Każdy z nas na pewno zna słynne równanie Einsteina: E=mc2. W każdej szkole na tym świecie znajduje się ono w programie zajęć z fizyki. Zwykle towarzyszą mu zadania i związane z podróżami kosmicznymi, prędkością światła, sławnym przykładem bliźniaków starzejących się w innym tempie...
A jak sądzicie, w ilu szkołach można usłyszeć o tym, jaki wpływ odkrycia Einsteina mają na nasz rozwój osobisty? Na rozumienie tego, kim jesteśmy my ludzie?
Założę się o jogurt, że w Polsce nie spotkamy takiej szkoły. Na zachodzie Europy i w USA/Kanadzie być może już takie są.
Co więcej, sądzę, że niektórzy z Was czytając ten wstęp zadają sobie pytanie: a mają te odkrycia w ogóle jakiś wpływ? Co ma wspólnego jedno z drugim?
Cofnijmy się, zatem najpierw w czasie.
Zanim Einstein zaprezentował swoją teorię względności, nasz świat był opisywany poprzez zasady fizyki Newtona. Opierają się one na założeniu, że zawartość tego świata składa się z ciał stałych, którymi rządzi prawo grawitacji. Nawet wtedy, kiedy w 19-tym wieku zasady Newtona zostały rozszerzone na obszar atomów, wciąż fundamentalnym twierdzeniem było to, że elektrony czy protony są najmniejszym komponentem materii, jej cząstką elementarną.
Einstein w gruncie rzeczy postawił wszystko na głowie. Udowodnił bowiem, że te najmniejsze cząstki nie są tak naprawdę cząstkami, czyli czymś stałym, trwałym i niezmieniającym się, ale nieustannie wibrującą energią, która objawia się jako coś stałego, jako coś materialnego.
Jeżeli popatrzylibyśmy przez mikroskop na "wnętrze" drewna lub metalu zauważylibyśmy ze zdziwieniem, że:
1. większość zawartości tych ciał stałych stanowi pustka. Przestrzenie pomiędzy "cząstkami" są niewspółmiernie ogromne w stosunku do "miejsca", które zajmują te cząstki.
2. "cząstki" znajdują się w nieustannym ruchu. Nieustannie wibrują. Nic nie jest tak naprawdę stałe. Nic nie jest nieruchome, niezmienne i "trwałe" w takim rozumieniu jak nasze potoczne rozumienie solidności stołu zrobionego z dobrego drewna.
Innymi słowy nic nie jest takie, jakim się wydaje być. Wszystko wibruje.Wszystko jest energią lub właściwie lepiej byłoby powiedzieć: energia jest wszystkim.
To samo dotyczy naszego ciała. Czy wiecie, że w ciągu doby ludzkie ciało wymienia ok. 2.5 kg komórek? Czy w związku z tym zdajemy sobie sprawę, że każdego poranka budzimy się jako nowi ludzie? Czyż to nie jest niesamowite?
Czyż to nie jest niesamowite, że my ludzie, na najniższym poziomie jesteśmy dokładnie tym samym, czym są drzewa, powietrze, jakakolwiek forma istnienia na tym świecie?
Jeżeli energia jest wszystkim, to są nią również nasze myśli. Nasza modlitwa jest energią. Nasza zazdrość jest energią. Nasza miłość też nią jest.
A ponieważ na najniższym poziomie wszystko wibruje i nieustannie się zmienia, to również wszystko wpływa na siebie nawzajem. Posługując się językiem fizyków można powiedzieć, że żyjemy w jednej wielkiej "zupie" energii. Rozważania, czy ta energia jako całość jest świadoma pozostawię na inną okazję.
Na pewno nie raz spotkała(e)ś człowieka, który emanował złą energią. Nie lubimy przebywać w gronie takich osób, osób które narzekają, są zgorzkniałe, smutne bądź agresywne. Zapadamy się wtedy w sobie. Wycofujemy. Nasz poziom energii spada.
I odwrotnie. Udział w dobrym szkoleniu, rozmowa z mądrą osobą, osobą emanującą ciepłem - dodaje nam sił. Czyż termin "emanować" nie jest pojęciem z dziedziny energii właśnie :-)
Dlatego też przede wszystkim uważajmy na nasze własne myśli. Wpływają przede wszystkim na nas i na nasze samopoczucie. Podnoszą lub obniżają naszą wibrację. W dosłownym fizycznym rozumieniu.
Szukajmy też takich miejsc i ludzi, gdzie czujemy wysoki poziom dobrej energii.
Ja mam takie swoje miejsce niedaleko Krakowa. Kiedy czuję się wyczerpany lub spięty, wsiadam na rower i jadę do jednej z podkrakowskich dolinek. Tam, na jednej ze skałek, w zacisznym zagajniku, jakoś dziwnie zawsze dochodzę do siebie...
Pozdrawiam Serdecznie
--
Ryszard Skarbek
Autor Bloga Tańcząc z Życiem
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 sierpnia 2008
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
Muzyka mózgu
Chyba nikt z nas nie potrafi wyobrazić sobie życia bez muzyki. Gdziekolwiek się nie znajdujemy, zewsząd otaczają nas dźwięki. Niektóre odbieramy jako przyjemne, od innych staramy się uciec, ale nie jesteśmy w stanie całkowicie ich wyeliminować. Gdy cisza trwa zbyt długo, sami zaczynamy szukać muzyki. Jesteśmy uzależnieni od niej. Lecz jest to chyba najprzyjemniejsze i najzdrowsze uzależnienie ze wszystkich, znanych człowiekowi.
Muzyczny mózg
Muzyka wytwarza w mózgu specyficzny stan emocjonalny. Oddziałuje głównie na prawą półkulę. U osób bez wykształcenia muzycznego przetwarzane są przede wszystkim proste wrażenia słuchowe. Prawa półkula „ocenia” słyszany dźwięk lub utwór i łączy go z uczuciami, nadając mu zabarwienie emocjonalne.
U osób z wykształceniem muzycznym jest trochę inaczej. Tutaj dużą rolę odgrywa także półkula lewa, która rozkłada i analizuje słyszaną muzykę. Oprócz wymiaru emocjonalnego, nadaje jej również wymiar logiczny. Decyduje o sensowności odbieranego układu dźwięków. Wyróżnia strukturę i poszczególne elementy składowe (np. linia melodyczna, akompaniament, dźwięk poszczególnych instrumentów czy głosu ludzkiego). Dzięki pewnym regułom, pozwala rozumieć muzykę, nie tylko ja odbierać.
Dlaczego niektóre dźwięki uznajemy za przyjemne, a inne nie? Tajemnica tkwi w ich częstotliwości, natężeniu oraz zgodności. Konsonanse (akordy brzmiące zgodnie) są zwykle lepiej przez nas odbierane niż dysonanse. Te ostatnie są traktowane przez nasz mózg jak „ciało obce” ze względu na fakt, że amplitudy fal mózgowych, generowanych w odpowiedzi na taki zestaw dźwięków są bardzo zróżnicowane. W efekcie uruchamia się mechanizm obronny, dążący go odrzucenia tego, co słyszymy. W przypadku konsonansów jest inaczej. Amplitudy fal mózgowych są o wiele niższe i dźwięk przyjmowany jest jako przyjemny.
Muzyka i emocje
Brytyjski muzyk Genesis P. Orridge powiedział, że „dźwięk, oprócz narkotyków, to najsilniejszy czynnik zmieniający świadomość”. Badania naukowe potwierdzają jego zdanie.
Tak jak wspomniałam, muzyka odbierana jest głównie przez prawą półkulę – jak wiemy, to ona zarządza emocjami. Ponadto, podczas słuchania utworów, które świadomie określamy jako przyjemne, w naszym mózgu uruchamiają się struktury uważane za ośrodek nagrody. Wywołują u nas stan zadowolenia i odczuwania głębokiej przyjemności. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem dźwięków zostają uwolnione duże ilości związków zwanych opioidami i działających na nas podobnie, jak morfina.
Co więcej, podczas słuchania ulubionej muzyki, spada u nas poziom hormonów kortykalnych – czyli hormonów stresu, a u mężczyzn obniża się nawet poziom testosteronu, co znowu wpływa na spadek poziomu agresji. Sprawdza się więc powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje.
Na uwagę zasługuje także fakt, że w zachodzących w takich przypadkach reakcjach neurofizjologicznych bierze udział dopamina (ściśle związana z układem nagrody, nazywana „hormonem szczęścia”). U osób uzależnionych od różnych związków chemicznych deficyt dopaminy wywołuje objawy „głodu”.
Muzyka a nauka
Badania naukowe dowodzą, że pewien rodzaj muzyki pozytywnie wpływa na umysł i pamięć oraz pomaga w koncentracji. Naukowcy twierdzą, że muzyka barokowa, utrzymana w tempie 60 uderzeń na minutę, pomaga w procesie przyspieszonego uczenia się. Muzyka ta synchronizuje ciało i umysł: spowalnia pracę serca, obniża ciśnienie krwi, zmieniają się także fale mózgowe, obniża poziom stresu i pobudza system immunologiczny. To wszystko sprawia, że nasze ciało jest odprężone, rozluźnione, a mózg wchodzi w stan pobudzenia. Idealne warunki do nauki.
Jak to się dzieje? Częstotliwość słyszanych dźwięków ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie i reakcje naszego organizmu. Wysokie częstotliwości (5 – 8 tysięcy Hz) instrumentów strunowych, które możemy usłyszeć w twórczości muzyków barokowych (skrzypce, harfa, gitara, mandolina itp.) działają jak „ładowarka” dla mózgu. Fale mózgowe, powstające w odpowiedzi na takie dźwięki wprawiają nas jednocześnie w stan pobudzenia i relaksu, wspomagając tym samym proces uczenia się.
Francuski otolaryngolog, Alfred Tomatis badał muzykę różnych kompozytorów oraz jej wpływ na procesy poznawcze człowieka. Zauważył, że najbogatsze w wysokie częstotliwości są kompozycje Mozarta. W wyniku badań ukształtował się termin „efekt Mozarta”. Okazało się, ze jego muzyka wpływa na układ nerwowy i aktywność sensomotoryczną człowieka. Dowiedziono, że słuchanie utworów tego kompozytora pozytywnie wpływa na edukację i ogólny stan psychiczny ludzi. Ten XVIII wieczny kompozytor zdecydowanie zasłużył na miano geniusza.
Utwory takich kompozytorów jak Beethoven, Vivaldi czy Strauss integrują rytm pracy serca i mózgu, co, jak już wiemy korzystnie wpływa na proces uczenia się i zapamiętywania. Zakuwając historię rozwiązując zadania z matematyki warto więc włączyć „Sonatę księżycową” bądź „Koncert skrzypcowy D-dur”.
Pamiętajmy jednak, żeby nie przesadzić. Okazuje się bowiem, że muzyka może przeszkadzać w odtwarzaniu zapamiętanego materiału. Jeżeli podczas nauki, szczególnie takiej, która wymaga od nas zapamiętania dużych ilości materiału, słuchaliśmy jakiegoś konkretnego utworu, to potem możemy mieć problem na egzaminie, gdy będziemy musieli odtworzyć zdobytą wiedzę w pomieszczeniu, w którym panuje cisza.
Ponadto nie każdy rodzaj muzyki pomoże nam w lepszym zapamiętywaniu treści. Wysokie częstotliwości, spokojne dźwięki będą nas pobudzać do pracy, ale ciężkie brzmienia nie są wskazane, ze względu na to, że obciążają mózg i wprowadzają chaos, uniemożliwiając nam efektywną naukę.
Sugestiopedia
Wpływ muzyki na procesy poznawcze był badany przez wielu znakomitych naukowców. Między innymi przez bułgarskiego neurologa i psychologa Georgija Łozanowa. Opracował on metodę zwiększenia efektywności procesu uczenia się, która opiera się głównie na muzyce i oddechu. Wykorzystał w niej, wspomnianą przeze mnie muzykę barokową w tempie largo, która spowalnia krążenie i pomaga wejść w stan relaksu. Podkreślał, że w sugestologii najważniejsza jest harmonia pomiędzy duchem i ciałem. Korzystał m.in. z hinduskiej radża – jogi, psychodram i medytacji. Integracja oddechu z metrum muzycznym okazała się być kluczem do sukcesu. W jej wyniku proces zapamiętywania zwiększał się aż o 80%. Obecnie wykorzystuje się ją głównie w nauce języków obcych. W USA stała się bardzo popularna pod nazwą superlearning.
Muzyka a zdrowie
Dźwięk jest cudownym narzędziem. Właściwie wykorzystany może przynieść wiele dobrego. Codziennie odkrywamy nowe zastosowania dla muzyki. Chcemy, by była nie tylko czymś przyjemnym, ale także pożytecznym. Takie utylitarne podejście doprowadziło do wielu ważnych odkryć. Dzięki niemu dziś wiemy, że muzyką można leczyć. Znana jest wszystkim muzykoterapia w leczeniu niektórych zaburzeń psychicznych. Warto jednak zwrócić uwagę, że lekarze i terapeuci coraz częściej wykorzystują ją także w leczeniu zaburzeń słuchu, dysleksji, autyzmu, nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD). Za jej pomocą stymuluje się mózg pacjentów w śpiączce bądź po wylewie. Stała się silnym środkiem przekazu i dla wielu często jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym.
Podobno „śpiewać każdy może”. Na pewno każdy może słuchać. Muzyka przemawia do nas dźwiękami i drżeniami. Nie odbieramy jej tylko za pomocą uszu, ale całym ciałem. Wibracje wytwarzane przez dźwięki są przecież odbierane nawet przez osoby niesłyszące. Zwykle stanowi dla nas jedynie rozrywkę, ale czy nie warto byłoby wykorzystać możliwości, jakie ze sobą niesie?
--
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Marika Marcinkowska
Muzyczny mózg
Muzyka wytwarza w mózgu specyficzny stan emocjonalny. Oddziałuje głównie na prawą półkulę. U osób bez wykształcenia muzycznego przetwarzane są przede wszystkim proste wrażenia słuchowe. Prawa półkula „ocenia” słyszany dźwięk lub utwór i łączy go z uczuciami, nadając mu zabarwienie emocjonalne.
U osób z wykształceniem muzycznym jest trochę inaczej. Tutaj dużą rolę odgrywa także półkula lewa, która rozkłada i analizuje słyszaną muzykę. Oprócz wymiaru emocjonalnego, nadaje jej również wymiar logiczny. Decyduje o sensowności odbieranego układu dźwięków. Wyróżnia strukturę i poszczególne elementy składowe (np. linia melodyczna, akompaniament, dźwięk poszczególnych instrumentów czy głosu ludzkiego). Dzięki pewnym regułom, pozwala rozumieć muzykę, nie tylko ja odbierać.
Dlaczego niektóre dźwięki uznajemy za przyjemne, a inne nie? Tajemnica tkwi w ich częstotliwości, natężeniu oraz zgodności. Konsonanse (akordy brzmiące zgodnie) są zwykle lepiej przez nas odbierane niż dysonanse. Te ostatnie są traktowane przez nasz mózg jak „ciało obce” ze względu na fakt, że amplitudy fal mózgowych, generowanych w odpowiedzi na taki zestaw dźwięków są bardzo zróżnicowane. W efekcie uruchamia się mechanizm obronny, dążący go odrzucenia tego, co słyszymy. W przypadku konsonansów jest inaczej. Amplitudy fal mózgowych są o wiele niższe i dźwięk przyjmowany jest jako przyjemny.
Muzyka i emocje
Brytyjski muzyk Genesis P. Orridge powiedział, że „dźwięk, oprócz narkotyków, to najsilniejszy czynnik zmieniający świadomość”. Badania naukowe potwierdzają jego zdanie.
Tak jak wspomniałam, muzyka odbierana jest głównie przez prawą półkulę – jak wiemy, to ona zarządza emocjami. Ponadto, podczas słuchania utworów, które świadomie określamy jako przyjemne, w naszym mózgu uruchamiają się struktury uważane za ośrodek nagrody. Wywołują u nas stan zadowolenia i odczuwania głębokiej przyjemności. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem dźwięków zostają uwolnione duże ilości związków zwanych opioidami i działających na nas podobnie, jak morfina.
Co więcej, podczas słuchania ulubionej muzyki, spada u nas poziom hormonów kortykalnych – czyli hormonów stresu, a u mężczyzn obniża się nawet poziom testosteronu, co znowu wpływa na spadek poziomu agresji. Sprawdza się więc powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje.
Na uwagę zasługuje także fakt, że w zachodzących w takich przypadkach reakcjach neurofizjologicznych bierze udział dopamina (ściśle związana z układem nagrody, nazywana „hormonem szczęścia”). U osób uzależnionych od różnych związków chemicznych deficyt dopaminy wywołuje objawy „głodu”.
Muzyka a nauka
Badania naukowe dowodzą, że pewien rodzaj muzyki pozytywnie wpływa na umysł i pamięć oraz pomaga w koncentracji. Naukowcy twierdzą, że muzyka barokowa, utrzymana w tempie 60 uderzeń na minutę, pomaga w procesie przyspieszonego uczenia się. Muzyka ta synchronizuje ciało i umysł: spowalnia pracę serca, obniża ciśnienie krwi, zmieniają się także fale mózgowe, obniża poziom stresu i pobudza system immunologiczny. To wszystko sprawia, że nasze ciało jest odprężone, rozluźnione, a mózg wchodzi w stan pobudzenia. Idealne warunki do nauki.
Jak to się dzieje? Częstotliwość słyszanych dźwięków ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie i reakcje naszego organizmu. Wysokie częstotliwości (5 – 8 tysięcy Hz) instrumentów strunowych, które możemy usłyszeć w twórczości muzyków barokowych (skrzypce, harfa, gitara, mandolina itp.) działają jak „ładowarka” dla mózgu. Fale mózgowe, powstające w odpowiedzi na takie dźwięki wprawiają nas jednocześnie w stan pobudzenia i relaksu, wspomagając tym samym proces uczenia się.
Francuski otolaryngolog, Alfred Tomatis badał muzykę różnych kompozytorów oraz jej wpływ na procesy poznawcze człowieka. Zauważył, że najbogatsze w wysokie częstotliwości są kompozycje Mozarta. W wyniku badań ukształtował się termin „efekt Mozarta”. Okazało się, ze jego muzyka wpływa na układ nerwowy i aktywność sensomotoryczną człowieka. Dowiedziono, że słuchanie utworów tego kompozytora pozytywnie wpływa na edukację i ogólny stan psychiczny ludzi. Ten XVIII wieczny kompozytor zdecydowanie zasłużył na miano geniusza.
Utwory takich kompozytorów jak Beethoven, Vivaldi czy Strauss integrują rytm pracy serca i mózgu, co, jak już wiemy korzystnie wpływa na proces uczenia się i zapamiętywania. Zakuwając historię rozwiązując zadania z matematyki warto więc włączyć „Sonatę księżycową” bądź „Koncert skrzypcowy D-dur”.
Pamiętajmy jednak, żeby nie przesadzić. Okazuje się bowiem, że muzyka może przeszkadzać w odtwarzaniu zapamiętanego materiału. Jeżeli podczas nauki, szczególnie takiej, która wymaga od nas zapamiętania dużych ilości materiału, słuchaliśmy jakiegoś konkretnego utworu, to potem możemy mieć problem na egzaminie, gdy będziemy musieli odtworzyć zdobytą wiedzę w pomieszczeniu, w którym panuje cisza.
Ponadto nie każdy rodzaj muzyki pomoże nam w lepszym zapamiętywaniu treści. Wysokie częstotliwości, spokojne dźwięki będą nas pobudzać do pracy, ale ciężkie brzmienia nie są wskazane, ze względu na to, że obciążają mózg i wprowadzają chaos, uniemożliwiając nam efektywną naukę.
Sugestiopedia
Wpływ muzyki na procesy poznawcze był badany przez wielu znakomitych naukowców. Między innymi przez bułgarskiego neurologa i psychologa Georgija Łozanowa. Opracował on metodę zwiększenia efektywności procesu uczenia się, która opiera się głównie na muzyce i oddechu. Wykorzystał w niej, wspomnianą przeze mnie muzykę barokową w tempie largo, która spowalnia krążenie i pomaga wejść w stan relaksu. Podkreślał, że w sugestologii najważniejsza jest harmonia pomiędzy duchem i ciałem. Korzystał m.in. z hinduskiej radża – jogi, psychodram i medytacji. Integracja oddechu z metrum muzycznym okazała się być kluczem do sukcesu. W jej wyniku proces zapamiętywania zwiększał się aż o 80%. Obecnie wykorzystuje się ją głównie w nauce języków obcych. W USA stała się bardzo popularna pod nazwą superlearning.
Muzyka a zdrowie
Dźwięk jest cudownym narzędziem. Właściwie wykorzystany może przynieść wiele dobrego. Codziennie odkrywamy nowe zastosowania dla muzyki. Chcemy, by była nie tylko czymś przyjemnym, ale także pożytecznym. Takie utylitarne podejście doprowadziło do wielu ważnych odkryć. Dzięki niemu dziś wiemy, że muzyką można leczyć. Znana jest wszystkim muzykoterapia w leczeniu niektórych zaburzeń psychicznych. Warto jednak zwrócić uwagę, że lekarze i terapeuci coraz częściej wykorzystują ją także w leczeniu zaburzeń słuchu, dysleksji, autyzmu, nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD). Za jej pomocą stymuluje się mózg pacjentów w śpiączce bądź po wylewie. Stała się silnym środkiem przekazu i dla wielu często jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym.
Podobno „śpiewać każdy może”. Na pewno każdy może słuchać. Muzyka przemawia do nas dźwiękami i drżeniami. Nie odbieramy jej tylko za pomocą uszu, ale całym ciałem. Wibracje wytwarzane przez dźwięki są przecież odbierane nawet przez osoby niesłyszące. Zwykle stanowi dla nas jedynie rozrywkę, ale czy nie warto byłoby wykorzystać możliwości, jakie ze sobą niesie?
--
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Marika Marcinkowska
niedziela, 3 sierpnia 2008
Mądrość rodzi się z czasem!
Szedłem kiedyś ulicą i zobaczyłem jak pewien człowiek rozpoczyna rozmowę z każdym napotkanym przechodniem, ludzie których zaczepiał próbowali pozbyć się go jak najszybciej, robili tak prawdopodobnie dlatego ponieważ ten człowiek wyglądał jak pijak.
Gdy koło niego przechodziłem uśmiechnął się do mnie a ja do niego i okazało się że idziemy w tym samym kierunku, zaczęła się bardzo ciekawa rozmowa, nie spodziewałem się po nim takich słów. W zasadzie to myślałem że będzie chciał ode mnie pieniądze ale mile się zdziwiłem.
Ów człowiek zaczął opowiadać mi o swoim życiu, mówił że kiedyś miał bardzo dużo pieniędzy, kobiet, wpływów…. Jego życie było zdecydowanie inne od tego jakie prowadzi teraz.
Zapytałem więc: To co się stało że już Pan tego wszystkiego nie ma, jak do tego doszło?
On odpowiedział: Bo wszystko co miałem przepiłem! Kiedyś byłem kimś ale zgubił mnie alkohol. Ty jesteś młody i wszystko przed Tobą, pamiętaj żebyś nigdy nie pił bo wszystko stracisz.
Po tej historii porozmawialiśmy jeszcze chwile i każdy poszedł w swoją stronę.
Długo myślałem nad tym co on mi powiedział i wysnułem pewien wniosek.
Ten człowiek nie powiedział mi nic nowego ponieważ od dawna wiem co alkohol w nie przemyślanych dawkach potrafi zrobić z człowieka. Ale wiedziałem o tym tylko dlatego że obserwowałem innych ludzi którzy ulegli negatywnym wpływom alkoholizmu.
Gdybym się tego nie nauczył od innych to nie wiedziałbym czym grozi zbyt częste nadużywanie tej używki więc można powiedzieć że człowiek którego spotkałem dał mi bardzo cenną radę, czego mam nie robić bo mogę wszystko stracić.
Mimo że już wcześniej o tym wiedziałem to jestem mu za to doświadczenie wdzięczny.
Zwróć uwagę na to że często a raczej przeważnie uczysz się na swoich błędach i dzięki temu wiesz co zrobić i jak to zrobić żeby zrobić to co robisz dobrze.
Uczenie się na swoich błędach jest dobrze ale można jeszcze uczyć się na błędach innych ludzi.
Skoro ktoś już popełnił błąd i za niego zapłacić to czemu Ty nie możesz z tej wiedzy skorzystać. Rozejrzyj się tylko dookoła a zobaczysz wielu ludzi od których możesz się czegoś wartościowego nauczyć.
Wykorzystaj to i ucz się od nich za darmo bo po co masz płacić dwa razy. Zacznij budować swoją mądrość i zbieraj doświadczenia z błędów zarówno własnych jaki innych ludzi.
--
Więcej przeczytasz tutaj: http://www.cemis.pl
Artykuł pobrany z sewrisu Artelis.pl
Autorem jest Marcin Wróbel
Gdy koło niego przechodziłem uśmiechnął się do mnie a ja do niego i okazało się że idziemy w tym samym kierunku, zaczęła się bardzo ciekawa rozmowa, nie spodziewałem się po nim takich słów. W zasadzie to myślałem że będzie chciał ode mnie pieniądze ale mile się zdziwiłem.
Ów człowiek zaczął opowiadać mi o swoim życiu, mówił że kiedyś miał bardzo dużo pieniędzy, kobiet, wpływów…. Jego życie było zdecydowanie inne od tego jakie prowadzi teraz.
Zapytałem więc: To co się stało że już Pan tego wszystkiego nie ma, jak do tego doszło?
On odpowiedział: Bo wszystko co miałem przepiłem! Kiedyś byłem kimś ale zgubił mnie alkohol. Ty jesteś młody i wszystko przed Tobą, pamiętaj żebyś nigdy nie pił bo wszystko stracisz.
Po tej historii porozmawialiśmy jeszcze chwile i każdy poszedł w swoją stronę.
Długo myślałem nad tym co on mi powiedział i wysnułem pewien wniosek.
Ten człowiek nie powiedział mi nic nowego ponieważ od dawna wiem co alkohol w nie przemyślanych dawkach potrafi zrobić z człowieka. Ale wiedziałem o tym tylko dlatego że obserwowałem innych ludzi którzy ulegli negatywnym wpływom alkoholizmu.
Gdybym się tego nie nauczył od innych to nie wiedziałbym czym grozi zbyt częste nadużywanie tej używki więc można powiedzieć że człowiek którego spotkałem dał mi bardzo cenną radę, czego mam nie robić bo mogę wszystko stracić.
Mimo że już wcześniej o tym wiedziałem to jestem mu za to doświadczenie wdzięczny.
Zwróć uwagę na to że często a raczej przeważnie uczysz się na swoich błędach i dzięki temu wiesz co zrobić i jak to zrobić żeby zrobić to co robisz dobrze.
Uczenie się na swoich błędach jest dobrze ale można jeszcze uczyć się na błędach innych ludzi.
Skoro ktoś już popełnił błąd i za niego zapłacić to czemu Ty nie możesz z tej wiedzy skorzystać. Rozejrzyj się tylko dookoła a zobaczysz wielu ludzi od których możesz się czegoś wartościowego nauczyć.
Wykorzystaj to i ucz się od nich za darmo bo po co masz płacić dwa razy. Zacznij budować swoją mądrość i zbieraj doświadczenia z błędów zarówno własnych jaki innych ludzi.
--
Więcej przeczytasz tutaj: http://www.cemis.pl
Artykuł pobrany z sewrisu Artelis.pl
Autorem jest Marcin Wróbel
Etykiety:
alkohol,
alkoholizm,
mądrość,
nauka,
picie,
piwo,
rozwój osobisty,
terapia,
wino
czwartek, 31 lipca 2008
Original Play
Original Play, czyli Pierwotna Zabawa, uczy życia i działania z perspektywy stanu głębokiej, szczerej i akceptującej miłości do świata, ludzi i wszystkiego co żywe. Oferuje ona, zamiast walki, strachu, ucieczki i rywalizacji, wejście w stan pełnego bezpieczeństwa wewnętrznego – i pełnej akceptacji i bezpieczeństwa dawanych każdemu, z kim wchodzisz w kontakt.
Wychodząc ponad ograniczający dualizm 'walcz lub uciekaj', propagowany w grach i zabawach powstałych w ramach kultury, wychodząc poza dorosłą powagę i wymogi odnośnie zachowania, Original Play uczy zachowania opartego o miłość i docenienie drugiej osoby, oferując pełną wolność osobistą przy jednoczesnym udzielaniu jej drugiej osobie. Uczy życia wychodzącego poza układ 'zwycięzcy i przegrani' i codziennego stosowania tej metody.
Original Play jest niezwykle przydatne dla każdej osoby pracującej z ludźmi, zwiększając w ogromnym stopniu empatię, radość związaną z pracą z drugą osobą, umiejętność radzenia sobie z agresją płynącą z drugiej strony i przekształcania jej w chęć zabawy i współpracy. Pokazuje nową, zdrowszą ścieżkę współżycia i współpracy z drugą osobą, prowadzącą do większego szczęścia i radości w życiu codziennym. Podkreśla ono istotę pełnego miłości dotyku w życiu codziennym – co jest istotne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wypaczył istotę dotyku, sprowadzając go niemal wyłacznie do konteksów agresji i seksualności (do tego stopnia, że w niektórych Amerykańskich przedszkolach oskarża się pięciolatki o molestowanie seksualne, gdy z 'nadmiernym entuzjazmem' przytulają się do wychowawczyń – przykład który najlepiej wykazuje jak potwornie zniekształcone zostało zrozumienie bardzo istotnej roli dotyku w codziennym życiu).
Dr. Fred Donaldson, odkrywca Original Play, nauczył się tej metody pracy obserwując dzieci w przedszkolu – oduczając się przy nich 'dorosłych' nawyków zabawowych i ucząc się zabawy w której nie było miejsca na rywalizację, na selektywność, na przymus czy agresję – a jedynie na miłość. Swoją metodę sprawdził w praktyce – i dowiódł jej niezwykłej skuteczności – nie tylko w pracy z dziećmi (również dziećmi molestowanymi i autystycznymi, z którymi był w stanie nawiązać wspaniały kontakt), ale również z dzikimi zwierzętami (m.in. dzikimi wilkami, delfinami i niedźwiedziami) oraz w pracy resocjalizacyjnej z więźniami i członkami gangów. W każdej z tych sytuacji pełne miłości podejście Pierwotnej Zabawy przynosiło wspaniałe efekty.
Jak podkreśla sam Fred, „W Original Play nie chodzi o zabawę/radość. One mogą mieć i mają miejsce, ale są tylko dodatkiem. Tym, o co chodzi w Original Play jest dawanie i bycie obdarzanym miłością.”
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Atrykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Wychodząc ponad ograniczający dualizm 'walcz lub uciekaj', propagowany w grach i zabawach powstałych w ramach kultury, wychodząc poza dorosłą powagę i wymogi odnośnie zachowania, Original Play uczy zachowania opartego o miłość i docenienie drugiej osoby, oferując pełną wolność osobistą przy jednoczesnym udzielaniu jej drugiej osobie. Uczy życia wychodzącego poza układ 'zwycięzcy i przegrani' i codziennego stosowania tej metody.
Original Play jest niezwykle przydatne dla każdej osoby pracującej z ludźmi, zwiększając w ogromnym stopniu empatię, radość związaną z pracą z drugą osobą, umiejętność radzenia sobie z agresją płynącą z drugiej strony i przekształcania jej w chęć zabawy i współpracy. Pokazuje nową, zdrowszą ścieżkę współżycia i współpracy z drugą osobą, prowadzącą do większego szczęścia i radości w życiu codziennym. Podkreśla ono istotę pełnego miłości dotyku w życiu codziennym – co jest istotne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wypaczył istotę dotyku, sprowadzając go niemal wyłacznie do konteksów agresji i seksualności (do tego stopnia, że w niektórych Amerykańskich przedszkolach oskarża się pięciolatki o molestowanie seksualne, gdy z 'nadmiernym entuzjazmem' przytulają się do wychowawczyń – przykład który najlepiej wykazuje jak potwornie zniekształcone zostało zrozumienie bardzo istotnej roli dotyku w codziennym życiu).
Dr. Fred Donaldson, odkrywca Original Play, nauczył się tej metody pracy obserwując dzieci w przedszkolu – oduczając się przy nich 'dorosłych' nawyków zabawowych i ucząc się zabawy w której nie było miejsca na rywalizację, na selektywność, na przymus czy agresję – a jedynie na miłość. Swoją metodę sprawdził w praktyce – i dowiódł jej niezwykłej skuteczności – nie tylko w pracy z dziećmi (również dziećmi molestowanymi i autystycznymi, z którymi był w stanie nawiązać wspaniały kontakt), ale również z dzikimi zwierzętami (m.in. dzikimi wilkami, delfinami i niedźwiedziami) oraz w pracy resocjalizacyjnej z więźniami i członkami gangów. W każdej z tych sytuacji pełne miłości podejście Pierwotnej Zabawy przynosiło wspaniałe efekty.
Jak podkreśla sam Fred, „W Original Play nie chodzi o zabawę/radość. One mogą mieć i mają miejsce, ale są tylko dodatkiem. Tym, o co chodzi w Original Play jest dawanie i bycie obdarzanym miłością.”
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Atrykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
wtorek, 29 lipca 2008
Style uczenia się. Znajdź sposób, by uczyć się szybciej i efektywniej
Odbierając informacje z otoczenia korzystamy ze wszystkich zmysłów. Jednak z czasem, u wielu osób jeden ze zmysłów wykształca się bardziej. Powoduje to, że właśnie dzięki temu jednemu zmysłowi odbierane bodźce są lepiej przez nas przyswajane i zapamiętywane. Determinuje on więc nasz styl uczenia się.
Dlaczego tak się dzieje?
Narządy zmysłów są połączone z mózgiem licznymi ścieżkami. Badania wykazały, że jeśli w miarę upływu czasu polegamy bardziej na jednym z nich, to pomiędzy nim a naszym mózgiem tworzy się więcej połączeń i są one bardziej rozbudowane. Dzięki temu, że liczba połączeń nerwowych się powiększa, dane narządy zmysłów działają lepiej, my chętniej korzystamy z nich ucząc się, a nasza nauka jest efektywniejsza. Nie lekceważmy więc naszych indywidualnych preferencji – dzięki nim możemy uczyć się szybciej.
Istnieją cztery główne style uczenia się: wzrokowy, słuchowy, dotykowy i kinestetyczny. Co to oznacza w praktyce? Mówiąc krótko: wzrokowcy uczą się patrząc, słuchowcy – słuchając, dotykowcy – łączą zdobywane informacje ze zmysłem dotyku i emocjami, kinestetycy natomiast angażują się aktywnie w proces uczenia się poprzez stymulację, eksperymenty, odgrywanie ról i ruch. Jak określić swój własny styl i jak dobrać odpowiednie metody uczenia się? Oto kilka ciekawostek dotyczących naszych zmysłów i umiejętności z nimi związanych.
Jaki jest mój styl?
Chociaż każdy z nas jest inny, osoby preferujące ten sam styl uczenia się, wykazują często wiele cech wspólnych. Identyfikacja stylu pozwala na znalezienie najlepszej metody nauki.
WZROKOWIEC
Jest wrażliwy na elementy wizualne otoczenia – kolory, kształty. Ma potrzebę przebywania w ładnym środowisku. Jest schludny, zwraca uwagę na wygląd zewnętrzny swój i innych ludzi. Łatwo się dekoncentruje, jeśli w jego otoczeniu panuje nieład. Dobrze zapamiętuje twarze.
Mówiąc opisuje kształt, wygląd, wielkość rzeczy, inną osobę lub miejsce, w którym się znajdują, lub które widzieli. Mówi szybko, utrzymując z rozmówcą kontakt wzrokowy. Używa często słów takich jak: widzieć, patrzeć, spójrz, popatrz, wyobrażać, perspektywa, pokaz, obraz, wygląd, obserwować, horyzont, mglisty, kolor.
- „widzę teraz jak do tego doszedłeś”
- „to wygląda mało przejrzyście”
- „wyglądasz na zmęczoną”
- „to wygląda bardzo interesująco”
Najlepiej zapamiętuje to, co zobaczy w postaci materiałów graficznych, tekstów, zdjęć, filmów, programów komputerowych, prezentacji, wykresów.
Wszystko, co zostało wydrukowane i narysowane zostaje automatycznie przyswojone, przetworzone i zapamiętane. Nie przeszkadza mu w nauce muzyka, czy odgłosy rozmów, ale wizualna dezorganizacja, nieład i niepasujące do siebie szczegóły wyglądu otoczenia bądź osoby skutecznie wytrącą go z równowagi i nie pozwolą się skoncentrować, dopóki niedoskonałość nie zostanie poprawiona.
SŁUCHOWIEC
Jest elokwentny. W kontakcie z inną osobą zwraca uwagę na jej imię, nazwisko, dźwięk głosu, sposób mówienia i oczywiście to, co mówi. Przedłużony kontakt wzrokowy jest dla niego rozpraszający. Potrzebuje nieustannych bodźców słuchowych. Jeśli przez dłuższy czas przebywa w ciszy – sam wytwarza dźwięki (nuci, śpiewa, gwiżdże, mówi do siebie).
Mówi dużo i rytmicznie. Ma przyjemny głos. Manipuluje tembrem głosu w trakcie mówienia. Zwykle opisuje dźwięki, głosy, muzykę, efekty dźwiękowe, hałas w otoczeniu. Bardzo szczegółowo opowiada o tym, co mówią inni. Używa słów: cichy, głośny, brzmieć, słuchać, głos, odgłosy, dźwięk, hałaśliwy, rozmawiać, harmonia, słyszeć, itp.
- „ten pomysł brzmi interesująco”
- „słuchaj”
- „jak ci się z nim rozmawiało?”
- „był za duży hałas”
Łatwo uczy się języków obcych. Pamięta to, co usłyszy, lub sam opowie. Najchętniej uczy się w grupie bądź z drugą osobą, poprzez zadawanie pytań i odpowiedzi na nie. W trakcie nauki potrzebuje ciszy. Muzyka, bądź jakiś hałas rozprasza go.
DOTYKOWIEC (czuciowiec)
Posiada wysoką wrażliwość na doznania fizyczne oraz uczucia własne i innych. Zwraca uwagę na komunikację pozawerbalną: wyraz twarzy, język ciała, tembr głosu. Silniej odbiera emocje innych niż wypowiadane przez nich słowa.
Podczas rozmowy, utrzymuje kontakt wzrokowy z rozmówcą, by odczytać wyraz jego twarzy. Często gestykuluje, zachowuje się bardzo ekspresyjnie. Wyraża się poprzez ruch rąk i komunikację niewerbalną. Opisuje swoje samopoczucie, doznania fizyczne i emocje. Używa słów takich, jak: czuć, zimno, ciepło, twardy, miękki, świeży, pachnący, cierpieć, cieszyć się, bać się, mieć wrażenie, lubić, itd.
- „czujesz to?”
- „lubisz to uczucie?”
- „gładko sobie z tym poradzimy”
- „czuję, co masz na myśli”
Zapamiętuje treści działające na emocje. Jeśli coś zanotuje, naszkicuje bądź narysuje, lepiej to przyswoi. Koncentruje się na zadaniach umysłowych, gdy trzyma coś w dłoniach, szkicują, używa klawiatury komputera, bawi się włosami, przedmiotami. Często jednak nie potrafi odciąć się od negatywizmu i uczuć innych. Nie pozwala to mu skupić się na zadaniu i całkowicie dekoncentruje.
KINESTETYK
Potrzebuje dużo przestrzeni, gdyż lubi dużo i często się poruszać. Siedząc na krześle zwykle kołysze się lub porusza nogami. Lubi zmieniać miejsce, podróżować. Jest wyczulony na ruch i działanie w otoczeniu. Zorientowany na cel i pragmatyczny.
Mówi niewiele i lakonicznie, za to często gestykuluje. Szybko przechodzi „do konkretów”. Używa słów opisujących działanie: robić, jechać, załatwiać, organizować, ruszać się, piąć się w górę, posuwać się do przodu, najlepszy, szybko.
- „weźmy sprawy we własne ręce”
- „trzeba stąpać twardo po ziemi”
- „czy chwytasz, w czym rzecz?”
- „Trzymam rękę na pulsie”
Kinestetyk zapamiętuje nowe treści poprzez zaangażowanie w aktywność ruchową. Najlepiej, gdy towarzyszy temu współzawodnictwo. Lubi dotykać przedmiotów, manipulować nimi. W czasie nauki wskazane jest, by robił częste przerwy i wykorzystywał je na ćwiczenia fizyczne lub przemieszczanie się.
Pomimo iż sami potrzebują ruchu, by się uczyć, ruch innych rozprasza ich i dekoncentruje.
Jak się uczyć?
Gdy już zidentyfikujemy swoje preferencje w zakresie uczenia się, możemy dobrać odpowiednie metody i materiały, które pomogą nam w osiągnięciu celu. Wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe. Ale możemy sobie pomóc przekształcając dostępne pomoce naukowe na bardziej przystępne dla nas samych. Na przykład, materiały drukowane, które są idealne dla wzrokowców, słuchowcy mogą czytać na głos, dotykowcy – przepisać lub na bieżąco robić notatki (dobrą formą będą mapy myśli – wiążą one pojęcia i fakty z osobistymi odczuciami, skojarzeniami, emocjami), a kinestetycy odtwarzać słowa lub wizualizować akcję.
Wszystko zależy od naszej kreatywności i dobrej woli. Ważną rolę odgrywa również pozytywna motywacja oraz dostosowanie otoczenia, w jakim się uczymy do naszych wymogów. Warto również poćwiczyć pamięć, przecież to ona pozwoli nam zmagazynować nowe informacje i odtworzyć je we właściwym momencie. Tak przygotowani bez trudu opanujemy nowy materiał i zdamy każdy test.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Marika Marcinkowska
Dlaczego tak się dzieje?
Narządy zmysłów są połączone z mózgiem licznymi ścieżkami. Badania wykazały, że jeśli w miarę upływu czasu polegamy bardziej na jednym z nich, to pomiędzy nim a naszym mózgiem tworzy się więcej połączeń i są one bardziej rozbudowane. Dzięki temu, że liczba połączeń nerwowych się powiększa, dane narządy zmysłów działają lepiej, my chętniej korzystamy z nich ucząc się, a nasza nauka jest efektywniejsza. Nie lekceważmy więc naszych indywidualnych preferencji – dzięki nim możemy uczyć się szybciej.
Istnieją cztery główne style uczenia się: wzrokowy, słuchowy, dotykowy i kinestetyczny. Co to oznacza w praktyce? Mówiąc krótko: wzrokowcy uczą się patrząc, słuchowcy – słuchając, dotykowcy – łączą zdobywane informacje ze zmysłem dotyku i emocjami, kinestetycy natomiast angażują się aktywnie w proces uczenia się poprzez stymulację, eksperymenty, odgrywanie ról i ruch. Jak określić swój własny styl i jak dobrać odpowiednie metody uczenia się? Oto kilka ciekawostek dotyczących naszych zmysłów i umiejętności z nimi związanych.
Jaki jest mój styl?
Chociaż każdy z nas jest inny, osoby preferujące ten sam styl uczenia się, wykazują często wiele cech wspólnych. Identyfikacja stylu pozwala na znalezienie najlepszej metody nauki.
WZROKOWIEC
Jest wrażliwy na elementy wizualne otoczenia – kolory, kształty. Ma potrzebę przebywania w ładnym środowisku. Jest schludny, zwraca uwagę na wygląd zewnętrzny swój i innych ludzi. Łatwo się dekoncentruje, jeśli w jego otoczeniu panuje nieład. Dobrze zapamiętuje twarze.
Mówiąc opisuje kształt, wygląd, wielkość rzeczy, inną osobę lub miejsce, w którym się znajdują, lub które widzieli. Mówi szybko, utrzymując z rozmówcą kontakt wzrokowy. Używa często słów takich jak: widzieć, patrzeć, spójrz, popatrz, wyobrażać, perspektywa, pokaz, obraz, wygląd, obserwować, horyzont, mglisty, kolor.
- „widzę teraz jak do tego doszedłeś”
- „to wygląda mało przejrzyście”
- „wyglądasz na zmęczoną”
- „to wygląda bardzo interesująco”
Najlepiej zapamiętuje to, co zobaczy w postaci materiałów graficznych, tekstów, zdjęć, filmów, programów komputerowych, prezentacji, wykresów.
Wszystko, co zostało wydrukowane i narysowane zostaje automatycznie przyswojone, przetworzone i zapamiętane. Nie przeszkadza mu w nauce muzyka, czy odgłosy rozmów, ale wizualna dezorganizacja, nieład i niepasujące do siebie szczegóły wyglądu otoczenia bądź osoby skutecznie wytrącą go z równowagi i nie pozwolą się skoncentrować, dopóki niedoskonałość nie zostanie poprawiona.
SŁUCHOWIEC
Jest elokwentny. W kontakcie z inną osobą zwraca uwagę na jej imię, nazwisko, dźwięk głosu, sposób mówienia i oczywiście to, co mówi. Przedłużony kontakt wzrokowy jest dla niego rozpraszający. Potrzebuje nieustannych bodźców słuchowych. Jeśli przez dłuższy czas przebywa w ciszy – sam wytwarza dźwięki (nuci, śpiewa, gwiżdże, mówi do siebie).
Mówi dużo i rytmicznie. Ma przyjemny głos. Manipuluje tembrem głosu w trakcie mówienia. Zwykle opisuje dźwięki, głosy, muzykę, efekty dźwiękowe, hałas w otoczeniu. Bardzo szczegółowo opowiada o tym, co mówią inni. Używa słów: cichy, głośny, brzmieć, słuchać, głos, odgłosy, dźwięk, hałaśliwy, rozmawiać, harmonia, słyszeć, itp.
- „ten pomysł brzmi interesująco”
- „słuchaj”
- „jak ci się z nim rozmawiało?”
- „był za duży hałas”
Łatwo uczy się języków obcych. Pamięta to, co usłyszy, lub sam opowie. Najchętniej uczy się w grupie bądź z drugą osobą, poprzez zadawanie pytań i odpowiedzi na nie. W trakcie nauki potrzebuje ciszy. Muzyka, bądź jakiś hałas rozprasza go.
DOTYKOWIEC (czuciowiec)
Posiada wysoką wrażliwość na doznania fizyczne oraz uczucia własne i innych. Zwraca uwagę na komunikację pozawerbalną: wyraz twarzy, język ciała, tembr głosu. Silniej odbiera emocje innych niż wypowiadane przez nich słowa.
Podczas rozmowy, utrzymuje kontakt wzrokowy z rozmówcą, by odczytać wyraz jego twarzy. Często gestykuluje, zachowuje się bardzo ekspresyjnie. Wyraża się poprzez ruch rąk i komunikację niewerbalną. Opisuje swoje samopoczucie, doznania fizyczne i emocje. Używa słów takich, jak: czuć, zimno, ciepło, twardy, miękki, świeży, pachnący, cierpieć, cieszyć się, bać się, mieć wrażenie, lubić, itd.
- „czujesz to?”
- „lubisz to uczucie?”
- „gładko sobie z tym poradzimy”
- „czuję, co masz na myśli”
Zapamiętuje treści działające na emocje. Jeśli coś zanotuje, naszkicuje bądź narysuje, lepiej to przyswoi. Koncentruje się na zadaniach umysłowych, gdy trzyma coś w dłoniach, szkicują, używa klawiatury komputera, bawi się włosami, przedmiotami. Często jednak nie potrafi odciąć się od negatywizmu i uczuć innych. Nie pozwala to mu skupić się na zadaniu i całkowicie dekoncentruje.
KINESTETYK
Potrzebuje dużo przestrzeni, gdyż lubi dużo i często się poruszać. Siedząc na krześle zwykle kołysze się lub porusza nogami. Lubi zmieniać miejsce, podróżować. Jest wyczulony na ruch i działanie w otoczeniu. Zorientowany na cel i pragmatyczny.
Mówi niewiele i lakonicznie, za to często gestykuluje. Szybko przechodzi „do konkretów”. Używa słów opisujących działanie: robić, jechać, załatwiać, organizować, ruszać się, piąć się w górę, posuwać się do przodu, najlepszy, szybko.
- „weźmy sprawy we własne ręce”
- „trzeba stąpać twardo po ziemi”
- „czy chwytasz, w czym rzecz?”
- „Trzymam rękę na pulsie”
Kinestetyk zapamiętuje nowe treści poprzez zaangażowanie w aktywność ruchową. Najlepiej, gdy towarzyszy temu współzawodnictwo. Lubi dotykać przedmiotów, manipulować nimi. W czasie nauki wskazane jest, by robił częste przerwy i wykorzystywał je na ćwiczenia fizyczne lub przemieszczanie się.
Pomimo iż sami potrzebują ruchu, by się uczyć, ruch innych rozprasza ich i dekoncentruje.
Jak się uczyć?
Gdy już zidentyfikujemy swoje preferencje w zakresie uczenia się, możemy dobrać odpowiednie metody i materiały, które pomogą nam w osiągnięciu celu. Wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe. Ale możemy sobie pomóc przekształcając dostępne pomoce naukowe na bardziej przystępne dla nas samych. Na przykład, materiały drukowane, które są idealne dla wzrokowców, słuchowcy mogą czytać na głos, dotykowcy – przepisać lub na bieżąco robić notatki (dobrą formą będą mapy myśli – wiążą one pojęcia i fakty z osobistymi odczuciami, skojarzeniami, emocjami), a kinestetycy odtwarzać słowa lub wizualizować akcję.
Wszystko zależy od naszej kreatywności i dobrej woli. Ważną rolę odgrywa również pozytywna motywacja oraz dostosowanie otoczenia, w jakim się uczymy do naszych wymogów. Warto również poćwiczyć pamięć, przecież to ona pozwoli nam zmagazynować nowe informacje i odtworzyć je we właściwym momencie. Tak przygotowani bez trudu opanujemy nowy materiał i zdamy każdy test.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Marika Marcinkowska
Etykiety:
czuciowiec,
dotykowiec,
drogie zegarki,
kinestetyk,
kredyt,
lekarze,
nauka,
porsche,
słuchowiec,
uczyć się,
wzrokowiec
poniedziałek, 14 lipca 2008
NLP Procesowe i NLP Techniczne
NLP Procesowe i NLP Techniczne
Od dosyć wczesnego etapu mojej nauki NLP, jednym z częściej powtarzanych sformułowań które napotykam w dyskusjach jest "nie patrz na techniki, techniki są wisienką na torcie". Jednocześnie, w wielu rozmowach na forach internetowych i w spotkaniach osobistych spotykam się z podejściem skoncentrowanym na technikach NLP, z 'technikami na fobie, na pewność siebie, czy na jednoręczne żonglowanie 5 żywymi ośmiornicami i jednym na wpół ugotowanym krabem pustelnikiem'.
Udział w grudniowym spotkaniu Grupy Trenerskiej i dyskusje które miały podczas niej miejsce dały mi pewien punkt widzenia, którego efektem jest ten tekst - opisujący dwa główne podejścia do nauki NLP (a tak naprawdę, większości kwestii - podobne strategie można dostrzec chociażby przy nauce PUA). Gdy będę je opisywał - pamiętaj że jest to moja mapa i że w ramach tej mapy zdecydowanie preferuje podejście procesowe. Być może podejście techniczne ma jakieś dodatkowe zalety, których nie potrafię w tym momencie dostrzec - jeśli masz uwagi na ten temat, liczę na to, że się nimi podzielisz.
Podejście Techniczne
Łatwo jest spojrzeć na NLP jako na zbiór narzędzi - jest ich tak dużo, że naprawdę łatwo rozpisać sobie w głowie, że NLP to kotwice, metamodel, model miltona i np. submodalności, oraz kilka innych drobnych technik - i tyle.
Jest to łatwe, wygodne, szalenie proste poznawczo i dające złudzenie kompetencji i łatwości ich osiągania. 'No, to umiem już kotwiczyć (lewym paluchem pod prawym uchem i tylko tak, ale nieważne), znam submodalności (rozmiar, jasność i głośność, w sumie wystarczy, prawda?), teraz opanuje jeszcze jakiś model i już będę 'dobrym NLPerem'
Jeśli przy podejściu technicznym pojawiają się jakieś zasady - przyjmuje się je na blachę 'tak jest i koniec' - bo zasady stanowią element techniki, a techniki działają - więc i zasady muszą działać.
Jeśli przy podejściu technicznym uczymy się techniki - to działa ona tak samo dla każdego (wszystkie fobie zdejmuje sie podwójna dysocjacja - zwłaszcza fobię przed wyobrażaniem sobie samego siebie), ponieważ mówimy o technikach 'na coś'. Jeśli techniki nie działają, łatwo o frustracje - bo działały tak pięknie, więc czemu teraz nie działają na tą osobę?
W podejściu technicznym techniki stanowią wszystko. Ponieważ istotna jest tylko praktyka, to istotne są wyłącznie znane techniki i ilość znanych technik - i to wynoszone techniki stanowią największą wartość przy nauce. Im więcej technik, im bardziej popisowe, szybkie i skuteczne - tym lepiej.
Podejście techniczne jest, generalnie, bardzo skupione na celu. Mamy cel, mamy narzędzia do osiągnięcia celu, działamy.
Jeśli chodzi o ekologię, jest różnie. Przede wszystkim, pracując technicznie i technikami, łatwo zgubić to, co dokładnie robi się w głowie drugiej osoby i stracić z oczu system w którym ona działa. Oprócz tego, ponieważ podejście techniczne wymaga bardziej przedmiotowego spojrzenia na sytuacje z którą się pracuje, łatwiej stracić też odpowiednie podejście do osoby z którą pracujemy.
Słowem, niezłe podejście do pracy z samochodami. Gorzej z ludźmi.
Po drugiej stronie skali (bo pamiętajmy, że nie jest to układ zero-jedynkowy, tylko ciągłość, różni ludzie podchodzą mniej lub bardziej technicznie, mniej lub bardziej procesowo) mamy
Podejście Procesowe
W podejściu procesowym, szukasz tego, co dzieje się w danej sytuacji - w wypadku NLP, tego co dzieje się w danej osobie, w wypadku Behavioriks czy Social Dynamics tego, co dzieje się w danej sytuacji grupowej, w wypadku PUA tego co dzieje się w wypadku danego podrywu.
Nie filtrujesz z perspektywy pojedynczego faktu, tylko z całości procesu który się dzieje.
Jest to podejście trudniejsze do opanowania, trudniejsze do przyjęcia - ale długofalowo dające nieskończenie większą elastyczność i skuteczność.
Techniki w tym podejściu są tylko czymś, co tworzy się w danym momencie, na potrzeby zmodyfikowania zachodzącego procesu. 'Tradycyjne' techniki są jedynie uproszczeniami, przykładami tego jak można zastosować w praktyce proces. Wszelkie 'zasady' są jedynie wskazówkami - w każdej sytuacji indywidualnie kalibrujesz zachodzący proces.
Każda poznana technika działa inaczej dla każdej osoby. Generalizacja mówi nam, że ZWYKLE zadziała w określony sposób, ale zawsze to Ty kalibrujesz i Ty szukasz - możesz wręcz pobawić się (pamiętając cały czas o ekologii i zostawiania osoby lepszej niż była)
Jeśli technika nie działa - świetnie, pobudza się ciekawość, szukasz tego, co przeoczyłeś, lepiej poznajesz proces i ingerujesz ponownie, skuteczniej. Jeśli trzeba - tworzysz nową technikę z powietrza, dostosowaną do klienta. Poznanie działania systemu wymaga większej dawki teorii, niż podejście techniczne - przy czym i tutaj każdy element teorii jest natychmiast praktycznie sprawdzany i szlifowany.
Jeśli chodzi o ekologie - ponieważ patrzysz na proces i na cały system, dużo łatwiej jest Ci zwracać też uwagę na aspekt ogólnej ekologii, ponieważ stanowi on nieodłączny element procesu.
Główna wada tego podejścia - jest trudniejsze do bezpośredniego wyjaśnienia niż podejście techniczne ORAZ jest praktycznie nie do zbadania przy użyciu obecnej metodologii naukowej. Nauka która pracuje na wynikach statystycznych nie radzi sobie z podejściem płynnych definicji oraz ciągłego zmieniania metod - a nawet samej ich struktury - w zależności od potrzeb klienta.
Podejście zdecydowanie zorientowane na proces, główną ideą jest tutaj poznawanie procesów dziejących się w drugiej osobie, a nawet zabawa z procesem.
Wnioski i Nauka
Jak już pisałem, nawet nie próbuję ukrywać, które podejście do nauki preferuję w tym momencie - choć zaczynałem, jak wiele osób, od podejścia technicznego, podejście procesowe daje nieskończenie większą swobodę, jest też bardzo wyraźnie preferowane m.in. przez samego Bandlera, który często w nagraniach zwraca uwagę na ten aspekt pracy i nauki NLPowca.
Jednocześnie, jestem świadomy jak łatwo jest, zwłaszcza na początku nauki, wpaść w 'kolekcjonowanie technik' i podejście techniczne. Dlatego dla każdego kto zaczyna się uczyć, albo już się uczy i chce przejść bardziej w stronę procesową, kilka rad:
- Traktuj każdą opisaną technikę jako wskazówkę n.t. działania systemu. Za każdym razem pytaj się kilka razy 'co tam działa w tle?', znajduj różne odpowiedzi i testuj je bezpośrednio, odkrywając procesy które kryją się za techniką?
- Bądź zawsze ciekawy i baw się. Zamiast 'o, fobia, to robimy dysocjacje' sprawdź podejście 'o, fobia. ciekawe jak to działa i co się stanie jak zrobię coś takiego?' - jednocześnie pamiętając o tym, żeby zawsze być w stanie zostawić drugą osobę lepszą niż ją zastałeś.
- Nie przyjmuj modeli za pewniki - nawet jeśli faktycznie działają. Zawsze szukaj czegoś więcej i czegoś innego.
- Gdy już coś umiesz -korzystaj z innych rzeczy. Osobiście uwielbiam Core Transformation i z doświadczenia jestem tą technologią w stanie załatwić masę rzeczy u różnych ludzi. I właśnie z tego powodu od pewnego czasu prawie nie robie Core na coachingach. Po to, żebym, gdybym kiedyś trafił na kogoś na którego Core nie będzie miało rezultatów, być w stanie pracować z perspektywy zupełnie innych podejść
- Miej dużo zainteresowań, ucz się z każdego i łącz to co umiesz - zarówno z różnych technik pracy z umysłem, jak i z zupełnie zewnętrznych perspektyw. Masę pomysłów odnośnie pracy z umysłem uzyskałem z nauki pracy z ciałem, masażu, itp. Liczne umiejętności odnośnie pracy z ciałem poznałem dzięki temu, co wiedziałem o pracy umysłu.
Im więcej wiesz, tym więcej możliwych masz kombinacji. Korzystaj z tego.
- I przede wszystkim - BAW SIĘ. Jeśli to nie jest zabawa, to znaczy że coś robisz nie tak. Zacznij się naprawdę bawić :)
Pozdrawiam,
Artur Król
ChangeMakers
www.krolartur.com
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Od dosyć wczesnego etapu mojej nauki NLP, jednym z częściej powtarzanych sformułowań które napotykam w dyskusjach jest "nie patrz na techniki, techniki są wisienką na torcie". Jednocześnie, w wielu rozmowach na forach internetowych i w spotkaniach osobistych spotykam się z podejściem skoncentrowanym na technikach NLP, z 'technikami na fobie, na pewność siebie, czy na jednoręczne żonglowanie 5 żywymi ośmiornicami i jednym na wpół ugotowanym krabem pustelnikiem'.
Udział w grudniowym spotkaniu Grupy Trenerskiej i dyskusje które miały podczas niej miejsce dały mi pewien punkt widzenia, którego efektem jest ten tekst - opisujący dwa główne podejścia do nauki NLP (a tak naprawdę, większości kwestii - podobne strategie można dostrzec chociażby przy nauce PUA). Gdy będę je opisywał - pamiętaj że jest to moja mapa i że w ramach tej mapy zdecydowanie preferuje podejście procesowe. Być może podejście techniczne ma jakieś dodatkowe zalety, których nie potrafię w tym momencie dostrzec - jeśli masz uwagi na ten temat, liczę na to, że się nimi podzielisz.
Podejście Techniczne
Łatwo jest spojrzeć na NLP jako na zbiór narzędzi - jest ich tak dużo, że naprawdę łatwo rozpisać sobie w głowie, że NLP to kotwice, metamodel, model miltona i np. submodalności, oraz kilka innych drobnych technik - i tyle.
Jest to łatwe, wygodne, szalenie proste poznawczo i dające złudzenie kompetencji i łatwości ich osiągania. 'No, to umiem już kotwiczyć (lewym paluchem pod prawym uchem i tylko tak, ale nieważne), znam submodalności (rozmiar, jasność i głośność, w sumie wystarczy, prawda?), teraz opanuje jeszcze jakiś model i już będę 'dobrym NLPerem'
Jeśli przy podejściu technicznym pojawiają się jakieś zasady - przyjmuje się je na blachę 'tak jest i koniec' - bo zasady stanowią element techniki, a techniki działają - więc i zasady muszą działać.
Jeśli przy podejściu technicznym uczymy się techniki - to działa ona tak samo dla każdego (wszystkie fobie zdejmuje sie podwójna dysocjacja - zwłaszcza fobię przed wyobrażaniem sobie samego siebie), ponieważ mówimy o technikach 'na coś'. Jeśli techniki nie działają, łatwo o frustracje - bo działały tak pięknie, więc czemu teraz nie działają na tą osobę?
W podejściu technicznym techniki stanowią wszystko. Ponieważ istotna jest tylko praktyka, to istotne są wyłącznie znane techniki i ilość znanych technik - i to wynoszone techniki stanowią największą wartość przy nauce. Im więcej technik, im bardziej popisowe, szybkie i skuteczne - tym lepiej.
Podejście techniczne jest, generalnie, bardzo skupione na celu. Mamy cel, mamy narzędzia do osiągnięcia celu, działamy.
Jeśli chodzi o ekologię, jest różnie. Przede wszystkim, pracując technicznie i technikami, łatwo zgubić to, co dokładnie robi się w głowie drugiej osoby i stracić z oczu system w którym ona działa. Oprócz tego, ponieważ podejście techniczne wymaga bardziej przedmiotowego spojrzenia na sytuacje z którą się pracuje, łatwiej stracić też odpowiednie podejście do osoby z którą pracujemy.
Słowem, niezłe podejście do pracy z samochodami. Gorzej z ludźmi.
Po drugiej stronie skali (bo pamiętajmy, że nie jest to układ zero-jedynkowy, tylko ciągłość, różni ludzie podchodzą mniej lub bardziej technicznie, mniej lub bardziej procesowo) mamy
Podejście Procesowe
W podejściu procesowym, szukasz tego, co dzieje się w danej sytuacji - w wypadku NLP, tego co dzieje się w danej osobie, w wypadku Behavioriks czy Social Dynamics tego, co dzieje się w danej sytuacji grupowej, w wypadku PUA tego co dzieje się w wypadku danego podrywu.
Nie filtrujesz z perspektywy pojedynczego faktu, tylko z całości procesu który się dzieje.
Jest to podejście trudniejsze do opanowania, trudniejsze do przyjęcia - ale długofalowo dające nieskończenie większą elastyczność i skuteczność.
Techniki w tym podejściu są tylko czymś, co tworzy się w danym momencie, na potrzeby zmodyfikowania zachodzącego procesu. 'Tradycyjne' techniki są jedynie uproszczeniami, przykładami tego jak można zastosować w praktyce proces. Wszelkie 'zasady' są jedynie wskazówkami - w każdej sytuacji indywidualnie kalibrujesz zachodzący proces.
Każda poznana technika działa inaczej dla każdej osoby. Generalizacja mówi nam, że ZWYKLE zadziała w określony sposób, ale zawsze to Ty kalibrujesz i Ty szukasz - możesz wręcz pobawić się (pamiętając cały czas o ekologii i zostawiania osoby lepszej niż była)
Jeśli technika nie działa - świetnie, pobudza się ciekawość, szukasz tego, co przeoczyłeś, lepiej poznajesz proces i ingerujesz ponownie, skuteczniej. Jeśli trzeba - tworzysz nową technikę z powietrza, dostosowaną do klienta. Poznanie działania systemu wymaga większej dawki teorii, niż podejście techniczne - przy czym i tutaj każdy element teorii jest natychmiast praktycznie sprawdzany i szlifowany.
Jeśli chodzi o ekologie - ponieważ patrzysz na proces i na cały system, dużo łatwiej jest Ci zwracać też uwagę na aspekt ogólnej ekologii, ponieważ stanowi on nieodłączny element procesu.
Główna wada tego podejścia - jest trudniejsze do bezpośredniego wyjaśnienia niż podejście techniczne ORAZ jest praktycznie nie do zbadania przy użyciu obecnej metodologii naukowej. Nauka która pracuje na wynikach statystycznych nie radzi sobie z podejściem płynnych definicji oraz ciągłego zmieniania metod - a nawet samej ich struktury - w zależności od potrzeb klienta.
Podejście zdecydowanie zorientowane na proces, główną ideą jest tutaj poznawanie procesów dziejących się w drugiej osobie, a nawet zabawa z procesem.
Wnioski i Nauka
Jak już pisałem, nawet nie próbuję ukrywać, które podejście do nauki preferuję w tym momencie - choć zaczynałem, jak wiele osób, od podejścia technicznego, podejście procesowe daje nieskończenie większą swobodę, jest też bardzo wyraźnie preferowane m.in. przez samego Bandlera, który często w nagraniach zwraca uwagę na ten aspekt pracy i nauki NLPowca.
Jednocześnie, jestem świadomy jak łatwo jest, zwłaszcza na początku nauki, wpaść w 'kolekcjonowanie technik' i podejście techniczne. Dlatego dla każdego kto zaczyna się uczyć, albo już się uczy i chce przejść bardziej w stronę procesową, kilka rad:
- Traktuj każdą opisaną technikę jako wskazówkę n.t. działania systemu. Za każdym razem pytaj się kilka razy 'co tam działa w tle?', znajduj różne odpowiedzi i testuj je bezpośrednio, odkrywając procesy które kryją się za techniką?
- Bądź zawsze ciekawy i baw się. Zamiast 'o, fobia, to robimy dysocjacje' sprawdź podejście 'o, fobia. ciekawe jak to działa i co się stanie jak zrobię coś takiego?' - jednocześnie pamiętając o tym, żeby zawsze być w stanie zostawić drugą osobę lepszą niż ją zastałeś.
- Nie przyjmuj modeli za pewniki - nawet jeśli faktycznie działają. Zawsze szukaj czegoś więcej i czegoś innego.
- Gdy już coś umiesz -korzystaj z innych rzeczy. Osobiście uwielbiam Core Transformation i z doświadczenia jestem tą technologią w stanie załatwić masę rzeczy u różnych ludzi. I właśnie z tego powodu od pewnego czasu prawie nie robie Core na coachingach. Po to, żebym, gdybym kiedyś trafił na kogoś na którego Core nie będzie miało rezultatów, być w stanie pracować z perspektywy zupełnie innych podejść
- Miej dużo zainteresowań, ucz się z każdego i łącz to co umiesz - zarówno z różnych technik pracy z umysłem, jak i z zupełnie zewnętrznych perspektyw. Masę pomysłów odnośnie pracy z umysłem uzyskałem z nauki pracy z ciałem, masażu, itp. Liczne umiejętności odnośnie pracy z ciałem poznałem dzięki temu, co wiedziałem o pracy umysłu.
Im więcej wiesz, tym więcej możliwych masz kombinacji. Korzystaj z tego.
- I przede wszystkim - BAW SIĘ. Jeśli to nie jest zabawa, to znaczy że coś robisz nie tak. Zacznij się naprawdę bawić :)
Pozdrawiam,
Artur Król
ChangeMakers
www.krolartur.com
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
środa, 9 lipca 2008
Syndrom „Sekretu”
Wydaje się, że ostatnio nie sposób wejść na jakiekolwiek forum poświęcone rozwojowi osobistemu, żeby nie trafić na pytanie „Czy znacie już Sekret?”. Coraz trudniej jest też trafić na pytanie o określoną kwestię do rozwiązania, gdy ktoś nie pyta „A próbowałeś już Sekretu?”. Co charakterystyczne, owi zwolennicy Sekretu to bardzo często osoby, które same skorzystały z tego narzędzia w kilku drobnych sprawach i dopiero zaczynają swoją przygodę z rozwojem osobistym – być może właśnie dzięki zetknięciu z filmem lub książką „Sekret”. Po drodze wpadli oni jednak w pułapkę, którą określiłem jako Syndrom „Sekretu” - wiarę w jedno, super-uniwersalne narzędzie na wszystkie bolączki świata.
Nie twierdzę tutaj, że „Sekret” nie działa lub nie istnieje. Choć w mojej prywatnej opinii jest on zbytnim uproszczeniem pewnych kwestii – podobny proces jak najbardziej ma miejsce. Istotne jest jednak coś innego – ludzkie wygodnictwo w łapaniu jednej łopatki i twierdzenia, że ta jedna łopatka pozwoli zrobić wszystko - zbudować zamek z piasku, wykopać dół, zmontować kanalizację w kuchni i zoperować wątrobę babci. A to tylko łopatka, jedno z wielu narzędzi – może się przydać do zamku i dołu, ale do kanalizacji przyda się już zestaw kluczy francuskich – o babci nie wspominając.
Oczywiście zachowanie to nie dotyczy wyłącznie „Sekretu” - po prostu jego popularność czyni go w tej kwestii wyraźnym jego przejawem. Sądzę jednak, że każdy obszar rozwoju osobistego przeżywał lub przeżywa podobne sytuacje – ludzi którzy z miejsca uznają, że NLP, hipnoza, huna, magia chaosu, dana szkoła uwodzenia czy „potęga podświadomości” są jedynym, złotym rozwiązaniem na wszystko – po czym ignorują wszystko inne w swoim skupieniu nad danym obszarem – tym samym zubożając zarówno siebie, jak i swoje wykorzystanie tego obszaru, który mógłby dużo skorzystać z innych szkół. W przypadku rzeczonego „Sekretu” - jak mogłyby go wspomóc skuteczniejsze wizualizacje nauczane w NLP czy Buddyzmie, albo ładowanie energią praktykowane w modlitwach huny?
Rozwijaj się na wielu różnych poziomach – ciało, umysł, duchowość, to wszystko rozwija się równolegle. Gdyby nie zmieniało się w podobnym tempie, skutki uboczne mogłyby być bardzo groźne – intelektualiści odcięci od ludzi, ludzie uduchowieni popadający w szaleństwo, sportowcy którzy po zakończeniu kariery nie widzą sensu życia – to wszystko efekty nierównomiernego rozwoju. Pamiętaj o tym i dbaj o wszystkie poziomy życia, tworząc zdrową równowagę między ciałem, umysłami, emocjami i duchowością – a najłatwiej to uczynić właśnie poznając jak najwięcej nowych rzeczy.
Cały urok „jednej, wspaniałej metody” polega na tym, że działa ona na wszystko... Aż do czasu gdy trafisz na taką rzecz, na którą nie działa. Wtedy, jeśli „jedyna” metoda była faktycznie jedyną metodą, stajesz przed problemem i koniecznością natychmiastowej improwizacji dla jego pokonania – czyli przed zagrożeniem, przed którym doskonale chroni uprzednia, elastyczna nauka wielu ścieżek i wielu metod działania. Dodatkowo pojawia się jeszcze jedno wyzwanie – znając jedną metodę, możesz automatycznie starać się dopasować sytuację do jej potrzeb, zamiast faktycznie przyjrzeć się sytuacji i dostępnym w niej możliwościom.
Podobną sytuację przeżyłem w początkach mojej kariery jako coacha, kiedy pracując z pewną dziewczyną mającą fobie na pobieranie krwi od początku „wiedziałem” co „należy” zrobić, jakie metody „należy” wykorzystać w takiej sytuacji - i w efekcie osiągałem bardzo niewielką zmianę w jej podejściu do widoku krwi. Po czym w końcu przestałem „wiedzieć” co robić i zacząłem pytać – w ciągu pięciu minut powiedziała mi dokładnie co mam zrobić, po kolejnych pięciu minutach było już po fobii. Było to możliwe tylko dlatego, że przestałem zwracać uwagę na metody i zasady które „znałem” - i zacząłem słuchać tego co dał mi klient. W każdej zmianie – niezależnie od tego czy stosujesz „Sekret”, NLP, podświadomość czy psychoterapię – koniec końców sprawdza się prosta zasada – 98% obserwowania sytuacji i 2% działania, po dobraniu odpowiednich narzędzi i znalezieniu dobrej ścieżki.. Koniec końców wystarczy po prostu słuchać – świat dokładnie opowie Ci co masz do zrobienia.
Na koniec, dla wszystkich nowych fanów „Sekretu”, NLP, hipnozy czy dowolnej innej ścieżki zmiany:
To wspaniale, że odkryłeś nową działkę rozwoju i zmiany. Korzystaj z niej, zwłaszcza gdy widzisz wyraźne rezultaty. A jednocześnie – zawsze szukaj dalej. Bierz kolejne możliwe szkoły i poznawaj je, łącząc swoją wiedzę, dostrzegając jak jeden obszar wspiera inny. Właśnie takie poszukiwanie elastyczności w działaniu jako coach i trener i wspomagania jednego narzędzia przez inne sprawiły, że w ciągu ostatnich dwóch lat odbyłem kilkadziesiąt różnych treningów (więcej n.t. szkoleń które odbyłem znajdziesz na http://www.krolartur.com/o_mnie/ ) - ponieważ byłem świadomy tego, że jakiekolwiek zamknięcie się w obrębie tego 'co już wiem', nawet przy szlifowaniu i rozwijaniu tej wiedzy, byłoby ograniczaniem moich możliwości – o szans moich klientów na zmianę swoich zachowań. Ty trafiłeś na jedno przydatne narzędzie – wykorzystuj je – a jednocześnie daj sobie wolność i możliwość rozwijania swoich umiejętności i kompetencji na większej ilości poziomów, niż tylko odnośnie tej jednej rzeczy, niezależnie od tego jak byłaby ona użyteczna.
Pozdrawiam,
Artur Król
ChangeMakers
www.krolartur.com
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspieraniem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Nie twierdzę tutaj, że „Sekret” nie działa lub nie istnieje. Choć w mojej prywatnej opinii jest on zbytnim uproszczeniem pewnych kwestii – podobny proces jak najbardziej ma miejsce. Istotne jest jednak coś innego – ludzkie wygodnictwo w łapaniu jednej łopatki i twierdzenia, że ta jedna łopatka pozwoli zrobić wszystko - zbudować zamek z piasku, wykopać dół, zmontować kanalizację w kuchni i zoperować wątrobę babci. A to tylko łopatka, jedno z wielu narzędzi – może się przydać do zamku i dołu, ale do kanalizacji przyda się już zestaw kluczy francuskich – o babci nie wspominając.
Oczywiście zachowanie to nie dotyczy wyłącznie „Sekretu” - po prostu jego popularność czyni go w tej kwestii wyraźnym jego przejawem. Sądzę jednak, że każdy obszar rozwoju osobistego przeżywał lub przeżywa podobne sytuacje – ludzi którzy z miejsca uznają, że NLP, hipnoza, huna, magia chaosu, dana szkoła uwodzenia czy „potęga podświadomości” są jedynym, złotym rozwiązaniem na wszystko – po czym ignorują wszystko inne w swoim skupieniu nad danym obszarem – tym samym zubożając zarówno siebie, jak i swoje wykorzystanie tego obszaru, który mógłby dużo skorzystać z innych szkół. W przypadku rzeczonego „Sekretu” - jak mogłyby go wspomóc skuteczniejsze wizualizacje nauczane w NLP czy Buddyzmie, albo ładowanie energią praktykowane w modlitwach huny?
Rozwijaj się na wielu różnych poziomach – ciało, umysł, duchowość, to wszystko rozwija się równolegle. Gdyby nie zmieniało się w podobnym tempie, skutki uboczne mogłyby być bardzo groźne – intelektualiści odcięci od ludzi, ludzie uduchowieni popadający w szaleństwo, sportowcy którzy po zakończeniu kariery nie widzą sensu życia – to wszystko efekty nierównomiernego rozwoju. Pamiętaj o tym i dbaj o wszystkie poziomy życia, tworząc zdrową równowagę między ciałem, umysłami, emocjami i duchowością – a najłatwiej to uczynić właśnie poznając jak najwięcej nowych rzeczy.
Cały urok „jednej, wspaniałej metody” polega na tym, że działa ona na wszystko... Aż do czasu gdy trafisz na taką rzecz, na którą nie działa. Wtedy, jeśli „jedyna” metoda była faktycznie jedyną metodą, stajesz przed problemem i koniecznością natychmiastowej improwizacji dla jego pokonania – czyli przed zagrożeniem, przed którym doskonale chroni uprzednia, elastyczna nauka wielu ścieżek i wielu metod działania. Dodatkowo pojawia się jeszcze jedno wyzwanie – znając jedną metodę, możesz automatycznie starać się dopasować sytuację do jej potrzeb, zamiast faktycznie przyjrzeć się sytuacji i dostępnym w niej możliwościom.
Podobną sytuację przeżyłem w początkach mojej kariery jako coacha, kiedy pracując z pewną dziewczyną mającą fobie na pobieranie krwi od początku „wiedziałem” co „należy” zrobić, jakie metody „należy” wykorzystać w takiej sytuacji - i w efekcie osiągałem bardzo niewielką zmianę w jej podejściu do widoku krwi. Po czym w końcu przestałem „wiedzieć” co robić i zacząłem pytać – w ciągu pięciu minut powiedziała mi dokładnie co mam zrobić, po kolejnych pięciu minutach było już po fobii. Było to możliwe tylko dlatego, że przestałem zwracać uwagę na metody i zasady które „znałem” - i zacząłem słuchać tego co dał mi klient. W każdej zmianie – niezależnie od tego czy stosujesz „Sekret”, NLP, podświadomość czy psychoterapię – koniec końców sprawdza się prosta zasada – 98% obserwowania sytuacji i 2% działania, po dobraniu odpowiednich narzędzi i znalezieniu dobrej ścieżki.. Koniec końców wystarczy po prostu słuchać – świat dokładnie opowie Ci co masz do zrobienia.
Na koniec, dla wszystkich nowych fanów „Sekretu”, NLP, hipnozy czy dowolnej innej ścieżki zmiany:
To wspaniale, że odkryłeś nową działkę rozwoju i zmiany. Korzystaj z niej, zwłaszcza gdy widzisz wyraźne rezultaty. A jednocześnie – zawsze szukaj dalej. Bierz kolejne możliwe szkoły i poznawaj je, łącząc swoją wiedzę, dostrzegając jak jeden obszar wspiera inny. Właśnie takie poszukiwanie elastyczności w działaniu jako coach i trener i wspomagania jednego narzędzia przez inne sprawiły, że w ciągu ostatnich dwóch lat odbyłem kilkadziesiąt różnych treningów (więcej n.t. szkoleń które odbyłem znajdziesz na http://www.krolartur.com/o_mnie/ ) - ponieważ byłem świadomy tego, że jakiekolwiek zamknięcie się w obrębie tego 'co już wiem', nawet przy szlifowaniu i rozwijaniu tej wiedzy, byłoby ograniczaniem moich możliwości – o szans moich klientów na zmianę swoich zachowań. Ty trafiłeś na jedno przydatne narzędzie – wykorzystuj je – a jednocześnie daj sobie wolność i możliwość rozwijania swoich umiejętności i kompetencji na większej ilości poziomów, niż tylko odnośnie tej jednej rzeczy, niezależnie od tego jak byłaby ona użyteczna.
Pozdrawiam,
Artur Król
ChangeMakers
www.krolartur.com
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspieraniem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
"Sekret",
"The Secret",
nauka,
rozwój osobisty,
sekret,
sukces
Subskrybuj:
Posty (Atom)