, bo najlepszą formą obrany jest atak i to z zaskoczenia, zanim nas zdążą zaatakować. Dla nas jest to działanie nawykowe. A nawyk jest drugą naturą. Nie zastanawiamy się nad czymś, co jest naturalne. Powtarzamy wzorzec. Czasem jednak warto stanąć na chwilę i wziąć pod lupę swoją drugą naturę. Może czas najwyższy zrzucić pancerz przyzwyczajeń. Dla dobra nas samych i naszych bliskich oraz naszego otoczenia. Ja też nie lubię dostawać prztyczka w nos zaraz po tym, kiedy ktoś podłożył mi nogę.
AUTODESTRUKCJA
Naczelnym zadaniem poczucia winy jest ukaranie siebie w zastępstwie pana Boga, głównie z obawy, że kara, którą moglibyśmy otrzymać z jego ręki mogłaby być bardziej dotkliwa od tej, którą zadamy sobie sami. Jednak czasem okazuje się, że zapętlamy się we własnym poczuciu winy tak bardzo, że kara, którą sobie wymierzamy nie jest współmierna do wielkości szkody. Mówiąc ściślej - znacząco ją przewyższa. Jeśli łudzimy się, że nasza nadgorliwość zostanie w taki, czy inny sposób wynagrodzona – bardzo się mylimy. Bóg uczył wybaczać Poza tym, kto lubi takich gorliwców?
Moja rada? Miejmy litość dla nas samych.
SYSTEM NAGRODY
Systemowo w naszym kręgu kulturowym poczucie winy zostało zaszczepione wraz z doktryną katolicką. Im bardziej winny się czujesz tym bardziej pobożny się jesteś, tym jesteś bliższy bogu. Taki przekaz został części z nas wpojony tak solidnie, że wyzwolić cię z tego przekonania zapewne byłoby ciężko samemu Jezusowi.
Osho twierdzi, że ten, kto czuje się winny ten grzeszy. Karanie siebie to odbieranie roboty panu Bogu (dla tych, co widzą w nim srogiego Pana) oraz zamach na boskie stworzenie (dla tych, co dostrzegają w sobie świątynię Boga)
OCZEKIWANIA
Poczucie winy to zawsze manifestacja naszego niskiego poczucia własnej wartości, dręczącego uczucia zwątpienia w siebie. Im większe stawiasz sobie wymagania, tym boleśniej karzesz się poczuciem winy za fakt nie spełnienia własnych lub cudzych oczekiwań. Zamykasz się w błędnym kole rozpaczy i beznadziei zamiast wziąć naukę z błędu i iść do przodu. Poczucie winy unaocznia nam, ile pracy musimy jeszcze włożyć w naukę kochania siebie.
Kochajmy siebie. Bezwarunkowo. Bądźmy dla siebie dobrzy, to i świat będzie dla nas lepszy. Zacznijmy od wybaczenia sobie.
Dlaczego sporządziłam tę etymologię poczucia winy?
Głównie po to, aby dać ci sposobność spojrzenia na siebie jak na człowieka, który traci w życiu oddając swą energię, swą kreatywność i radość życia, topiąc ją w czymś co nie pochodzi od Boga, nie przyczynia się do naszego szczęścia, ani do szczęścia naszych bliskich. Więc po co ulegamy poczuciu winy?
Odpowiedzi jest wiele. Z przyjemnością oddałabym się teraz pokusie kolejnej analizy :) Jednak mam cel nadrzędny jakim jest szczęśliwe życie a nie życie przepełnione analizami.
Dlatego zadam ci inne pytanie, które wcześniej zadałam sobie: Czy próbowałeś kiedyś świadomie powstrzymać się przed spontanicznym poddaniem się dyktatowi winy? Na moment zatrzymaj się, zastanów do czego prowadzi spirala poczucia winy.
Weź w swoje ręce kontrolę nad tym co dzieje się w twoim życiu. Nie pozwól, by odwieczne wzorce zbudowały twoje życie. Jest to solidny fundament, bez wątpienia, jednak fundament na którym zbudujesz szary dom pełen trosk.
Daj sobie i swoim bliskim trochę wolności. Uwolnij siebie od poczucia winy. Weź głęboki oddech, uśmiechnij się do siebie, do wszystkich błędów jakie popełniłeś, w szczególności do tego ostatniego i zacznij cieszyć się życiem, życiem z błędami. Takim jakie jest, tu i teraz. Nie musisz zaczynać wszystkiego od nowa. Zaakceptuj siebie. Omylnego, niedoskonałego. Zaakceptuj siebie, chociażby na przekór całemu światu. Zaakceptuj siebie, mimo wszystkich błędów, a może właśnie dzięki nim.
beata markowska
ps
Jeśli nie odnalazłeś się w żadnym przykładzie, jesteś człowiekiem nieskalanym poczuciem winy. Dlatego mój apel do ciebie, nieznajomy czytelniku: ujawnij się, powiedz nam wszystkim, jak to jest żyć bez poczucia winy, w szczęściu?
kontakt znajdziesz na stronie
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
choroby,
kompleksy,
NLP,
poczucie winy,
podświadomość,
rozwój duchowy,
rozwój osobisty,
samochód,
sukces,
zegarki
wtorek, 22 lipca 2008
Twoje granice?
Granice są różne, wszyscy o tym wiemy. Granice państwowe, granice przyzwoitości, głupoty i granice naszego komfortu. Zbiór granic jest nieograniczony i ciągle otwarty. Ponieważ interesuje mnie rozwój człowieka bardziej niż zmiany w obszarze państwowości, przeto skupię się na naszych mentalnych granicach.
Kto je ustanawia? W pewnym stopniu społeczeństwo, które oddaje część swojej woli na rzecz reprezentantów. Ci z kolei tworzą na agorze zwanej Sejmem prawa regulujące określony zakres naszych zachowań. Dużą część naszych ograniczeń wpajają nam rodzice, nauczyciele, telewizja i inne media w procesie zwanym wychowaniem. Jednocześnie uściślę, że to, co rodzice nam świadomie przekazują, a to, co my wynosimy z domu bazując na obserwacji naszych drogich opiekunów, a w szczególności obserwacji relacji między nimi, są to dwie zgoła odmienne sprawy. Najczęściej dwa różne przekazy. Sprzeczne w swej treści, dodam.
Na takiej pożywce hodujesz swego wewnętrznego krytyka. Kiedy dorośniesz i nie będzie w pobliżu rodziców, to on będzie ci przypominał, jaki jesteś głupi. Albo leń.. albo niegrzeczny, nieudacznik, niedojda, beksa … z niczym sobie nie radzisz, albo wszystko musisz sam. Przez piętnaście, szesnaście lat (czasem to trwa dłużej, niekiedy przez całe życie) nasi rodzice kodują nam, kim jesteśmy i jakie są nasze granice. Robią to najczęściej bezmyślnie, ponieważ tak ich wychowano, bo tak jest najprościej, bo na dzieciach najłatwiej odreagować stres codziennego dnia. Rodzicom wierzy się bezwarunkowo. I choć przychodzi czas buntu, kiedy odcinamy się od naszych korzeni, negujemy to co mówią i co sobą reprezentują, nasza podświadomość już została wychowana. Proces zakończono. Świadomie możemy się wyrywać z więzów, jednak z biegiem czasu z przykrością zauważamy, że coraz bardziej przypominamy naszych rodziców. Przypadek?
Walczyć z takimi wzorcami świadomie to jak walczyć z wiatrakami. Tu trzeba sięgnąć po broń, z której do nas strzelano, czyli po informacje podprogowe, po podświadomość. Na szczęście pojęcie to już dawno weszło do kanonów współczesnej psychologii, więc nie będziemy nikogo szokować tym, że istnieje coś więcej niż nasz umysł świadomy. Ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach zmierzyć z tematem podświadomości, to jest to najlepszy czas, żeby opuścić ten artykuł z tarczą, nie czytając go do końca.
To, kim jesteś w tej chwili, co robisz w życiu oraz czego nie robisz bierze się z twoich przekonań. Przekonania są jak mury, który wytyczają, a raczej ograniczają twoją ścieżkę życiową. Może i zrobiłbyś coś szalonego, albo przynajmniej coś, na co masz wielką ochotę, ale nie robisz tego, bo… tu możesz wpisać cokolwiek: że się nie da, że nie można, że nie masz pieniędzy, czasu, nie wypada.. Dziesiątki przekonań. Skąd się wzięły w tobie? Sam je odkryłeś? Gdybyś był człowiekiem, który stracił pamięć i na nowo musi sobie ułożyć życie, mogłoby okazać się ku powszechnemu zdziwieniu, że pokonujesz wszystkie ustalone przez społeczeństwo ograniczenia, bo nie wiesz o ich istnieniu. Tak jak przysłowiowy trzmiel. Zgodnie z prawem aerodynamiki, trzmiel nie ma prawa latać, bo jest za duży i zbyt ciężki w stosunku do powierzchni skrzydeł. I co? Lata. Lata, bo nie wie, że jest prawo aerodynamiki, które skazuje go na chodzenie po ziemi. Trzeba mieć niezachwianą wiarę w siebie, żeby móc przekraczać społeczne przekonania. Wiara w siebie to towar deficytowy. Kogo rodzina i szkoła wyposażyły w wiarę w siebie ten jest szczęściarzem i nie dla niego ten artykuł.
Jest tam ktoś jeszcze? Widzę parę osób. Witam cię w grupie wybranych, odartych ze złudzeń. Ze złudzeń, czyli z wiary w rzeczy niemożliwe, niepopularne, nieracjonalne a nawet niepraktyczne. Witaj na planecie Ziemia wspaniała Istoto. Ten tekst czytasz po to, aby przypomnieć sobie, Kim Jesteś.
Mam dla ciebie parę ćwiczeń. Zrób je, by przekonać się, że twoje możliwości są nieograniczone. Jedyne, co cię powstrzymuje przed ich realizacją to własna decyzja, uwarunkowana nabytymi przekonaniami. Jednak wystarczy na moment wyjść poza schemat, a już nigdy nie wrócisz na drogę, którą wcześniej kroczyłeś. Może nie będzie to zmiana monumentalna, ale zapewniam cię, że nie pierwsza.
Kiedy człowiek raz odkryje swoją wielkość, kiedy jej dotknie - nawet, jeśli bardzo chce, trudno mu o tym zapomnieć.
Jesteś gotowy do ćwiczeń?
Najpierw chciałabym, abyś sobie przypomniał coś, z czego jesteś dumny.
Już?
Czy pamiętasz to zdarzenie ze szczegółami? Jak do tego doszło? W jakich okolicznościach się zdarzyło? Co właściwie miało miejsce? I co z tego wynikło? Jak się teraz z tym czujesz?
Zakładam, że czujesz się bardzo dobrze. Może się nawet uśmiechasz…
W takim razie poproszę cię o następną rzecz: kartkę papieru i coś do pisania.
Oto 5 dziedzin:
1) Praca, nauka
2) Dom, rodzina
3) Hobby, odpoczynek, zainteresowania
4) Rozwój osobisty
5) Działalność na rzecz innych
Wyobraź sobie, że nie ma żadnych ograniczeń: finansowych, fizycznych, mentalnych. Nie działa grawitacja. Możesz wszystko.
Napisz, co chciałbyś, chciałabyś osiągnąć w każdej z tych dziedzin. Każdy z punktów powinien zawierać minimum 10 celów. Bądź szalona i nierozsądna! Lub szalony i nierozsądny!
Po skończeniu tego ćwiczenia jesteś gotowy do następnego ćwiczenia:
Oto ono: Gdybyś miał(a) znaleźć swoje nazwisko w encyklopedii jak brzmiałby wpis?
Wielkość wpisu i czas na to masz nieograniczony.
Tylko pamiętaj o jednym: z tej drogi nie ma już powrotu.
Za to możesz tam spotkać sporo interesujących ludzi.
Do zobaczenia na szlaku :)
beata markowska
--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Kto je ustanawia? W pewnym stopniu społeczeństwo, które oddaje część swojej woli na rzecz reprezentantów. Ci z kolei tworzą na agorze zwanej Sejmem prawa regulujące określony zakres naszych zachowań. Dużą część naszych ograniczeń wpajają nam rodzice, nauczyciele, telewizja i inne media w procesie zwanym wychowaniem. Jednocześnie uściślę, że to, co rodzice nam świadomie przekazują, a to, co my wynosimy z domu bazując na obserwacji naszych drogich opiekunów, a w szczególności obserwacji relacji między nimi, są to dwie zgoła odmienne sprawy. Najczęściej dwa różne przekazy. Sprzeczne w swej treści, dodam.
Na takiej pożywce hodujesz swego wewnętrznego krytyka. Kiedy dorośniesz i nie będzie w pobliżu rodziców, to on będzie ci przypominał, jaki jesteś głupi. Albo leń.. albo niegrzeczny, nieudacznik, niedojda, beksa … z niczym sobie nie radzisz, albo wszystko musisz sam. Przez piętnaście, szesnaście lat (czasem to trwa dłużej, niekiedy przez całe życie) nasi rodzice kodują nam, kim jesteśmy i jakie są nasze granice. Robią to najczęściej bezmyślnie, ponieważ tak ich wychowano, bo tak jest najprościej, bo na dzieciach najłatwiej odreagować stres codziennego dnia. Rodzicom wierzy się bezwarunkowo. I choć przychodzi czas buntu, kiedy odcinamy się od naszych korzeni, negujemy to co mówią i co sobą reprezentują, nasza podświadomość już została wychowana. Proces zakończono. Świadomie możemy się wyrywać z więzów, jednak z biegiem czasu z przykrością zauważamy, że coraz bardziej przypominamy naszych rodziców. Przypadek?
Walczyć z takimi wzorcami świadomie to jak walczyć z wiatrakami. Tu trzeba sięgnąć po broń, z której do nas strzelano, czyli po informacje podprogowe, po podświadomość. Na szczęście pojęcie to już dawno weszło do kanonów współczesnej psychologii, więc nie będziemy nikogo szokować tym, że istnieje coś więcej niż nasz umysł świadomy. Ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach zmierzyć z tematem podświadomości, to jest to najlepszy czas, żeby opuścić ten artykuł z tarczą, nie czytając go do końca.
To, kim jesteś w tej chwili, co robisz w życiu oraz czego nie robisz bierze się z twoich przekonań. Przekonania są jak mury, który wytyczają, a raczej ograniczają twoją ścieżkę życiową. Może i zrobiłbyś coś szalonego, albo przynajmniej coś, na co masz wielką ochotę, ale nie robisz tego, bo… tu możesz wpisać cokolwiek: że się nie da, że nie można, że nie masz pieniędzy, czasu, nie wypada.. Dziesiątki przekonań. Skąd się wzięły w tobie? Sam je odkryłeś? Gdybyś był człowiekiem, który stracił pamięć i na nowo musi sobie ułożyć życie, mogłoby okazać się ku powszechnemu zdziwieniu, że pokonujesz wszystkie ustalone przez społeczeństwo ograniczenia, bo nie wiesz o ich istnieniu. Tak jak przysłowiowy trzmiel. Zgodnie z prawem aerodynamiki, trzmiel nie ma prawa latać, bo jest za duży i zbyt ciężki w stosunku do powierzchni skrzydeł. I co? Lata. Lata, bo nie wie, że jest prawo aerodynamiki, które skazuje go na chodzenie po ziemi. Trzeba mieć niezachwianą wiarę w siebie, żeby móc przekraczać społeczne przekonania. Wiara w siebie to towar deficytowy. Kogo rodzina i szkoła wyposażyły w wiarę w siebie ten jest szczęściarzem i nie dla niego ten artykuł.
Jest tam ktoś jeszcze? Widzę parę osób. Witam cię w grupie wybranych, odartych ze złudzeń. Ze złudzeń, czyli z wiary w rzeczy niemożliwe, niepopularne, nieracjonalne a nawet niepraktyczne. Witaj na planecie Ziemia wspaniała Istoto. Ten tekst czytasz po to, aby przypomnieć sobie, Kim Jesteś.
Mam dla ciebie parę ćwiczeń. Zrób je, by przekonać się, że twoje możliwości są nieograniczone. Jedyne, co cię powstrzymuje przed ich realizacją to własna decyzja, uwarunkowana nabytymi przekonaniami. Jednak wystarczy na moment wyjść poza schemat, a już nigdy nie wrócisz na drogę, którą wcześniej kroczyłeś. Może nie będzie to zmiana monumentalna, ale zapewniam cię, że nie pierwsza.
Kiedy człowiek raz odkryje swoją wielkość, kiedy jej dotknie - nawet, jeśli bardzo chce, trudno mu o tym zapomnieć.
Jesteś gotowy do ćwiczeń?
Najpierw chciałabym, abyś sobie przypomniał coś, z czego jesteś dumny.
Już?
Czy pamiętasz to zdarzenie ze szczegółami? Jak do tego doszło? W jakich okolicznościach się zdarzyło? Co właściwie miało miejsce? I co z tego wynikło? Jak się teraz z tym czujesz?
Zakładam, że czujesz się bardzo dobrze. Może się nawet uśmiechasz…
W takim razie poproszę cię o następną rzecz: kartkę papieru i coś do pisania.
Oto 5 dziedzin:
1) Praca, nauka
2) Dom, rodzina
3) Hobby, odpoczynek, zainteresowania
4) Rozwój osobisty
5) Działalność na rzecz innych
Wyobraź sobie, że nie ma żadnych ograniczeń: finansowych, fizycznych, mentalnych. Nie działa grawitacja. Możesz wszystko.
Napisz, co chciałbyś, chciałabyś osiągnąć w każdej z tych dziedzin. Każdy z punktów powinien zawierać minimum 10 celów. Bądź szalona i nierozsądna! Lub szalony i nierozsądny!
Po skończeniu tego ćwiczenia jesteś gotowy do następnego ćwiczenia:
Oto ono: Gdybyś miał(a) znaleźć swoje nazwisko w encyklopedii jak brzmiałby wpis?
Wielkość wpisu i czas na to masz nieograniczony.
Tylko pamiętaj o jednym: z tej drogi nie ma już powrotu.
Za to możesz tam spotkać sporo interesujących ludzi.
Do zobaczenia na szlaku :)
beata markowska
--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Etykiety:
DDA,
lekarz,
NLP,
podświadomość,
rozwój osobisty,
sukces,
terapia,
wino,
zegarek
sobota, 19 lipca 2008
Sposoby na doła
Jak sobie radzić z momentami kryzysu?
Oto kilka sprawdzonych sposobów. Są to krótkie ćwiczenia, których zadaniem jest natychmiastowa zmiana energii, umożliwienie ci przejścia ze stanu beznadziei do stanu akceptacji i spokoju. Reszta zadzieje się sama. Nie trzeba wiele. Zmiana twojego nastawienia mentalnego, wibracji czy nastroju przyniesie automatycznie pożądany efekt.
Z doświadczenia jednak wiem, że porzucenie targającego tobą zwątpienia na rzecz radości i humoru nie jest łatwe. Dużo prościej jest zrobić to w drugą stronę.
Kiedy łapiesz doła, całe twoje jestestwo pikuje w dół. Pikuje, bo tak chce. Czasem nawet polecenie wydane naszemu wewnętrznemu pilotowi o wyprowadzeniu maszyny na prostą nie przynosi skutku. Instrumenty się zacięły. A więc co robić?
Zapewne sam(a) wiesz najlepiej. Czy pozwolić sobie na wypłakanie się, wykrzyczenie, rozwalenie czegoś – każdy z nas ma swoje sposoby.
Poniżej jest parę porad do zastosowania w sytuacjach beznadziejnych, kiedy to dotychczasowy arsenał pomysłów nie działa.
Zawsze warto wzbogacać swój repertuar. I nawet, jeśli uznasz niektóre pomysły za głupie, śmieszne, naiwne, to pamiętaj, że tak reaguje twoje Ego. Lubi bojkotować, zaprzeczać i pławić się w samounicestwieniu. Nie daj się skusić. Czasem warto zrobić coś głupiego. Niczym nie ryzykujesz. A wiele możesz zyskać.
Ćwiczenie pierwsze:
Powtarzaj słowa miłości, wszystkie, jakie ci przychodzą do głowy: miłość, kocham, czułość, ciepło, przestrzeń, wolność, światło, pokój, błogostan, dobroć, spontaniczność, morze, intuicja, relaks, radość, śmiech, mama, ognisko, przytulenie…
Już samo wypowiadanie słów, które mają określoną wibrację przynosi pozytywny efekt. Spróbuj tego na sucho. Czytając ten tekst. Sam(a) zobaczysz, że mimowolnie zaczynasz się uśmiechać. Mięśnie się rozluźniają, a ty czujesz się bardziej spokojny i trochę bardziej szczęśliwy.
Podczas "reanimacji", powtarzaj słowa miłości tak długo, aż nastąpi reakcja w ciele. To może być śmiech, płacz, agresja, złość. To może być wszystko. Pozwól sobie na bycie ze sobą w tej chwili. A co ważniejsze, na bycie SOBĄ. Pozwól sobie na każde uczucie, które do ciebie przyjdzie. I bądź w nim.
Pamiętaj, że jest to tylko reanimacja. Teraz trzeba się wziąć za leczenie pacjenta :)
Ćwiczenie drugie:
Nie rób nic. Oddychaj. Głęboko. Pobądź z emocjami, które cię targają. Staraj się je ponazywać. Skoncentruj się na nich. Niech twój umysł ma zajęcie. Przyjrzyj się swoim emocjom. Może uda ci się je spersonifikować, nadać im jakąś formę. Może będzie to jędza skrzecząca nad uchem, albo dziad, który okłada cię laską po głowie. Im głupsze skojarzenia, tym lepsze. Porozmawiaj ze swoimi emocjami. Dowiedz się, dlaczego właśnie dziś zaatakowały cię tak silnie… dlaczego to zdarzenie jest dla nich tak ważne. Możesz z nimi dyskutować, spierać się, a nawet zaprzyjaźnić.
Ćwiczenie trzecie:
Poniżej zestaw tematów. Pomyśl o jednym z nich. Zatrzymaj określoną myśl w sobie. Rozwiń ją. Skoncentruj się tylko na tym. Zatop się w rozważaniach. Uruchom swoją pamięć i wyobraźnię. Pomyśl:
a) O czymś, co cię w życiu uszczęśliwia (jeśli jest to facet, który cię porzucił, przejdź do podpunktu b)
b) Co cię cieszy, przynosi ci radość, daje zadowolenie i spokój?
c) W co wierzysz?
d) Kogo kochasz?
e) Z czego jesteś dumna?
f) Co chcesz osiągnąć (jeśli twoje marzenie właśnie legło w gruzach, patrz punkt b)
g) Za co jesteś wdzięczna życiu?
Ćwiczenie czwarte:
Stań lub usiądź przed lustrem i powtarzaj patrząc sobie w oczy: „Kocham cię”.
Powtarzaj tak długo, aż poczujesz się dobrze.
Proste ćwiczenie, prawda? Podczas ćwiczenia obserwuj siebie. Dawaj sobie w tym ćwiczeniu jak najwięcej miłości. I bez przerwy powtarzaj: „Kocham cię”.
Ostrzegam, że wbrew pozorom ćwiczenie jest jednym z bardziej radykalnych i wcale nie łatwych do przeprowadzenia. Niech cię nie zmyli jego prostota. Uważaj też na podszepty twojego Ego, który może uznać gadanie do lustra za infantylne. To tylko próba.
Nie każdy ma wystarczająco dużo odwagi, żeby zaryzykować spojrzenie w oczy i wyznanie miłości samemu sobie. A przecież się kochasz. Więc jak to jest?
Jedno jest pewne. W tej próbie niczego nie tracisz.
Ćwiczenie piąte:
Zrób sobie gorącą kąpiel. Zapal świece, dodaj jakiś zapach, włącz ulubioną muzykę.
Albo weź prysznic i wyobrażaj sobie, że cały smutek, żal, złość, frustracja, niemoc, gniew, agresja, wszystkie złe emocje spływają z ciebie wraz ze strugami wody.
Jest to niezwykle oczyszczające ćwiczenie. W każdym aspekcie :)
Ćwiczenie szóste:
Czujesz, że łapie cię dół? Już chwyta cię za kostkę? Wyjdź z domu. Natychmiast. Gdziekolwiek. Najlepiej na łono natury. Ale może być basen, kino, cokolwiek.
Najlepiej pobądź sam ze sobą. Ale jeśli masz przyjaciela, który cię wesprze – skorzystaj ze wsparcia.
Ważne jest byś opuścił miejsce, w którym czujesz się źle, byś zmienił przestrzeń. Wraz ze zmianą otoczenia, zmienia się nasze wnętrze.
Porzuć zasady, pozwól sobie na bycie nierozsądnym, bezradnym, samotnym, szalonym. Wyjdź z domu. Sam wiesz najlepiej, gdzie powinieneś teraz pójść.
A potem wróć. I zacznij wszystko od nowa.
Ćwiczenie siódme:
Weź do ręki książkę. To może być twoja ulubiona książka, książka pełna mądrych myśli albo jakakolwiek inna (unikaj jednak wydań encyklopedycznych). Myśląc o problemie – otwórz ją na dowolnej stronie i przeczytaj. Z reguły znajdujemy tam jakąś wskazówkę, słowa wsparcia, poradę, lub zupełnie inne spojrzenie na czarną dziurę, w jaką wrzucił nas los.
Porady książkowe stosuję od dawna i zawsze ta metoda dla mnie działa 100procentowo. Patent ów sprzedała mi dawno temu znajoma mojej mamy. Będąc w odwiedzinach u rodziny na wsi znalazła się w koszmarnej sytuacji. Potrzebowała szybkiej porady. A że czasy to były, gdzie telefonów na wsiach nie było, a komórek jeszcze nie wynaleziono, przeto zaczęła szukać jakiejś książki, żeby ta do niej przemówiła. Okazało się, że wszystkie książki zostały zużyte na podpałkę do pieca. W domu nie było ani skrawka pisma drukowanego. Ankę ogarnęła czarna rozpacz. Ale kto szuka, ten znajdzie. Anka znalazła. Jej matka na targu kupiła jaja. Każde jajo opakowane było w gazetę, żeby w transporcie nie zostało uszkodzone.
I tak oto fragmenty gazet posłużyły za odpowiedź od Boga. Anka mówi, że do tej pory pamięta fragment z rozpakowanego jajka. Zmienił jej życie.
Ćwiczenie ósme:
Wyobraź sobie, że to twój ostatni dzień życia. Co byś tego dnia zrobiła? A czego byś na pewno nie robiła. Czy twoja lista priorytetów wygląda tak samo jak 5 minut temu? Jakie miejsce w ostatnim dniu twego życia zajmuje problem? Skup się na tym, co w tym dniu jest dla ciebie najważniejsze i kto jest najważniejszy. Jeśli chcesz komuś powiedzieć, jak jest ci bliski – zrób to.
To ćwiczenie działa w każdej sytuacji. Jest jak panaceum na wszelkie zło. Można stosować bez wyraźnej przyczyny i bez powodu.
Post Scriptum
Każde z powyższych ćwiczeń ma za zadanie wytrącić cię z marazmu, w jakim się znalazłeś. Pozwolić ci zobaczyć światełko w tunelu. Jednak pamiętaj także o tym, że czasem trzeba sięgnąć dna żeby móc się od niego odbić.
Jeśli czujesz, że to jest twój sposób, pozwól sobie na ból, płacz i krzyk.
Czasem trzeba uwolnić wielkie emocje, żeby wielkie siły stworzenia mogły zostać uruchomione w twoim życiu.
Beata Markowska
http://www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu/warsztaty.html
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Oto kilka sprawdzonych sposobów. Są to krótkie ćwiczenia, których zadaniem jest natychmiastowa zmiana energii, umożliwienie ci przejścia ze stanu beznadziei do stanu akceptacji i spokoju. Reszta zadzieje się sama. Nie trzeba wiele. Zmiana twojego nastawienia mentalnego, wibracji czy nastroju przyniesie automatycznie pożądany efekt.
Z doświadczenia jednak wiem, że porzucenie targającego tobą zwątpienia na rzecz radości i humoru nie jest łatwe. Dużo prościej jest zrobić to w drugą stronę.
Kiedy łapiesz doła, całe twoje jestestwo pikuje w dół. Pikuje, bo tak chce. Czasem nawet polecenie wydane naszemu wewnętrznemu pilotowi o wyprowadzeniu maszyny na prostą nie przynosi skutku. Instrumenty się zacięły. A więc co robić?
Zapewne sam(a) wiesz najlepiej. Czy pozwolić sobie na wypłakanie się, wykrzyczenie, rozwalenie czegoś – każdy z nas ma swoje sposoby.
Poniżej jest parę porad do zastosowania w sytuacjach beznadziejnych, kiedy to dotychczasowy arsenał pomysłów nie działa.
Zawsze warto wzbogacać swój repertuar. I nawet, jeśli uznasz niektóre pomysły za głupie, śmieszne, naiwne, to pamiętaj, że tak reaguje twoje Ego. Lubi bojkotować, zaprzeczać i pławić się w samounicestwieniu. Nie daj się skusić. Czasem warto zrobić coś głupiego. Niczym nie ryzykujesz. A wiele możesz zyskać.
Ćwiczenie pierwsze:
Powtarzaj słowa miłości, wszystkie, jakie ci przychodzą do głowy: miłość, kocham, czułość, ciepło, przestrzeń, wolność, światło, pokój, błogostan, dobroć, spontaniczność, morze, intuicja, relaks, radość, śmiech, mama, ognisko, przytulenie…
Już samo wypowiadanie słów, które mają określoną wibrację przynosi pozytywny efekt. Spróbuj tego na sucho. Czytając ten tekst. Sam(a) zobaczysz, że mimowolnie zaczynasz się uśmiechać. Mięśnie się rozluźniają, a ty czujesz się bardziej spokojny i trochę bardziej szczęśliwy.
Podczas "reanimacji", powtarzaj słowa miłości tak długo, aż nastąpi reakcja w ciele. To może być śmiech, płacz, agresja, złość. To może być wszystko. Pozwól sobie na bycie ze sobą w tej chwili. A co ważniejsze, na bycie SOBĄ. Pozwól sobie na każde uczucie, które do ciebie przyjdzie. I bądź w nim.
Pamiętaj, że jest to tylko reanimacja. Teraz trzeba się wziąć za leczenie pacjenta :)
Ćwiczenie drugie:
Nie rób nic. Oddychaj. Głęboko. Pobądź z emocjami, które cię targają. Staraj się je ponazywać. Skoncentruj się na nich. Niech twój umysł ma zajęcie. Przyjrzyj się swoim emocjom. Może uda ci się je spersonifikować, nadać im jakąś formę. Może będzie to jędza skrzecząca nad uchem, albo dziad, który okłada cię laską po głowie. Im głupsze skojarzenia, tym lepsze. Porozmawiaj ze swoimi emocjami. Dowiedz się, dlaczego właśnie dziś zaatakowały cię tak silnie… dlaczego to zdarzenie jest dla nich tak ważne. Możesz z nimi dyskutować, spierać się, a nawet zaprzyjaźnić.
Ćwiczenie trzecie:
Poniżej zestaw tematów. Pomyśl o jednym z nich. Zatrzymaj określoną myśl w sobie. Rozwiń ją. Skoncentruj się tylko na tym. Zatop się w rozważaniach. Uruchom swoją pamięć i wyobraźnię. Pomyśl:
a) O czymś, co cię w życiu uszczęśliwia (jeśli jest to facet, który cię porzucił, przejdź do podpunktu b)
b) Co cię cieszy, przynosi ci radość, daje zadowolenie i spokój?
c) W co wierzysz?
d) Kogo kochasz?
e) Z czego jesteś dumna?
f) Co chcesz osiągnąć (jeśli twoje marzenie właśnie legło w gruzach, patrz punkt b)
g) Za co jesteś wdzięczna życiu?
Ćwiczenie czwarte:
Stań lub usiądź przed lustrem i powtarzaj patrząc sobie w oczy: „Kocham cię”.
Powtarzaj tak długo, aż poczujesz się dobrze.
Proste ćwiczenie, prawda? Podczas ćwiczenia obserwuj siebie. Dawaj sobie w tym ćwiczeniu jak najwięcej miłości. I bez przerwy powtarzaj: „Kocham cię”.
Ostrzegam, że wbrew pozorom ćwiczenie jest jednym z bardziej radykalnych i wcale nie łatwych do przeprowadzenia. Niech cię nie zmyli jego prostota. Uważaj też na podszepty twojego Ego, który może uznać gadanie do lustra za infantylne. To tylko próba.
Nie każdy ma wystarczająco dużo odwagi, żeby zaryzykować spojrzenie w oczy i wyznanie miłości samemu sobie. A przecież się kochasz. Więc jak to jest?
Jedno jest pewne. W tej próbie niczego nie tracisz.
Ćwiczenie piąte:
Zrób sobie gorącą kąpiel. Zapal świece, dodaj jakiś zapach, włącz ulubioną muzykę.
Albo weź prysznic i wyobrażaj sobie, że cały smutek, żal, złość, frustracja, niemoc, gniew, agresja, wszystkie złe emocje spływają z ciebie wraz ze strugami wody.
Jest to niezwykle oczyszczające ćwiczenie. W każdym aspekcie :)
Ćwiczenie szóste:
Czujesz, że łapie cię dół? Już chwyta cię za kostkę? Wyjdź z domu. Natychmiast. Gdziekolwiek. Najlepiej na łono natury. Ale może być basen, kino, cokolwiek.
Najlepiej pobądź sam ze sobą. Ale jeśli masz przyjaciela, który cię wesprze – skorzystaj ze wsparcia.
Ważne jest byś opuścił miejsce, w którym czujesz się źle, byś zmienił przestrzeń. Wraz ze zmianą otoczenia, zmienia się nasze wnętrze.
Porzuć zasady, pozwól sobie na bycie nierozsądnym, bezradnym, samotnym, szalonym. Wyjdź z domu. Sam wiesz najlepiej, gdzie powinieneś teraz pójść.
A potem wróć. I zacznij wszystko od nowa.
Ćwiczenie siódme:
Weź do ręki książkę. To może być twoja ulubiona książka, książka pełna mądrych myśli albo jakakolwiek inna (unikaj jednak wydań encyklopedycznych). Myśląc o problemie – otwórz ją na dowolnej stronie i przeczytaj. Z reguły znajdujemy tam jakąś wskazówkę, słowa wsparcia, poradę, lub zupełnie inne spojrzenie na czarną dziurę, w jaką wrzucił nas los.
Porady książkowe stosuję od dawna i zawsze ta metoda dla mnie działa 100procentowo. Patent ów sprzedała mi dawno temu znajoma mojej mamy. Będąc w odwiedzinach u rodziny na wsi znalazła się w koszmarnej sytuacji. Potrzebowała szybkiej porady. A że czasy to były, gdzie telefonów na wsiach nie było, a komórek jeszcze nie wynaleziono, przeto zaczęła szukać jakiejś książki, żeby ta do niej przemówiła. Okazało się, że wszystkie książki zostały zużyte na podpałkę do pieca. W domu nie było ani skrawka pisma drukowanego. Ankę ogarnęła czarna rozpacz. Ale kto szuka, ten znajdzie. Anka znalazła. Jej matka na targu kupiła jaja. Każde jajo opakowane było w gazetę, żeby w transporcie nie zostało uszkodzone.
I tak oto fragmenty gazet posłużyły za odpowiedź od Boga. Anka mówi, że do tej pory pamięta fragment z rozpakowanego jajka. Zmienił jej życie.
Ćwiczenie ósme:
Wyobraź sobie, że to twój ostatni dzień życia. Co byś tego dnia zrobiła? A czego byś na pewno nie robiła. Czy twoja lista priorytetów wygląda tak samo jak 5 minut temu? Jakie miejsce w ostatnim dniu twego życia zajmuje problem? Skup się na tym, co w tym dniu jest dla ciebie najważniejsze i kto jest najważniejszy. Jeśli chcesz komuś powiedzieć, jak jest ci bliski – zrób to.
To ćwiczenie działa w każdej sytuacji. Jest jak panaceum na wszelkie zło. Można stosować bez wyraźnej przyczyny i bez powodu.
Post Scriptum
Każde z powyższych ćwiczeń ma za zadanie wytrącić cię z marazmu, w jakim się znalazłeś. Pozwolić ci zobaczyć światełko w tunelu. Jednak pamiętaj także o tym, że czasem trzeba sięgnąć dna żeby móc się od niego odbić.
Jeśli czujesz, że to jest twój sposób, pozwól sobie na ból, płacz i krzyk.
Czasem trzeba uwolnić wielkie emocje, żeby wielkie siły stworzenia mogły zostać uruchomione w twoim życiu.
Beata Markowska
http://www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu/warsztaty.html
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
piątek, 18 lipca 2008
Kto prowadzi ten autobus? - R. Bandler
Programowanie neurolingwistyczne wymyśliłem po to, aby uniknąć konieczności wyboru konkretnego kierunku studiów. Na uniwersytecie byłem jedną z tych osób, które nie mogły się w żaden sposób zdecydować, co mają studiować. Stwierdziłem w końcu, że taki brak zdecydowania też może być niezłym sposobem na życie.
————————————————————
ZAPAMIĘTAJ!
NLP to proces uczenia się.
————————————————————
Jedną z korzyści płynących z NLP jest inne podejście do przyswajania wiedzy. Chociaż wielu psychologów i pracowników socjalnych uważa NLP za formę terapii, ja wolę traktować je jako proces uczenia się. Mówiąc najprościej uczymy ludzi metod efektywnego użytkowania ich umysłów.
Większość ludzi nie korzysta ze swego mózgu aktywnie i świadomie. A przecież jest on podobny do maszyny, w której nie zainstalowano wyłącznika. Jeżeli nie dasz mu jakiegoś konkretnego zajęcia, działa bez przerwy, dopóki się nie znudzi. Gdyby umieszczono kogoś w pomieszczeniu doskonale izolującym od wszelkich bodźców zewnętrznych, osoba taka wytworzyłaby wkrótce własny wewnętrzny świat. Jeżeli nie dasz twemu umysłowi konkretnego zadania, to po pewnym czasie sam je sobie znajdzie, nie troszcząc się zbytnio, jakie to będzie zajęcie. Ciebie może to obchodzić, ale jemu jest dokładnie wszystko jedno.
————————————————————
PRZYKŁAD
Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się siedzieć cicho, starając się nie zwracać niczyjej uwagi, gdy nagle twój mózg pokazał ci jakiś obraz, na widok którego oblał cię zimny pot i włosy zjeżyły się na głowie? Jak często zdarza ci się budzić w nocy, gdyż twój umysł ponownie zafundował ci przeżycie czegoś, co zmieniło twą krew w efektowne bryłki lodu? Jeśli miałeś zły dzień, zadba o to, abyś mógł oglądać i przeżywać go wciąż na nowo. Nie wystarcza mu, że sam dzień był do niczego — postara się, abyś miał popsuty wieczór, a może i cały tydzień.
————————————————————
Zresztą większość ludzi na tym nie poprzestaje. Ilu z was nadal rozpamiętuje coś, co zdarzyło się bardzo dawno temu? Zupełnie jakby twój umysł mówił: „Przeżyjmy to jeszcze raz! Mamy wolną godzinkę przed obiadem — pomyślmy więc o czymś, co naprawdę wpędzi nas w depresję. Może uda nam się tym zdenerwować o trzy lata za późno?”
Czy słyszałeś kiedyś o „niezamkniętej sprawie”? Ona jest zamknięta — po prostu nie podoba ci się sposób, w jaki została kiedyś załatwiona. Chcę, abyście się dowiedzieli, jak możecie wpływać na swoje doświadczenia, zyskując dzięki temu przynajmniej pewną dozę kontroli nad sobą. Większość ludzi bowiem to więźniowie swych umysłów. Zupełnie jakby byli przywiązani do tylnego siedzenia w autobusie, którym kieruje ktoś inny. Chciałbym, abyście nauczyli się prowadzić swój autobus. Jeżeli nie nadacie umysłowi właściwego kierunku albo sam będzie błądził po manowcach, albo inni ludzie znajdą sposoby, aby kierować nim za was — i zwykle nie będą przy tym mieli waszego dobra na względzie.
NLP stwarza możliwość uczenia się subiektywizmu, o którym zresztą zawsze słyszałem bardzo niepochlebne opinie.
W szkole mówiono mi, że prawdziwa nauka postrzega rzeczywistość w sposób obiektywny. Już wtedy jednak zwróciłem uwagę, że najbardziej oddziaływają na mnie właśnie doznania subiektywne. Chciałem się dowiedzieć, jaki jest mechanizm tego zjawiska oraz czy inni ludzie mają podobne odczucia. Na naszym seminarium będziemy się bawić w różne łamigłówki, bowiem mózg jest moją ulubioną zabawką. Kto z was chciałby mieć pamięć fotograficzną? A czy zdarza się wam dokładnie widzieć przed sobą niemiłe, ciągle powracające obrazy z przeszłości? Taka umiejętność zdecydowanie potrafi ubarwić życie. Gdy obejrzysz w kinie horror, a po powrocie do domu usiądziesz w swoim ulubionym fotelu, czynność siadania może automatycznie przenieść cię z powrotem do kina. Komu coś takiego się przydarzyło? I wy twierdzicie, że nie macie pamięci fotograficznej! Oczywiście, że ją macie, tylko używacie jej nie do tego, co trzeba. A jeżeli już nią dysponujecie, dzięki czemu możecie oglądać nieprzyjemne zdarzenia z przeszłości, byłoby teraz dobrze zaprząc ją do bardziej konstruktywnych działań. Komu zdarzało się myśleć o czymś, co miało dopiero nastąpić, ale czuliście się paskudnie już z wyprzedzeniem? Można mieć czarne myśli od razu, prawda? W końcu okazywało się, że najgorsze przeczucia wcale się nie sprawdzały, co jednak nie przeszkodziło wam solidnie pomartwić się na zapas.
Taki sposób myślenia może mieć jeszcze inne efekty. Niektórzy ludzie zanim faktycznie wybiorą się na urlop, wyobrażają sobie dokładnie, jak wspaniale będą na nim spędzać czas. Natomiast gdy wreszcie dotrą na zasłużony wypoczynek, przeżywają nie lada zawód. Takie rozczarowanie wymaga jednak dokładnych przygotowań.
Czy zastanawialiście się kiedyś, ile wysiłku musicie w nie włożyć? Jednak cały ten trud w końcu opłaca się, gdyż im więcej przygotowań, tym rozczarowanie pełniejsze.
Są osoby, które chodzą do kina tylko po to, aby po wyjściu stwierdzić: „Jestem bardzo zawiedziony — nastawiłem się na coś zupełnie innego”. Takie stwierdzenia nieodmiennie wprawiają mnie w osłupienie. Jeżeli cały czas ktoś miał w głowie taką świetną, wymyśloną przez siebie fabułę, po co w ogóle ruszał się z domu? Po co siedzieć w niewygodnym, skrzypiącym fotelu, tonąc po kostki w papierkach od cukierków i torebkach po chipsach, po to tylko, aby obejrzeć film, który skwitujemy stwierdzeniem: „Wyobraziłem to sobie o wiele lepiej, a przecież nie miałem nawet scenariusza”.
Oto, co się dzieje, gdy pozwolicie waszemu umysłowi wymknąć się spod kontroli. Ludzie znacznie więcej czasu poświęcają nauce obsługi elektrycznej maszynki do mięsa, niż nauce korzystania z własnego intelektu. Rzadko kto kładzie nacisk na świadome użytkowanie różnorodnych wewnętrznych zasobów. Wszędzie słyszycie, że macie „być sobą” — tak jakbyście mieli jakąś inną możliwość. Wierzcie mi — nie macie. Pewnie można by było zniszczyć wszystkie wasze wspomnienia przy pomocy elektrowstrząsów i w ten sposób przerobić was na kogoś innego, ale oglądane przeze mnie skutki takich zabiegów nie przedstawiały się zbyt zachęcająco. Dopóki więc ludzkość nie wynajdzie jakiegoś skutecznego urządzenia do prania mózgów, będziecie się musieli prawdopodobnie pogodzić z byciem sobą. I nie musi to być wcale zło konieczne, jeżeli nauczycie się wykorzystywać swe możliwości w bardziej efektywny sposób. Do tego praktycznie sprowadza się zastosowanie NLP.
Gdy zaczynałem uczyć NLP, niektórzy ludzie sądzili, że jest to sposób kontrolowania myśli innych osób, mogący nawet powodować ich odczłowieczenie. Twierdzono też, że przeprowadzanie celowych zmian własnej osobowości powoduje, że stajemy się mniej ludzcy. Przeprowadzanie w sobie zmian za pomocą antybiotyków i kosmetyków nie stanowi dla nikogo problemu, lecz w przypadku sposobu zachowania sprawa wygląda jakby inaczej. Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak wprowadzenie zmiany, która kogoś uszczęśliwia, może mu jednocześnie odbierać część człowieczeństwa. Natomiast często widzę, jak wielu ludziom udaje się doskonale wyprowadzać z równowagi ich żony, mężów, dzieci, a nawet zupełnie obce osoby, właśnie „będąc sobą”. Czasami zadaję takim osobom pytanie: „Po co być sobą, jeżeli możesz stać się kimś naprawdę wartościowym?” W trakcie naszego spotkania chciałbym was zapoznać z niektórymi wspaniałymi możliwościami przeprowadzania w sobie zmian. Staną się one dla was dostępne, gdy tylko nauczycie się korzystać z waszego umysłu w sposób celowy i świadomy.
Nie tak dawno popularne były filmy, w których światem zawładnąć miały komputery. Pod ich wpływem ludzie przestali postrzegać komputery jako użyteczne narzędzia, a zaczęli widzieć w nich zagrożenie dla pozycji ludzkości w świecie. Jeżeli widziałeś kiedyś komputer osobisty, to wiesz dobrze, że posiada on programy potrafiące zbilansować książeczkę czekową. Jeśli chciałbyś jednak zbilansować ją w ten sposób, zajmie ci to dziesięć razy więcej czasu, niż gdybyś zrobił to odręcznie. Nie dość, że będziesz musiał wpisać wszystkie liczby do książeczki, to jeszcze po przyjściu do domu będziesz je musiał wprowadzić do komputera. Takie właśnie działania prowadzą do odstawienia komputera na bok i przekształcenia go w jeszcze jeden element dekoracyjny.
Kiedy twój komputer jest jeszcze nową zabawką, grasz na nim w różne gry, a gdy ci się znudzi, chowasz go na dno szafy. Podczas wizyty dawno nie widzianych znajomych, wyciągasz go, aby oni z kolei mogli się pobawić. Nie jest to najbardziej efektywny sposób korzystania z niego, ale bezsensowne sposoby użytkowania komputerów nie różnią się zbytnio od bezsensownych sposobów wykorzystywania własnego umysłu.
Ciągle słyszę z różnych źródeł, że człowiek uczy się efektywnie tylko do wieku 5 lat. Nie udało mi się jednak znaleźć na to przekonywających dowodów. Zastanówcie się, ilu rzeczy kompletnie bezwartościowych, nie mówiąc już o tych przydatnych, udało się wam nauczyć pomiędzy piątym rokiem życia a chwilą obecną. Człowiek dysponuje zadziwiającymi zdolnościami przyswajania wiadomości. Jestem absolutnie przekonany — i mam zamiar również was o tym przekonać — że nadal możecie nauczyć się prawie wszystkiego. Jest też jednak i zła wiadomość: tak samo szybko i trwale jak rzeczy przydatnych, uczycie się bzdur niepotrzebnie obciążających wasz umysł.
Kto z was miewa uporczywie powracające myśli? Mówisz na przykład sobie: „Dałbym wiele, aby się tej myśli raz na zawsze pozbyć”. Czyż jednak nie jesteś zdziwiony, że w ogóle się pojawiła? Umysł potrafi funkcjonować naprawdę fenomenalnie, a zachowania, do których potrafi cię zmusić, bywają absolutnie zadziwiające. Głównym problemem mózgu nie jest więc to, że nie potrafi się uczyć. Podstawowym kłopotem jest fakt, że uczy się zbyt szybko i zbyt dokładnie. Najlepszym przykładem tej tezy są różnego rodzaju fobie. To niezwykłe, że jesteśmy w stanie przerazić się za każdym razem, gdy zobaczymy pająka. Nie uda się wam znaleźć osoby obciążonej fobią, która spogląda na pająka i mówi: „Cholera, tym razem zapomniałem się przestraszyć!”. Czy są jakieś informacje, które chciałbyś zapamiętać tak dokładnie, jak ta osoba swoją fobię? Posiadanie fobii jest faktycznie ogromnym osiągnięciem pamięciowym. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś o sposobie nabawienia się tego lęku, mógłbyś odkryć, że został on zapamiętany już za pierwszym razem: tylko jeden kontakt z przedmiotem późniejszej fobii spowodował, że uczucia odczuwane w danym momencie zostały trwale zakodowane do końca życia. Kto z was czytał o Pawłowie, jego psie, dzwonku i tym podobnych historiach? A komu w tej chwili leci ślinka? Aby psa doprowadzić do takiego stanu, trzeba było założyć mu obrożę, dzwonić dzwonkiem i dawać mu jeść kilkanaście razy dziennie. Dla was wystarczającym bodźcem było tylko usłyszenie o tym, a reakcja jest identyczna. Nie jest to może żadna rewelacja, jednak pozwala się zorientować, jak szybko wasz umysł potrafi się uczyć — szybciej niż najdoskonalszy z komputerów. Potrzebna jest wam jednak wiedza na temat samego procesu uczenia się. Posiadając ją będziecie mogli się koncentrować na tym, co naprawdę chcielibyście wiedzieć, jak również będziecie lepiej wykorzystywali czas, przeznaczony na naukę.
Czy znane jest wam zjawisko „naszej piosenki”? Gdy byliście z kimś bardzo wam bliskim, mieliście ulubioną piosenkę, której często wspólnie słuchaliście. Obecnie, za każdym razem gdy ją słyszycie, myślicie o tamtej osobie i doświadczacie ponownie związanych z nią dobrych uczuć. Działa to na podobnej zasadzie jak doświadczenie Pawłowa. Większość osób nie wie, jak łatwo można dojść do takiego utożsamiania dwóch przeżyć lub odczuć oraz jak szybko można do tego doprowadzić stosując pewien określony system działania.
Widziałem pewnego razu, jak psychoterapeucie udało się w ciągu jednej sesji stworzyć agorafobika. Terapeuta ten był miłym, przepełnionym dobrymi intencjami człowiekiem, który naprawdę lubił swoich pacjentów. Miał za sobą lata praktyki klinicznej, mimo to jednak nie miał zielonego pojęcia o tym, co robił. Pacjent, który właśnie wszedł do gabinetu, byt klasycznym przypadkiem agorafobii. Terapeuta kazał mu zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jak wygląda świat z dziesiątego piętra. Brrrr…!. Pacjent zamyka oczy, blednie i zaczyna się trząść. „Teraz proszę pomyśleć o czymś, co daje panu poczucie bezpieczeństwa.” Mmmm. „Teraz proszę przenieść się na dziesiąte piętro.” Brrrr…!. „A teraz proszę pomyśleć o jeździe superkomfortowym samochodem.” Mmmm. „… o byciu na dziesiątym piętrze.” Brrrr…!!! ..
Człowiek ten wyszedł z gabinetu bojąc się prawie wszystkiego. To, co zrobił terapeuta byto w pewnym sensie genialne. Zmienił u pacjenta sposób odczuwania, łącząc w jego umyśle określone uczucie z konkretnymi doświadczeniami. Jednak to uczucie, nie byto, moim zdaniem, najszczęśliwiej wybrane. Doprowadził bowiem do przeniesienia paniki ogarniającej dotychczas pacjenta w pewnej konkretnej sytuacji na inne sytuacje, które dotąd zapewniały mu poczucie bezpieczeństwa. Postępując podobnie można uogólnić również pozytywne uczucia. Jeżeli więc terapeuta rozumiałby mechanizm działania zastosowanej przez siebie metody i do uogólnienia wybrał inne, bardziej konstruktywne uczucie, wynik terapii byłby zapewne korzystniejszy dla pacjenta.
Widziałem też podobne sytuacje podczas terapii małżeństw. Żona zaczyna narzekać na coś, co zrobił jej mąż. W tym momencie psycholog mówi: „Proszę patrzeć na męża gdy pani o tym mówi. Musi pani utrzymywać z nim kontakt wzrokowy”. To spowoduje, że wszystkie odczuwane w danej chwili negatywne emocje zostaną trwale połączone z obrazem twarzy męża; za każdym razem gdy żona na niego spojrzy, te uczucia powrócą.
Virginia Satir w terapii rodzinnej wykorzystuje ten sam mechanizm, jednak stosuje go w inny sposób. Najpierw prosi daną
parę, aby pomyślała o wczesnym okresie ich związku, o pierwszych randkach i uczuciach im towarzyszących, a kiedy w ich oczach pojawią się tamte dawne iskierki, wtedy dopiero każe im na siebie patrzeć. Może też wtedy powiedzieć: „I chciałabym, abyś sobie zdał/a sprawę, że patrzysz na tę samą osobę, w której się tak głęboko zakochałeś/łaś dziesięć lat temu”. Uczucia, które w tym momencie zostaną skojarzone z widokiem twarzy współmałżonka zwykle znacznie bardziej przydają się we wspólnym życiu niż te z poprzedniego przykładu. Jedna z par, które przychodziły do mnie, przez jakiś czas była pod opieką innego psychoterapeuty. Jego metody nie przynosiły jednak widocznych rezultatów, gdyż nadal stale się kłócili. Przed podjęciem terapii toczyli wojny w domu, jednak od pewnego czasu odbywały się one tylko w gabinecie terapeuty. Prawdopodobnie stało się tak na skutek słów, które padły podczas którejś z sesji: „Chciałbym, abyście państwo wszystkie złe emocje, wszelkie kłótnie, zachowali na czas naszych spotkań, abym mógł zobaczyć, o co w nich właściwie chodzi”.
Gdy para ta przyszła do mnie, chciała się dowiedzieć, czy ich negatywne uczucia w stosunku do siebie są w jakiś sposób związane z osobą terapeuty lub z jego gabinetem. Poprosiłem ich więc, aby przeprowadzili eksperyment. Okazało się, że gdy poszli do gabinetu pod nieobecność terapeuty, nie kłócili się, gdy jednak sesja z jego udziałem odbywała się w ich własnym domu, niemalże się pobili. Poradziłem im więc, aby więcej go nie odwiedzali. Było to proste rozwiązanie, które zaoszczędziło im wiele czasu i pieniędzy.
Inny z moich pacjentów nie był w stanie zdenerwować się, gdyż natychmiast zaczynał się bać. Można by powiedzieć, że nabawił się fobii związanej z uczuciem gniewu. Jak się później okazało, za każdym razem gdy w dzieciństwie zdarzało mu się okazać złość, jego rodzice dostawali napadów furii, które wywoływały u dziecka paraliżujący strach. Te dwa uczucia uległy skojarzeniu w jego umyśle. Mimo że od jego wyprowadzenia się z domu minęło piętnaście lat, nadal jednak nie przestał reagować w ten sposób. Do świata zmian osobowości trafiłem ze świata matematyki i informatyki. A informatycy to takie stworzenia, które nie chcą, aby cokolwiek w ich pracy dotyczyło spraw ludzkich. Mówią o tym jako o „brudzeniu sobie rąk”. Lubią pracować przy lśniących czystością komputerach, ubrani w nieskazitelnie białe fartuchy. Odkryłem jednak, że nie ma lepszego modelu pracy naszego umysłu, jak właśnie komputer — szczególnie jeśli chodzi o wiedzę na temat ograniczeń w zastosowaniu obu „narzędzi”. Nakłonienie komputera do wykonania nawet niezmiernie prostej czynności, jest prawie tak samo trudne, jak nakłonienie do tego jakiejś osoby.
Większość z was prawdopodobnie wie, co to są gry komputerowe. Zaprogramowanie nawet najprostszej z nich jest dosyć skomplikowane, ponieważ można przy tym korzystać tylko z bardzo ograniczonych mechanizmów komunikacyjnych, jakimi dysponuje komputer.
Gdy podajesz urządzeniu instrukcję wykonania jakiegoś zadania, informacja w niej zawarta musi być uporządkowana i przekazana w taki sposób, aby mogła być przez maszynę przetworzona, „przyjęta do wiadomości” i wykorzystana. Umysł, podobnie jak komputer, nie jest „przyjacielem użytkownika”. Robi dokładnie to, co mu kazano, a nie to, na co właśnie miałbyś ochotę. Wtedy denerwujesz się, że nie zrealizował tego, co ty chciałeś kazać mu wykonać!
Jednym z zadań programisty jest modelowanie i tym właśnie ja się zajmuję. Modelowanie to nic innego, jak zmuszanie komputera do zrobienia czegoś, co mógłby także zrobić człowiek. Jak możesz zmusić maszynę, aby rozwiązała zadanie matematyczne, dokonała analizy graficznej kosztów lub włączała i wyłączała światło w pomieszczeniu we właściwym czasie? Ludzie przecież też potrafią włączać i wyłączać światło lub (rzadziej) rozwiązać zadanie. Niektórzy robią to dobrze, innym czasem się udaje, jeszcze innym nie udaje się nigdy. Celem osoby zajmującej się modelowaniem jest znalezienie najlepszego schematu, według którego można wykonać daną czynność i przedstawienie go w sposób zrozumiały dla maszyny. Nie jest przy tym specjalnie ważne, czy schemat ten obrazuje rzeczywisty sposób, w jaki ludzie wykonują daną czynność. Informatykowi chodzi nie tyle o absolutną zgodność z prawdą, a raczej o to, aby schemat sprawdzał się w działaniu. Takie podejście cechuje również twórców książek kucharskich. Nie interesuje ich pytanie, dlaczego tort czekoladowy jest tortem czekoladowym. Muszą jednak wiedzieć, jakie składniki połączyć razem i w jakiej kolejności, aby to, co powstanie, mogło być bez większych oporów nazwane tortem czekoladowym. Poznanie jednego przepisu nie oznacza wcale, że nie istnieją setki innych sposobów uzyskania tego samego efektu. Ważne jest jednak dysponowanie wiedzą, jak dojść od składników do tortu — krok po kroku. Dobrze jest też poznać sposób na odwrócenie tego procesu: wychodząc od tortu, dojść do poszczególnych składników — na przykład wtedy, gdy ktoś nie chce nam udostępnić swojego pilnie strzeżonego przepisu.
Takie rozbijanie informacji na mniejsze, łatwiejsze do przyswojenia części jest właśnie zadaniem informatyka. Najbardziej zaś interesującymi informacjami, jakie można uzyskać, są dane na temat subiektywizmu innej istoty ludzkiej. Jeżeli ktoś potrafi dobrze wykonać jakąś czynność, chcemy stworzyć model jego sposobu postępowania. Trzeba jednak pamiętać, że model ten będzie również produktem naszego subiektywnego sposobu postrzegania. „Jakie procesy zachodzą w jej umyśle, których ja mógłbym się nauczyć?” Nie mogę dostać w prezencie wieloletniego doświadczenia, z którego wypływa jego biegłość i skuteczność, ale mogę bardzo szybko zdobyć informacje na temat schematu, według którego tak skutecznie funkcjonuje.
Gdy zaczynałem zajmować się modelowaniem, wydawało mi się logiczne, że powinienem sprawdzić, czego do tej pory dowiedzieli się psycholodzy na temat ludzkiego sposobu myślenia. Jednak po zagłębieniu się w psychologię okazało się, że cała ta dziedzina składa się z ogromnej liczby opisów dezintegracji psychiki ludzkiej. Było też kilka mglistych definicji, co to znaczy być „osobą zintegrowaną”, „pełną”, ale głównym nurtem w psychologii były właśnie opisy załamań, krzywd i rozpadu poszczególnych osobowości.
Najnowszy „Podręcznik statystyki i diagnostyki” (wyd. III), używany przez psychiatrów i psychologów, zawiera ponad 450 stron opisów sposobów, w jaki człowiek może się załamać, nie ma w nim natomiast ani jednej strony opisującej zdrowie psychiczne. Na przykład, schizofrenia jest bardzo dobrze widzianym sposobem załamywania się, katatonia natomiast sposobem bardzo nieefektownym. Pomimo ogromnej popularności, jaką w czasie I wojny światowej cieszył się paraliż histeryczny, wyszedł on obecnie zupełnie z mody; spotyka się go jeszcze sporadycznie u emigrantów z odległych rubieży, niezorientowanych w obowiązujących trendach. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, aby natrafić na dobrze zachowany okaz paraliżu. Mnie udało się zobaczyć tylko pięć takich przypadków w ciągu ostatnich siedmiu lat — dwa zresztą sam wywołałem podczas hipnozy. Innym popularnym sposobem załamania się jest przypadek „na krawędzi”. Oznacza to, że nie jesteś jeszcze kompletnym wariatem, ale też nie jesteś już zupełnie normalny — tak jakby komukolwiek na tym świecie udało się jeszcze pozostać normalnym! W latach pięćdziesiątych, po wejściu na ekrany filmu „Trzy oblicza Ewy”, pacjenci z rozszczepieniem jaźni zawsze mieli trzy osobowości. Ale od czasów Sybil, która dysponowała aż siedemnastoma, obserwujemy coraz więcej pacjentów, u których liczba wcieleń systematycznie się pomnaża.
Jeśli uważacie, że dokuczam psychologom, tylko poczekajcie! Widzicie, my, programiści komputerowi, mamy tak nierówno pod sufitem, że używamy sobie, na kim możemy. Każdy, kto przesiaduje przed monitorem komputera przez 24 godziny na dobę, próbując zredukować wszystko, co go otacza do zer, jedynek i piątek, znajduje się tak dalece poza światem normalnych ludzkich doświadczeń, że uważa całe otoczenie za wariatów, sam cały czas będąc tym największym.
Już dawno dokonałem pewnej obserwacji. Zdecydowałem mianowicie, że ponieważ nigdy nie udało mi się spotkać nikogo, kto byłby podobnym do mnie wariatem, zdrowie psychiczne rodzaju ludzkiego nie jest aż tak zagrożone, jak mi się początkowo wydawało. Od czasu tego odkrycia zwróciłem również uwagę, że ludzie funkcjonują w dość szczególny sposób. To, co robią może im nie odpowiadać, ale i tak będą swoje działania konsekwentnie w kółko powtarzać. Nie znaczy to bynajmniej, że są nienormalni; po prostu osiągane przez nich rezultaty znacznie różnią się od ich oczekiwań, a nie wiedzą, że można to zmienić.
Jeżeli potrafisz stworzyć jakiś obraz w swym umyśle, obraz dokładny i szczegółowy, nie zaś mgliste wyobrażenie i angażujesz się w to tak bardzo, że twoje wizje zaczynają dla ciebie nabierać realnych kształtów, masz szansę zostać dobrym inżynierem lub też ciekawym przypadkiem schizofrenika. Jedno przynosi większe zyski niż drugie, ale też nie dostarcza tyle przyjemności.
————————————————————
ZAPAMIĘTAJ!
Postępowanie ludzkie ma pewną określoną strukturę.
————————————————————
Postępowanie ludzkie ma pewną określoną strukturę. Jeżeli uda ci się ją poznać, znajdziesz również sposób na wprowadzenie w niej pożądanych zmian. Będziesz też mógł wskazać sytuacje, w których dany sposób zachowania mógłby okazać się przydatny.
Pomyśl teraz o kimś, kto odkłada wszystko na później. Co by się stało, gdyby użyć tego sposobu zachowania i odłożyć na później złe samopoczucie wywołane niepowodzeniem. „Powinienem się teraz poczuć fatalnie, ale nie mam w tej chwili czasu, zajmę się tym kiedy indziej.” A co by się stało, gdybyś w nieskończoność odkładał zjedzenie tortu czekoladowego i lodów — po prostu nie mógłbyś się jakoś do tego zabrać?
Jednak większość osób nie myśli w podobny sposób. Podstawą większości kierunków psychologicznych jest pytanie „Co się stało?”. Gdy psychologowi uda się już nazwać to, co ci dolega, wtedy najczęściej chce się dowiedzieć, kiedy nastąpiło u ciebie załamanie i co konkretnie było tego powodem. Gdy ma już te informacje, uważa, że poznał przyczyny twojego stanu. Jeżeli przyjmujemy, że ktoś się załamał, następnym naszym zadaniem jest wymyślenie, jak poskładać z powrotem te drzazgi, które z niego zostały i czy w ogóle jest to możliwe. Przy czym psychologów nigdy specjalnie nie interesuje, jak doszło u ciebie do zachwiania równowagi psychicznej oraz co robisz, aby podtrzymać w sobie ten stan.
Inną niedogodnością dzisiejszej psychologii jest to, że bada ona ludzi załamanych, aby dowiedzieć się, jak przywrócić ich do stanu szczęśliwości. To mniej więcej tak, jakby sprawdzać stan wszystkich samochodów na złomowisku, aby dowiedzieć się, jak podnieść jakość nowego samochodu.
Jeżeli przebadasz wielu schizofreników, możesz nauczyć się dokładnie odtwarzać zachowania właściwe dla schizofrenii, nie nauczysz się jednak tego, czego oni nie potrafią robić, np. jak być zdrowym.
Gdy prowadziłem seminarium dla personelu szpitala psychiatrycznego, zasugerowałem im, aby badali swych schizofreników tylko do momentu, gdy dowiedzą się, czego pacjenci nie potrafią robić. Potem powinni zająć się badaniem zdrowych ludzi, aby dowiedzieć się, w jaki sposób dane zadania są przez nich wykonywane, a następnie nauczyć schizofreników tego „zdrowego” sposobu.
————————————————————
PRZYKŁAD
Pewna kobieta miała następujący problem: w kilka minut po wymyśleniu jakiejś historii nie potrafiła już odróżnić, czy zdarzyła się ona naprawdę i była realnym wspomnieniem, czy też była tylko wytworem jej fantazji. Gdy pojawiał się w jej pamięci jakiś obraz, nie miała pojęcia, czy rzeczywiście go kiedyś widziała, czy tylko sobie wyobraziła. Przypadłość ta wprowadzała ja w ogromne zakłopotanie i powodowała strach, o wywołaniu jakiego marzą wszyscy producenci filmów grozy. Zasugerowałem jej, aby wokół obrazów, które sobie wyobraża, namalowała cienka ramkę. Gdy sobie potem dany obraz przypomni, będzie się on wyraźnie różnił od rzeczywistych wspomnień. Spróbowała tak zrobić i okazało się to skuteczne. Gdy tylko powiedziałem jej dokładnie, krok po kroku, jak ma postąpić i gdy zaczęła to praktycznie stosować, była wyleczona. Zastanawiające jest jednak to, że przez ostatnie 12 lat była leczona przez psychologów, którzy na różne sposoby opisywali jej brak równowagi psychicznej. Szukali „głęboko ukrytego sensu lub drugiego dna”. Według mnie panowie psycholodzy w dzieciństwie spędzali zbyt wiele czasu czytając Scherlocka Holmesa. Wprowadzenie zmian w czyimś bądź w swoim zachowaniu nie wymaga aż tak karkołomnych i czasochłonnych zabiegów — trzeba po prostu wiedzieć, jak się do tego zabrać.
————————————————————
Większość psychologów uważa, że komunikowanie się z chorymi psychicznie jest bardzo trudnym zadaniem. Po części rzeczywiście tak jest, ale w znacznej mierze jest to rezultat sposobu, w jaki terapeuta traktuje takiego pacjenta. Jeżeli ktoś zachowuje się nieco oryginalnie, zabiera się go z ulicy, szpikuje lekami uspokajającymi i zamyka w domu bez klamek razem z trzydziestoma innymi podobnie potraktowanymi istotami. Następnie delikwent jest obserwowany przez 72 godziny, po których uczony badacz stwierdza: „Ależ on się dziwnie zachowuje!”. Oczywiście nikt z nas, z badaczem na czele, w podobnych warunkach nie zachowywałby się w sposób co najmniej kontrowersyjny.
Ilu z was czytało artykuł „Normalni ludzie w nienormalnych miejscach”! Pewien socjolog przeprowadzał doświadczenie, w ramach którego grupka młodych, zdrowych, szczęśliwych studentów została przyjęta do szpitali psychiatrycznych, aby tam udawać pacjentów. Wszyscy zostali zdiagnozowani przez nieświadomych eksperymentu psychiatrów jako ciężkie przypadki różnorodnych chorób umysłowych. Większość z uczestników doświadczenia miała potem ogromne kłopoty z wydostaniem się na zewnątrz, gdyż personel medyczny traktował ich chęć wypisania się ze szpitala jako jeszcze jeden z dowodów istnienia choroby. To jeden z lepszych przykładów działania „Paragrafu 22”. Co ciekawe, pacjenci oddziałów, na których przebywali studenci, od początku wyczuli, że są oni najzupełniej zdrowi — tylko lekarze i pielęgniarki upierali się przy swoim zdaniu.
Kilka lat temu, gdy poznawałem różne metody modyfikacji zachowań, psychiatrzy i psycholodzy uchodzili w opinii większości z ekspertów w tej dziedzinie. Mnie się raczej wydawało, że wielu z nich to wspaniałe, pełno objawowe przypadki różnorodnych psychoz, zachowań patologicznych i innych zaburzeń. Czy komuś kiedykolwiek udało się zobaczyć ego? A zespół apatyczno-abuliczny? Każda osoba, która na co dzień w taki sposób się wyraża, nie powinna nazywać innych ludzi wariatami.
Większość psychologów uważa, że katatonicy to prawdziwi twardziele, bo w żaden sposób nie można z nimi nawiązać kontaktu. Siedzą cały czas w tej samej pozycji, a jedyny sposób na przemieszczenie ich w inne miejsce, to po prostu podnieść ich i przenieść.
Jest pewien bardzo prosty sposób pozwalający na nawiązanie kontaktu z katatonikiem. Trzeba po prostu uderzyć go młotkiem w rękę. Gdy podniesiecie młotek, aby powtórzyć ten zabieg, zabierze rękę mówiąc: „Nie rób tego więcej!” Nie będzie to sygnał, że pacjent został cudownie wyleczony, będzie to jednak znak, że pewna forma kontaktu została z nim nawiązana. A to już jakiś punkt wyjścia.
Poprosiłem kiedyś znajomych psychiatrów, aby przystali mi pacjentów, którzy przysparzają im najwięcej kłopotów w terapii. Odkryłem wtedy, że im większe problemy miał dany pacjent, tym lepiej się z nim współpracowało (w przypadku terapii długotrwałej, nie pojedynczej wizyty). Sądzę obecnie, że łatwiej jest pracować ze schizofrenikiem w szczytowym okresie choroby, niż namówić na rzucenie palenia osobę normalną, która nie ma na to ochoty. Zachowanie psychotyka wydaje się być nieprzewidywalne — raz rozmawiacie zupełnie normalnie, a za chwilę musisz zamykać się przed nim w łazience, bo właśnie ma napad szału. Są to jednak tylko pozory. Podobnie jak każde inne zachowanie ludzkie, psychoza funkcjonuje również według określonego schematu. Nawet schizofrenik nie budzi się po prostu pewnego dnia z zespołem maniakalno-depresyjnym. Jeżeli dowiesz się, jak wygląda system, według którego działa jego choroba, będziesz mógł w dowolnej chwili indukować i wygaszać jej napady. Jeżeli nauczysz się tego odpowiednio dobrze, będziesz sam w stanie na zawołanie podobnie się zachowywać. Na przykład, jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał dostać pokój w przepełnionym hotelu, nie znam na to lepszego sposobu, niż zafundowanie sobie nagłego napadu manii. Uważaj jednak, żebyś szybko wrócił do normalnego stanu, w przeciwnym bowiem razie możesz dostać pokój o miękkich ścianach i z kratami w oknach.
Zawsze uważałem, że podejście Johna Rosena do psychotyków było i jest najbardziej skuteczne: „Wejdź w świat pacjenta i popsuj mu jego obraz.” Jest na to wiele różnych sposobów, najlepiej jednak zrobić to bez zbytniej ostentacji. Podam wam przykład. Miałem kiedyś pacjenta, który słyszał głos wydobywający się z gniazdka elektrycznego. Głos ten zmuszał go do robienia różnych rzeczy. Doszedłem do wniosku, że jeżeli uda mi się urzeczywistnić jego halucynacje, facet przestanie być schizofrenikiem. Ukryłem więc głośnik w jednym z gniazdek w mojej poczekalni. Gdy pacjent wszedł do pomieszczenia, gniazdko powiedziało mu: „Dzień dobry”. Facet odwrócił się, spojrzał na gniazdko i rzekł: „Masz zmieniony głos”.
Większość ludzi nie doświadcza rzeczywistości, a raczej dzieli z innymi jakąś iluzję na jej temat.
“Jestem nowym głosem. Nie wiedziałeś, że jest nas więcej?” “Skąd się tu wziąłeś?” “A co cię to obchodzi?” I tak nawiązaliśmy kontakt. Ponieważ musiał słuchać poleceń głosu, dawałem mu z gniazdka instrukcje, co ma zrobić, aby zmienić swoje postępowanie. Większość ludzi stwarza sobie jakiś obraz otaczającej ich rzeczywistości i postępuje zgodnie z nim. Ja wolę stwarzać samą rzeczywistość. Nie wierzę w to, że czyjeś załamanie nerwowe jest sprawą ostateczną. Po prostu dany człowiek nauczył się pewnego modelu postępowania i konsekwentnie go realizuje, co, przyznaję, bywa czasem dość zaskakujące.
Większość ludzi nie doświadcza rzeczywistości, a raczej dzieli z innymi jakąś iluzję na jej temat.
Są na przykład ludzie, którzy łapią mnie na progu mojego mieszkania, dają mi komiksy religijne i z całą powagą zapewniają że za dwa tygodnie nastąpi koniec świata. Całkiem otwarcie rozmawiają z aniołami i Bogiem, ale nie są uznawani za wariatów. Jeżeli jednak pojedyncza osoba zostanie przyłapana na rozmowie np. ze Świętym Franciszkiem, jest od razu traktowana jak ktoś niebezpieczny dla otoczenia, zabierana w gustownym, choć niewygodnym ubranku do odpowiedniego szpitala, ogłuszana rozlicznymi medykamentami.
Kiedy więc stwarzacie nową rzeczywistość, pamiętajcie, aby przekonać o jej istnieniu jeszcze paru przyjaciół, w przeciwnym bowiem razie będziecie mieć poważne kłopoty.
Jest to zresztą jeden z powodów, dla których organizuję seminaria NLP. Chcę po prostu, aby jeszcze parę osób zaczęto podzielać moje poglądy na temat tego, co nas otacza; odwlekam w ten sposób dzień, w którym panowie w białych fartuchach zjawią się po mnie.
Wśród fizyków funkcjonuje również taka wspólna koncepcja otaczającego świata. Poza tą środowiskową wspólnotą poglądów nie ma zbytniej różnicy pomiędzy fizykiem a schizofrenikiem. Fizycy również lubią mówić o rzeczach, których nikt nigdy nie widział. Bo czy ktokolwiek z tu obecnych zobaczył na własne oczy atom, nie mówiąc już o protonie czy elektronie? Jest jednak pewna drobna różnica: fizycy, nieco częściej niż schizofrenicy, są skłonni weryfikować swoje wizje, nazywane przez nich „modelami” lub „teoriami”. Gdy któraś z ich halucynacji zaczyna być sprzeczna z nowo odkrytymi faktami, fizycy zazwyczaj łatwiej potrafią zrezygnować z poprzedniego pomysłu i zastąpić go jakimś innym.
Większość z nas uczyła się w szkole, że atom ma jądro, które składa się z protonów i neutronów, a dookoła jądra krążą elektrony jak małe planety. Niels Bohrotrguided nagrodę Nobla właśnie za stworzenie tego modelu. Przez następne 50 lat model Bohra był podstawą ogromnej liczby odkryć i wynalazków, takich na przykład, jak plastik w krzesłach, na których siedzicie. Jednak zupełnie niedawno grono uczonych doszło do wniosku, że atom wygląda zupełnie inaczej niż pan Bohr to sobie wyobraził. Zastanawiałem się, czy wobec tego zabiorą mu nagrodę Nobla, potem jednak dowiedziałem się, że Bohr nie żyje, a zanim umarł, zdążył wydać wszystkie pieniądze z nagrody. Najdziwniejszą jednak rzeczą jest to, że wszelkie wynalazki dokonane w oparciu o nieprawdziwy model atomu nadal istnieją. Plastikowe krzesła nie rozpłynęły się w powietrzu tylko dlatego, że fizycy zmienili zdanie na temat wyglądu atomu.
Fizyka jest zwykle nazywana nauką obiektywną, ja jednak widzę, że teorie fizyczne się zmieniają, a świat pozostaje taki sam. Musi więc być nawet i w tej nauce jakiś element subiektywny.
Jednym z ulubionych bohaterów mojego dzieciństwa był Albert Einstein. Sprowadził on fizykę do stanu, który psychologowie nazywają „kierowaną fantazją” (guided fantasy). Sam jednak używał określenia „eksperyment myślowy”. Wyobrażał sobie, jak to jest, gdy siedzi się na końcu promienia świetlnego i na nim podróżuje. A ludzie cały czas twierdzą, że byt on obiektywnym naukowcem! Jednym ze skutków wyżej wspomnianego eksperymentu myślowego była sławna teoria względności.
Od podejścia Einsteina NLP różni się tylko tym, że my celowo wymyślamy kłamstwa, które pomogą nam zrozumieć subiektywność doznań ludzkich. Gdy zajmujemy się badaniem subiektywności, obiektywizm okazuje się zupełnie nieprzydatny. Przejdźmy więc wreszcie do doświadczeń subiektywnych…
Richard Bandler
Powyższy artykuł jest fragmentem ebooka "Umysł - jak z niego wreszcie korzystać" (http://umysl-bandler.zlotemysli.pl)
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem są ZłoteMyśli
————————————————————
ZAPAMIĘTAJ!
NLP to proces uczenia się.
————————————————————
Jedną z korzyści płynących z NLP jest inne podejście do przyswajania wiedzy. Chociaż wielu psychologów i pracowników socjalnych uważa NLP za formę terapii, ja wolę traktować je jako proces uczenia się. Mówiąc najprościej uczymy ludzi metod efektywnego użytkowania ich umysłów.
Większość ludzi nie korzysta ze swego mózgu aktywnie i świadomie. A przecież jest on podobny do maszyny, w której nie zainstalowano wyłącznika. Jeżeli nie dasz mu jakiegoś konkretnego zajęcia, działa bez przerwy, dopóki się nie znudzi. Gdyby umieszczono kogoś w pomieszczeniu doskonale izolującym od wszelkich bodźców zewnętrznych, osoba taka wytworzyłaby wkrótce własny wewnętrzny świat. Jeżeli nie dasz twemu umysłowi konkretnego zadania, to po pewnym czasie sam je sobie znajdzie, nie troszcząc się zbytnio, jakie to będzie zajęcie. Ciebie może to obchodzić, ale jemu jest dokładnie wszystko jedno.
————————————————————
PRZYKŁAD
Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się siedzieć cicho, starając się nie zwracać niczyjej uwagi, gdy nagle twój mózg pokazał ci jakiś obraz, na widok którego oblał cię zimny pot i włosy zjeżyły się na głowie? Jak często zdarza ci się budzić w nocy, gdyż twój umysł ponownie zafundował ci przeżycie czegoś, co zmieniło twą krew w efektowne bryłki lodu? Jeśli miałeś zły dzień, zadba o to, abyś mógł oglądać i przeżywać go wciąż na nowo. Nie wystarcza mu, że sam dzień był do niczego — postara się, abyś miał popsuty wieczór, a może i cały tydzień.
————————————————————
Zresztą większość ludzi na tym nie poprzestaje. Ilu z was nadal rozpamiętuje coś, co zdarzyło się bardzo dawno temu? Zupełnie jakby twój umysł mówił: „Przeżyjmy to jeszcze raz! Mamy wolną godzinkę przed obiadem — pomyślmy więc o czymś, co naprawdę wpędzi nas w depresję. Może uda nam się tym zdenerwować o trzy lata za późno?”
Czy słyszałeś kiedyś o „niezamkniętej sprawie”? Ona jest zamknięta — po prostu nie podoba ci się sposób, w jaki została kiedyś załatwiona. Chcę, abyście się dowiedzieli, jak możecie wpływać na swoje doświadczenia, zyskując dzięki temu przynajmniej pewną dozę kontroli nad sobą. Większość ludzi bowiem to więźniowie swych umysłów. Zupełnie jakby byli przywiązani do tylnego siedzenia w autobusie, którym kieruje ktoś inny. Chciałbym, abyście nauczyli się prowadzić swój autobus. Jeżeli nie nadacie umysłowi właściwego kierunku albo sam będzie błądził po manowcach, albo inni ludzie znajdą sposoby, aby kierować nim za was — i zwykle nie będą przy tym mieli waszego dobra na względzie.
NLP stwarza możliwość uczenia się subiektywizmu, o którym zresztą zawsze słyszałem bardzo niepochlebne opinie.
W szkole mówiono mi, że prawdziwa nauka postrzega rzeczywistość w sposób obiektywny. Już wtedy jednak zwróciłem uwagę, że najbardziej oddziaływają na mnie właśnie doznania subiektywne. Chciałem się dowiedzieć, jaki jest mechanizm tego zjawiska oraz czy inni ludzie mają podobne odczucia. Na naszym seminarium będziemy się bawić w różne łamigłówki, bowiem mózg jest moją ulubioną zabawką. Kto z was chciałby mieć pamięć fotograficzną? A czy zdarza się wam dokładnie widzieć przed sobą niemiłe, ciągle powracające obrazy z przeszłości? Taka umiejętność zdecydowanie potrafi ubarwić życie. Gdy obejrzysz w kinie horror, a po powrocie do domu usiądziesz w swoim ulubionym fotelu, czynność siadania może automatycznie przenieść cię z powrotem do kina. Komu coś takiego się przydarzyło? I wy twierdzicie, że nie macie pamięci fotograficznej! Oczywiście, że ją macie, tylko używacie jej nie do tego, co trzeba. A jeżeli już nią dysponujecie, dzięki czemu możecie oglądać nieprzyjemne zdarzenia z przeszłości, byłoby teraz dobrze zaprząc ją do bardziej konstruktywnych działań. Komu zdarzało się myśleć o czymś, co miało dopiero nastąpić, ale czuliście się paskudnie już z wyprzedzeniem? Można mieć czarne myśli od razu, prawda? W końcu okazywało się, że najgorsze przeczucia wcale się nie sprawdzały, co jednak nie przeszkodziło wam solidnie pomartwić się na zapas.
Taki sposób myślenia może mieć jeszcze inne efekty. Niektórzy ludzie zanim faktycznie wybiorą się na urlop, wyobrażają sobie dokładnie, jak wspaniale będą na nim spędzać czas. Natomiast gdy wreszcie dotrą na zasłużony wypoczynek, przeżywają nie lada zawód. Takie rozczarowanie wymaga jednak dokładnych przygotowań.
Czy zastanawialiście się kiedyś, ile wysiłku musicie w nie włożyć? Jednak cały ten trud w końcu opłaca się, gdyż im więcej przygotowań, tym rozczarowanie pełniejsze.
Są osoby, które chodzą do kina tylko po to, aby po wyjściu stwierdzić: „Jestem bardzo zawiedziony — nastawiłem się na coś zupełnie innego”. Takie stwierdzenia nieodmiennie wprawiają mnie w osłupienie. Jeżeli cały czas ktoś miał w głowie taką świetną, wymyśloną przez siebie fabułę, po co w ogóle ruszał się z domu? Po co siedzieć w niewygodnym, skrzypiącym fotelu, tonąc po kostki w papierkach od cukierków i torebkach po chipsach, po to tylko, aby obejrzeć film, który skwitujemy stwierdzeniem: „Wyobraziłem to sobie o wiele lepiej, a przecież nie miałem nawet scenariusza”.
Oto, co się dzieje, gdy pozwolicie waszemu umysłowi wymknąć się spod kontroli. Ludzie znacznie więcej czasu poświęcają nauce obsługi elektrycznej maszynki do mięsa, niż nauce korzystania z własnego intelektu. Rzadko kto kładzie nacisk na świadome użytkowanie różnorodnych wewnętrznych zasobów. Wszędzie słyszycie, że macie „być sobą” — tak jakbyście mieli jakąś inną możliwość. Wierzcie mi — nie macie. Pewnie można by było zniszczyć wszystkie wasze wspomnienia przy pomocy elektrowstrząsów i w ten sposób przerobić was na kogoś innego, ale oglądane przeze mnie skutki takich zabiegów nie przedstawiały się zbyt zachęcająco. Dopóki więc ludzkość nie wynajdzie jakiegoś skutecznego urządzenia do prania mózgów, będziecie się musieli prawdopodobnie pogodzić z byciem sobą. I nie musi to być wcale zło konieczne, jeżeli nauczycie się wykorzystywać swe możliwości w bardziej efektywny sposób. Do tego praktycznie sprowadza się zastosowanie NLP.
Gdy zaczynałem uczyć NLP, niektórzy ludzie sądzili, że jest to sposób kontrolowania myśli innych osób, mogący nawet powodować ich odczłowieczenie. Twierdzono też, że przeprowadzanie celowych zmian własnej osobowości powoduje, że stajemy się mniej ludzcy. Przeprowadzanie w sobie zmian za pomocą antybiotyków i kosmetyków nie stanowi dla nikogo problemu, lecz w przypadku sposobu zachowania sprawa wygląda jakby inaczej. Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak wprowadzenie zmiany, która kogoś uszczęśliwia, może mu jednocześnie odbierać część człowieczeństwa. Natomiast często widzę, jak wielu ludziom udaje się doskonale wyprowadzać z równowagi ich żony, mężów, dzieci, a nawet zupełnie obce osoby, właśnie „będąc sobą”. Czasami zadaję takim osobom pytanie: „Po co być sobą, jeżeli możesz stać się kimś naprawdę wartościowym?” W trakcie naszego spotkania chciałbym was zapoznać z niektórymi wspaniałymi możliwościami przeprowadzania w sobie zmian. Staną się one dla was dostępne, gdy tylko nauczycie się korzystać z waszego umysłu w sposób celowy i świadomy.
Nie tak dawno popularne były filmy, w których światem zawładnąć miały komputery. Pod ich wpływem ludzie przestali postrzegać komputery jako użyteczne narzędzia, a zaczęli widzieć w nich zagrożenie dla pozycji ludzkości w świecie. Jeżeli widziałeś kiedyś komputer osobisty, to wiesz dobrze, że posiada on programy potrafiące zbilansować książeczkę czekową. Jeśli chciałbyś jednak zbilansować ją w ten sposób, zajmie ci to dziesięć razy więcej czasu, niż gdybyś zrobił to odręcznie. Nie dość, że będziesz musiał wpisać wszystkie liczby do książeczki, to jeszcze po przyjściu do domu będziesz je musiał wprowadzić do komputera. Takie właśnie działania prowadzą do odstawienia komputera na bok i przekształcenia go w jeszcze jeden element dekoracyjny.
Kiedy twój komputer jest jeszcze nową zabawką, grasz na nim w różne gry, a gdy ci się znudzi, chowasz go na dno szafy. Podczas wizyty dawno nie widzianych znajomych, wyciągasz go, aby oni z kolei mogli się pobawić. Nie jest to najbardziej efektywny sposób korzystania z niego, ale bezsensowne sposoby użytkowania komputerów nie różnią się zbytnio od bezsensownych sposobów wykorzystywania własnego umysłu.
Ciągle słyszę z różnych źródeł, że człowiek uczy się efektywnie tylko do wieku 5 lat. Nie udało mi się jednak znaleźć na to przekonywających dowodów. Zastanówcie się, ilu rzeczy kompletnie bezwartościowych, nie mówiąc już o tych przydatnych, udało się wam nauczyć pomiędzy piątym rokiem życia a chwilą obecną. Człowiek dysponuje zadziwiającymi zdolnościami przyswajania wiadomości. Jestem absolutnie przekonany — i mam zamiar również was o tym przekonać — że nadal możecie nauczyć się prawie wszystkiego. Jest też jednak i zła wiadomość: tak samo szybko i trwale jak rzeczy przydatnych, uczycie się bzdur niepotrzebnie obciążających wasz umysł.
Kto z was miewa uporczywie powracające myśli? Mówisz na przykład sobie: „Dałbym wiele, aby się tej myśli raz na zawsze pozbyć”. Czyż jednak nie jesteś zdziwiony, że w ogóle się pojawiła? Umysł potrafi funkcjonować naprawdę fenomenalnie, a zachowania, do których potrafi cię zmusić, bywają absolutnie zadziwiające. Głównym problemem mózgu nie jest więc to, że nie potrafi się uczyć. Podstawowym kłopotem jest fakt, że uczy się zbyt szybko i zbyt dokładnie. Najlepszym przykładem tej tezy są różnego rodzaju fobie. To niezwykłe, że jesteśmy w stanie przerazić się za każdym razem, gdy zobaczymy pająka. Nie uda się wam znaleźć osoby obciążonej fobią, która spogląda na pająka i mówi: „Cholera, tym razem zapomniałem się przestraszyć!”. Czy są jakieś informacje, które chciałbyś zapamiętać tak dokładnie, jak ta osoba swoją fobię? Posiadanie fobii jest faktycznie ogromnym osiągnięciem pamięciowym. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś o sposobie nabawienia się tego lęku, mógłbyś odkryć, że został on zapamiętany już za pierwszym razem: tylko jeden kontakt z przedmiotem późniejszej fobii spowodował, że uczucia odczuwane w danym momencie zostały trwale zakodowane do końca życia. Kto z was czytał o Pawłowie, jego psie, dzwonku i tym podobnych historiach? A komu w tej chwili leci ślinka? Aby psa doprowadzić do takiego stanu, trzeba było założyć mu obrożę, dzwonić dzwonkiem i dawać mu jeść kilkanaście razy dziennie. Dla was wystarczającym bodźcem było tylko usłyszenie o tym, a reakcja jest identyczna. Nie jest to może żadna rewelacja, jednak pozwala się zorientować, jak szybko wasz umysł potrafi się uczyć — szybciej niż najdoskonalszy z komputerów. Potrzebna jest wam jednak wiedza na temat samego procesu uczenia się. Posiadając ją będziecie mogli się koncentrować na tym, co naprawdę chcielibyście wiedzieć, jak również będziecie lepiej wykorzystywali czas, przeznaczony na naukę.
Czy znane jest wam zjawisko „naszej piosenki”? Gdy byliście z kimś bardzo wam bliskim, mieliście ulubioną piosenkę, której często wspólnie słuchaliście. Obecnie, za każdym razem gdy ją słyszycie, myślicie o tamtej osobie i doświadczacie ponownie związanych z nią dobrych uczuć. Działa to na podobnej zasadzie jak doświadczenie Pawłowa. Większość osób nie wie, jak łatwo można dojść do takiego utożsamiania dwóch przeżyć lub odczuć oraz jak szybko można do tego doprowadzić stosując pewien określony system działania.
Widziałem pewnego razu, jak psychoterapeucie udało się w ciągu jednej sesji stworzyć agorafobika. Terapeuta ten był miłym, przepełnionym dobrymi intencjami człowiekiem, który naprawdę lubił swoich pacjentów. Miał za sobą lata praktyki klinicznej, mimo to jednak nie miał zielonego pojęcia o tym, co robił. Pacjent, który właśnie wszedł do gabinetu, byt klasycznym przypadkiem agorafobii. Terapeuta kazał mu zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jak wygląda świat z dziesiątego piętra. Brrrr…!. Pacjent zamyka oczy, blednie i zaczyna się trząść. „Teraz proszę pomyśleć o czymś, co daje panu poczucie bezpieczeństwa.” Mmmm. „Teraz proszę przenieść się na dziesiąte piętro.” Brrrr…!. „A teraz proszę pomyśleć o jeździe superkomfortowym samochodem.” Mmmm. „… o byciu na dziesiątym piętrze.” Brrrr…!!! ..
Człowiek ten wyszedł z gabinetu bojąc się prawie wszystkiego. To, co zrobił terapeuta byto w pewnym sensie genialne. Zmienił u pacjenta sposób odczuwania, łącząc w jego umyśle określone uczucie z konkretnymi doświadczeniami. Jednak to uczucie, nie byto, moim zdaniem, najszczęśliwiej wybrane. Doprowadził bowiem do przeniesienia paniki ogarniającej dotychczas pacjenta w pewnej konkretnej sytuacji na inne sytuacje, które dotąd zapewniały mu poczucie bezpieczeństwa. Postępując podobnie można uogólnić również pozytywne uczucia. Jeżeli więc terapeuta rozumiałby mechanizm działania zastosowanej przez siebie metody i do uogólnienia wybrał inne, bardziej konstruktywne uczucie, wynik terapii byłby zapewne korzystniejszy dla pacjenta.
Widziałem też podobne sytuacje podczas terapii małżeństw. Żona zaczyna narzekać na coś, co zrobił jej mąż. W tym momencie psycholog mówi: „Proszę patrzeć na męża gdy pani o tym mówi. Musi pani utrzymywać z nim kontakt wzrokowy”. To spowoduje, że wszystkie odczuwane w danej chwili negatywne emocje zostaną trwale połączone z obrazem twarzy męża; za każdym razem gdy żona na niego spojrzy, te uczucia powrócą.
Virginia Satir w terapii rodzinnej wykorzystuje ten sam mechanizm, jednak stosuje go w inny sposób. Najpierw prosi daną
parę, aby pomyślała o wczesnym okresie ich związku, o pierwszych randkach i uczuciach im towarzyszących, a kiedy w ich oczach pojawią się tamte dawne iskierki, wtedy dopiero każe im na siebie patrzeć. Może też wtedy powiedzieć: „I chciałabym, abyś sobie zdał/a sprawę, że patrzysz na tę samą osobę, w której się tak głęboko zakochałeś/łaś dziesięć lat temu”. Uczucia, które w tym momencie zostaną skojarzone z widokiem twarzy współmałżonka zwykle znacznie bardziej przydają się we wspólnym życiu niż te z poprzedniego przykładu. Jedna z par, które przychodziły do mnie, przez jakiś czas była pod opieką innego psychoterapeuty. Jego metody nie przynosiły jednak widocznych rezultatów, gdyż nadal stale się kłócili. Przed podjęciem terapii toczyli wojny w domu, jednak od pewnego czasu odbywały się one tylko w gabinecie terapeuty. Prawdopodobnie stało się tak na skutek słów, które padły podczas którejś z sesji: „Chciałbym, abyście państwo wszystkie złe emocje, wszelkie kłótnie, zachowali na czas naszych spotkań, abym mógł zobaczyć, o co w nich właściwie chodzi”.
Gdy para ta przyszła do mnie, chciała się dowiedzieć, czy ich negatywne uczucia w stosunku do siebie są w jakiś sposób związane z osobą terapeuty lub z jego gabinetem. Poprosiłem ich więc, aby przeprowadzili eksperyment. Okazało się, że gdy poszli do gabinetu pod nieobecność terapeuty, nie kłócili się, gdy jednak sesja z jego udziałem odbywała się w ich własnym domu, niemalże się pobili. Poradziłem im więc, aby więcej go nie odwiedzali. Było to proste rozwiązanie, które zaoszczędziło im wiele czasu i pieniędzy.
Inny z moich pacjentów nie był w stanie zdenerwować się, gdyż natychmiast zaczynał się bać. Można by powiedzieć, że nabawił się fobii związanej z uczuciem gniewu. Jak się później okazało, za każdym razem gdy w dzieciństwie zdarzało mu się okazać złość, jego rodzice dostawali napadów furii, które wywoływały u dziecka paraliżujący strach. Te dwa uczucia uległy skojarzeniu w jego umyśle. Mimo że od jego wyprowadzenia się z domu minęło piętnaście lat, nadal jednak nie przestał reagować w ten sposób. Do świata zmian osobowości trafiłem ze świata matematyki i informatyki. A informatycy to takie stworzenia, które nie chcą, aby cokolwiek w ich pracy dotyczyło spraw ludzkich. Mówią o tym jako o „brudzeniu sobie rąk”. Lubią pracować przy lśniących czystością komputerach, ubrani w nieskazitelnie białe fartuchy. Odkryłem jednak, że nie ma lepszego modelu pracy naszego umysłu, jak właśnie komputer — szczególnie jeśli chodzi o wiedzę na temat ograniczeń w zastosowaniu obu „narzędzi”. Nakłonienie komputera do wykonania nawet niezmiernie prostej czynności, jest prawie tak samo trudne, jak nakłonienie do tego jakiejś osoby.
Większość z was prawdopodobnie wie, co to są gry komputerowe. Zaprogramowanie nawet najprostszej z nich jest dosyć skomplikowane, ponieważ można przy tym korzystać tylko z bardzo ograniczonych mechanizmów komunikacyjnych, jakimi dysponuje komputer.
Gdy podajesz urządzeniu instrukcję wykonania jakiegoś zadania, informacja w niej zawarta musi być uporządkowana i przekazana w taki sposób, aby mogła być przez maszynę przetworzona, „przyjęta do wiadomości” i wykorzystana. Umysł, podobnie jak komputer, nie jest „przyjacielem użytkownika”. Robi dokładnie to, co mu kazano, a nie to, na co właśnie miałbyś ochotę. Wtedy denerwujesz się, że nie zrealizował tego, co ty chciałeś kazać mu wykonać!
Jednym z zadań programisty jest modelowanie i tym właśnie ja się zajmuję. Modelowanie to nic innego, jak zmuszanie komputera do zrobienia czegoś, co mógłby także zrobić człowiek. Jak możesz zmusić maszynę, aby rozwiązała zadanie matematyczne, dokonała analizy graficznej kosztów lub włączała i wyłączała światło w pomieszczeniu we właściwym czasie? Ludzie przecież też potrafią włączać i wyłączać światło lub (rzadziej) rozwiązać zadanie. Niektórzy robią to dobrze, innym czasem się udaje, jeszcze innym nie udaje się nigdy. Celem osoby zajmującej się modelowaniem jest znalezienie najlepszego schematu, według którego można wykonać daną czynność i przedstawienie go w sposób zrozumiały dla maszyny. Nie jest przy tym specjalnie ważne, czy schemat ten obrazuje rzeczywisty sposób, w jaki ludzie wykonują daną czynność. Informatykowi chodzi nie tyle o absolutną zgodność z prawdą, a raczej o to, aby schemat sprawdzał się w działaniu. Takie podejście cechuje również twórców książek kucharskich. Nie interesuje ich pytanie, dlaczego tort czekoladowy jest tortem czekoladowym. Muszą jednak wiedzieć, jakie składniki połączyć razem i w jakiej kolejności, aby to, co powstanie, mogło być bez większych oporów nazwane tortem czekoladowym. Poznanie jednego przepisu nie oznacza wcale, że nie istnieją setki innych sposobów uzyskania tego samego efektu. Ważne jest jednak dysponowanie wiedzą, jak dojść od składników do tortu — krok po kroku. Dobrze jest też poznać sposób na odwrócenie tego procesu: wychodząc od tortu, dojść do poszczególnych składników — na przykład wtedy, gdy ktoś nie chce nam udostępnić swojego pilnie strzeżonego przepisu.
Takie rozbijanie informacji na mniejsze, łatwiejsze do przyswojenia części jest właśnie zadaniem informatyka. Najbardziej zaś interesującymi informacjami, jakie można uzyskać, są dane na temat subiektywizmu innej istoty ludzkiej. Jeżeli ktoś potrafi dobrze wykonać jakąś czynność, chcemy stworzyć model jego sposobu postępowania. Trzeba jednak pamiętać, że model ten będzie również produktem naszego subiektywnego sposobu postrzegania. „Jakie procesy zachodzą w jej umyśle, których ja mógłbym się nauczyć?” Nie mogę dostać w prezencie wieloletniego doświadczenia, z którego wypływa jego biegłość i skuteczność, ale mogę bardzo szybko zdobyć informacje na temat schematu, według którego tak skutecznie funkcjonuje.
Gdy zaczynałem zajmować się modelowaniem, wydawało mi się logiczne, że powinienem sprawdzić, czego do tej pory dowiedzieli się psycholodzy na temat ludzkiego sposobu myślenia. Jednak po zagłębieniu się w psychologię okazało się, że cała ta dziedzina składa się z ogromnej liczby opisów dezintegracji psychiki ludzkiej. Było też kilka mglistych definicji, co to znaczy być „osobą zintegrowaną”, „pełną”, ale głównym nurtem w psychologii były właśnie opisy załamań, krzywd i rozpadu poszczególnych osobowości.
Najnowszy „Podręcznik statystyki i diagnostyki” (wyd. III), używany przez psychiatrów i psychologów, zawiera ponad 450 stron opisów sposobów, w jaki człowiek może się załamać, nie ma w nim natomiast ani jednej strony opisującej zdrowie psychiczne. Na przykład, schizofrenia jest bardzo dobrze widzianym sposobem załamywania się, katatonia natomiast sposobem bardzo nieefektownym. Pomimo ogromnej popularności, jaką w czasie I wojny światowej cieszył się paraliż histeryczny, wyszedł on obecnie zupełnie z mody; spotyka się go jeszcze sporadycznie u emigrantów z odległych rubieży, niezorientowanych w obowiązujących trendach. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, aby natrafić na dobrze zachowany okaz paraliżu. Mnie udało się zobaczyć tylko pięć takich przypadków w ciągu ostatnich siedmiu lat — dwa zresztą sam wywołałem podczas hipnozy. Innym popularnym sposobem załamania się jest przypadek „na krawędzi”. Oznacza to, że nie jesteś jeszcze kompletnym wariatem, ale też nie jesteś już zupełnie normalny — tak jakby komukolwiek na tym świecie udało się jeszcze pozostać normalnym! W latach pięćdziesiątych, po wejściu na ekrany filmu „Trzy oblicza Ewy”, pacjenci z rozszczepieniem jaźni zawsze mieli trzy osobowości. Ale od czasów Sybil, która dysponowała aż siedemnastoma, obserwujemy coraz więcej pacjentów, u których liczba wcieleń systematycznie się pomnaża.
Jeśli uważacie, że dokuczam psychologom, tylko poczekajcie! Widzicie, my, programiści komputerowi, mamy tak nierówno pod sufitem, że używamy sobie, na kim możemy. Każdy, kto przesiaduje przed monitorem komputera przez 24 godziny na dobę, próbując zredukować wszystko, co go otacza do zer, jedynek i piątek, znajduje się tak dalece poza światem normalnych ludzkich doświadczeń, że uważa całe otoczenie za wariatów, sam cały czas będąc tym największym.
Już dawno dokonałem pewnej obserwacji. Zdecydowałem mianowicie, że ponieważ nigdy nie udało mi się spotkać nikogo, kto byłby podobnym do mnie wariatem, zdrowie psychiczne rodzaju ludzkiego nie jest aż tak zagrożone, jak mi się początkowo wydawało. Od czasu tego odkrycia zwróciłem również uwagę, że ludzie funkcjonują w dość szczególny sposób. To, co robią może im nie odpowiadać, ale i tak będą swoje działania konsekwentnie w kółko powtarzać. Nie znaczy to bynajmniej, że są nienormalni; po prostu osiągane przez nich rezultaty znacznie różnią się od ich oczekiwań, a nie wiedzą, że można to zmienić.
Jeżeli potrafisz stworzyć jakiś obraz w swym umyśle, obraz dokładny i szczegółowy, nie zaś mgliste wyobrażenie i angażujesz się w to tak bardzo, że twoje wizje zaczynają dla ciebie nabierać realnych kształtów, masz szansę zostać dobrym inżynierem lub też ciekawym przypadkiem schizofrenika. Jedno przynosi większe zyski niż drugie, ale też nie dostarcza tyle przyjemności.
————————————————————
ZAPAMIĘTAJ!
Postępowanie ludzkie ma pewną określoną strukturę.
————————————————————
Postępowanie ludzkie ma pewną określoną strukturę. Jeżeli uda ci się ją poznać, znajdziesz również sposób na wprowadzenie w niej pożądanych zmian. Będziesz też mógł wskazać sytuacje, w których dany sposób zachowania mógłby okazać się przydatny.
Pomyśl teraz o kimś, kto odkłada wszystko na później. Co by się stało, gdyby użyć tego sposobu zachowania i odłożyć na później złe samopoczucie wywołane niepowodzeniem. „Powinienem się teraz poczuć fatalnie, ale nie mam w tej chwili czasu, zajmę się tym kiedy indziej.” A co by się stało, gdybyś w nieskończoność odkładał zjedzenie tortu czekoladowego i lodów — po prostu nie mógłbyś się jakoś do tego zabrać?
Jednak większość osób nie myśli w podobny sposób. Podstawą większości kierunków psychologicznych jest pytanie „Co się stało?”. Gdy psychologowi uda się już nazwać to, co ci dolega, wtedy najczęściej chce się dowiedzieć, kiedy nastąpiło u ciebie załamanie i co konkretnie było tego powodem. Gdy ma już te informacje, uważa, że poznał przyczyny twojego stanu. Jeżeli przyjmujemy, że ktoś się załamał, następnym naszym zadaniem jest wymyślenie, jak poskładać z powrotem te drzazgi, które z niego zostały i czy w ogóle jest to możliwe. Przy czym psychologów nigdy specjalnie nie interesuje, jak doszło u ciebie do zachwiania równowagi psychicznej oraz co robisz, aby podtrzymać w sobie ten stan.
Inną niedogodnością dzisiejszej psychologii jest to, że bada ona ludzi załamanych, aby dowiedzieć się, jak przywrócić ich do stanu szczęśliwości. To mniej więcej tak, jakby sprawdzać stan wszystkich samochodów na złomowisku, aby dowiedzieć się, jak podnieść jakość nowego samochodu.
Jeżeli przebadasz wielu schizofreników, możesz nauczyć się dokładnie odtwarzać zachowania właściwe dla schizofrenii, nie nauczysz się jednak tego, czego oni nie potrafią robić, np. jak być zdrowym.
Gdy prowadziłem seminarium dla personelu szpitala psychiatrycznego, zasugerowałem im, aby badali swych schizofreników tylko do momentu, gdy dowiedzą się, czego pacjenci nie potrafią robić. Potem powinni zająć się badaniem zdrowych ludzi, aby dowiedzieć się, w jaki sposób dane zadania są przez nich wykonywane, a następnie nauczyć schizofreników tego „zdrowego” sposobu.
————————————————————
PRZYKŁAD
Pewna kobieta miała następujący problem: w kilka minut po wymyśleniu jakiejś historii nie potrafiła już odróżnić, czy zdarzyła się ona naprawdę i była realnym wspomnieniem, czy też była tylko wytworem jej fantazji. Gdy pojawiał się w jej pamięci jakiś obraz, nie miała pojęcia, czy rzeczywiście go kiedyś widziała, czy tylko sobie wyobraziła. Przypadłość ta wprowadzała ja w ogromne zakłopotanie i powodowała strach, o wywołaniu jakiego marzą wszyscy producenci filmów grozy. Zasugerowałem jej, aby wokół obrazów, które sobie wyobraża, namalowała cienka ramkę. Gdy sobie potem dany obraz przypomni, będzie się on wyraźnie różnił od rzeczywistych wspomnień. Spróbowała tak zrobić i okazało się to skuteczne. Gdy tylko powiedziałem jej dokładnie, krok po kroku, jak ma postąpić i gdy zaczęła to praktycznie stosować, była wyleczona. Zastanawiające jest jednak to, że przez ostatnie 12 lat była leczona przez psychologów, którzy na różne sposoby opisywali jej brak równowagi psychicznej. Szukali „głęboko ukrytego sensu lub drugiego dna”. Według mnie panowie psycholodzy w dzieciństwie spędzali zbyt wiele czasu czytając Scherlocka Holmesa. Wprowadzenie zmian w czyimś bądź w swoim zachowaniu nie wymaga aż tak karkołomnych i czasochłonnych zabiegów — trzeba po prostu wiedzieć, jak się do tego zabrać.
————————————————————
Większość psychologów uważa, że komunikowanie się z chorymi psychicznie jest bardzo trudnym zadaniem. Po części rzeczywiście tak jest, ale w znacznej mierze jest to rezultat sposobu, w jaki terapeuta traktuje takiego pacjenta. Jeżeli ktoś zachowuje się nieco oryginalnie, zabiera się go z ulicy, szpikuje lekami uspokajającymi i zamyka w domu bez klamek razem z trzydziestoma innymi podobnie potraktowanymi istotami. Następnie delikwent jest obserwowany przez 72 godziny, po których uczony badacz stwierdza: „Ależ on się dziwnie zachowuje!”. Oczywiście nikt z nas, z badaczem na czele, w podobnych warunkach nie zachowywałby się w sposób co najmniej kontrowersyjny.
Ilu z was czytało artykuł „Normalni ludzie w nienormalnych miejscach”! Pewien socjolog przeprowadzał doświadczenie, w ramach którego grupka młodych, zdrowych, szczęśliwych studentów została przyjęta do szpitali psychiatrycznych, aby tam udawać pacjentów. Wszyscy zostali zdiagnozowani przez nieświadomych eksperymentu psychiatrów jako ciężkie przypadki różnorodnych chorób umysłowych. Większość z uczestników doświadczenia miała potem ogromne kłopoty z wydostaniem się na zewnątrz, gdyż personel medyczny traktował ich chęć wypisania się ze szpitala jako jeszcze jeden z dowodów istnienia choroby. To jeden z lepszych przykładów działania „Paragrafu 22”. Co ciekawe, pacjenci oddziałów, na których przebywali studenci, od początku wyczuli, że są oni najzupełniej zdrowi — tylko lekarze i pielęgniarki upierali się przy swoim zdaniu.
Kilka lat temu, gdy poznawałem różne metody modyfikacji zachowań, psychiatrzy i psycholodzy uchodzili w opinii większości z ekspertów w tej dziedzinie. Mnie się raczej wydawało, że wielu z nich to wspaniałe, pełno objawowe przypadki różnorodnych psychoz, zachowań patologicznych i innych zaburzeń. Czy komuś kiedykolwiek udało się zobaczyć ego? A zespół apatyczno-abuliczny? Każda osoba, która na co dzień w taki sposób się wyraża, nie powinna nazywać innych ludzi wariatami.
Większość psychologów uważa, że katatonicy to prawdziwi twardziele, bo w żaden sposób nie można z nimi nawiązać kontaktu. Siedzą cały czas w tej samej pozycji, a jedyny sposób na przemieszczenie ich w inne miejsce, to po prostu podnieść ich i przenieść.
Jest pewien bardzo prosty sposób pozwalający na nawiązanie kontaktu z katatonikiem. Trzeba po prostu uderzyć go młotkiem w rękę. Gdy podniesiecie młotek, aby powtórzyć ten zabieg, zabierze rękę mówiąc: „Nie rób tego więcej!” Nie będzie to sygnał, że pacjent został cudownie wyleczony, będzie to jednak znak, że pewna forma kontaktu została z nim nawiązana. A to już jakiś punkt wyjścia.
Poprosiłem kiedyś znajomych psychiatrów, aby przystali mi pacjentów, którzy przysparzają im najwięcej kłopotów w terapii. Odkryłem wtedy, że im większe problemy miał dany pacjent, tym lepiej się z nim współpracowało (w przypadku terapii długotrwałej, nie pojedynczej wizyty). Sądzę obecnie, że łatwiej jest pracować ze schizofrenikiem w szczytowym okresie choroby, niż namówić na rzucenie palenia osobę normalną, która nie ma na to ochoty. Zachowanie psychotyka wydaje się być nieprzewidywalne — raz rozmawiacie zupełnie normalnie, a za chwilę musisz zamykać się przed nim w łazience, bo właśnie ma napad szału. Są to jednak tylko pozory. Podobnie jak każde inne zachowanie ludzkie, psychoza funkcjonuje również według określonego schematu. Nawet schizofrenik nie budzi się po prostu pewnego dnia z zespołem maniakalno-depresyjnym. Jeżeli dowiesz się, jak wygląda system, według którego działa jego choroba, będziesz mógł w dowolnej chwili indukować i wygaszać jej napady. Jeżeli nauczysz się tego odpowiednio dobrze, będziesz sam w stanie na zawołanie podobnie się zachowywać. Na przykład, jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał dostać pokój w przepełnionym hotelu, nie znam na to lepszego sposobu, niż zafundowanie sobie nagłego napadu manii. Uważaj jednak, żebyś szybko wrócił do normalnego stanu, w przeciwnym bowiem razie możesz dostać pokój o miękkich ścianach i z kratami w oknach.
Zawsze uważałem, że podejście Johna Rosena do psychotyków było i jest najbardziej skuteczne: „Wejdź w świat pacjenta i popsuj mu jego obraz.” Jest na to wiele różnych sposobów, najlepiej jednak zrobić to bez zbytniej ostentacji. Podam wam przykład. Miałem kiedyś pacjenta, który słyszał głos wydobywający się z gniazdka elektrycznego. Głos ten zmuszał go do robienia różnych rzeczy. Doszedłem do wniosku, że jeżeli uda mi się urzeczywistnić jego halucynacje, facet przestanie być schizofrenikiem. Ukryłem więc głośnik w jednym z gniazdek w mojej poczekalni. Gdy pacjent wszedł do pomieszczenia, gniazdko powiedziało mu: „Dzień dobry”. Facet odwrócił się, spojrzał na gniazdko i rzekł: „Masz zmieniony głos”.
Większość ludzi nie doświadcza rzeczywistości, a raczej dzieli z innymi jakąś iluzję na jej temat.
“Jestem nowym głosem. Nie wiedziałeś, że jest nas więcej?” “Skąd się tu wziąłeś?” “A co cię to obchodzi?” I tak nawiązaliśmy kontakt. Ponieważ musiał słuchać poleceń głosu, dawałem mu z gniazdka instrukcje, co ma zrobić, aby zmienić swoje postępowanie. Większość ludzi stwarza sobie jakiś obraz otaczającej ich rzeczywistości i postępuje zgodnie z nim. Ja wolę stwarzać samą rzeczywistość. Nie wierzę w to, że czyjeś załamanie nerwowe jest sprawą ostateczną. Po prostu dany człowiek nauczył się pewnego modelu postępowania i konsekwentnie go realizuje, co, przyznaję, bywa czasem dość zaskakujące.
Większość ludzi nie doświadcza rzeczywistości, a raczej dzieli z innymi jakąś iluzję na jej temat.
Są na przykład ludzie, którzy łapią mnie na progu mojego mieszkania, dają mi komiksy religijne i z całą powagą zapewniają że za dwa tygodnie nastąpi koniec świata. Całkiem otwarcie rozmawiają z aniołami i Bogiem, ale nie są uznawani za wariatów. Jeżeli jednak pojedyncza osoba zostanie przyłapana na rozmowie np. ze Świętym Franciszkiem, jest od razu traktowana jak ktoś niebezpieczny dla otoczenia, zabierana w gustownym, choć niewygodnym ubranku do odpowiedniego szpitala, ogłuszana rozlicznymi medykamentami.
Kiedy więc stwarzacie nową rzeczywistość, pamiętajcie, aby przekonać o jej istnieniu jeszcze paru przyjaciół, w przeciwnym bowiem razie będziecie mieć poważne kłopoty.
Jest to zresztą jeden z powodów, dla których organizuję seminaria NLP. Chcę po prostu, aby jeszcze parę osób zaczęto podzielać moje poglądy na temat tego, co nas otacza; odwlekam w ten sposób dzień, w którym panowie w białych fartuchach zjawią się po mnie.
Wśród fizyków funkcjonuje również taka wspólna koncepcja otaczającego świata. Poza tą środowiskową wspólnotą poglądów nie ma zbytniej różnicy pomiędzy fizykiem a schizofrenikiem. Fizycy również lubią mówić o rzeczach, których nikt nigdy nie widział. Bo czy ktokolwiek z tu obecnych zobaczył na własne oczy atom, nie mówiąc już o protonie czy elektronie? Jest jednak pewna drobna różnica: fizycy, nieco częściej niż schizofrenicy, są skłonni weryfikować swoje wizje, nazywane przez nich „modelami” lub „teoriami”. Gdy któraś z ich halucynacji zaczyna być sprzeczna z nowo odkrytymi faktami, fizycy zazwyczaj łatwiej potrafią zrezygnować z poprzedniego pomysłu i zastąpić go jakimś innym.
Większość z nas uczyła się w szkole, że atom ma jądro, które składa się z protonów i neutronów, a dookoła jądra krążą elektrony jak małe planety. Niels Bohrotrguided nagrodę Nobla właśnie za stworzenie tego modelu. Przez następne 50 lat model Bohra był podstawą ogromnej liczby odkryć i wynalazków, takich na przykład, jak plastik w krzesłach, na których siedzicie. Jednak zupełnie niedawno grono uczonych doszło do wniosku, że atom wygląda zupełnie inaczej niż pan Bohr to sobie wyobraził. Zastanawiałem się, czy wobec tego zabiorą mu nagrodę Nobla, potem jednak dowiedziałem się, że Bohr nie żyje, a zanim umarł, zdążył wydać wszystkie pieniądze z nagrody. Najdziwniejszą jednak rzeczą jest to, że wszelkie wynalazki dokonane w oparciu o nieprawdziwy model atomu nadal istnieją. Plastikowe krzesła nie rozpłynęły się w powietrzu tylko dlatego, że fizycy zmienili zdanie na temat wyglądu atomu.
Fizyka jest zwykle nazywana nauką obiektywną, ja jednak widzę, że teorie fizyczne się zmieniają, a świat pozostaje taki sam. Musi więc być nawet i w tej nauce jakiś element subiektywny.
Jednym z ulubionych bohaterów mojego dzieciństwa był Albert Einstein. Sprowadził on fizykę do stanu, który psychologowie nazywają „kierowaną fantazją” (guided fantasy). Sam jednak używał określenia „eksperyment myślowy”. Wyobrażał sobie, jak to jest, gdy siedzi się na końcu promienia świetlnego i na nim podróżuje. A ludzie cały czas twierdzą, że byt on obiektywnym naukowcem! Jednym ze skutków wyżej wspomnianego eksperymentu myślowego była sławna teoria względności.
Od podejścia Einsteina NLP różni się tylko tym, że my celowo wymyślamy kłamstwa, które pomogą nam zrozumieć subiektywność doznań ludzkich. Gdy zajmujemy się badaniem subiektywności, obiektywizm okazuje się zupełnie nieprzydatny. Przejdźmy więc wreszcie do doświadczeń subiektywnych…
Richard Bandler
Powyższy artykuł jest fragmentem ebooka "Umysł - jak z niego wreszcie korzystać" (http://umysl-bandler.zlotemysli.pl)
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem są ZłoteMyśli
Subskrybuj:
Posty (Atom)