Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2008

Szczepionka na stres

Wydawałoby się, że relaks to nic prostszego. Dlaczego więc mamy takie problemy z naturalnym odprężeniem się?
Może dlatego, że pokutuje w nas piętno zasłużenia na odpoczynek, albo dlatego że rzadko widzieliśmy naszych rodziców podczas zabawy, a może dlatego, że ciągle przekładamy to na później… Każdy z nas wie najlepiej dlaczego nie relaksuje się zgodnie ze swoimi potrzebami, choć zapewne nieczęsto się nad tym zastanawia. Traktujemy się dość mechanicznie, wymagamy od siebie ciągłej pracy. Wracamy z pracy i bierzemy się do pracy, w głowie dalej mamy pracę. Ciągłe zmartwienia siedzą nam nie tylko w głowie, leżą na wątrobie, blokują nasze serce i naszą radość. Ile jeszcze wytrzymasz?

W dawnych czasach człowiek reagował na stres w dwojaki sposób: walczył albo uciekał. Bez względu na to, którą opcję wybierał – mianownik był wspólny: mięśnie pracowały. Teraz strach ogarnia nasz umysł tak samo jak przed wiekami, tylko reakcja jest zgoła inna. Toczymy boje na słowa, najczęściej na siedząco. Co z tego, kiedy pamięć komórkowa powoduje, że nasze mięśnie w reakcjach stresogennych napinają się jak Neandertalczykowi. Napinają się i tak już nam zostaje. napięcie mięśni nie ustępuje, bo zamiast uderzyć pięścią, lub wziąć nogi za pas uśmiechamy się, żeby nie stracić twarzy. Tracimy za to coś znacznie cenniejszego, nasze zdrowie. Nie znajdując innego ujścia, energia walki obraca się przeciwko nam samym. Przybiera różną formę: od bezsenności, poprzez syndrom jelita drażliwego, na zawale serca skończywszy. Autoagresja jest formą wyładowania napięcia do wewnątrz. Karzemy siebie za grzeczność. Depresja też jest nagrodą za grzeczność.
W życiu, nad wyraz często spotykamy się z sytuacjami stresogennymi. Od problemów bytowych, nawału pracy w firmie, poprzez problemy z najbliższymi, na zwykłych codziennych kłopotach skończywszy.

Co robimy z emocjami, które nas dopadają? Najczęściej nic. Nic, oznacza, że nasz stres został skumulowany w ciele. Nasze ciało nie zapomina. W przeciwieństwie do nas. A każdego dnia dochodzą nowe napięcia. Ponieważ nie dajemy mu przerwy, organizm jest w permanentnym stanie gotowości bojowej, ciągle napięty. Nawet, kiedy śpimy nie potrafimy zregenerować naszych sił w pełni. Pomiary napięć podczas snu pokazują, że jeśli położymy się spać w stanie napięcia, podczas snu napięcie to zmniejszy się tylko nieznacznie.

Skumulowane napięcie prowadzi do niebezpiecznego wyniszczenia organizmu, szczególnie, jeśli stan ten utrzymuje się przez lata. Nierozładowany stres, nieumiejętność relaksu może skutkować szeregiem dolegliwości a nawet chorób. Wśród nich najczęstsze to: bezsenność, choroby serca, alergie, astma, napady lęku, depresja, migrena, owrzodzenie żołądka, bóle mięsni, załamania nerwowe, cukrzyca, choroby wirusowe, wysypka, bóle krzyża, rozwolnienie, zgaga, nieżyt jelit, trudności z trawieniem, nowotwory, artretyzm.

Poniżej znajdziecie przegląd technik relaksacji, które mogą wzbogacić nasze własne, sprawdzone metody. Warto wypróbować wszystkie sposoby i sprawdzić, które najbardziej pomagają, z którymi czujemy się najlepiej i do nas przemawiają.

1. Najprostszą formą relaksacji jest ruch. To jest to, co naszym mięśniom i umysłowi potrzebne jest najbardziej. Ruch jest dobry w każdej postaci. Najlepiej takiej, która jest odpowiednia dla naszego wieku, naszych predyspozycji i chęci.

2. Masaż i inne formy pracy z ciałem, np. technika Aleksandra, metoda Feldenkreisa, polarity, kinezjologia, refleksoterapia, masaże Ma-Uri czy Lomi-Lomi.
Masaż to forma relaksacji, która mnie z relaksem kojarzy się najbardziej. Szczególnie, że w tym przypadku nie muszę nic robić. I to jest duży atut tej metody!

3. Trening autogenny Schultza opracowany został przez niemieckiego lekarza i terapeutę, w oparciu o techniki jogi.
Trening ten polega na monotonnym, stosunkowo długim powtarzaniu sobie sugestii dotyczących części naszego ciała. Na początek, możemy skupić się na swoich ramionach, albo rękach i monotonnie powtarzać przez kilka minut sugestię:

"Rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę, rozluźniam prawą rękę...
Moja prawa ręka staje sie ciężka, prawa ręka staje sie ciężka...
Coraz cięższa, coraz cięższa...
Moja prawa ręka jest bardzo ciężka, moja prawa ręka jest bardzo ciężka...
Odczuwam ciężar powstający w prawej ręce".

Następnie zaprzestajemy mówienia i przez moment wczuwamy się w odczucia płynące z tego rejonu ciała. Tą samą procedurę stosujemy w odniesieniu do innych części ciała. Za każdym razem po wypowiedzeniu sugestii pozostajemy przez moment w ciszy wsłuchując się w nasze ciało.

Uwaga: zdania wypowiadamy w myślach lub na głos. Możemy też słuchać kaset z nagranymi sugestiami.

4. Relaksacja Jacobsona
Inną, bardzo popularną metodą relaksacyjną jest tzw. "trening Jacobsona".
Polega on na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu poszczególnych partii (grup mięśni) swojego ciała. Zazwyczaj zaczyna się od napinania prawej, a potem lewej nogi, następnie prawej, potem lewej ręki, z kolei mięśni brzucha, mięśni pleców, ramion i szyi i na końcu twarzy.
Każdy rejon ciała najczęściej napina się 2-3 razy. Po każdym napięciu (ok. 5 sekund) należy całkowicie rozluźnić ten obszar ciała i wczuwać się w stan rozluźnienia. Ćwiczący powinien odczuć różnicę, jaka pojawia się w odczuciach płynących z ciała, gdy mięśnie były napięte oraz gdy są rozluźnione.

Poniżej przykładowe ćwiczenia wg metody Jacobsona:
• Zaciśnij obie pięści - zwróć uwagę na napięcie dłoni i przedramion - rozluźnij się.
• Wzrusz ramionami, podnieś je jak najwyżej - zwróć uwagę na napięcie barków - rozluźnij się.
• Zmarszcz czoło - zwróć uwagę na napięcie czoła i okolicy oczu - rozluźnij się.
• Zaciśnij powieki - odnotuj napięcie - rozluźnij mięśnie z lekko przymkniętymi oczami.
• Zaciśnij zęby - odnotuj napięcie w jamie ustnej i szczęce - odpocznij.
• Weź głęboki oddech i zatrzymaj powietrze - odnotuj napięcie klatki piersiowej i pleców - odpocznij.
• Wciągnij brzuch, staraj się docisnąć go do kręgosłupa - odnotuj uczucie napięcia brzucha - rozluźnij się, oddychaj regularnie.
• Napnij pośladki tak, aby się na nich lekko podnieść - zauważ napięcie - odpocznij.
• Ściągnij uda wyprostowując nogi - zauważ napięcie - odpocznij.
• Skieruj palce u nóg do góry, ku twarzy - odnotuj napięcie stóp i łydek - odpocznij.

5. Muzykoterapia. Relaksacja dźwiękiem.
Włączamy jakąś spokojną muzykę, która nam odpowiada, kładziemy się lub rozkładamy wygodnie na fotelu, i przez około 20 minut jedynie wsłuchujemy w kojące dźwięki. Nie myślimy o niczym. Zmartwienia na chwilę odkładamy na bok. Można zamknąć oczy lub patrzeć na jakiś obrazek, z którym mamy przyjemne skojarzenia, przyglądać się cieniom, patrzeć na horyzont, na korony drzew.. Generalnie lepiej patrzeć na przedmioty położone dalej niż bliżej, wyżej niż niżej. Dzięki temu organ wzroku szybciej się odpręża. Najlepszym sposobem odprężenia jest wsłuchiwanie się w muzykę z zamkniętymi oczami. Zamknięte oczy dają nam lepszy kontakt z naszym ciałem, z emocjami. Obserwacja dźwięków wycisza wewnętrzne emocje, daje dystans do nich, stwarza przestrzeń, robi miejsce na światło, które łagodnie wpływa do naszej duszy.

6. Praktyka relaksacji poprzez oddech

• Najprostszy sposób świadomego oddychania jest następujący:
Obserwujemy każdy swój wdech i wydech. Oddychamy przez nos, albo wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami. Obserwujemy nasz oddech oraz nadchodzące wyobrażenia, myśli, uczucia – nie walcz z nimi, nie próbuj usunąć ich ze świadomości, pozwól im płynąć jak strumień. Przypatruj się tym wewnętrznym doznaniom z pozycji „świadka”

• Dobrym sposobem pogłębiania relaksacji przez oddech jest skupianie się na oddechu z jednoczesnym powtarzaniem w myślach słowa klucza. Przy wdechu mówimy lub myślimy wybrane słowo, np. zdrowie, spokój, szczęście, wolność a przy wydechu np. napięcie, strach, opór, blokada. Niektórym łatwiej jest liczyć oddechy - od jednego do dziesięciu i od nowa (liczymy tylko wydechy). Ja lubię przy wdechu powtarzać słowo „przypływ” a przy wydechu „odpływ”.
Słowo klucz może być dowolne. Chodzi o to, aby dać zajęcie naszemu umysłowi, aby odpoczął od rutynowych problemów i też zajął się pracą z oddechem.

• Podczas wdechu otwieramy się na odczucie, że pobieramy tlen i nową, ożywczą energię życia, która zasila nasze ciało, czakry i aurę. Możemy wyobrażać sobie, że wdychamy jasne światło, które jest kwintesencją miłości, dobra, obfitości, akceptacji i spokoju. Jest pełnią. Podczas wydechu wyobrażamy sobie, że wydychamy z siebie cały zużyty dwutlenek węgla, starą zużytą i niepotrzebną energię, wszystkie napięcia, zmęczenie, stres zmartwienia. Możemy wyobrażać sobie, że wydychamy starą energię w postaci szarego dymu.

• Dobrze jest stosując relaksację oddechem uruchomić oddychanie przeponą. O ile dla mężczyzn oddychanie „z brzucha” jest naturalne, kobiety oddychają klatką piersiową, co przy naszym płytkim oddechu kończy się oddechem szczytami płuc. Jesteśmy permanentnie niedotlenione. Skutkuje to gorszą pracą wszystkich organów, z mózgiem włącznie.

• Technika rodem z Indii: wdychamy powietrze przez jedną dziurkę nosa, zamykając palcem drugie skrzydełko nosa, wydychamy drugą dziurką od nosa, zamykając skrzydełko pierwszej. I tak 10 razy, po czym zmiana.

• Oddech połączony: oddychamy spokojnie, głęboko nie robiąc przerwy pomiędzy wdechem a wydechem. Staramy się utrzymać płynność powietrza przepływającego przez nasze ciało. Niech płynie bez zatrzymywania.

7. Medytacja transcendentalna
Usiądź na krześle lub małej poduszce, tak by twoje plecy były proste. Dłonie oprzyj na górnej części ud. Skup uwagę na oddechu: obserwuj, jak powietrze napełnia i opuszcza twoje ciało. Dzięki wyprostowanej pozycji oddech schodzi głęboko, aż do brzucha. Podczas wdechu najpierw powinny unosić się przepona oraz brzuch, dopiero później klatka piersiowa.
Wciągając powietrze, wolno powtarzaj w myśli sylabę OM, wydychając sylabę AH. Wdech powinien być krótszy niż wydech. Po wydechu zrób małą przerwę i powtórz w myśli sylabę HUM.
Postaraj się znaleźć swój naturalny rytm, by wdechy, wydechy, przerwy i powtarzane sylaby stworzyły coś w rodzaju harmonijnego tańca. Oddychaj świadomie, ale swobodnie, bez napięcia.
Jeśli zaczną pojawiać się w twojej głowie myśli, nie walcz z nimi. Ale też nie poświęcaj im uwagi. Po prostu obserwuj je jak płynące po niebie chmury. I wracaj do oddechu. Na początku pojawiające się myśli będą krążyć wokół spraw codziennych - głodu, zmęczenia, kłopotów w pracy, planów urlopowych. Z czasem mogą stać się głębsze i bardziej osobiste. Znoś je spokojnie i wracaj do oddechu i recytacji.
Zacznij od 5 minut i wydłużaj trening do pół godziny.

8. Wizualizacja jest świetnym sposobem relaksacji.
Polega na świadomym wywołaniu w naszym umyśle pozytywnego obrazu. W sprzedaży dostępne są wizualizacje prowadzone, nagrane na kasetach lub płytach CD. Możesz stworzyć własną wizualizację, w otoczeniu przyrody, które jest ci najbliższe, w którym czujesz się najlepiej.
Oto najprostsza i najszerzej dostępna wizualizacja: wystarczy zamknąć oczy i pomyśleć o czymś przyjemnym, jeśli lubimy morze - o tym, że jesteśmy nad morzem.

Poniżej przykładowa wizualizacja morza.
• Usiądź spokojnie i rozluźnij się. Weź kilka spokojnych oddechów, wdychając przez nos i wydychając powietrze głośno przez usta. Zrób 5 takich oddechów.

• Oczy zamknięte. Wyobraź sobie, że znajdujesz się na plaży. Czujesz pod stopami ciepły piasek, na sobie ciepło promieni słonecznych. Otacza cię cisza. Słychać tylko odgłos morskich fal. Panuje absolutny spokój.

• Ciepła morska fala dotyka twych stóp, obmywa je. Twoje stopy rozluźniają się. Wyobraź sobie, że fala morska obmywa twe stopy kilkakrotnie.

• Po chwili, ciepła fala morska powraca i obmywa całe twoje nogi. Pod jej cudownym dotykiem, nogi stają się lekkie i zrelaksowane.

• Powtórz tę scenkę, wyobrażając sobie kolejno pozostałe części twojego ciała obmywane przez morskie fale: uda, biodra, brzuch, tułów, dłonie, ręce, szyję, twarz, głowę i na końcu całe twoje ciało.

• Kiedy już jesteś całkowicie rozluźniony, zobacz siebie na plaży, leżącego na piasku i poczuj na sobie dotyk ciepłych promieni słonecznych, które przekazują twemu ciału, oczyszczonemu przez morskie fale, ogromną energię i siłę.

• Kiedy już osiągnąłeś stan spokoju i totalnej błogości, postaraj się wyciszyć myśli. Jeżeli pojawia się jakaś myśl, nie walcz z nią, pozwól jej przepłynąć nie zatrzymując jej. Pozostań w tego rodzaju swoistej pustce jak najdłużej.

• Na koniec, zrób ponownie 5 wolnych i głębokich oddechów, otwórz powoli oczy i delikatnie porusz się, tak jakbyś wychodził z dobroczynnego snu.

9. Aromatoterapia.
Dlaczego ta prosta metoda relaksacji jest tak skuteczna? M.in. dlatego, że zmysł powonienia ma bardzo silny związek z tą częścią mózgu, która odpowiada za emocje. Zastosowanie olejków zapachowych pomaga nie tylko w nawiązaniu kontaktu z naszym oddechem, ale także w przekształceniu emocji destrukcyjnych w pozytywne. Jak zatem możemy w najprostszy sposób przeprowadzić taką relaksację zapachami?
Wietrzymy dokładnie pomieszczenie przez 2-3 minuty. Następnie zamykamy okno i zapalamy świeczkę w kominku zapachowym. Do kominka nalewamy wody i wkraplamy olejek zapachowy (próbuj eksperymentować z mieszaniem kilku różnych zapachów).

Możesz włączyć jakąś przyjemną muzykę relaksacyjną, czy nagranie odgłosów przyrody. Usiądź wygodnie lub połóż się. Na chwilę wyłącz wszystkie myśli i jedynie koncentruj się na zapachu łagodnie wpływającym do twych płuc i obserwuj jak zmieniają się twoje emocje.

10. Medytacje OSHO
Osho przełamał dogmat statycznych medytacji. Pokazał, jak wiele innych działań poza nieruchomym siedzeniem w ściśle określonej pozycji może być medytacją.

Poniżej kilka wybranych medytacji:
o Medytacja tańca.
Tańcz. W jakikolwiek sposób. Niech twoje ciało porusza się tak jak chce. Nie kieruj swoim ciałem, lecz pozwól mu kierować tobą. Zatrać się w tańcu. Po 15 minutach znieruchomiej w pozycji stojącej lub siedzącej. Zamknij oczy i obserwuj wszystko, co się dzieje tak wewnątrz, jak i na zewnątrz ciała.

o Medytacja palacza.
Za każdym razem, kiedy bierzesz do ręki paczkę papierosów, rób to bardzo powoli. Przyglądaj się ruchowi dłoni, nie spiesz się. Bądź w pełni czujny, świadomy, uważny. Potem wyjmij papierosa z paczki, ale nie tak jak zawsze, nieświadomie, w pośpiechu, mechanicznie, tylko z pełną świadomością tego co robisz. Postukaj papierosem o kartonik opakowania, bardzo uważnie. Posłuchaj dźwięku, jaki on wydaje, tak jak buddyści zen słuchają odgłosów samowara i gotującej się herbaty… i czują jej zapach. Powąchaj papierosa. Włóż papierosa do ust z pełną świadomością. Zapal go. Ciesz się każdym, nawet najdrobniejszym swoim ruchem. Podziel czynność palenia na szereg drobnych czynności, tak abyś stawał się coraz bardziej świadomy procesu palenia. Potem zaciągnij się dymem po raz pierwszy. Wypełnij płuca dymem jak najgłębiej. Rozluźnij się. W taki sposób, bardzo wolno wypal całego papierosa.

o Medytacja śmiechu.
Rano po przebudzeniu się, a przed otwarciem oczu przeciągnij się jak kot, rozciągnij każdy mięsień swojego ciała. Po 3-4 minutach, wciąż z zamkniętymi oczami zacznij się śmiać i medytuj w ten sposób ok. 5 minut. Na początku śmiech będzie trochę wymuszony, ale z czasem stanie się gromki i szczery. Dojście do szczerego śmiechu może zająć nawet kilka dni. Dzieje się tak dlatego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do śmiania się bez powodu. W pewnym momencie jednak, doświadczenie nieuwarunkowanego śmiechu przyjdzie spontanicznie i zmieni jakość przeżywanego dnia.
Czy zauważyłeś, że kiedy śmiejesz się z całego serca, przez kilka chwil znajdujesz się w głębokim stanie medytacyjnym? Kiedy się śmiejemy myślenie zanika. Nie można bowiem śmiać się i myśleć jednocześnie. Jeśli naprawdę się śmiejesz przestajesz myśleć. Taniec i śmiech są najbardziej naturalnymi, najłatwiej dostępnymi wrotami do medytacji.

Pamiętajmy też o tym, że relaksacja jest pewną umiejętnością – trzeba się jej nauczyć. Na początku ćwiczenia mogą wydać nam się dziwne i śmieszne. I to też jest dobre. Każdy powód do śmiechu jest dobry. Dopóki potrafimy się śmiać sami z siebie, nie jest jeszcze tak źle z nami.
Jeśli jednak żaden z powyższych sposobów relaksacji nie przypadł ci do gustu, zawsze pozostają te najprostsze i stosowane od wieków, pod każdą szerokością geograficzną

11. Patrzenie w płomień świecy czy w ogień siedząc przy ognisku lub przed kominkiem
12. Głaskanie zwierzaka
13. Przytulenie się do drzewa (najlepiej brzozy)
14. Śmiech w każdej postaci.

Jak widać jest całe spektrum sposobów relaksacji. Pozytywów płynących z regularnej relaksacji jest jeszcze więcej.

Korzyści płynące z relaksacji to m.in.:
• natychmiastowa poprawa nastroju
• redukcja stresu, przywrócenie spokoju wewnętrznego
• zwiększenie wydolności fizycznej
• zmniejszenie nadciśnienia i poprawa pracy serca
• lepsza praca układu trawiennego i wegetatywnego
• działanie profilaktyczne przeciw wrzodom i kłopotom trawiennym
• zmniejszenie nerwowości
• poprawa funkcjonowanie pamięci
• zdrowy długi sen
• rozwój wyobraźni, kreatywności
• wzmocnienie zaufania do siebie, wiara w swoje możliwości i poczucie bezpieczeństwa

Poprzez odprężenie mięśni zaoszczędzamy energię, którą tracimy będąc w stanie permanentnego napięcia. Mając więcej energii, rośnie nasz apetyt na życie i chęć do działania! Relaksacja przynosi nam stan wewnętrznej harmonii, akceptacji życia i radosnego oczekiwania. Dzięki temu emanujemy na innych spokojem, życzliwością i miłością. A świat odwdzięcza się nam tym samym.

Podarujmy więc sobie czas na relaks, coś więcej niż tylko chwilę dla siebie.


Beata Markowska
http://solaris-rozwojosobisty.pl/

--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl

Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl

sobota, 19 lipca 2008

Sposoby na doła

Jak sobie radzić z momentami kryzysu?
Oto kilka sprawdzonych sposobów. Są to krótkie ćwiczenia, których zadaniem jest natychmiastowa zmiana energii, umożliwienie ci przejścia ze stanu beznadziei do stanu akceptacji i spokoju. Reszta zadzieje się sama. Nie trzeba wiele. Zmiana twojego nastawienia mentalnego, wibracji czy nastroju przyniesie automatycznie pożądany efekt.
Z doświadczenia jednak wiem, że porzucenie targającego tobą zwątpienia na rzecz radości i humoru nie jest łatwe. Dużo prościej jest zrobić to w drugą stronę.
Kiedy łapiesz doła, całe twoje jestestwo pikuje w dół. Pikuje, bo tak chce. Czasem nawet polecenie wydane naszemu wewnętrznemu pilotowi o wyprowadzeniu maszyny na prostą nie przynosi skutku. Instrumenty się zacięły. A więc co robić?
Zapewne sam(a) wiesz najlepiej. Czy pozwolić sobie na wypłakanie się, wykrzyczenie, rozwalenie czegoś – każdy z nas ma swoje sposoby.

Poniżej jest parę porad do zastosowania w sytuacjach beznadziejnych, kiedy to dotychczasowy arsenał pomysłów nie działa.
Zawsze warto wzbogacać swój repertuar. I nawet, jeśli uznasz niektóre pomysły za głupie, śmieszne, naiwne, to pamiętaj, że tak reaguje twoje Ego. Lubi bojkotować, zaprzeczać i pławić się w samounicestwieniu. Nie daj się skusić. Czasem warto zrobić coś głupiego. Niczym nie ryzykujesz. A wiele możesz zyskać.

Ćwiczenie pierwsze:
Powtarzaj słowa miłości, wszystkie, jakie ci przychodzą do głowy: miłość, kocham, czułość, ciepło, przestrzeń, wolność, światło, pokój, błogostan, dobroć, spontaniczność, morze, intuicja, relaks, radość, śmiech, mama, ognisko, przytulenie…
Już samo wypowiadanie słów, które mają określoną wibrację przynosi pozytywny efekt. Spróbuj tego na sucho. Czytając ten tekst. Sam(a) zobaczysz, że mimowolnie zaczynasz się uśmiechać. Mięśnie się rozluźniają, a ty czujesz się bardziej spokojny i trochę bardziej szczęśliwy.
Podczas "reanimacji", powtarzaj słowa miłości tak długo, aż nastąpi reakcja w ciele. To może być śmiech, płacz, agresja, złość. To może być wszystko. Pozwól sobie na bycie ze sobą w tej chwili. A co ważniejsze, na bycie SOBĄ. Pozwól sobie na każde uczucie, które do ciebie przyjdzie. I bądź w nim.
Pamiętaj, że jest to tylko reanimacja. Teraz trzeba się wziąć za leczenie pacjenta :)

Ćwiczenie drugie:
Nie rób nic. Oddychaj. Głęboko. Pobądź z emocjami, które cię targają. Staraj się je ponazywać. Skoncentruj się na nich. Niech twój umysł ma zajęcie. Przyjrzyj się swoim emocjom. Może uda ci się je spersonifikować, nadać im jakąś formę. Może będzie to jędza skrzecząca nad uchem, albo dziad, który okłada cię laską po głowie. Im głupsze skojarzenia, tym lepsze. Porozmawiaj ze swoimi emocjami. Dowiedz się, dlaczego właśnie dziś zaatakowały cię tak silnie… dlaczego to zdarzenie jest dla nich tak ważne. Możesz z nimi dyskutować, spierać się, a nawet zaprzyjaźnić.

Ćwiczenie trzecie:
Poniżej zestaw tematów. Pomyśl o jednym z nich. Zatrzymaj określoną myśl w sobie. Rozwiń ją. Skoncentruj się tylko na tym. Zatop się w rozważaniach. Uruchom swoją pamięć i wyobraźnię. Pomyśl:

a) O czymś, co cię w życiu uszczęśliwia (jeśli jest to facet, który cię porzucił, przejdź do podpunktu b)

b) Co cię cieszy, przynosi ci radość, daje zadowolenie i spokój?

c) W co wierzysz?

d) Kogo kochasz?

e) Z czego jesteś dumna?

f) Co chcesz osiągnąć (jeśli twoje marzenie właśnie legło w gruzach, patrz punkt b)

g) Za co jesteś wdzięczna życiu?

Ćwiczenie czwarte:
Stań lub usiądź przed lustrem i powtarzaj patrząc sobie w oczy: „Kocham cię”.
Powtarzaj tak długo, aż poczujesz się dobrze.

Proste ćwiczenie, prawda? Podczas ćwiczenia obserwuj siebie. Dawaj sobie w tym ćwiczeniu jak najwięcej miłości. I bez przerwy powtarzaj: „Kocham cię”.

Ostrzegam, że wbrew pozorom ćwiczenie jest jednym z bardziej radykalnych i wcale nie łatwych do przeprowadzenia. Niech cię nie zmyli jego prostota. Uważaj też na podszepty twojego Ego, który może uznać gadanie do lustra za infantylne. To tylko próba.
Nie każdy ma wystarczająco dużo odwagi, żeby zaryzykować spojrzenie w oczy i wyznanie miłości samemu sobie. A przecież się kochasz. Więc jak to jest?
Jedno jest pewne. W tej próbie niczego nie tracisz.

Ćwiczenie piąte:
Zrób sobie gorącą kąpiel. Zapal świece, dodaj jakiś zapach, włącz ulubioną muzykę.
Albo weź prysznic i wyobrażaj sobie, że cały smutek, żal, złość, frustracja, niemoc, gniew, agresja, wszystkie złe emocje spływają z ciebie wraz ze strugami wody.
Jest to niezwykle oczyszczające ćwiczenie. W każdym aspekcie :)

Ćwiczenie szóste:
Czujesz, że łapie cię dół? Już chwyta cię za kostkę? Wyjdź z domu. Natychmiast. Gdziekolwiek. Najlepiej na łono natury. Ale może być basen, kino, cokolwiek.
Najlepiej pobądź sam ze sobą. Ale jeśli masz przyjaciela, który cię wesprze – skorzystaj ze wsparcia.
Ważne jest byś opuścił miejsce, w którym czujesz się źle, byś zmienił przestrzeń. Wraz ze zmianą otoczenia, zmienia się nasze wnętrze.
Porzuć zasady, pozwól sobie na bycie nierozsądnym, bezradnym, samotnym, szalonym. Wyjdź z domu. Sam wiesz najlepiej, gdzie powinieneś teraz pójść.
A potem wróć. I zacznij wszystko od nowa.

Ćwiczenie siódme:
Weź do ręki książkę. To może być twoja ulubiona książka, książka pełna mądrych myśli albo jakakolwiek inna (unikaj jednak wydań encyklopedycznych). Myśląc o problemie – otwórz ją na dowolnej stronie i przeczytaj. Z reguły znajdujemy tam jakąś wskazówkę, słowa wsparcia, poradę, lub zupełnie inne spojrzenie na czarną dziurę, w jaką wrzucił nas los.
Porady książkowe stosuję od dawna i zawsze ta metoda dla mnie działa 100procentowo. Patent ów sprzedała mi dawno temu znajoma mojej mamy. Będąc w odwiedzinach u rodziny na wsi znalazła się w koszmarnej sytuacji. Potrzebowała szybkiej porady. A że czasy to były, gdzie telefonów na wsiach nie było, a komórek jeszcze nie wynaleziono, przeto zaczęła szukać jakiejś książki, żeby ta do niej przemówiła. Okazało się, że wszystkie książki zostały zużyte na podpałkę do pieca. W domu nie było ani skrawka pisma drukowanego. Ankę ogarnęła czarna rozpacz. Ale kto szuka, ten znajdzie. Anka znalazła. Jej matka na targu kupiła jaja. Każde jajo opakowane było w gazetę, żeby w transporcie nie zostało uszkodzone.
I tak oto fragmenty gazet posłużyły za odpowiedź od Boga. Anka mówi, że do tej pory pamięta fragment z rozpakowanego jajka. Zmienił jej życie.

Ćwiczenie ósme:
Wyobraź sobie, że to twój ostatni dzień życia. Co byś tego dnia zrobiła? A czego byś na pewno nie robiła. Czy twoja lista priorytetów wygląda tak samo jak 5 minut temu? Jakie miejsce w ostatnim dniu twego życia zajmuje problem? Skup się na tym, co w tym dniu jest dla ciebie najważniejsze i kto jest najważniejszy. Jeśli chcesz komuś powiedzieć, jak jest ci bliski – zrób to.
To ćwiczenie działa w każdej sytuacji. Jest jak panaceum na wszelkie zło. Można stosować bez wyraźnej przyczyny i bez powodu.

Post Scriptum
Każde z powyższych ćwiczeń ma za zadanie wytrącić cię z marazmu, w jakim się znalazłeś. Pozwolić ci zobaczyć światełko w tunelu. Jednak pamiętaj także o tym, że czasem trzeba sięgnąć dna żeby móc się od niego odbić.
Jeśli czujesz, że to jest twój sposób, pozwól sobie na ból, płacz i krzyk.
Czasem trzeba uwolnić wielkie emocje, żeby wielkie siły stworzenia mogły zostać uruchomione w twoim życiu.

Beata Markowska
http://www.personaldevelopmentcentre.eu

--
http://www.personaldevelopmentcentre.eu/warsztaty.html


Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl

sobota, 7 czerwca 2008

O strefie komfortu i innych czynnikach sukcesu

CENA SUKCESU
Sukces przychodzi jednym łatwiej innym trudniej, ale wszyscy, którzy sięgnęli po sukces musieli w swoim czasie wyjść poza swoją strefę komfortu. Może nie do końca afiszowali się z tym przed światem, ale jeszcze nikt nie zrobił kariery taplając się w ciepłym bagienku. To jest cena sukcesu. Jak jest ona wysoka zależy tylko od ciebie. To czy będziesz trząsł portkami, czy potraktujesz wyzwanie jako immanentną część projektu i przejdziesz nad nim do porządku rzeczy zależy przede wszystkim od tego czy w przeszłości rodzina wspierała twoje samodzielne próby poznawania świata. Jeśli tak, to pewnie wychodzenie ze strefy komfortu nie jest dla ciebie przełomem. Wszędzie czujesz się bezpiecznie. Co więcej, dreszczyk emocji działa na ciebie stymulująco. Natomiast, jeśli jako dziecko często słyszałeś krzyki rodziców, żywiono cię nakazami i zakazami, krytykowano – spodziewaj się, że nie będzie łatwo. Na pociechę dodam, że im trudniej coś osiągnąć, tym wartość dokonań większa. W momencie podjęcia decyzji o wyjściu poza swój bezpieczny świat, musisz zrobić jeszcze jedną rzecz: zaakceptować swój strach. Strach ten automatycznie budzi się w nas, kiedy zdamy sobie sprawę z faktu, że za chwilę opuścimy nasze komfortowe podwórko. I tu jest pies pogrzebany. Pracujemy nad strefą komfortu przez lata. Wszyscy chcemy się czuć kochani, szanowani.. A tu nagle nasz emocjonalny dorobek trzeba porzucić i wkroczyć na wielce niepewny teren. Niewielu się na to zdobywa. Jednak marzenia czasem są silniejsze niż nasze przywiązanie do wygody i zdobytej pozycji społecznej.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o wyjściu ze sfery komfortu wydawało mi się, że to nic prostszego. „Wielkie mi halo, zrobić coś, czego wcześniej nie robiłam. I o tym pani pisze pracę? Że niby to jakieś wyzwanie? Koń by się uśmiał”
.Ale co to naprawdę oznacza, proszę konia? Ano, że wystawiamy się na niezbyt przyjemne sytuacje. Wkraczając w nieznane sobie rewiry możemy narazić się na śmieszność, odrzucenie, krytykę i parę innych dramatycznych przeżyć, począwszy od niemiłej obsługi pani w okienku a na wyśmianiu projektu przez potencjalnego inwestora skończywszy. Różne sytuacje, różnie przez nas samych odbierane. Łączy je wspólny mianownik: nasze kiepskie samopoczucie. Jeśli pomimo krzywego spojrzenia pani urzędniczki, pomimo utraty głównego sponsora – idziemy dalej, to znak, że utrzymujemy stały kurs na sukces. I nieważne jest, co myślą inni, ani jak oni postąpiliby w tej sytuacji. Ważne jest, co jest w naszej głowie i jak oceniamy dany ruch. Jeśli wydaje nam się, że zrobiliśmy milowy krok, to nie ma co do tego żadnych wątpliwości – ZROBILIŚMY GO. Tutaj my jesteśmy najwyższą instancją oceniającą. Świat się może przyglądać i przyklasnąć lub nie, ale my wiemy najlepiej ile nas to kosztowało. PORAŻKA TO CZĘŚĆ SUKCESU
Gorzej, że pierwszy krok to nie wszystko. Już nawet małe dzieci wiedzą, że po pierwszym kroku trzeba zrobić następny inaczej się upada. No właśnie. W takim razie może chwilę o upadku. Co się dzieje, kiedy nieprzygotowani wychodzimy ze strefy komfortu? Częstokroć upadamy na duchu. Przeraża nas to, że sprawy nie dzieją się po naszej myśli, że tam nie jest tak miło jak tutaj, że wszystko jest takie nieznane. Dlatego wracamy do znanej rzeczywistości, nawet jeśli jest to rzeczywistość niekoniecznie lubiana. Jest i pozytywny akspekt tego zjawiska. Otóż nasze powroty są wpisane w scenariusz. Tak jak dziecko musi się kilka razy przewrócić, tak my musimy potrenować wychodzenie i wracanie do naszej sfery komfortu. Ważne, żebyśmy mieli do czego wracać. Dobrze jest sobie poeksperymentować, żeby przekonać się, że upadki nie kosztują nas życie. Dlatego jest prośba: nie palcie od razu za sobą mostów! Dajcie sobie prawo do pomyłek, do testowania różnych opcji i testowania siebie. Pamiętajcie, że tworzycie się na nowo. Nie wiecie jak się zachowacie w określonej sytuacji. Jeszcze w niej nie byliście. Na razie tylko wam się wydaje, że wiecie jak się zachowacie. Rzeczywistość może was przerosnąć. Ale może też pozytywnie zaskoczyć. Ważnym jest żeby dać sobie prawo do porażki. Małe sprostowanie: przyznanie sobie prawa do porażki to zgoła inne nastawienie od rozpoczynania wędrówki bez wiary w sukces. Wiara w sukces jest niezbędna. Bez niej nie ruszycie z miejsca. To punkt wyjścia i najwierniejszy towarzysz naszej podróży.
Zróbmy sobie małą przerwę i zobaczmy, co wzięliśmy w podróż do sukcesu. W naszych bagażach na chwilę obecną mamy: wyjście poza strefę komfortu, prawo do porażki, wiarę w sukces. PLAN OPTYMISTYCZNY, REALISTYCZNY CZY WSTECZNY?
Czas wspomnieć o czymś, co dla mnie jest wyjątkowo niekomfortowe: konsekwencja. Ilekroć czytam, że powinnam być konsekwentna w tym co robię aż się jeżę cała pod skórą. A jednak ta konsekwencja jest niezbędna. Staram się o niej zbytnio nie myśleć. Mam swoją wizję celu i tylko jej poświęcam uwagę, na niej się koncentruję. Co jakiś czas zatrzymuję się i patrzę wstecz. Dopiero wtedy widzę, że przeszłam kawał drogi. Jestem bliższa mojemu celu, a więc przyznaję sobie nagrodę za konsekwencję. Jedną z prostszych technik na osiąganie wielkich celów jest metoda małych kroków. Od razu nasuwa mi się analogia rodem z bajek o walecznym rycerzu. Nasz bohater zabił smoka. Pokonał własny strach. Wyszedł ze swojej strefę komfortu i co? Nagroda? Tak, tylko gdzie? Na wieży! Królewna przecież zamknięta w wieży. A miało być tak pięknie. Wydawało się, że skoro smok zabity to cel osiągnięty. A tu dopiero się trzeba narobić. Im ładniejsza królewna tym w wyższej wieży ją zamykali. I tutaj ani hart ducha, ani wielka odwaga nie pomogą. Trzeba mozolnie wspinać się po schodach. A widok na nasz cel jest taki jak wąskiej klatce schodowej: ciemno, szaro, końca nie widać. Prawda, że mało atrakcyjny? Całe szczęście, że mamy wyobraźnię. Oczami duszy można zobaczyć ten wspaniały widok, który ukaże się naszym oczom fizycznym po wejściu na szczyt i otwarciu komnaty.
Przygotujmy się do tej wspinaczki odpowiednio. Przede wszystkim napiszmy plan. Będzie to nasze pierwsze zderzenie z rzeczywistością, ale jednocześnie oswajanie demona wysokiej wieży. Jeśli w punktach napiszemy konkretnie, co robimy i kiedy, wtedy nasz cel nabierze znamion realności. I oto tu chodzi.
Sprytnym pomysłem jest pisanie planu wstecz. Zastanów się, kiedy chciałbyś, żeby twój plan się zrealizował. A potem przemyśl, ile czasu zajmie ci pokonywanie poszczególnych etapów dojścia do celu. Staraj się podchodzić do tematu realistycznie. Pamiętaj, że nie zawsze będziesz entuzjastycznie nastawiony, że masz jeszcze inne zadania, czasem chciałbyś odpocząć, czasem ci się nie będzie chciało, a czasem wydarzy się coś niespodziewanego. Zostaw sobie margines błędu przy przygotowywaniu harmonogramu. Osobiście mam zwyczaj pisania 2 planów. Jeden to plan optymistyczny a drugi realistyczny (unikam określenia „pesymistyczny”, choć właśnie o to tutaj chodzi). Optymistyczny, to plan który zakłada że będę w formie, że wszystko się ułoży. Plan optymistyczny tak naprawdę jest planem wymagającym ode mnie sporych poświęceń i nakładu pracy. No, ale przy jego pisaniu jestem tak naładowana dobrą energią i tak pełna chęci zmian, że wierzę że przeniosę góry. I czasem tak się dzieje! Plan optymistyczny jest moim podstawowym planem. Dopiero kiedy zdaję sobie sprawę, że w ludzkiej mocy nie jest jego realizacja a ja nie jestem herosem, wyciągam z szuflady plan B, czyli plan realistyczny. Wtedy z przyjemnością konstatuję, że nie jest tak źle. Jednak gdybym od razu założyła sobie bezpieczne terminy przewidując, że z tym czy tamtym sobie nie poradzę, to tak stałoby się na pewno. Wymagając od siebie więcej i osiągam więcej. Wiem na ile mnie stać. Lubię wyzwania. Dlatego nie lubię sobie dawać forów. To jak wysoko mierzymy jest sprawą indywidualną. Teraz stawiam sobie ambitne cele, ale zaczynałam od drobiazgów. Nie deprecjonujmy swoich umiejętności tylko dlatego, że w pierwszych miesiącach działania naszego projektu nie wymyśliliśmy od razu lekarstwa na raka.
UŚCISK DŁONI PREZESA Mamy już przygotowany plan i właściwie moglibyśmy się zabrać do realizacji. Jednak ostrzegam, że bez tego elementu będzie nam o wiele trudniej w dalszej drodze. A jest nim…? Nagroda! Niezmiernie ważny element zdobywania skarbu. Nagradzanie się za poszczególne etapy, za małe zwycięstwa, za każdy mały krok. Otwarcie przyznam, że dla mnie było to zawsze największym wyzwaniem. Co tam pokonać smoka. Już macham szabelką. Co tam wspiąć się po setkach stopni wieży... nie pierwsza to moja wieża, nie pierwsza królewna. Ale nagradzać się za pokonanie pierwszego stopnia?! Toż to rozpusta. Poznać tu rękę rodzicielską, która rzadko chwaliła. Teraz ja dla siebie mało hojna jestem. Zawsze wydawało mi się, że nagrodą będzie samo osiągnięcie celu. Teraz jestem mądrzejsza. Wiem, że moja podświadomość nienagradzana na lotnych premiach może się zbuntować. Nie będzie chciała kooperować, co więcej może sabotować moje działania. W naszym interesie jest nagradzać siebie ile się da, za wszystko. Wiem, że to trudne zadanie, ale trzeba się przełamać. Czy wiesz już, co dasz sobie w prezencie, kiedy po raz pierwszy usłyszysz, że pomysł jest beznadziejny lub że nie da się tego zrobić tak jak chcesz? Tak, tak. To nie pomyłka, nagradzać siebie za przyjęcie porażki na klatę i nie porzucenie swego marzenia, nie odstawienia go do teczki spraw nierealnych - to wbrew pozorom spore wyzwanie. Mamy wtedy tendencje do nadmiernego krytykowania siebie. Nie dość, że świat nam dał popalić, my jeszcze sobie dokładamy. To jedno z naszych uwarunkować społecznych. Jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do krytyki niż do pochwał. Czas to zmienić, jeśli ci sukces miły! Nie oznacza to, że nie możesz sobie dać prawa do chwili upadku, doła, małego załamania, roztkliwiania się nad sobą, płaczu, złości, agresji. Wszystkie chwyty dozwolone. Bylebyś tylko potem wstał, strzepał z siebie pył bitewny i wrócił do realizacji swojego planu. Wyciągnij wniosek z tego co się zdarzyło. Może zastanowisz się nad nową strategią postępowania? Może zdecydujesz, że jeszcze nie czas trąbić głośno o pomyśle zanim nabierze realnego kształtu? A może zechcesz zweryfikować jego kształt? Wszystko jest możliwe, bo tylko krowa nie zmienia poglądów. I koniecznie daj sobie nagrodę! Trzeba o tym pamiętać. Nie musi to być od razu samochód. Nagrodą może być coś małego, drobiazg, który zwrócił twoją uwagę, masaż, wyjście do kina, chwila relaksu, spacer, wyjazd w góry lub inne ulubione miejsce. A może po prostu spojrzenie w gwiazdy i obdarzenie siebie wewnętrznym uśmiechem. Sam będziesz wiedział najlepiej co sprawi ci w danej chwili przyjemność. Im częściej będziesz się nagradzał, tym bardziej ochoczo twoja podświadomość będzie podejmowała ryzykowne wyzwania. Tym chętniej będzie sprzyjać ci w realizacji twoich celów. Dzięki temu następnym razem, kiedy coś się nie powiedzie zgodnie z twoim planem, uśmiechniesz się w duchu do siebie. Teraz już wiesz, że w wyprawie po złote runo zdarzają się niespodzianki. Wiesz to z własnego doświadczenia, bo to nie pierwsza twoja wyprawa. Nie takie smoki już pokonywałeś i nie takie księżniczki zdobywałeś!
-- http://www.personaldevelopmentcentre.eu/WARSZTATY.html
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Beata Markowska