Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Muzyka mózgu

Chyba nikt z nas nie potrafi wyobrazić sobie życia bez muzyki. Gdziekolwiek się nie znajdujemy, zewsząd otaczają nas dźwięki. Niektóre odbieramy jako przyjemne, od innych staramy się uciec, ale nie jesteśmy w stanie całkowicie ich wyeliminować. Gdy cisza trwa zbyt długo, sami zaczynamy szukać muzyki. Jesteśmy uzależnieni od niej. Lecz jest to chyba najprzyjemniejsze i najzdrowsze uzależnienie ze wszystkich, znanych człowiekowi.

Muzyczny mózg
Muzyka wytwarza w mózgu specyficzny stan emocjonalny. Oddziałuje głównie na prawą półkulę. U osób bez wykształcenia muzycznego przetwarzane są przede wszystkim proste wrażenia słuchowe. Prawa półkula „ocenia” słyszany dźwięk lub utwór i łączy go z uczuciami, nadając mu zabarwienie emocjonalne.
U osób z wykształceniem muzycznym jest trochę inaczej. Tutaj dużą rolę odgrywa także półkula lewa, która rozkłada i analizuje słyszaną muzykę. Oprócz wymiaru emocjonalnego, nadaje jej również wymiar logiczny. Decyduje o sensowności odbieranego układu dźwięków. Wyróżnia strukturę i poszczególne elementy składowe (np. linia melodyczna, akompaniament, dźwięk poszczególnych instrumentów czy głosu ludzkiego). Dzięki pewnym regułom, pozwala rozumieć muzykę, nie tylko ja odbierać.
Dlaczego niektóre dźwięki uznajemy za przyjemne, a inne nie? Tajemnica tkwi w ich częstotliwości, natężeniu oraz zgodności. Konsonanse (akordy brzmiące zgodnie) są zwykle lepiej przez nas odbierane niż dysonanse. Te ostatnie są traktowane przez nasz mózg jak „ciało obce” ze względu na fakt, że amplitudy fal mózgowych, generowanych w odpowiedzi na taki zestaw dźwięków są bardzo zróżnicowane. W efekcie uruchamia się mechanizm obronny, dążący go odrzucenia tego, co słyszymy. W przypadku konsonansów jest inaczej. Amplitudy fal mózgowych są o wiele niższe i dźwięk przyjmowany jest jako przyjemny.

Muzyka i emocje
Brytyjski muzyk Genesis P. Orridge powiedział, że „dźwięk, oprócz narkotyków, to najsilniejszy czynnik zmieniający świadomość”. Badania naukowe potwierdzają jego zdanie.
Tak jak wspomniałam, muzyka odbierana jest głównie przez prawą półkulę – jak wiemy, to ona zarządza emocjami. Ponadto, podczas słuchania utworów, które świadomie określamy jako przyjemne, w naszym mózgu uruchamiają się struktury uważane za ośrodek nagrody. Wywołują u nas stan zadowolenia i odczuwania głębokiej przyjemności. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem dźwięków zostają uwolnione duże ilości związków zwanych opioidami i działających na nas podobnie, jak morfina.
Co więcej, podczas słuchania ulubionej muzyki, spada u nas poziom hormonów kortykalnych – czyli hormonów stresu, a u mężczyzn obniża się nawet poziom testosteronu, co znowu wpływa na spadek poziomu agresji. Sprawdza się więc powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje.
Na uwagę zasługuje także fakt, że w zachodzących w takich przypadkach reakcjach neurofizjologicznych bierze udział dopamina (ściśle związana z układem nagrody, nazywana „hormonem szczęścia”). U osób uzależnionych od różnych związków chemicznych deficyt dopaminy wywołuje objawy „głodu”.

Muzyka a nauka
Badania naukowe dowodzą, że pewien rodzaj muzyki pozytywnie wpływa na umysł i pamięć oraz pomaga w koncentracji. Naukowcy twierdzą, że muzyka barokowa, utrzymana w tempie 60 uderzeń na minutę, pomaga w procesie przyspieszonego uczenia się. Muzyka ta synchronizuje ciało i umysł: spowalnia pracę serca, obniża ciśnienie krwi, zmieniają się także fale mózgowe, obniża poziom stresu i pobudza system immunologiczny. To wszystko sprawia, że nasze ciało jest odprężone, rozluźnione, a mózg wchodzi w stan pobudzenia. Idealne warunki do nauki.
Jak to się dzieje? Częstotliwość słyszanych dźwięków ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie i reakcje naszego organizmu. Wysokie częstotliwości (5 – 8 tysięcy Hz) instrumentów strunowych, które możemy usłyszeć w twórczości muzyków barokowych (skrzypce, harfa, gitara, mandolina itp.) działają jak „ładowarka” dla mózgu. Fale mózgowe, powstające w odpowiedzi na takie dźwięki wprawiają nas jednocześnie w stan pobudzenia i relaksu, wspomagając tym samym proces uczenia się.
Francuski otolaryngolog, Alfred Tomatis badał muzykę różnych kompozytorów oraz jej wpływ na procesy poznawcze człowieka. Zauważył, że najbogatsze w wysokie częstotliwości są kompozycje Mozarta. W wyniku badań ukształtował się termin „efekt Mozarta”. Okazało się, ze jego muzyka wpływa na układ nerwowy i aktywność sensomotoryczną człowieka. Dowiedziono, że słuchanie utworów tego kompozytora pozytywnie wpływa na edukację i ogólny stan psychiczny ludzi. Ten XVIII wieczny kompozytor zdecydowanie zasłużył na miano geniusza.
Utwory takich kompozytorów jak Beethoven, Vivaldi czy Strauss integrują rytm pracy serca i mózgu, co, jak już wiemy korzystnie wpływa na proces uczenia się i zapamiętywania. Zakuwając historię rozwiązując zadania z matematyki warto więc włączyć „Sonatę księżycową” bądź „Koncert skrzypcowy D-dur”.
Pamiętajmy jednak, żeby nie przesadzić. Okazuje się bowiem, że muzyka może przeszkadzać w odtwarzaniu zapamiętanego materiału. Jeżeli podczas nauki, szczególnie takiej, która wymaga od nas zapamiętania dużych ilości materiału, słuchaliśmy jakiegoś konkretnego utworu, to potem możemy mieć problem na egzaminie, gdy będziemy musieli odtworzyć zdobytą wiedzę w pomieszczeniu, w którym panuje cisza.
Ponadto nie każdy rodzaj muzyki pomoże nam w lepszym zapamiętywaniu treści. Wysokie częstotliwości, spokojne dźwięki będą nas pobudzać do pracy, ale ciężkie brzmienia nie są wskazane, ze względu na to, że obciążają mózg i wprowadzają chaos, uniemożliwiając nam efektywną naukę.

Sugestiopedia
Wpływ muzyki na procesy poznawcze był badany przez wielu znakomitych naukowców. Między innymi przez bułgarskiego neurologa i psychologa Georgija Łozanowa. Opracował on metodę zwiększenia efektywności procesu uczenia się, która opiera się głównie na muzyce i oddechu. Wykorzystał w niej, wspomnianą przeze mnie muzykę barokową w tempie largo, która spowalnia krążenie i pomaga wejść w stan relaksu. Podkreślał, że w sugestologii najważniejsza jest harmonia pomiędzy duchem i ciałem. Korzystał m.in. z hinduskiej radża – jogi, psychodram i medytacji. Integracja oddechu z metrum muzycznym okazała się być kluczem do sukcesu. W jej wyniku proces zapamiętywania zwiększał się aż o 80%. Obecnie wykorzystuje się ją głównie w nauce języków obcych. W USA stała się bardzo popularna pod nazwą superlearning.


Muzyka a zdrowie
Dźwięk jest cudownym narzędziem. Właściwie wykorzystany może przynieść wiele dobrego. Codziennie odkrywamy nowe zastosowania dla muzyki. Chcemy, by była nie tylko czymś przyjemnym, ale także pożytecznym. Takie utylitarne podejście doprowadziło do wielu ważnych odkryć. Dzięki niemu dziś wiemy, że muzyką można leczyć. Znana jest wszystkim muzykoterapia w leczeniu niektórych zaburzeń psychicznych. Warto jednak zwrócić uwagę, że lekarze i terapeuci coraz częściej wykorzystują ją także w leczeniu zaburzeń słuchu, dysleksji, autyzmu, nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD). Za jej pomocą stymuluje się mózg pacjentów w śpiączce bądź po wylewie. Stała się silnym środkiem przekazu i dla wielu często jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym.

Podobno „śpiewać każdy może”. Na pewno każdy może słuchać. Muzyka przemawia do nas dźwiękami i drżeniami. Nie odbieramy jej tylko za pomocą uszu, ale całym ciałem. Wibracje wytwarzane przez dźwięki są przecież odbierane nawet przez osoby niesłyszące. Zwykle stanowi dla nas jedynie rozrywkę, ale czy nie warto byłoby wykorzystać możliwości, jakie ze sobą niesie?

--

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest
Marika Marcinkowska

niedziela, 3 sierpnia 2008

O czym wszyscy wiemy, a nie zawsze się do tego stosujemy...

Tyle się mówi ostatnio o samorozwoju. Wszędzie słychać o tym (sam o tym ciągle gadam ;-), ze należy się ciągle kształcić, rozwijać, nabywać nowe umiejętności, ponieważ dzisiejszy świat idzie strasznie do przodu i żeby być na bieżąco trzeba systematycznie się „ulepszać”

Wprawdzie taka jest ostatnio moda i głośno się o tym mówi, nie oznacza to jednak, że jest to jakiś nowy wytwór współczesnych ludzi.

Ludzie przecież od zawsze się rozwijali i szukali sposobów jak coś zrobić łatwiej, szybciej, przyjemniej, taniej...

Dlaczego więc teraz jest taki boom na szkolenia, kursy, czytanie książek motywacyjnych? Myślę, że dlatego, ponieważ teraz ludzie są po prostu bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb.

To, że się człowiek uczy, może być np. wynikiem nakazu rodziców bądź wymogiem stawianym przez pracodawcę. Ktoś może brać udział w kursie po to tylko, żeby to wpisać do CV i móc dzięki temu starać się o wyższą pensję.

Są jednak i tacy, którzy idą na kurs czy szkolenie, ponieważ tego chcą. Czasem potrafią wydać ostatnie pieniądze, bo wiedzą, że warto. I jeśli wykorzystają odpowiednio zdobytą wiedzę, wprowadzą ją w życie to zarobią kilkadziesiąt razy tyle, ile zainwestowali w samo szkolenie.

Tych drugich jest w ostatnim czasie więcej i kolejni również przekonują się, że warto się rozwijać. I dlatego właśnie tak dużo się o tym wszędzie mówi: w prasie, radiu czy telewizji.

To fantastyczne, że tak dużo Polaków, i to nie tylko młodych(!) robi coś każdego dnia, by wiedzieć i umieć więcej! I robią to nie dlatego że musza, że ktoś im każe tylko dlatego, że tego chcą. Ponieważ czują taką wewnętrzną potrzebę, ponieważ robią to, co lubią, a więc chcą wiedzieć jeszcze więcej. To się samo napędza i nie potrzeba ich właściwie w żaden sposób dodatkowo motywować.

I to jest właśnie „tajemnica” sukcesu. Robić to co się kocha, ponieważ się to kocha... ponieważ do tego zostało się stworzonym, ma się do tego talent, ponieważ czuje się taką wewnętrzną potrzebę.

Tylko tyle... i aż tyle!

Niezależnie od tego, czy będziemy mówili o tym głośno i każdy będzie o tym wiedział czy też nie będziemy sobie zdawali nawet sprawy z tego, czym jest samorozwój, ale będziemy się rozwijali w interesujących nas dziedzinach – osiągniemy sukces.

Dlatego właśnie tak lubię książki Paolo Coelho – ponieważ „każą” mi szukać siebie i realizować własne (a nie cudze) marzenia! „Szukajcie a znajdziecie”!

Samorozwój samorozwojem, ale wszystko w odpowiedni sposób i w odpowiedniej ilości. Na nic zda się wiedza, jeśli nie umiemy jej wykorzystać; na nic zda się wysiłek, jeśli nie umiemy odpoczywać; na nic pieniądze, jeśli nie umiemy się nimi cieszyć i ich mądrze wykorzystać, na nic miliony na koncie, gdy w sercu pustka...

We wszystkim, także w tworzeniu lepszego ja i budowaniu lepszego jutra, potrzebny jest umiar i rozsądek.

Jeśli jeszcze nie wiesz czego chcesz, to polecam lekturę „Alchemika” wspomnianego już wyżej brazylijskiego autora. Dzięki niej dowiesz się, gdzie szukać...


Powoli mam dość słuchania o „sukcesie” i „samorozwoju” ale to przecież nie oznacza, że nie warto poznawać tego, co nas ciekawi.
A więc niech to nie będzie już żadne z powyższych – niech każdy po prosto robi to, co do niego należy...


--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest
Daniel Janik

Szybciej, więcej, skuteczniej – czyli parę słów dla niecierpliwych

Postanowiłem napisać ten artykuł, gdyż zainspirowały mnie moje codzienne obserwacje ludzi i samego siebie. Może myślisz, że napiszę tutaj w jaki sposób osiągnąć jeszcze więcej i jeszcze szybciej dzięki jakimś sposobom. Otóż nie. Nie będzie to artykuł, który mówi o jakimś cudownym sposobie osiągnięcia miliona złotych w rok czy też sprawienia, że Twoje ciało będzie szybkie, silne i piękne i że osiągniesz to w jeden weekend. Nie.

W tym artykule raczej będę pisał o tym, że jeśli chcesz coś osiągnąć, potrzebne jest wykonanie wielu małych kroków, które prowadzą do sukcesu...

Być może widzisz wokół siebie wielu ludzi, którzy mają dużo pieniędzy, piękne ciała i bogatych znajomych. Być może również chcesz tak wyglądać, tyle zarabiać i otaczać się takimi ludźmi. Dziwisz się jednak, dlaczego jeszcze tak nie jest, skoro tyle pracujesz, dobrze się odżywiasz i chodzisz na siłownię. Twoje życie jest jednak niepełne, nie odnosisz tak dużych sukcesów, w ogóle jest jakoś tak szaro. Uważasz, że to co oni robią jest tak wielkie i wspaniałe? A może przyjrzyj się temu bardziej krytycznie.

Rozmawiając z ludźmi, zauważyłem, że mają tendencję do rozdmuchiwania jakiegoś małego sukcesu i szczycenia się tym. Nieraz jest nawet tak, że znajdują sobie kilka małych sukcesików i opowiadają o tym na okrągło wszystkim, których spotkają. Zauważ, że ludzie mają potrzebę chwalenia się. Chwalenie sprawia przecież, że inni zaczynają ich szanować, podziwiać. Sami czują się z tym bardzo dobrze.

To tylko taka nasza narodowa skłonność do narzekania sprawia, że żyjemy w przeświadczeniu, że nie warto mówić o własnych sukcesach.

Amerykanie na przykład, za to są stale „zadowoleni z siebie”. Zwrot ten ma często dość negatywny wydźwięk ale użyłem go tutaj celowo, dla podkreślenia że warto zauważać w sobie małe zalety i cieszyć się z niewielkich sukcesów. Przecież te małe na pozór osiągnięcia popychają człowieka do zdobywania czegoś większego.

Polecam Ci spróbować, jak działa takie myślenie. Możesz chociaż przez jeden dzień sprawdzić, jak to jest, gdy mówisz o swoich sukcesach, uśmiechasz się i mówisz że wszystko u Ciebie w porządku. Jak myślisz co się stanie? Spróbuj, nie masz nic do stracenia a możesz dużo zyskać.

Mogę powiedzieć Ci, że sam stosuję tą „technikę”, mam dzięki niej więcej energii do działania. Zauważyłem też, że relacje z ludźmi są o wiele ciekawsze, kiedy nastrajasz się pozytywnie. Pomaga to w nawiązywaniu pozytywnych relacji, które mogą zaowocować w przyszłości.

Jeśli codziennie osiągniesz coś małego, to po kilku miesiącach, latach będziesz mógł cieszyć się czymś większym. Jednak ten większy sukces będzie wtedy dla Ciebie czymś strasznie małym. Będzie to dobry znak, świadczący o Twoim rozwoju. Możesz wtedy pomyśleć o tym, co zrobiłeś te kilka miesięcy temu. To właśnie tamte czynności zbliżały Cię do tego sukcesu.

Pomyśl więc, co możesz zdziałać już teraz? Nie siedź bezczynnie. Zrób coś, będziesz mógł potem pomyśleć z radością, że jesteś „do przodu”.

To jak, do roboty? Życzę więc wielu małych sukcesów. Powodzenia.


--
http://twojrozwoj.blogspot.com - blog na temat szeroko pojętej komunikacji, asertywności i motywacji

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest
Władysław Ochojski

Zło konieczne??

Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany...

Niezależnie od tego czy lubimy zmiany czy nie, są one nieodłączną częścią naszego życia. Już starożytni myśliciele doszli do tego wniosku. Mówi o tym m.in. Heraklit wyrażając to słowami: „nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki”.

Dlaczego się nie da? Ponieważ inne napłynęły już wody, rzeka pozostaje ta sama, ale już nie taka sama... Tak samo w życiu każdy z nas pozostaje ten sam, ale już nie taki sam. „Wszystko płynie”, wszystko podlega nieustannym zmianom – tego możemy być w 100% pewni!

Dlaczego o tym mówię?

Zastanawiałem się ostatnio (tzn. cały czas się zastanawiam) nad własnym życiem i dostrzegłem pewną prawidłowość – otóż boję się zmian! Myślę, że ten problem dotyczy każdego z nas...

Po pierwsze jest to trochę dziwne, bo jak wspomniałem wcześniej zmiany są nieuniknione, a więc nie warto bać się czegoś, na co przecież nie mamy wpływu...

Ale bardziej zastanowił mnie jeszcze jeden fakt – człowiek (w tym przypadku ja) boi się zmian nawet wtedy, gdy mają to być zmiany na lepsze!

Strefa komfortu, przyzwyczajenia do tego, co mamy od lat skutecznie utrudnia nam osiąganie sukcesów. Po prostu tu czujemy się dobrze, a przynajmniej bezpiecznie. Mamy to, co mamy i tak „jest dobrze”, ciężko zaryzykować nam to nawet dla przyszłych fenomenalnych wyników...

Boimy się tego, że nam się nie uda, że nie stać nas na to, że jesteśmy zbyt słabi, że za starzy/młodzi. Może to brzmi paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Z jednej strony chcemy być lepsi, ale nie robimy nic żeby tego dokonać, chcemy zarabiać więcej, ale nie zwiększamy swojej wartości. Chcemy czegoś, ale robimy wszystko, by tego nie mieć a każda wymówka jest dobra.

Skąd to się bierze? Dlaczego jeszcze nie osiągnąłem tego, czego pragnę? Co mnie powstrzymuje? Dlaczego nie robię wszystkiego, by to zdobyć? Co powoduje we mnie strach (przed porażką czy sukcesem?!)?

To są ważne pytania, ale jeszcze ważniejsze wydaje się być – skoro już jesteśmy świadomi tych ograniczeń – jak to przezwyciężyć?

Łatwo się mówi, ale chyba jedynym sposobem jest... zrobić to! Im częściej zaczniemy to robić tym z każdym następnym krokiem będzie nam łatwiej, aż w końcu będziemy się śmiać z samych siebie, że wcześniej baliśmy się to zrobić!

Kiedyś byłem chorobliwie nieśmiały i bałem się nawiązać w ogóle jakikolwiek kontakt z ludźmi (choć z tymi, których już znałem miałem całkiem dobry, a przynajmniej tak mi się wydaje), nie mówiąc już o umówieniu się z dziewczyną...

Jak patrzę na to z perspektywy czasu to wydaje się to totalną głupotą i śmiać mi się chce na samą myśl o tym. Choć również zdaję sobie sprawę z tego, jakie czynniki miały wpływ na takie moje zachowanie...

Powiem tak: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Życzę ci jednak, byś szybciej niż ja potrafił zlokalizować źródła swoich słabości i szybciej i lepiej sobie z nimi radził! Większość z nich to tylko twory naszej wyobraźni, więc sami możemy sobie z nimi poradzić.

Chcemy być lepsi – zacznijmy robić coś lepszego niż dotychczas zamiast szukać wymówek. Gdy tak patrzę na siebie z boku, widzę jak często najdrobniejsza nawet przeszkoda skutecznie mnie powstrzymywała. Błahy powód urastał do ogromnych rozmiarów dając mi fantastyczną wymówkę i zatrzymując mnie w miejscu.

Ale czy tego naprawdę chciałem? Wątpię. Może przez moment czułem się lepiej, usprawiedliwiając się w ten sposób, ale w dłuższej perspektywie było dużo gorzej.

Człowiek potrzebuje sukcesów...

dlaczego więc tak się przed nimi broni?



PS. Serdecznie zachęcam do zastanowienia się nad sobą samym i popatrzenia na siebie z innej perspektywy. Wielu rzeczy możemy się od siebie samych nauczyć (ale czy chcemy?)

PPS. Napisz do mnie i podziel się swoimi przemyśleniami na ten temat. (daniel.janik[małpa]interia.pl)

--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego


Artykuł pobrny z serwisu Artelis.pl

piątek, 1 sierpnia 2008

Asertywny pracownik

Asertywny, znaczy szanujący siebie i innych. Człowiek asertywny to człowiek zdecydowany, otwarcie wyrażający swe uczucia, często mylnie odbierany jako bezczelny, niewychowany, niepokorny, który zawsze próbuje postawić na swoim. Obecnie podczas procesów rekrutacyjnych zwraca się dużą uwagę na to, aby zatrudniać asertywnych pracowników. Taka osoba daje gwarancję poprawnych stosunków i uczciwości w relacjach pracownik-pracodawca oraz pracownik-współpracownicy.

Asertywność to coś więcej niż tylko sztuka mówienia "nie". Oznacza przede świadomość własnych praw oraz, co za tym idzie - świadomość i szanowanie praw innych ludzi. To również jasne wyrażanie swoich zamiarów, które powoduje unikanie nawarstwiania się problemów i tym samym późniejszych nieporozumień. Umiejętne wyrażanie własnych opinii oraz kierowanie się w tym zasadami dobrego komunikowania się oraz dobrego wychowania, pozwala uniknąć błędnych skojarzeń osób asertywnych z osobami bezczelnymi czy agresywnymi. Osoby asertywne postrzegają błędy pozytywnie, jako okazję do nauki czegoś nowego i lepszego działania następnym razem. Potrafią mierzyć swe sukcesy własnymi możliwościami i potencjałem, unikają porównywania siebie z innymi. Akceptują własne możliwości i tym samym stawiają sobie realistyczne cele. Będąc asertywnym, otwarcie wyrażamy swe uczucia, swobodnie przyjmujemy i mówimy innym komplementy, wyrażamy i przyjmujemy krytykę. Postawa taka wyraża się zdecydowaniem oraz dążeniem do realizacji celów.

W dzisiejszych czasach tzw. rynku pracownika, zdecydowanie ważne jest, by pracodawca był świadomy oczekiwań pracownika. Pracownik, wyraźnie przedstawiający swe oczekiwania czy cele w związku z którymi aplikował na dane stanowisko może spodziewać się, że skoro został zatrudniony, to cele te są zbieżne z oczekiwaniami pracodawcy. Z osobami asertywnymi łatwiej nawiązać kontakt, relacje z nimi nie powodują stresujących sytuacji, które często wynikają w przypadku relacji z osobami agresywnymi, czy osobami nie panującymi nad swymi emocjami. Postawa asertywna stwarza szansę uzyskania tego, na czym nam zależy, daje gwarancję, że rozmowa prowadzona jest w dobrej atmosferze, zgodnie z zasadami dobrej komunikacji. Przede wszystkim jednak, postawa taka buduje fundament pozytywnych relacji na przyszłość. Szczerość i umiejętność wyrażenia własnych oczekiwań, wszystko to ubrane w fundamentalne zasady komunikacji, daje nam gwarancję dalszych pozytywnych relacji. Zachowanie takie powinno opierać się na dobrym kontakcie wzrokowym z rozmówcą, naturalnym tonie głosu i otwartej postawie oraz używaniu poprawnego, odpowiedniego, niedwuznacznego słownictwa.

Osoby asertywne, dzięki pewności siebie i jasno sprecyzowanym celom, umiejętności właściwego osądu i otwartej postawie są postrzegane jako dobrzy pracownicy. Zadowolenie pracodawcy nie opiera się tylko i wyłącznie na wynikach pracy, ale również na ich dobrej współpracy z resztą zespołu, szczerym komunikowaniem potrzeb, otwartością i motywującym wpływem na zespół aby dążyć do celu i jasno formułować potrzeby i problemy. Ponad dobrą atmosferę w grupie przedkładają oni szczerość i rozwiązywanie ewentualnych problemów w miarę jak się pojawiają, bez kumulowania czy unikania podejmowania trudnych decyzji i spięć.

W jaki sposób możemy nauczyć się asertywności? Przede wszystkim szczerze wyrażajmy informacje, które chcemy przekazać innym. Sympatia do kogoś czy dobra atmosfera w pracy nie mogą mieć wpływu na to, co chcemy przekazać. Zawsze warto szczerze i bezpośrednio z osobą zainteresowaną podzielić się uwagami czy osobistą uwagą na jej temat. Należy unikać przymusowego doprowadzania do zgody ?dla świętego spokoju". Gdy nie jesteś przekonany do czyjegoś pomysłu, lepiej w kulturalny sposób to wyrazić, niż przytakiwać i uśmiechać się. Czasem wystarczy prosić o wyjaśnienie, uściślenie problematycznej kwestii, aby zrozumieć i przystać na coś, co wcześniej wydawało nam się niedopuszczalne.

W słowniku osób asertywnych znajdują się takie wyrażenia jak: ja; uważam, że; czuję, że; chcę; weźmy się do; jak to możemy załatwić?; co o tym myślisz?; co Ty na to?.

Osoby asertywne to osoby nie bojące się ryzyka i aktywnie działające. Unikające bezczynnego siedzenia i zdania na los szczęścia. Aktywne podejmujące konstruktywne działania i realizujące się w ulubionym hobby, w gronie przyjaciół.

Wracając do obecnej sytuacji na rynku pracy i relacji pracownik-pracodawca. Coraz częściej spotykamy się z biorczym nastawieniem pracownika. Pracuję osiem godzin dziennie i masz mi płacić. Nie interesuje mnie zysk firmy, nie interesuje mnie ile pieniędzy dodatkowo wydajesz na moje ubezpieczenie i podatek. Interesuje mnie moje własne konto. Jeżeli moje oczekiwania finansowe wzrosną ponad to co możesz mi zapewnić, to zrywam umowę i przechodzę do konkurencji. Coraz częściej niestety rozstania z firmą następują z dnia na dzień, bez zachowania należnego okresu wypowiedzenia i należytego rozliczenia się z obowiązków. Taka postawa oczywiście z asertywnością nie ma nic wspólnego. Oczywiście nie ma nic złego w zmianie pracy. Obecnie coraz więcej osób zaczyna patrzyć na aktualną pracę jak na pewien etap swojej ścieżki kariery. Jeżeli praca nie daje perspektyw rozwojowych, nie realizuje nas zawodowo czy nie satysfakcjonuje finansowo lub jeżeli widzimy, że raczej nie chcemy spędzić życia w tej branży - warto zrobić ten ruch, zwłaszcza, że dzisiejszy rynek oferuje takie możliwości. Zmiana pracodawcy to naturalna konsekwencja niedopasowania oczekiwań i możliwości zarówno pracodawcy jak i pracobiorcy. Należy przy tym jednak pamiętać o dwóch zasadach: lojalności i uczciwości. Pracodawca zatrudniając obdarza pracownika zaufaniem. Ale życie to weryfikuje. Na szczęście, jak zaznaczyłam na samym początku, obecnie osoby rekrutujące coraz więcej uwagi zwracają na oczekiwania potencjalnych pracowników oraz na to czy kultura organizacji panująca w firmie im odpowiada. Dobrze przeprowadzona rekrutacja oraz szczera wymiana oczekiwań i planów rozwoju przez obie strony budzi zaufanie oraz pozwala uniknąć wielu rozczarowań w przyszłości.

Artykul pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Ewelina Noga

czwartek, 31 lipca 2008

Original Play

Original Play, czyli Pierwotna Zabawa, uczy życia i działania z perspektywy stanu głębokiej, szczerej i akceptującej miłości do świata, ludzi i wszystkiego co żywe. Oferuje ona, zamiast walki, strachu, ucieczki i rywalizacji, wejście w stan pełnego bezpieczeństwa wewnętrznego – i pełnej akceptacji i bezpieczeństwa dawanych każdemu, z kim wchodzisz w kontakt.

Wychodząc ponad ograniczający dualizm 'walcz lub uciekaj', propagowany w grach i zabawach powstałych w ramach kultury, wychodząc poza dorosłą powagę i wymogi odnośnie zachowania, Original Play uczy zachowania opartego o miłość i docenienie drugiej osoby, oferując pełną wolność osobistą przy jednoczesnym udzielaniu jej drugiej osobie. Uczy życia wychodzącego poza układ 'zwycięzcy i przegrani' i codziennego stosowania tej metody.

Original Play jest niezwykle przydatne dla każdej osoby pracującej z ludźmi, zwiększając w ogromnym stopniu empatię, radość związaną z pracą z drugą osobą, umiejętność radzenia sobie z agresją płynącą z drugiej strony i przekształcania jej w chęć zabawy i współpracy.
Pokazuje nową, zdrowszą ścieżkę współżycia i współpracy z drugą osobą, prowadzącą do większego szczęścia i radości w życiu codziennym. Podkreśla ono istotę pełnego miłości dotyku w życiu codziennym – co jest istotne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wypaczył istotę dotyku, sprowadzając go niemal wyłacznie do konteksów agresji i seksualności (do tego stopnia, że w niektórych Amerykańskich przedszkolach oskarża się pięciolatki o molestowanie seksualne, gdy z 'nadmiernym entuzjazmem' przytulają się do wychowawczyń – przykład który najlepiej wykazuje jak potwornie zniekształcone zostało zrozumienie bardzo istotnej roli dotyku w codziennym życiu).

Dr. Fred Donaldson, odkrywca Original Play, nauczył się tej metody pracy obserwując dzieci w przedszkolu – oduczając się przy nich 'dorosłych' nawyków zabawowych i ucząc się zabawy w której nie było miejsca na rywalizację, na selektywność, na przymus czy agresję – a jedynie na miłość. Swoją metodę sprawdził w praktyce – i dowiódł jej niezwykłej skuteczności – nie tylko w pracy z dziećmi (również dziećmi molestowanymi i autystycznymi, z którymi był w stanie nawiązać wspaniały kontakt), ale również z dzikimi zwierzętami (m.in. dzikimi wilkami, delfinami i niedźwiedziami) oraz w pracy resocjalizacyjnej z więźniami i członkami gangów. W każdej z tych sytuacji pełne miłości podejście Pierwotnej Zabawy przynosiło wspaniałe efekty.

Jak podkreśla sam Fred, „W Original Play nie chodzi o zabawę/radość. One mogą mieć i mają miejsce, ale są tylko dodatkiem. Tym, o co chodzi w Original Play jest dawanie i bycie obdarzanym miłością.”


--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.

Atrykuł pobrany z serwisu Artelis.pl

Hipnoza

Hipnoza jest wszędzie – ale nie każdy o tym wie. Przeciętnej osobie, hipnoza kojarzy się z odzianym na czarno, tajemniczym dżentelmenem, machającym zegarkiem na łańcuszku przed oczyma podatnej na wszelkie sugestie i polecenia 'ofiary', albo przez dalekowschodnim guru, którego samo spojrzenie paraliżuje wszystkich wokół niego i czyni z nich bezwolne marionetki.

Ironicznie, ten obraz sam w sobie jest efektem hipnozy – hipnozy jaką oferuje jedno z najbardziej hipnotycznych urządzeń w historii ludzkości, telewizor. Prawdziwa hipnoza opiera się bowiem po prostu na umiejętności wywołania koncentracji uwagi drugiej osoby na określonym punkcie, ideii lub wyobrażeniu oraz podawania jej odpowiednich sugestii, które pomogą jej skuteczniej osiągnąć interesujące ją cele. Owszem, można to zrobić w bardzo popisowy sposób. Można to zrobić zegarkiem na łańcuszku, można nawet uzyskać ten efekt samym spojrzeniem, a w wypadku niektórych ludzi, wręcz samą obecnością. Istotą hipnozy jest jednak coś innego - „Hipnoza, to bycie świadomym tego, co Twoje słowa wywołują w głowie drugiej osoby” jak mawia Andrew T. Austin, jeden z najważniejszych współcześnie brytyjskich hipnoterapeutów.


Wbrew obawom wielu osób, hipnoza nie umożliwia zmuszenia drugiej osoby do dowolnego zachowania. Słynna anegdota opowiada o sytuacji, gdy pewien amerykański profesor zahipnotyzował studentkę przed salą pełną studentów, po czym został wezwany do telefonu. Jeden student natychmiast postanowił skorzystać z okazji, podszedł do studentki i naśladując głos profesora nakazał jej się rozebrać. W odpowiedzi, studentka natychmiast wyszła z transu i 'podziękowała' żartownisiowi siarczystym policzkiem.


Skoro więc hipnoza nie pozwala na zmuszenie drugiej osoby do określnoego zachowania, to do czego jest przydatna?


* Najbardziej podstawową funkcją hipnozy jest relaksacja i poprawa samopoczucia osoby przebywającej w transie.
* Kolejną istotną funkcją, jest ułatwienie komunikacji z podświadomością osoby, dzięki czemu możliwa jest zmiana różnych zachowań osoby, mających dobre intencje na poziomie podświadomym, ale prowadzących do zaburzenia jej świadomego życia.
* Bardzo istotnym jest zastosowanie hipnozy w pracy ze zdrowiem. Ernest Rossi, uczeń najsłynniejszego w historii hipnoterapeuty, Miltona H. Ericksona, wykazał szereg praktycznych zastosowań hipnozy w pracy ze zdrowiem, poczynając od znieczulenia bez potrzeby podawania leków (lub u osób odpornych na leki), a kończąc na tak poważnych kwestiach jak alergie, astma czy nawet wspomaganie terapii przeciwnowotworowej.
* Hipnoza daje osobie zahipnotyzowanej dostęp do zasobów i umiejętności, które kiedyś posiadała, a z których przestała korzystać, umożliwiając przeniesienie ich do współczesnego życia.
* Jak wykazały m.in. eksperymenty przeprowadzone przez Ericksona z pisarzem, Aldusem Huxleyem, ludzka pamięć jest nieskończenie bardziej pojemna i trafna niż zwykle się wydaje. Problemy pojawiają się nie na poziomie zapamiętywania danych, ale na poziomie ich przywoływania – hipnoza pozwala jednak to obejść, co doskonale oddają eksperymenty w których osoba w transie była w stanie idealnie, słowo w słowo, przypomnieć sobie treść dowolnego paragrafu na dowolnej stronie losowo wybranej książki, przeczytanej 10 a nawet 15 lat temu. Dzięki temu hipnoza stanowi wspaniałą metodę do pracy z usprawnieniem pamięci lub przywołaniem odległych, a istotnych dla danej osoby wspomnień.
* Hipnoza ułatwia wpływanie bezpośrednio na neurobiologię i neurochemię osoby w transie, pozwalajac na liczne zjawiska w rodzaju tzw. 'hipnotycznych stanów narkotycznych' – uzyskiwania efektów jak po przyjęciu substancji psychoaktywnych bez faktycznego ich przyjmowania. Zastosowanie tej metody – zarówno w pracy z uzależnieniami jak i w celu umożliwienia legalnej i bezpiecznej rozrywki – wydaje się być oczywiste.


Powyższe zastosowania stanowią jedynie pobieżny przegląd ogromnego potencjału jaki daje profesjonalnie zastosowana hipnoza w zmianie osobistej, pracy ze zdrowiem, pozbywaniu się ograniczających problemów i poprawianiu jakości życia. Prawdziwe możliwości tej technologii wciąż nie zostały jeszcze poznane i z każdym rokiem odkrywane są kolejne metody pracy, skutecznego i szybkiego wprowadzania w głęboki trans, wykorzystania codziennych stanów hipnotycznych, w jakie wchodzą ludzie m.in. podczas jazdy windą oraz nowe, niezwykłe zastosowania hipnozy w pracy, rozwoju i zabawie.

--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl

sobota, 19 lipca 2008

Sposoby na doła

Jak sobie radzić z momentami kryzysu?
Oto kilka sprawdzonych sposobów. Są to krótkie ćwiczenia, których zadaniem jest natychmiastowa zmiana energii, umożliwienie ci przejścia ze stanu beznadziei do stanu akceptacji i spokoju. Reszta zadzieje się sama. Nie trzeba wiele. Zmiana twojego nastawienia mentalnego, wibracji czy nastroju przyniesie automatycznie pożądany efekt.
Z doświadczenia jednak wiem, że porzucenie targającego tobą zwątpienia na rzecz radości i humoru nie jest łatwe. Dużo prościej jest zrobić to w drugą stronę.
Kiedy łapiesz doła, całe twoje jestestwo pikuje w dół. Pikuje, bo tak chce. Czasem nawet polecenie wydane naszemu wewnętrznemu pilotowi o wyprowadzeniu maszyny na prostą nie przynosi skutku. Instrumenty się zacięły. A więc co robić?
Zapewne sam(a) wiesz najlepiej. Czy pozwolić sobie na wypłakanie się, wykrzyczenie, rozwalenie czegoś – każdy z nas ma swoje sposoby.

Poniżej jest parę porad do zastosowania w sytuacjach beznadziejnych, kiedy to dotychczasowy arsenał pomysłów nie działa.
Zawsze warto wzbogacać swój repertuar. I nawet, jeśli uznasz niektóre pomysły za głupie, śmieszne, naiwne, to pamiętaj, że tak reaguje twoje Ego. Lubi bojkotować, zaprzeczać i pławić się w samounicestwieniu. Nie daj się skusić. Czasem warto zrobić coś głupiego. Niczym nie ryzykujesz. A wiele możesz zyskać.

Ćwiczenie pierwsze:
Powtarzaj słowa miłości, wszystkie, jakie ci przychodzą do głowy: miłość, kocham, czułość, ciepło, przestrzeń, wolność, światło, pokój, błogostan, dobroć, spontaniczność, morze, intuicja, relaks, radość, śmiech, mama, ognisko, przytulenie…
Już samo wypowiadanie słów, które mają określoną wibrację przynosi pozytywny efekt. Spróbuj tego na sucho. Czytając ten tekst. Sam(a) zobaczysz, że mimowolnie zaczynasz się uśmiechać. Mięśnie się rozluźniają, a ty czujesz się bardziej spokojny i trochę bardziej szczęśliwy.
Podczas "reanimacji", powtarzaj słowa miłości tak długo, aż nastąpi reakcja w ciele. To może być śmiech, płacz, agresja, złość. To może być wszystko. Pozwól sobie na bycie ze sobą w tej chwili. A co ważniejsze, na bycie SOBĄ. Pozwól sobie na każde uczucie, które do ciebie przyjdzie. I bądź w nim.
Pamiętaj, że jest to tylko reanimacja. Teraz trzeba się wziąć za leczenie pacjenta :)

Ćwiczenie drugie:
Nie rób nic. Oddychaj. Głęboko. Pobądź z emocjami, które cię targają. Staraj się je ponazywać. Skoncentruj się na nich. Niech twój umysł ma zajęcie. Przyjrzyj się swoim emocjom. Może uda ci się je spersonifikować, nadać im jakąś formę. Może będzie to jędza skrzecząca nad uchem, albo dziad, który okłada cię laską po głowie. Im głupsze skojarzenia, tym lepsze. Porozmawiaj ze swoimi emocjami. Dowiedz się, dlaczego właśnie dziś zaatakowały cię tak silnie… dlaczego to zdarzenie jest dla nich tak ważne. Możesz z nimi dyskutować, spierać się, a nawet zaprzyjaźnić.

Ćwiczenie trzecie:
Poniżej zestaw tematów. Pomyśl o jednym z nich. Zatrzymaj określoną myśl w sobie. Rozwiń ją. Skoncentruj się tylko na tym. Zatop się w rozważaniach. Uruchom swoją pamięć i wyobraźnię. Pomyśl:

a) O czymś, co cię w życiu uszczęśliwia (jeśli jest to facet, który cię porzucił, przejdź do podpunktu b)

b) Co cię cieszy, przynosi ci radość, daje zadowolenie i spokój?

c) W co wierzysz?

d) Kogo kochasz?

e) Z czego jesteś dumna?

f) Co chcesz osiągnąć (jeśli twoje marzenie właśnie legło w gruzach, patrz punkt b)

g) Za co jesteś wdzięczna życiu?

Ćwiczenie czwarte:
Stań lub usiądź przed lustrem i powtarzaj patrząc sobie w oczy: „Kocham cię”.
Powtarzaj tak długo, aż poczujesz się dobrze.

Proste ćwiczenie, prawda? Podczas ćwiczenia obserwuj siebie. Dawaj sobie w tym ćwiczeniu jak najwięcej miłości. I bez przerwy powtarzaj: „Kocham cię”.

Ostrzegam, że wbrew pozorom ćwiczenie jest jednym z bardziej radykalnych i wcale nie łatwych do przeprowadzenia. Niech cię nie zmyli jego prostota. Uważaj też na podszepty twojego Ego, który może uznać gadanie do lustra za infantylne. To tylko próba.
Nie każdy ma wystarczająco dużo odwagi, żeby zaryzykować spojrzenie w oczy i wyznanie miłości samemu sobie. A przecież się kochasz. Więc jak to jest?
Jedno jest pewne. W tej próbie niczego nie tracisz.

Ćwiczenie piąte:
Zrób sobie gorącą kąpiel. Zapal świece, dodaj jakiś zapach, włącz ulubioną muzykę.
Albo weź prysznic i wyobrażaj sobie, że cały smutek, żal, złość, frustracja, niemoc, gniew, agresja, wszystkie złe emocje spływają z ciebie wraz ze strugami wody.
Jest to niezwykle oczyszczające ćwiczenie. W każdym aspekcie :)

Ćwiczenie szóste:
Czujesz, że łapie cię dół? Już chwyta cię za kostkę? Wyjdź z domu. Natychmiast. Gdziekolwiek. Najlepiej na łono natury. Ale może być basen, kino, cokolwiek.
Najlepiej pobądź sam ze sobą. Ale jeśli masz przyjaciela, który cię wesprze – skorzystaj ze wsparcia.
Ważne jest byś opuścił miejsce, w którym czujesz się źle, byś zmienił przestrzeń. Wraz ze zmianą otoczenia, zmienia się nasze wnętrze.
Porzuć zasady, pozwól sobie na bycie nierozsądnym, bezradnym, samotnym, szalonym. Wyjdź z domu. Sam wiesz najlepiej, gdzie powinieneś teraz pójść.
A potem wróć. I zacznij wszystko od nowa.

Ćwiczenie siódme:
Weź do ręki książkę. To może być twoja ulubiona książka, książka pełna mądrych myśli albo jakakolwiek inna (unikaj jednak wydań encyklopedycznych). Myśląc o problemie – otwórz ją na dowolnej stronie i przeczytaj. Z reguły znajdujemy tam jakąś wskazówkę, słowa wsparcia, poradę, lub zupełnie inne spojrzenie na czarną dziurę, w jaką wrzucił nas los.
Porady książkowe stosuję od dawna i zawsze ta metoda dla mnie działa 100procentowo. Patent ów sprzedała mi dawno temu znajoma mojej mamy. Będąc w odwiedzinach u rodziny na wsi znalazła się w koszmarnej sytuacji. Potrzebowała szybkiej porady. A że czasy to były, gdzie telefonów na wsiach nie było, a komórek jeszcze nie wynaleziono, przeto zaczęła szukać jakiejś książki, żeby ta do niej przemówiła. Okazało się, że wszystkie książki zostały zużyte na podpałkę do pieca. W domu nie było ani skrawka pisma drukowanego. Ankę ogarnęła czarna rozpacz. Ale kto szuka, ten znajdzie. Anka znalazła. Jej matka na targu kupiła jaja. Każde jajo opakowane było w gazetę, żeby w transporcie nie zostało uszkodzone.
I tak oto fragmenty gazet posłużyły za odpowiedź od Boga. Anka mówi, że do tej pory pamięta fragment z rozpakowanego jajka. Zmienił jej życie.

Ćwiczenie ósme:
Wyobraź sobie, że to twój ostatni dzień życia. Co byś tego dnia zrobiła? A czego byś na pewno nie robiła. Czy twoja lista priorytetów wygląda tak samo jak 5 minut temu? Jakie miejsce w ostatnim dniu twego życia zajmuje problem? Skup się na tym, co w tym dniu jest dla ciebie najważniejsze i kto jest najważniejszy. Jeśli chcesz komuś powiedzieć, jak jest ci bliski – zrób to.
To ćwiczenie działa w każdej sytuacji. Jest jak panaceum na wszelkie zło. Można stosować bez wyraźnej przyczyny i bez powodu.

Post Scriptum
Każde z powyższych ćwiczeń ma za zadanie wytrącić cię z marazmu, w jakim się znalazłeś. Pozwolić ci zobaczyć światełko w tunelu. Jednak pamiętaj także o tym, że czasem trzeba sięgnąć dna żeby móc się od niego odbić.
Jeśli czujesz, że to jest twój sposób, pozwól sobie na ból, płacz i krzyk.
Czasem trzeba uwolnić wielkie emocje, żeby wielkie siły stworzenia mogły zostać uruchomione w twoim życiu.

Beata Markowska
http://www.personaldevelopmentcentre.eu

--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu/warsztaty.html


Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl

piątek, 11 lipca 2008

W jaki sposób myślą ludzie sukcesu?

Większość ludzi sukcesu sama wybrała dla siebie taką drogę mimo przeciwności losu. Oni wcale nie mieli łatwiej w życiu, oni po prostu postanowili, że chcą żyć lepiej i zaczęli coś robić.

Musieli wyjść przed tłum i robić coś innego niż wszyscy... Często byli odludkami, żyli w swoim świecie nie akceptowani przez resztę społeczeństwa. Reszta uważała, że wie lepiej, jednak oni się nie poddawali i szli wyznaczoną przez siebie trasą. Historia zna mnóstwo takich przykładów.

Czytam właśnie „Miliarderów” Charlesa-Alberta Poissanta, książkę, w której przedstawiono kariery kilku z najbogatszych ludzi naszych czasów, m.in. Henry’ego Forda, Stevena Spielberga czy Johna Rockefellera! Fantastyczna lektura, potwierdzająca moje wcześniejsze słowa!

Większość z nich pochodziła z naprawdę biednych rodzin, ale to nie stanowiło dla nich problemu! Potrafili być ponad tym! Powiem więcej, te przeciwności losu wykształciły w nich taką wolę zmiany swojego położenia, że nic nie mogło ich powstrzymać!
Co ich wyróżniało?

Sposób myślenia!

Niezależnie od tego, co robili, mieli własną wizję i dążyli do jej urzeczywistnienia. Ciężką pracą, wytrwałością i uporem ciągle pracowali nad realizacją swoich planów. Mimo wszystkiego, mimo przeciwności i wielu porażek, wbrew temu, co mówili wszyscy wkoło...

Henry Ford miał wizję samochodu dostępnego dla każdego, a raczej samochodu niezbędnego dla każdego. W tamtych czasach niewiele było dróg brukowanych, a benzyna była trudno dostępna . Wszyscy zgodnie twierdzili, łącznie z najpoważniejszymi ekspertami, że popełnia straszny błąd, który doprowadzi go do ruiny.

A co on na to wszystko?
Tak napisał w swojej autobiografii:

Nie mogłem pogodzić się z myślą, że mogłoby to być niemożliwe. Nie przyjmowałem do wiadomości, iż wszyscy wiedzą wszystko o sprawach tego świata i mogą oceniać, co jest, a co nie jest możliwe... Kiedy ktoś, kto nazywa siebie autorytetem, stwierdzi, że to lub tamto nie może zostać przeprowadzone, natychmiast zaczyna wtórować mu banda bezmyślnych naśladowców. Zgodnym chórem wykrzykują: Nie, nie da się tego zrobić”.

Myślę, że zgodzisz się z tym, że aby NIE być przeciętnym, trzeba robić coś więcej niż przeciętny człowiek?

"Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują" (Mt 7, 13-14).

Tak mówi Pismo Święte. Myślę, że można to także odnieść do osiągania sukcesu w życiu. Trzeba po prostu robić coś więcej niż większość, trzeba stać się kimś lepszym niż się było dotychczas.

Żeby wyrwać się z tłumu, trzeba podążać inną drogą, trzeba zaufać własnemu sercu i robić coś w zgodzie z własnym ja, bo przecież każdy z nas może być wielki w co najmniej jednej dziedzinie!

Trzeba po prostu zrobić coś więcej w kierunku naszych marzeń... Większość ludzi woli tak naprawdę nic nie robić i ciągle narzekać, że się nie udaje... Przykre, prawda?

Ale sami często tak właśnie postępujemy. Sam często przyłapuję się na takim myśleniu i działaniu. A mimo to nie zawsze potrafię nad tym zapanować... Nie mam jeszcze w sobie wyrobionych właściwych nawyków, nie myślę jeszcze do końca w odpowiedni ludziom sukcesu sposób.

Po przeczytaniu "Miliarderów" wiem już, w jaki sposób wykształcić w sobie właściwe nawyki i tym samym pozbyć się starych. Polecam także "Największego kupca świata" Oga Mandino (w księgarniach może być problem ze znalezieniem tej książki, jednak w bibliotekach powinna być).

Będzie to wymagało trochę czasu, bo z doświadczenia wiem, że wyplenienie jednego nawyku trwa około miesiąca, a jest tych nawyków trochę (Og Mandino proponuje wykształcenie 9 nowych nawyków, a więc cała "kuracja" wg jego wzoru trwa 9 miesięcy. Dużo? To zależy od tego jak bardzo chcemy zmiany...).

Wiem dokąd zmierzam i wiem, że tam dotrę. Krok po kroku pracując nad sobą dokonam tego! Zawsze też zachowam w pamięci te słowa:

Nie da się osiągać ponadprzeciętnych rezultatów idąc szeroką, łatwo dostępną drogą. Gdy zaś wybierzemy wąską ścieżkę, musimy uzbroić się w cierpliwość i z uśmiechem na twarzy znosić docinki i "dobre rady" innych, tych, którzy nic nie osiągnęli, ale wszystko wiedzą najlepiej...

Ruszasz ze mną? A więc POWODZENIA!

P.S. Serdecznie zachęcam do lektury „Miliarderów” niezależnie od tego, czy chcesz być bogaty/-a, czy nie. Książka ta uczy właściwego myślenia, niezależnie od tego, co jest Twoim celem, ponieważ to są prawa uniwersalne dla każdej dziedziny życia.

--
Ty i sukces

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik