Każdy z nas na pewno zna słynne równanie Einsteina: E=mc2. W każdej szkole na tym świecie znajduje się ono w programie zajęć z fizyki. Zwykle towarzyszą mu zadania i związane z podróżami kosmicznymi, prędkością światła, sławnym przykładem bliźniaków starzejących się w innym tempie...
A jak sądzicie, w ilu szkołach można usłyszeć o tym, jaki wpływ odkrycia Einsteina mają na nasz rozwój osobisty? Na rozumienie tego, kim jesteśmy my ludzie?
Założę się o jogurt, że w Polsce nie spotkamy takiej szkoły. Na zachodzie Europy i w USA/Kanadzie być może już takie są.
Co więcej, sądzę, że niektórzy z Was czytając ten wstęp zadają sobie pytanie: a mają te odkrycia w ogóle jakiś wpływ? Co ma wspólnego jedno z drugim?
Cofnijmy się, zatem najpierw w czasie.
Zanim Einstein zaprezentował swoją teorię względności, nasz świat był opisywany poprzez zasady fizyki Newtona. Opierają się one na założeniu, że zawartość tego świata składa się z ciał stałych, którymi rządzi prawo grawitacji. Nawet wtedy, kiedy w 19-tym wieku zasady Newtona zostały rozszerzone na obszar atomów, wciąż fundamentalnym twierdzeniem było to, że elektrony czy protony są najmniejszym komponentem materii, jej cząstką elementarną.
Einstein w gruncie rzeczy postawił wszystko na głowie. Udowodnił bowiem, że te najmniejsze cząstki nie są tak naprawdę cząstkami, czyli czymś stałym, trwałym i niezmieniającym się, ale nieustannie wibrującą energią, która objawia się jako coś stałego, jako coś materialnego.
Jeżeli popatrzylibyśmy przez mikroskop na "wnętrze" drewna lub metalu zauważylibyśmy ze zdziwieniem, że:
1. większość zawartości tych ciał stałych stanowi pustka. Przestrzenie pomiędzy "cząstkami" są niewspółmiernie ogromne w stosunku do "miejsca", które zajmują te cząstki.
2. "cząstki" znajdują się w nieustannym ruchu. Nieustannie wibrują. Nic nie jest tak naprawdę stałe. Nic nie jest nieruchome, niezmienne i "trwałe" w takim rozumieniu jak nasze potoczne rozumienie solidności stołu zrobionego z dobrego drewna.
Innymi słowy nic nie jest takie, jakim się wydaje być. Wszystko wibruje.Wszystko jest energią lub właściwie lepiej byłoby powiedzieć: energia jest wszystkim.
To samo dotyczy naszego ciała. Czy wiecie, że w ciągu doby ludzkie ciało wymienia ok. 2.5 kg komórek? Czy w związku z tym zdajemy sobie sprawę, że każdego poranka budzimy się jako nowi ludzie? Czyż to nie jest niesamowite?
Czyż to nie jest niesamowite, że my ludzie, na najniższym poziomie jesteśmy dokładnie tym samym, czym są drzewa, powietrze, jakakolwiek forma istnienia na tym świecie?
Jeżeli energia jest wszystkim, to są nią również nasze myśli. Nasza modlitwa jest energią. Nasza zazdrość jest energią. Nasza miłość też nią jest.
A ponieważ na najniższym poziomie wszystko wibruje i nieustannie się zmienia, to również wszystko wpływa na siebie nawzajem. Posługując się językiem fizyków można powiedzieć, że żyjemy w jednej wielkiej "zupie" energii. Rozważania, czy ta energia jako całość jest świadoma pozostawię na inną okazję.
Na pewno nie raz spotkała(e)ś człowieka, który emanował złą energią. Nie lubimy przebywać w gronie takich osób, osób które narzekają, są zgorzkniałe, smutne bądź agresywne. Zapadamy się wtedy w sobie. Wycofujemy. Nasz poziom energii spada.
I odwrotnie. Udział w dobrym szkoleniu, rozmowa z mądrą osobą, osobą emanującą ciepłem - dodaje nam sił. Czyż termin "emanować" nie jest pojęciem z dziedziny energii właśnie :-)
Dlatego też przede wszystkim uważajmy na nasze własne myśli. Wpływają przede wszystkim na nas i na nasze samopoczucie. Podnoszą lub obniżają naszą wibrację. W dosłownym fizycznym rozumieniu.
Szukajmy też takich miejsc i ludzi, gdzie czujemy wysoki poziom dobrej energii.
Ja mam takie swoje miejsce niedaleko Krakowa. Kiedy czuję się wyczerpany lub spięty, wsiadam na rower i jadę do jednej z podkrakowskich dolinek. Tam, na jednej ze skałek, w zacisznym zagajniku, jakoś dziwnie zawsze dochodzę do siebie...
Pozdrawiam Serdecznie
--
Ryszard Skarbek
Autor Bloga Tańcząc z Życiem
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 sierpnia 2008
wtorek, 12 sierpnia 2008
Czy życie jest trudne?
Życie to "niejebajka" - mawiała pewna bliska mi Osoba i co? I kurna tak też się Jej dzieje. Tak też to wygląda i tak też i mi wypadało by patrzeć na świat, życie i całe to zamieszanie, tylko, że jakoś w głowie mi się to nie mieści. Serce mnie boli i jakoś nie mam ochoty i wiem, wiem, powiecie, że to lenistwo, że uciekam i kombinuje ale jednak wydaje mi się, że w powyższym pytaniu jest zakodowana cała nasza wolność lub niewola. Czy życie jest trudne? Jeżeli powiesz, że jest, to masz przekichane, bo tak też Ci się stanie, a jeżeli powiesz, że nie? To połowa sukcesu, bo trzeba później dodać szybko do tego pytania drugą część: życie dla mnie jest szczęśliwe, czyli: i tu wstawiamy same dobre rzeczy :) Samo powiedzenie, że życie nie jest trudne to czysta dywersja w stosunku do samego siebie. Trzeba jasno określić czym życie jest i o co w nim chodzi. Czego się po nim spodziewamy. Po świecie, który nas otacza i ludziach z którymi się spotykamy na co dzień. To podstawa.
Czym życie jest dla Ciebie? Czym jest świat dla Ciebie? Czego się po nich spodziewasz? Czasem wydaje mi się, że wiem dlaczego mam uczulenie na "orkę" czyli ciężką pracę od świtu do nocy, bez czasu na autoreflekcje - bo gdy przychodzi taki czas, to się dochodzi do wniosku, że się chyba postradało zmysły. Życie jest dla mnie cudowną, wynurzającą się możliwością samorealizacji. Świat w którym żyję jest przyjazny i wspierający, pełen dobrych i kochających istot. Ten świat wznosi i prowadzi do tego by się obudzić w swej prawdziwej Tożsamości. By przypomnieć sobie Kim Jestem i po co jestem. Sama prawda o tym wystarczy do tego by żyć szczęśliwie i być pełnym. Być sobą oznacza być wolnym i światłym człowiekiem.
Spodziewam się po życiu samych najlepszych rzeczy. Samego dobra i sukcesów i to spodziewam się, że będą mi się przydarzać bez wyrzeczeń z mojej strony. Że i owszem będę się pocił zdobywając to ale będę to robił z pieśnią na ustach, z wielkim entuzjazmem i radością i tylko takiej rzeczywistości się spodziewam i tego chcę. To wybieram. Odrzucam wszelkie programy mówiące o tym, że życie to walka, że jest długie, szare i do dupy... nie! Życie jest piękne i cudowne, jest spełniającą się snem o wolności i o miłości, o braterstwie wszystkich ludzi i wszystkich istot żyjących na Ziemi i w Kosmosie.
Życie nie tylko nie jest trudne. Życie jest lekkie, łatwe i przyjemne. Jeżeli tak nie jest dla Ciebie to oznacza to tylko, że tak o nim nie myślisz. Bo nikt z góry nie zdeterminował jakim ma być Twoje życie! To Ty to zrobiłeś, zrobiłaś i to Ty je wciąż takim wybierasz! Więc dalej, śmiało, wybierz coś lepszego. Uwierz raz na zawsze w to, że to Ty kreujesz swój świat, swoje życie, swoją rzeczywistość i wybierz coś lepszego! Wybierz to, co chcesz aby było. Wybierz Prawdę i Radość. Wybierz obfitość. Proste.
Twój wybór będzie skuteczny jeśli będzie to świadomy wybór. Jeśli w pełni świadom tego jak jest i czym Ty jesteś wybierzesz to co chcesz i będziesz przekonany(a), że to Ci się stanie. Przekonanie łatwo takie nabyć jeżeli ma się już właściwe rozpoznanie prawdy, rzeczywistości. Wtedy już nie wątpisz. Wiesz, że prędzej czy później będzie ta doskonałość Twoją rzeczywistością, bo taki, taka na prawdę jesteś.
Życie jest lekkie, miłe, radosne, pełne i obfite. Świat jest konstrukcją Miłości i żyją w Nim Istoty Miłości. Wszystko zaczyna i kończy się w Miłości i jest Nią, na najgłębszym poziomie powodowane. Życie zmierza do szczęśliwej manifestacji swego Boskiego Potencjału. Teraz nadchodzi właściwy czas ku temu na naszym ziemskim planie i nie ma takiej możlwiości aby się to nie stało. Życie przejawi cały swój splendor i majestat. Piękno, urok i chwałę i my, ludzie jesteśmy ukoronowaniem tego Boskiego Planu. Tak, Ty i Ja to Zwiastuni Nowego, Pięknego Czasu.
Spodziewaj się najlepszego, najłatwiej i szybko. Bądź spokojny i harmonijny. Jesteś Czymś przepięknym i wspaniałym. Wyraź To.
Pozdrawiam
--
Drogowskaz - gdy Droga stanie się Celem...
Oridea.net - Inspiracje
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Krzysztof Kina
Czym życie jest dla Ciebie? Czym jest świat dla Ciebie? Czego się po nich spodziewasz? Czasem wydaje mi się, że wiem dlaczego mam uczulenie na "orkę" czyli ciężką pracę od świtu do nocy, bez czasu na autoreflekcje - bo gdy przychodzi taki czas, to się dochodzi do wniosku, że się chyba postradało zmysły. Życie jest dla mnie cudowną, wynurzającą się możliwością samorealizacji. Świat w którym żyję jest przyjazny i wspierający, pełen dobrych i kochających istot. Ten świat wznosi i prowadzi do tego by się obudzić w swej prawdziwej Tożsamości. By przypomnieć sobie Kim Jestem i po co jestem. Sama prawda o tym wystarczy do tego by żyć szczęśliwie i być pełnym. Być sobą oznacza być wolnym i światłym człowiekiem.
Spodziewam się po życiu samych najlepszych rzeczy. Samego dobra i sukcesów i to spodziewam się, że będą mi się przydarzać bez wyrzeczeń z mojej strony. Że i owszem będę się pocił zdobywając to ale będę to robił z pieśnią na ustach, z wielkim entuzjazmem i radością i tylko takiej rzeczywistości się spodziewam i tego chcę. To wybieram. Odrzucam wszelkie programy mówiące o tym, że życie to walka, że jest długie, szare i do dupy... nie! Życie jest piękne i cudowne, jest spełniającą się snem o wolności i o miłości, o braterstwie wszystkich ludzi i wszystkich istot żyjących na Ziemi i w Kosmosie.
Życie nie tylko nie jest trudne. Życie jest lekkie, łatwe i przyjemne. Jeżeli tak nie jest dla Ciebie to oznacza to tylko, że tak o nim nie myślisz. Bo nikt z góry nie zdeterminował jakim ma być Twoje życie! To Ty to zrobiłeś, zrobiłaś i to Ty je wciąż takim wybierasz! Więc dalej, śmiało, wybierz coś lepszego. Uwierz raz na zawsze w to, że to Ty kreujesz swój świat, swoje życie, swoją rzeczywistość i wybierz coś lepszego! Wybierz to, co chcesz aby było. Wybierz Prawdę i Radość. Wybierz obfitość. Proste.
Twój wybór będzie skuteczny jeśli będzie to świadomy wybór. Jeśli w pełni świadom tego jak jest i czym Ty jesteś wybierzesz to co chcesz i będziesz przekonany(a), że to Ci się stanie. Przekonanie łatwo takie nabyć jeżeli ma się już właściwe rozpoznanie prawdy, rzeczywistości. Wtedy już nie wątpisz. Wiesz, że prędzej czy później będzie ta doskonałość Twoją rzeczywistością, bo taki, taka na prawdę jesteś.
Życie jest lekkie, miłe, radosne, pełne i obfite. Świat jest konstrukcją Miłości i żyją w Nim Istoty Miłości. Wszystko zaczyna i kończy się w Miłości i jest Nią, na najgłębszym poziomie powodowane. Życie zmierza do szczęśliwej manifestacji swego Boskiego Potencjału. Teraz nadchodzi właściwy czas ku temu na naszym ziemskim planie i nie ma takiej możlwiości aby się to nie stało. Życie przejawi cały swój splendor i majestat. Piękno, urok i chwałę i my, ludzie jesteśmy ukoronowaniem tego Boskiego Planu. Tak, Ty i Ja to Zwiastuni Nowego, Pięknego Czasu.
Spodziewaj się najlepszego, najłatwiej i szybko. Bądź spokojny i harmonijny. Jesteś Czymś przepięknym i wspaniałym. Wyraź To.
Pozdrawiam
--
Drogowskaz - gdy Droga stanie się Celem...
Oridea.net - Inspiracje
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Krzysztof Kina
niedziela, 10 sierpnia 2008
Odkryj sekrety linii czasu, skutecznego narzędzia zmiany osobistej
Naszą osobistą historię oraz przyszłość możemy przedstawić na wizualnej linii (lub krzywej, w zależności od osoby). Najczęściej przebiega ona od tyłu (przeszłość) do przodu (przyszłość), od lewej (przeszłość) do prawej (przyszłość) lub po skosie. Im dalej do tyłu (w lewo) tym odleglejsze (starsze) wspomnienia.
W jaki sposób zlokalizować swoją linię czasu?
Najprościej, przypominając sobie (dla przeszłości) i wyobrażając sobie (dla przyszłości) codziennie powtarzane czynności, jak np. jedzenie śniadania lub mycie zębów.
Przypomnij sobie, jak dziś rano jadłeś śniadanie. Przywołaj wszystko co dotyczy tego obrazu (z kim jadłeś, gdzie, co jadłeś, co słyszałeś w tym czasie itd). Zlokalizuj ten obraz. Sprawdź gdzie się on znajduje względem Ciebie.
Następnie przypomnij sobie obraz dla wczorajszej czynności, 3 dni temu, tydzień temu, miesiąc temu, rok temu, 5 lat. Potem pomyśl jak by to było, gdybyś wykonywał tą czynność właśnie w tej chwili. Następnie, jak by to było, gdybyś robił to jutro, za 3 dni, za tydzień, za miesiąc, za rok, za 5 lat.
Teraz wystarczy obrazy połączyć linią, i otrzymujemy naszą linię czasu. Możesz ją narysować. Porównaj obrazy pod względem submodalności (parametrów).
Graficzną reprezentację linii czasu znajdziesz na stronie www.ProjektSukces.pl
Rodzaje linii czasu
Wyróżniamy dwa zasadnicze rodzaje linii czasu. Pierwszy z nich to „przez czas” (czas anglo-europejski), drugi to „w czasie” (arabski).
U osoby z typem anglo-europejskim, linie rozciągają się z jednej strony na drugą, gdzie przeszłość jest po jednej stronie a przyszłość po drugiej, jednak obie widziane wprost na przeciwko osoby (jako np. krzywa).
Osoba taka, ma linearną ideę czasu, jest punktualna i tego wymaga od innych. Wizja taka dominuje w biznesie.
U osoby z typem arabskim, linie przebiegają z tyłu do przodu, a widoczna jest tylko jedna część (najczęściej przyszłość), natomiast przeszłość jest z tyłu (można odwrócić głowę w celu jej zobaczenia). Osoba taka nie korzysta z przeszłości, trwa zazwyczaj w teraźniejszości co rzutuje na mniejszą punktualność (jest dla niej mniej ważna), pozostaje w asocjacji ze swoimi liniami czasu i prawdopodobnie w ten sposób będzie przechowywać wspomnienia.
Przykładowa technika z wykorzystaniem linii czasu:
Planowanie przyszłości na linii czasu (Time Line)
Metoda ta pozwala na skuteczne podejmowanie decyzji, wybieganie w przyszłość i sprawdzanie ich rezultatów.
Najlepiej, jeśli wykonasz je z drugą osobą która będzie Ciebie prowadzić i obserwować zmiany w fizjologii (tzw. kalibracja). Ważne, abyś jak najmocniej wczuł się w sytuację, wszedł w stany emocjonalne które ją charakteryzują.
Wykonanie ćwiczenia:
1. Znajdź decyzje do podjęcia i zapisz ją.
2. Linia czasu
Znajdź miejsce w którym będziesz mógł przejść kilka - kilkanaście kroków w linii prostej.
Wyznacz punkt początkowy i końcowy (przeszłość i przyszłość), możesz je zaznaczyć np. kładąc kartkę z napisem.
Stań na linii czasu w miejscu, gdzie wg Ciebie jest teraźniejszość, czas w którym podejmujesz decyzję.
Wyobraź sobie, że już podjąłeś decyzję. Sprawdź jak się z tym czujesz.
Powoli, małymi kroczkami zacznij przemieszczać się w stronę przyszłości aż do punktu, w którym są już wyniki/rezultaty podjętej decyzji.
3. Kalibracja, wyniki.
Sprawdź jak się czujesz, jaka jest Twoja fizjologia (najlepiej jeśli określi to druga osoba która Ciebie obserwuje), co się zmieniło. Czy podjęta decyzja była właściwa?
Jeśli było kilka alternatywnych wyborów - przejdź kilka razy, sprawdzając każdy z nich. Wybierz najlepszą (zwracaj uwagę na spójność – kinestetyka, energia, fizjologia, etc.)
Pozdrawiam i życzę aby Twoje życie zmieniało się na lepsze z każdym kolejnym dniem :)
Marcin Kijak
--
ProjektSukces.pl
Nauka-Języków.net
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
W jaki sposób zlokalizować swoją linię czasu?
Najprościej, przypominając sobie (dla przeszłości) i wyobrażając sobie (dla przyszłości) codziennie powtarzane czynności, jak np. jedzenie śniadania lub mycie zębów.
Przypomnij sobie, jak dziś rano jadłeś śniadanie. Przywołaj wszystko co dotyczy tego obrazu (z kim jadłeś, gdzie, co jadłeś, co słyszałeś w tym czasie itd). Zlokalizuj ten obraz. Sprawdź gdzie się on znajduje względem Ciebie.
Następnie przypomnij sobie obraz dla wczorajszej czynności, 3 dni temu, tydzień temu, miesiąc temu, rok temu, 5 lat. Potem pomyśl jak by to było, gdybyś wykonywał tą czynność właśnie w tej chwili. Następnie, jak by to było, gdybyś robił to jutro, za 3 dni, za tydzień, za miesiąc, za rok, za 5 lat.
Teraz wystarczy obrazy połączyć linią, i otrzymujemy naszą linię czasu. Możesz ją narysować. Porównaj obrazy pod względem submodalności (parametrów).
Graficzną reprezentację linii czasu znajdziesz na stronie www.ProjektSukces.pl
Rodzaje linii czasu
Wyróżniamy dwa zasadnicze rodzaje linii czasu. Pierwszy z nich to „przez czas” (czas anglo-europejski), drugi to „w czasie” (arabski).
U osoby z typem anglo-europejskim, linie rozciągają się z jednej strony na drugą, gdzie przeszłość jest po jednej stronie a przyszłość po drugiej, jednak obie widziane wprost na przeciwko osoby (jako np. krzywa).
Osoba taka, ma linearną ideę czasu, jest punktualna i tego wymaga od innych. Wizja taka dominuje w biznesie.
U osoby z typem arabskim, linie przebiegają z tyłu do przodu, a widoczna jest tylko jedna część (najczęściej przyszłość), natomiast przeszłość jest z tyłu (można odwrócić głowę w celu jej zobaczenia). Osoba taka nie korzysta z przeszłości, trwa zazwyczaj w teraźniejszości co rzutuje na mniejszą punktualność (jest dla niej mniej ważna), pozostaje w asocjacji ze swoimi liniami czasu i prawdopodobnie w ten sposób będzie przechowywać wspomnienia.
Przykładowa technika z wykorzystaniem linii czasu:
Planowanie przyszłości na linii czasu (Time Line)
Metoda ta pozwala na skuteczne podejmowanie decyzji, wybieganie w przyszłość i sprawdzanie ich rezultatów.
Najlepiej, jeśli wykonasz je z drugą osobą która będzie Ciebie prowadzić i obserwować zmiany w fizjologii (tzw. kalibracja). Ważne, abyś jak najmocniej wczuł się w sytuację, wszedł w stany emocjonalne które ją charakteryzują.
Wykonanie ćwiczenia:
1. Znajdź decyzje do podjęcia i zapisz ją.
2. Linia czasu
Znajdź miejsce w którym będziesz mógł przejść kilka - kilkanaście kroków w linii prostej.
Wyznacz punkt początkowy i końcowy (przeszłość i przyszłość), możesz je zaznaczyć np. kładąc kartkę z napisem.
Stań na linii czasu w miejscu, gdzie wg Ciebie jest teraźniejszość, czas w którym podejmujesz decyzję.
Wyobraź sobie, że już podjąłeś decyzję. Sprawdź jak się z tym czujesz.
Powoli, małymi kroczkami zacznij przemieszczać się w stronę przyszłości aż do punktu, w którym są już wyniki/rezultaty podjętej decyzji.
3. Kalibracja, wyniki.
Sprawdź jak się czujesz, jaka jest Twoja fizjologia (najlepiej jeśli określi to druga osoba która Ciebie obserwuje), co się zmieniło. Czy podjęta decyzja była właściwa?
Jeśli było kilka alternatywnych wyborów - przejdź kilka razy, sprawdzając każdy z nich. Wybierz najlepszą (zwracaj uwagę na spójność – kinestetyka, energia, fizjologia, etc.)
Pozdrawiam i życzę aby Twoje życie zmieniało się na lepsze z każdym kolejnym dniem :)
Marcin Kijak
--
ProjektSukces.pl
Nauka-Języków.net
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
linia czasu,
medycyna,
NLP,
przyszłość,
samochody,
sukces,
wino,
zegarki
niedziela, 3 sierpnia 2008
Szybciej, więcej, skuteczniej – czyli parę słów dla niecierpliwych
Postanowiłem napisać ten artykuł, gdyż zainspirowały mnie moje codzienne obserwacje ludzi i samego siebie. Może myślisz, że napiszę tutaj w jaki sposób osiągnąć jeszcze więcej i jeszcze szybciej dzięki jakimś sposobom. Otóż nie. Nie będzie to artykuł, który mówi o jakimś cudownym sposobie osiągnięcia miliona złotych w rok czy też sprawienia, że Twoje ciało będzie szybkie, silne i piękne i że osiągniesz to w jeden weekend. Nie.
W tym artykule raczej będę pisał o tym, że jeśli chcesz coś osiągnąć, potrzebne jest wykonanie wielu małych kroków, które prowadzą do sukcesu...
Być może widzisz wokół siebie wielu ludzi, którzy mają dużo pieniędzy, piękne ciała i bogatych znajomych. Być może również chcesz tak wyglądać, tyle zarabiać i otaczać się takimi ludźmi. Dziwisz się jednak, dlaczego jeszcze tak nie jest, skoro tyle pracujesz, dobrze się odżywiasz i chodzisz na siłownię. Twoje życie jest jednak niepełne, nie odnosisz tak dużych sukcesów, w ogóle jest jakoś tak szaro. Uważasz, że to co oni robią jest tak wielkie i wspaniałe? A może przyjrzyj się temu bardziej krytycznie.
Rozmawiając z ludźmi, zauważyłem, że mają tendencję do rozdmuchiwania jakiegoś małego sukcesu i szczycenia się tym. Nieraz jest nawet tak, że znajdują sobie kilka małych sukcesików i opowiadają o tym na okrągło wszystkim, których spotkają. Zauważ, że ludzie mają potrzebę chwalenia się. Chwalenie sprawia przecież, że inni zaczynają ich szanować, podziwiać. Sami czują się z tym bardzo dobrze.
To tylko taka nasza narodowa skłonność do narzekania sprawia, że żyjemy w przeświadczeniu, że nie warto mówić o własnych sukcesach.
Amerykanie na przykład, za to są stale „zadowoleni z siebie”. Zwrot ten ma często dość negatywny wydźwięk ale użyłem go tutaj celowo, dla podkreślenia że warto zauważać w sobie małe zalety i cieszyć się z niewielkich sukcesów. Przecież te małe na pozór osiągnięcia popychają człowieka do zdobywania czegoś większego.
Polecam Ci spróbować, jak działa takie myślenie. Możesz chociaż przez jeden dzień sprawdzić, jak to jest, gdy mówisz o swoich sukcesach, uśmiechasz się i mówisz że wszystko u Ciebie w porządku. Jak myślisz co się stanie? Spróbuj, nie masz nic do stracenia a możesz dużo zyskać.
Mogę powiedzieć Ci, że sam stosuję tą „technikę”, mam dzięki niej więcej energii do działania. Zauważyłem też, że relacje z ludźmi są o wiele ciekawsze, kiedy nastrajasz się pozytywnie. Pomaga to w nawiązywaniu pozytywnych relacji, które mogą zaowocować w przyszłości.
Jeśli codziennie osiągniesz coś małego, to po kilku miesiącach, latach będziesz mógł cieszyć się czymś większym. Jednak ten większy sukces będzie wtedy dla Ciebie czymś strasznie małym. Będzie to dobry znak, świadczący o Twoim rozwoju. Możesz wtedy pomyśleć o tym, co zrobiłeś te kilka miesięcy temu. To właśnie tamte czynności zbliżały Cię do tego sukcesu.
Pomyśl więc, co możesz zdziałać już teraz? Nie siedź bezczynnie. Zrób coś, będziesz mógł potem pomyśleć z radością, że jesteś „do przodu”.
To jak, do roboty? Życzę więc wielu małych sukcesów. Powodzenia.
--
http://twojrozwoj.blogspot.com - blog na temat szeroko pojętej komunikacji, asertywności i motywacji
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Władysław Ochojski
W tym artykule raczej będę pisał o tym, że jeśli chcesz coś osiągnąć, potrzebne jest wykonanie wielu małych kroków, które prowadzą do sukcesu...
Być może widzisz wokół siebie wielu ludzi, którzy mają dużo pieniędzy, piękne ciała i bogatych znajomych. Być może również chcesz tak wyglądać, tyle zarabiać i otaczać się takimi ludźmi. Dziwisz się jednak, dlaczego jeszcze tak nie jest, skoro tyle pracujesz, dobrze się odżywiasz i chodzisz na siłownię. Twoje życie jest jednak niepełne, nie odnosisz tak dużych sukcesów, w ogóle jest jakoś tak szaro. Uważasz, że to co oni robią jest tak wielkie i wspaniałe? A może przyjrzyj się temu bardziej krytycznie.
Rozmawiając z ludźmi, zauważyłem, że mają tendencję do rozdmuchiwania jakiegoś małego sukcesu i szczycenia się tym. Nieraz jest nawet tak, że znajdują sobie kilka małych sukcesików i opowiadają o tym na okrągło wszystkim, których spotkają. Zauważ, że ludzie mają potrzebę chwalenia się. Chwalenie sprawia przecież, że inni zaczynają ich szanować, podziwiać. Sami czują się z tym bardzo dobrze.
To tylko taka nasza narodowa skłonność do narzekania sprawia, że żyjemy w przeświadczeniu, że nie warto mówić o własnych sukcesach.
Amerykanie na przykład, za to są stale „zadowoleni z siebie”. Zwrot ten ma często dość negatywny wydźwięk ale użyłem go tutaj celowo, dla podkreślenia że warto zauważać w sobie małe zalety i cieszyć się z niewielkich sukcesów. Przecież te małe na pozór osiągnięcia popychają człowieka do zdobywania czegoś większego.
Polecam Ci spróbować, jak działa takie myślenie. Możesz chociaż przez jeden dzień sprawdzić, jak to jest, gdy mówisz o swoich sukcesach, uśmiechasz się i mówisz że wszystko u Ciebie w porządku. Jak myślisz co się stanie? Spróbuj, nie masz nic do stracenia a możesz dużo zyskać.
Mogę powiedzieć Ci, że sam stosuję tą „technikę”, mam dzięki niej więcej energii do działania. Zauważyłem też, że relacje z ludźmi są o wiele ciekawsze, kiedy nastrajasz się pozytywnie. Pomaga to w nawiązywaniu pozytywnych relacji, które mogą zaowocować w przyszłości.
Jeśli codziennie osiągniesz coś małego, to po kilku miesiącach, latach będziesz mógł cieszyć się czymś większym. Jednak ten większy sukces będzie wtedy dla Ciebie czymś strasznie małym. Będzie to dobry znak, świadczący o Twoim rozwoju. Możesz wtedy pomyśleć o tym, co zrobiłeś te kilka miesięcy temu. To właśnie tamte czynności zbliżały Cię do tego sukcesu.
Pomyśl więc, co możesz zdziałać już teraz? Nie siedź bezczynnie. Zrób coś, będziesz mógł potem pomyśleć z radością, że jesteś „do przodu”.
To jak, do roboty? Życzę więc wielu małych sukcesów. Powodzenia.
--
http://twojrozwoj.blogspot.com - blog na temat szeroko pojętej komunikacji, asertywności i motywacji
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Władysław Ochojski
Etykiety:
drogie zegarki,
lekarze,
porady,
rozwój,
samochody,
sukces,
tennis,
wino,
zadowolenie
Bang – i po problemie... (!?)
Obecnie gdzie nie przystawisz ucha, wszędzie słychać o produktach odchudzających... Różnego rodzaju fat-burnery, produkty wspomagające przemianę materii, l-karnityny i inne tego typu, plastry odchudzające a wczoraj nawet w radiu słyszałem reklamę o kawie, która oczywiście też odchudza!!
Jak widać, ludzie są mocno zainteresowani dbałością o swoje ciało, więc na rynku środków wspomagających odchudzanie jest wielkie poruszenie...
To świetnie, że ludzie chcą być „piękni i młodzi”, że chcą zachować zdrowy wygląd oraz zrzucić te kilka zbędnych kilogramów. Pojawia się jednak pewien problem...
Nie jestem żadnym lekarzem, ani bynajmniej nie znam się na tym, na ile te wszystkie produkty działają. Myślę, że coś musi w nich być(przynajmniej niektórych) i naprawdę wspomagają proces odchudzania. Problem jednak w tym, co ludzie widzą tak naprawdę w tych produktach...
Ludzie widzą w nich cudowne rozwiązanie swoich odwiecznych problemów! Myślą, że zaczną zażywać jakiś cudowny środek i od razu staną się szczuplejsi. Wystarczy stosować go regularnie a efekty będą widoczne po miesiącu. A po miesiącu... znowu mnie oszukali!
To nie jest kwestia tego, że nas oszukali(zakładamy uczciwość producentów i rzeczywisty pozytywny wpływ)! To kwestia tego, że... sami się oszukujemy! Zapominamy o tym, że nie ma nic za darmo, że nie wystarczy wziąć tylko tabletki i ona rozwiąże wszystkie nasze problemy. Zapominamy o istnieniu naturalnego prawa siania i zbierania, tzn. że żeby zebrać, najpierw musimy coś zasiać. Nie odwrotnie!
Wydaje nam się, że istnieje jakieś fantastyczne antidotum na nasze bolączki. I mamy rację – wydaje nam się...
Jeśli chcemy schudnąć, musimy zmienić dietę, musimy zmienić tryb życia(zacząć choćby od spacerów a skończywszy na siłowni czy innych fittness studiach). Do tego możemy ostatecznie dodać środki wspomagające odchudzanie. Wtedy tak – mogą spotęgować proces odchudzania. Same jednak, bez podjęcia innych, koniecznych środków pozostaną najprawdopodobniej bezskuteczne.
Mój znajomy ma ten właśnie problem, o którym piszę wyżej. Mówi, że chce schudnąć, ćwiczy do tego prawie codziennie, ale jakoś nie udaj mu się to. Zapomina chyba o tym, że zajadanie się hamburgerami, chipsami i popijanie tego colą (a wieczorem piwkiem) nie wspomaga zbytnio jego wysiłku fizycznego...
Każdy z nas chciałby mieć taki cudowny środek, który w mig rozwiąże jego problem. Każdy z nas dałby czasem nawet ogromne pieniądze za to, żeby taki środek zdobyć...
Każdy z nas też chyba zapomniał, że takim środkiem dysponuje! To nasz umysł oraz jego zdolność do kontrolowania i kształtowania postaw!
Nasz umysł potrafi dokonać rzeczy niemożliwych! Musimy mu tylko dopuścić go do głosu, musimy pozwolić mu na to, by przejął kontrolę nad naszym życiem. Tak naprawdę chodzi tutaj o wyrobienie w sobie właściwych nawyków, bo to nawyki kierują naszym życiem. Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej możliwe. Oprócz tego, że musimy mu pozwolić przejąć kontrolę to jeszcze musimy mu w tym pomóc(robiąc właściwe rzeczy)!
Temat odchudzania nasunął mi się przypadkowo, ale prawda jest taka, że taki schemat działania dotyczy każdej dziedziny naszego życia. Jeśli chcemy osiągnąć coś innego niż dotychczas, musimy zacząć działać inaczej niż do tej pory. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów.
Każdy z nas ma różnego rodzaju problemy: dla jednych będzie to zrzucenie 10kg, dla innych nauczenie się nowego języka, znalezienie lepszej pracy, założenie firmy itd. Można wymienia w nieskończoność. Faktem jest, że samo się nie zrobi! Nie ma cudownej maści, którą wystarcz posmarować i już wszystko będzie tak, jak byśmy chcieli. To wymaga naszego wysiłku i wytrwałości... ale za to jak wspaniale taki sukces musi później smakować!
Czasem widzę po sobie, jak łatwo chciałbym się poddać. Chcę czegoś i szukam rozwiązania, zapominam jednak o tym, że na sukces trzeba zapracować – zamiast tego szukam natychmiastowego rozwiązania na wszystkie moje problemy, a później zniechęcam się, bo przecież „tego się nie da zrobić”. Teraz już przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę, kiedyś zaś obwiniałbym wszystko i wszystkich wkoło...
Nie ma cudownego lekarstwa(a już na pewno nie darmowego) na nasze dolegliwości. Każdy z nas jednak dysponuje fantastycznym narzędziem(nasz umysł), dzięki któremu może sobie z nimi poradzić...
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
Jak widać, ludzie są mocno zainteresowani dbałością o swoje ciało, więc na rynku środków wspomagających odchudzanie jest wielkie poruszenie...
To świetnie, że ludzie chcą być „piękni i młodzi”, że chcą zachować zdrowy wygląd oraz zrzucić te kilka zbędnych kilogramów. Pojawia się jednak pewien problem...
Nie jestem żadnym lekarzem, ani bynajmniej nie znam się na tym, na ile te wszystkie produkty działają. Myślę, że coś musi w nich być(przynajmniej niektórych) i naprawdę wspomagają proces odchudzania. Problem jednak w tym, co ludzie widzą tak naprawdę w tych produktach...
Ludzie widzą w nich cudowne rozwiązanie swoich odwiecznych problemów! Myślą, że zaczną zażywać jakiś cudowny środek i od razu staną się szczuplejsi. Wystarczy stosować go regularnie a efekty będą widoczne po miesiącu. A po miesiącu... znowu mnie oszukali!
To nie jest kwestia tego, że nas oszukali(zakładamy uczciwość producentów i rzeczywisty pozytywny wpływ)! To kwestia tego, że... sami się oszukujemy! Zapominamy o tym, że nie ma nic za darmo, że nie wystarczy wziąć tylko tabletki i ona rozwiąże wszystkie nasze problemy. Zapominamy o istnieniu naturalnego prawa siania i zbierania, tzn. że żeby zebrać, najpierw musimy coś zasiać. Nie odwrotnie!
Wydaje nam się, że istnieje jakieś fantastyczne antidotum na nasze bolączki. I mamy rację – wydaje nam się...
Jeśli chcemy schudnąć, musimy zmienić dietę, musimy zmienić tryb życia(zacząć choćby od spacerów a skończywszy na siłowni czy innych fittness studiach). Do tego możemy ostatecznie dodać środki wspomagające odchudzanie. Wtedy tak – mogą spotęgować proces odchudzania. Same jednak, bez podjęcia innych, koniecznych środków pozostaną najprawdopodobniej bezskuteczne.
Mój znajomy ma ten właśnie problem, o którym piszę wyżej. Mówi, że chce schudnąć, ćwiczy do tego prawie codziennie, ale jakoś nie udaj mu się to. Zapomina chyba o tym, że zajadanie się hamburgerami, chipsami i popijanie tego colą (a wieczorem piwkiem) nie wspomaga zbytnio jego wysiłku fizycznego...
Każdy z nas chciałby mieć taki cudowny środek, który w mig rozwiąże jego problem. Każdy z nas dałby czasem nawet ogromne pieniądze za to, żeby taki środek zdobyć...
Każdy z nas też chyba zapomniał, że takim środkiem dysponuje! To nasz umysł oraz jego zdolność do kontrolowania i kształtowania postaw!
Nasz umysł potrafi dokonać rzeczy niemożliwych! Musimy mu tylko dopuścić go do głosu, musimy pozwolić mu na to, by przejął kontrolę nad naszym życiem. Tak naprawdę chodzi tutaj o wyrobienie w sobie właściwych nawyków, bo to nawyki kierują naszym życiem. Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej możliwe. Oprócz tego, że musimy mu pozwolić przejąć kontrolę to jeszcze musimy mu w tym pomóc(robiąc właściwe rzeczy)!
Temat odchudzania nasunął mi się przypadkowo, ale prawda jest taka, że taki schemat działania dotyczy każdej dziedziny naszego życia. Jeśli chcemy osiągnąć coś innego niż dotychczas, musimy zacząć działać inaczej niż do tej pory. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów.
Każdy z nas ma różnego rodzaju problemy: dla jednych będzie to zrzucenie 10kg, dla innych nauczenie się nowego języka, znalezienie lepszej pracy, założenie firmy itd. Można wymienia w nieskończoność. Faktem jest, że samo się nie zrobi! Nie ma cudownej maści, którą wystarcz posmarować i już wszystko będzie tak, jak byśmy chcieli. To wymaga naszego wysiłku i wytrwałości... ale za to jak wspaniale taki sukces musi później smakować!
Czasem widzę po sobie, jak łatwo chciałbym się poddać. Chcę czegoś i szukam rozwiązania, zapominam jednak o tym, że na sukces trzeba zapracować – zamiast tego szukam natychmiastowego rozwiązania na wszystkie moje problemy, a później zniechęcam się, bo przecież „tego się nie da zrobić”. Teraz już przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę, kiedyś zaś obwiniałbym wszystko i wszystkich wkoło...
Nie ma cudownego lekarstwa(a już na pewno nie darmowego) na nasze dolegliwości. Każdy z nas jednak dysponuje fantastycznym narzędziem(nasz umysł), dzięki któremu może sobie z nimi poradzić...
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
Etykiety:
dążenie do sukcesu,
drogie zegarki,
lekarze,
leki,
nawyki,
odchudzanie,
samochody,
umysł,
wino
I Ty, tylko Ty...
Do napisania tego artykułu natchnęła mnie wczorajsza rozmowa z moim kolegą, Tomkiem. Otóż rozmawialiśmy sobie swobodnie na różne tematy, aż doszliśmy do ogólnej sytuacji w naszym kraju...
Zaczęliśmy sobie żartować, że co by się nie działo, to i tak zawsze jest to wina państwa... ;-)
Dla nas to były żarty, ale z pewnością część osób naprawdę tak sądzi. Co by to nie było, jeśli mi nie pasuje to jest to wina państwa, albo przynajmniej kogoś innego – nauczyciela, szefa itp...
To jest właśnie to, co powoduje, że Polska jest w tym miejscu, w którym jest. To nasze myślenie, że za naszą sytuację odpowiedzialny jest ktoś inny. Oczywiście, że rządzący po to są, żeby nam ułatwiać życie przez tworzenie właściwych ustaw i rozporządzeń – to jest sprawa bezdyskusyjna. Ale nie możemy obarcza ich winą za wszystko, co złe wokół.
Kiedyś jak dostałem słabszą ocenę, to naturalnie zwalałem wszystko na nauczyciela: „jak mógł nam zrobić niezapowiedzianą kartkówkę?!”, „uwziął się na mnie, skoro wziął mnie do tablicy!”...
Na szczęście już z tego wyrosłem, ale są osoby, które nigdy z tego nie wyrastają... Nie potrafią po prostu wziąć na siebie odpowiedzialności za swoje własne życie! Zła ocena – wina nauczyciela, to jasne! Słabe zarobki – wina szefa, bez dwóch zdań! Stanie w korku – „ich” wina... co by się nie działo, zawsze jest winny, nigdy natomiast nie jesteśmy to my.
A może to mnie nie chciało się nauczyć na kartkówkę? A może mogłem wziąć udział w jakimś szkoleniu, żeby podnieść stan mojej wiedzy, moją wartość i tym samym pokazać szefowi, że zasługuję na lepsze zarobki? A to, że stoję w korku? No cóż... mogę zdecydować przecież, że nie będę się na to denerwował, czas i tak stracę, ale przynajmniej nie będę dokładał sobie stresu...
Niezależnie od sytuacji każdy z nas decyduje jak postąpi... Możesz zdecydować, że to inni są odpowiedzialni za to, co się w Twoim życiu dzieje i dać im władzę nad sobą. Możesz także zdecydować, że sam jesteś odpowiedzialny za wszystko. Nawet jeśli nie do końca tak jest, to biorąc na siebie odpowiedzialność w każdej sytuacji, otwierasz sobie drogę do rozwiązań. Przekazując jednak innym władzę na własnym zachowaniem stajesz się niewolnikiem ich zachcianek. To jak Cię traktują to ich sprawa, to jak na to reagujesz – tyko Twoja.
Dlatego też jeśli w Twoim życiu nie dzieje się tak, jak byś sobie tego życzył – weź odpowiedzialność za ten stan rzeczy na siebie! Możesz coś zmienić, zabierz się tylko do pracy. Zacznij od siebie. Pamiętaj, że świat można zmienić tylko w jeden sposób – zmieniając siebie.
Jeśli coś nam się nie podoba w otaczającej nas rzeczywistości, mamy dwa wyjścia – nic nie robić i narzekać na to, że inni do tego doprowadzili lub samemu zacząć to naprawiać (zaczynając od siebie i idąc coraz dalej). Jeśli więcej osób wybierze tę drugą opcję, w Polsce zacznie dziać się zdecydowanie lepiej!
PS. Jeśli nie chcesz się zmienić, to weź przynajmniej na siebie odpowiedzialność za to. Nie musisz się rozwijać, ale nie narzekaj, że to wina innych...
PPS. Zmienić się jest ciężko... jest tak samo ciężko jak się nie zmieniać (bo czy to „szare” życie jest takie łatwe?)
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
Zaczęliśmy sobie żartować, że co by się nie działo, to i tak zawsze jest to wina państwa... ;-)
Dla nas to były żarty, ale z pewnością część osób naprawdę tak sądzi. Co by to nie było, jeśli mi nie pasuje to jest to wina państwa, albo przynajmniej kogoś innego – nauczyciela, szefa itp...
To jest właśnie to, co powoduje, że Polska jest w tym miejscu, w którym jest. To nasze myślenie, że za naszą sytuację odpowiedzialny jest ktoś inny. Oczywiście, że rządzący po to są, żeby nam ułatwiać życie przez tworzenie właściwych ustaw i rozporządzeń – to jest sprawa bezdyskusyjna. Ale nie możemy obarcza ich winą za wszystko, co złe wokół.
Kiedyś jak dostałem słabszą ocenę, to naturalnie zwalałem wszystko na nauczyciela: „jak mógł nam zrobić niezapowiedzianą kartkówkę?!”, „uwziął się na mnie, skoro wziął mnie do tablicy!”...
Na szczęście już z tego wyrosłem, ale są osoby, które nigdy z tego nie wyrastają... Nie potrafią po prostu wziąć na siebie odpowiedzialności za swoje własne życie! Zła ocena – wina nauczyciela, to jasne! Słabe zarobki – wina szefa, bez dwóch zdań! Stanie w korku – „ich” wina... co by się nie działo, zawsze jest winny, nigdy natomiast nie jesteśmy to my.
A może to mnie nie chciało się nauczyć na kartkówkę? A może mogłem wziąć udział w jakimś szkoleniu, żeby podnieść stan mojej wiedzy, moją wartość i tym samym pokazać szefowi, że zasługuję na lepsze zarobki? A to, że stoję w korku? No cóż... mogę zdecydować przecież, że nie będę się na to denerwował, czas i tak stracę, ale przynajmniej nie będę dokładał sobie stresu...
Niezależnie od sytuacji każdy z nas decyduje jak postąpi... Możesz zdecydować, że to inni są odpowiedzialni za to, co się w Twoim życiu dzieje i dać im władzę nad sobą. Możesz także zdecydować, że sam jesteś odpowiedzialny za wszystko. Nawet jeśli nie do końca tak jest, to biorąc na siebie odpowiedzialność w każdej sytuacji, otwierasz sobie drogę do rozwiązań. Przekazując jednak innym władzę na własnym zachowaniem stajesz się niewolnikiem ich zachcianek. To jak Cię traktują to ich sprawa, to jak na to reagujesz – tyko Twoja.
Dlatego też jeśli w Twoim życiu nie dzieje się tak, jak byś sobie tego życzył – weź odpowiedzialność za ten stan rzeczy na siebie! Możesz coś zmienić, zabierz się tylko do pracy. Zacznij od siebie. Pamiętaj, że świat można zmienić tylko w jeden sposób – zmieniając siebie.
Jeśli coś nam się nie podoba w otaczającej nas rzeczywistości, mamy dwa wyjścia – nic nie robić i narzekać na to, że inni do tego doprowadzili lub samemu zacząć to naprawiać (zaczynając od siebie i idąc coraz dalej). Jeśli więcej osób wybierze tę drugą opcję, w Polsce zacznie dziać się zdecydowanie lepiej!
PS. Jeśli nie chcesz się zmienić, to weź przynajmniej na siebie odpowiedzialność za to. Nie musisz się rozwijać, ale nie narzekaj, że to wina innych...
PPS. Zmienić się jest ciężko... jest tak samo ciężko jak się nie zmieniać (bo czy to „szare” życie jest takie łatwe?)
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
piątek, 1 sierpnia 2008
Jak mała zmiana może zdecydowanie wpłynąć na poprawę jakości Twojego życia!
Jeśli jesteś taki jak ja, to pewnie zastanawiasz się jakich "cudów" będziesz musiał dokonać, by to osiągnąć. Prawdopodobnie jesteś sceptyczny i potrzebujesz przykładu, który pokaże, że to naprawdę działa.
Nie potrzebujesz żadnych specjalistycznych narzędzi, nie musisz wydawać nawet grosza i nie musisz tracić na to mnóstwa czasu! Może myślisz sobie, że jest w tym jakiś haczyk, może uważasz nawet, że to tylko takie pisanie, ale... stop!
Zatrzymaj na chwilę tę Twoją wewnętrzną rozmowę i pozwól mi coś przekazać. Fakt jest taki, że wszystko, co jest niezbędne, by zwykłe sytuacje stały się dla nas wspaniałymi okazjami do rozwoju, znajduje się w Tobie! Musisz tylko odpowiednio użyć mocy swojego umysłu!
Co musisz zrobić? To nie jest wcale takie trudne. Po pierwsze musisz chcieć coś zmienić, bo bez chęci zrobisz wszystko, by udowodnić sobie, że to nie działa! Hej, jesteś jeszcze? A więc czytaj dalej...
Może to, co powiem wyda Ci sie banalne, ale prawdą jest, że to naprawdę działa. Przekonałem się o tym sam. Fakt - jest to niezwykle proste i często po prostu uznajemy, że zbyt proste, by mogło okazać się pomocne.
Wyznam Ci coś, sam uważałem wcześniej, że trzeba czegoś więcej, żeby coś osiągnąć, że droga do sukcesu jest trudna i żadne proste rozwiązania niczego tutaj nie dają, teraz już jednak wiem, jak bardzo się myliłem. Ok, do rzeczy - to, co sprawia, że ze zwykłych sytuacji możemy stworzyć fantastyczne okazje jest nasze nastawienie. Tak, tylko tyle.
Święcie przekonałem się o tym na własnej skórze. Po ostatnich treningach (gram w piłkę ręczną) miałem ogromny niedosyt i wielu rzeczy mi brakowało, nastawiałem się negatywnie od początku i cały trening był tylko odzwierciedleniem tych moich myśli - każde kolejne ćwiczenie tylko pogłębiało moją niechęć do dalszych ćwiczeń. Uważałem, że to nie ma sensu, przestałem się przykładać, byłem tam tylko, żeby być. Ale jako, że jestem ambitny, taki działanie mi nie odpowiada, jeśli się nie rozwijam to trening taki jest dla mnie stratą czasu...
Dużo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że skoro moje nerwy niczego pozytywnego nie wnoszą, a tylko pogarszają sprawę, to muszę spróbować czegoś innego. No i postanowiłem, że będę robił wszystko jak tylko potrafię, czy to będzie miało dla mnie sens czy nie, obojętnie co będą robić inni, nie będzie to miało na mnie wpływu. I szok!
Miałem jeden z najlepszych treningów, a wszystko dzięki nastawieniu! Byłem pozytywny do innych i oni odpłacili mi tym samym, starałem się i pracowałem ciężko a praca moja zaczęła przynosić dobre rezultaty! Treść treningu wcale nie odbiegała jakoś od wcześniejszych, ale moje podejście, nastawienie sprawiło, że to, co wcześniej było dla mnie stratą czasu okazało się świetną okazją do rozwoju i przybliżenia się do realizacji moich celów - efektywnego treningu przy dobrej atmosferze w drużynie (co oczywiście wpłynie na naszą postawę w meczach).
Zanim skończysz czytać ten materiał zdasz sobie sprawę, jak ta mała i prosta prawda może pozytywnie wpłynąć na twoje codzienne czynności a tym samym przybliżyć Cię do realizacji marzeń!
Czy zauważyłeś już, jak taka mała zmiana w naszym nastawieniu do zwykłych czynności może mieć ogromny wpływ na jakość naszych doznać i radość ze świetnie wykonanej pracy?
Czy zastanawiałeś się już, w jaki sposób mógłbyś to wykorzystać w swoim codziennym życiu?
A więc do dzieła! Wykorzystaj tę wiedzę z korzyścią dla siebie!
PS. Jeśli uważasz, że to zbyt proste, by mogło być prawdziwe, to... uważaj tak nadal i nie rób nic! Niech skorzystają ci, którym naprawdę zależy.
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artyku pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
Nie potrzebujesz żadnych specjalistycznych narzędzi, nie musisz wydawać nawet grosza i nie musisz tracić na to mnóstwa czasu! Może myślisz sobie, że jest w tym jakiś haczyk, może uważasz nawet, że to tylko takie pisanie, ale... stop!
Zatrzymaj na chwilę tę Twoją wewnętrzną rozmowę i pozwól mi coś przekazać. Fakt jest taki, że wszystko, co jest niezbędne, by zwykłe sytuacje stały się dla nas wspaniałymi okazjami do rozwoju, znajduje się w Tobie! Musisz tylko odpowiednio użyć mocy swojego umysłu!
Co musisz zrobić? To nie jest wcale takie trudne. Po pierwsze musisz chcieć coś zmienić, bo bez chęci zrobisz wszystko, by udowodnić sobie, że to nie działa! Hej, jesteś jeszcze? A więc czytaj dalej...
Może to, co powiem wyda Ci sie banalne, ale prawdą jest, że to naprawdę działa. Przekonałem się o tym sam. Fakt - jest to niezwykle proste i często po prostu uznajemy, że zbyt proste, by mogło okazać się pomocne.
Wyznam Ci coś, sam uważałem wcześniej, że trzeba czegoś więcej, żeby coś osiągnąć, że droga do sukcesu jest trudna i żadne proste rozwiązania niczego tutaj nie dają, teraz już jednak wiem, jak bardzo się myliłem. Ok, do rzeczy - to, co sprawia, że ze zwykłych sytuacji możemy stworzyć fantastyczne okazje jest nasze nastawienie. Tak, tylko tyle.
Święcie przekonałem się o tym na własnej skórze. Po ostatnich treningach (gram w piłkę ręczną) miałem ogromny niedosyt i wielu rzeczy mi brakowało, nastawiałem się negatywnie od początku i cały trening był tylko odzwierciedleniem tych moich myśli - każde kolejne ćwiczenie tylko pogłębiało moją niechęć do dalszych ćwiczeń. Uważałem, że to nie ma sensu, przestałem się przykładać, byłem tam tylko, żeby być. Ale jako, że jestem ambitny, taki działanie mi nie odpowiada, jeśli się nie rozwijam to trening taki jest dla mnie stratą czasu...
Dużo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że skoro moje nerwy niczego pozytywnego nie wnoszą, a tylko pogarszają sprawę, to muszę spróbować czegoś innego. No i postanowiłem, że będę robił wszystko jak tylko potrafię, czy to będzie miało dla mnie sens czy nie, obojętnie co będą robić inni, nie będzie to miało na mnie wpływu. I szok!
Miałem jeden z najlepszych treningów, a wszystko dzięki nastawieniu! Byłem pozytywny do innych i oni odpłacili mi tym samym, starałem się i pracowałem ciężko a praca moja zaczęła przynosić dobre rezultaty! Treść treningu wcale nie odbiegała jakoś od wcześniejszych, ale moje podejście, nastawienie sprawiło, że to, co wcześniej było dla mnie stratą czasu okazało się świetną okazją do rozwoju i przybliżenia się do realizacji moich celów - efektywnego treningu przy dobrej atmosferze w drużynie (co oczywiście wpłynie na naszą postawę w meczach).
Zanim skończysz czytać ten materiał zdasz sobie sprawę, jak ta mała i prosta prawda może pozytywnie wpłynąć na twoje codzienne czynności a tym samym przybliżyć Cię do realizacji marzeń!
Czy zauważyłeś już, jak taka mała zmiana w naszym nastawieniu do zwykłych czynności może mieć ogromny wpływ na jakość naszych doznać i radość ze świetnie wykonanej pracy?
Czy zastanawiałeś się już, w jaki sposób mógłbyś to wykorzystać w swoim codziennym życiu?
A więc do dzieła! Wykorzystaj tę wiedzę z korzyścią dla siebie!
PS. Jeśli uważasz, że to zbyt proste, by mogło być prawdziwe, to... uważaj tak nadal i nie rób nic! Niech skorzystają ci, którym naprawdę zależy.
--
Sięgaj wyżej
Własny e-biznes - rzeczywistość dla każdego
Artyku pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Daniel Janik
Etykiety:
dążenie do sukcesu,
samochody,
samorozwój,
tenis,
wino,
zegarki
czwartek, 31 lipca 2008
Original Play
Original Play, czyli Pierwotna Zabawa, uczy życia i działania z perspektywy stanu głębokiej, szczerej i akceptującej miłości do świata, ludzi i wszystkiego co żywe. Oferuje ona, zamiast walki, strachu, ucieczki i rywalizacji, wejście w stan pełnego bezpieczeństwa wewnętrznego – i pełnej akceptacji i bezpieczeństwa dawanych każdemu, z kim wchodzisz w kontakt.
Wychodząc ponad ograniczający dualizm 'walcz lub uciekaj', propagowany w grach i zabawach powstałych w ramach kultury, wychodząc poza dorosłą powagę i wymogi odnośnie zachowania, Original Play uczy zachowania opartego o miłość i docenienie drugiej osoby, oferując pełną wolność osobistą przy jednoczesnym udzielaniu jej drugiej osobie. Uczy życia wychodzącego poza układ 'zwycięzcy i przegrani' i codziennego stosowania tej metody.
Original Play jest niezwykle przydatne dla każdej osoby pracującej z ludźmi, zwiększając w ogromnym stopniu empatię, radość związaną z pracą z drugą osobą, umiejętność radzenia sobie z agresją płynącą z drugiej strony i przekształcania jej w chęć zabawy i współpracy. Pokazuje nową, zdrowszą ścieżkę współżycia i współpracy z drugą osobą, prowadzącą do większego szczęścia i radości w życiu codziennym. Podkreśla ono istotę pełnego miłości dotyku w życiu codziennym – co jest istotne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wypaczył istotę dotyku, sprowadzając go niemal wyłacznie do konteksów agresji i seksualności (do tego stopnia, że w niektórych Amerykańskich przedszkolach oskarża się pięciolatki o molestowanie seksualne, gdy z 'nadmiernym entuzjazmem' przytulają się do wychowawczyń – przykład który najlepiej wykazuje jak potwornie zniekształcone zostało zrozumienie bardzo istotnej roli dotyku w codziennym życiu).
Dr. Fred Donaldson, odkrywca Original Play, nauczył się tej metody pracy obserwując dzieci w przedszkolu – oduczając się przy nich 'dorosłych' nawyków zabawowych i ucząc się zabawy w której nie było miejsca na rywalizację, na selektywność, na przymus czy agresję – a jedynie na miłość. Swoją metodę sprawdził w praktyce – i dowiódł jej niezwykłej skuteczności – nie tylko w pracy z dziećmi (również dziećmi molestowanymi i autystycznymi, z którymi był w stanie nawiązać wspaniały kontakt), ale również z dzikimi zwierzętami (m.in. dzikimi wilkami, delfinami i niedźwiedziami) oraz w pracy resocjalizacyjnej z więźniami i członkami gangów. W każdej z tych sytuacji pełne miłości podejście Pierwotnej Zabawy przynosiło wspaniałe efekty.
Jak podkreśla sam Fred, „W Original Play nie chodzi o zabawę/radość. One mogą mieć i mają miejsce, ale są tylko dodatkiem. Tym, o co chodzi w Original Play jest dawanie i bycie obdarzanym miłością.”
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Atrykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Wychodząc ponad ograniczający dualizm 'walcz lub uciekaj', propagowany w grach i zabawach powstałych w ramach kultury, wychodząc poza dorosłą powagę i wymogi odnośnie zachowania, Original Play uczy zachowania opartego o miłość i docenienie drugiej osoby, oferując pełną wolność osobistą przy jednoczesnym udzielaniu jej drugiej osobie. Uczy życia wychodzącego poza układ 'zwycięzcy i przegrani' i codziennego stosowania tej metody.
Original Play jest niezwykle przydatne dla każdej osoby pracującej z ludźmi, zwiększając w ogromnym stopniu empatię, radość związaną z pracą z drugą osobą, umiejętność radzenia sobie z agresją płynącą z drugiej strony i przekształcania jej w chęć zabawy i współpracy. Pokazuje nową, zdrowszą ścieżkę współżycia i współpracy z drugą osobą, prowadzącą do większego szczęścia i radości w życiu codziennym. Podkreśla ono istotę pełnego miłości dotyku w życiu codziennym – co jest istotne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wypaczył istotę dotyku, sprowadzając go niemal wyłacznie do konteksów agresji i seksualności (do tego stopnia, że w niektórych Amerykańskich przedszkolach oskarża się pięciolatki o molestowanie seksualne, gdy z 'nadmiernym entuzjazmem' przytulają się do wychowawczyń – przykład który najlepiej wykazuje jak potwornie zniekształcone zostało zrozumienie bardzo istotnej roli dotyku w codziennym życiu).
Dr. Fred Donaldson, odkrywca Original Play, nauczył się tej metody pracy obserwując dzieci w przedszkolu – oduczając się przy nich 'dorosłych' nawyków zabawowych i ucząc się zabawy w której nie było miejsca na rywalizację, na selektywność, na przymus czy agresję – a jedynie na miłość. Swoją metodę sprawdził w praktyce – i dowiódł jej niezwykłej skuteczności – nie tylko w pracy z dziećmi (również dziećmi molestowanymi i autystycznymi, z którymi był w stanie nawiązać wspaniały kontakt), ale również z dzikimi zwierzętami (m.in. dzikimi wilkami, delfinami i niedźwiedziami) oraz w pracy resocjalizacyjnej z więźniami i członkami gangów. W każdej z tych sytuacji pełne miłości podejście Pierwotnej Zabawy przynosiło wspaniałe efekty.
Jak podkreśla sam Fred, „W Original Play nie chodzi o zabawę/radość. One mogą mieć i mają miejsce, ale są tylko dodatkiem. Tym, o co chodzi w Original Play jest dawanie i bycie obdarzanym miłością.”
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Atrykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Hipnoza
Hipnoza jest wszędzie – ale nie każdy o tym wie. Przeciętnej osobie, hipnoza kojarzy się z odzianym na czarno, tajemniczym dżentelmenem, machającym zegarkiem na łańcuszku przed oczyma podatnej na wszelkie sugestie i polecenia 'ofiary', albo przez dalekowschodnim guru, którego samo spojrzenie paraliżuje wszystkich wokół niego i czyni z nich bezwolne marionetki.
Ironicznie, ten obraz sam w sobie jest efektem hipnozy – hipnozy jaką oferuje jedno z najbardziej hipnotycznych urządzeń w historii ludzkości, telewizor. Prawdziwa hipnoza opiera się bowiem po prostu na umiejętności wywołania koncentracji uwagi drugiej osoby na określonym punkcie, ideii lub wyobrażeniu oraz podawania jej odpowiednich sugestii, które pomogą jej skuteczniej osiągnąć interesujące ją cele. Owszem, można to zrobić w bardzo popisowy sposób. Można to zrobić zegarkiem na łańcuszku, można nawet uzyskać ten efekt samym spojrzeniem, a w wypadku niektórych ludzi, wręcz samą obecnością. Istotą hipnozy jest jednak coś innego - „Hipnoza, to bycie świadomym tego, co Twoje słowa wywołują w głowie drugiej osoby” jak mawia Andrew T. Austin, jeden z najważniejszych współcześnie brytyjskich hipnoterapeutów.
Wbrew obawom wielu osób, hipnoza nie umożliwia zmuszenia drugiej osoby do dowolnego zachowania. Słynna anegdota opowiada o sytuacji, gdy pewien amerykański profesor zahipnotyzował studentkę przed salą pełną studentów, po czym został wezwany do telefonu. Jeden student natychmiast postanowił skorzystać z okazji, podszedł do studentki i naśladując głos profesora nakazał jej się rozebrać. W odpowiedzi, studentka natychmiast wyszła z transu i 'podziękowała' żartownisiowi siarczystym policzkiem.
Skoro więc hipnoza nie pozwala na zmuszenie drugiej osoby do określnoego zachowania, to do czego jest przydatna?
* Najbardziej podstawową funkcją hipnozy jest relaksacja i poprawa samopoczucia osoby przebywającej w transie.
* Kolejną istotną funkcją, jest ułatwienie komunikacji z podświadomością osoby, dzięki czemu możliwa jest zmiana różnych zachowań osoby, mających dobre intencje na poziomie podświadomym, ale prowadzących do zaburzenia jej świadomego życia.
* Bardzo istotnym jest zastosowanie hipnozy w pracy ze zdrowiem. Ernest Rossi, uczeń najsłynniejszego w historii hipnoterapeuty, Miltona H. Ericksona, wykazał szereg praktycznych zastosowań hipnozy w pracy ze zdrowiem, poczynając od znieczulenia bez potrzeby podawania leków (lub u osób odpornych na leki), a kończąc na tak poważnych kwestiach jak alergie, astma czy nawet wspomaganie terapii przeciwnowotworowej.
* Hipnoza daje osobie zahipnotyzowanej dostęp do zasobów i umiejętności, które kiedyś posiadała, a z których przestała korzystać, umożliwiając przeniesienie ich do współczesnego życia.
* Jak wykazały m.in. eksperymenty przeprowadzone przez Ericksona z pisarzem, Aldusem Huxleyem, ludzka pamięć jest nieskończenie bardziej pojemna i trafna niż zwykle się wydaje. Problemy pojawiają się nie na poziomie zapamiętywania danych, ale na poziomie ich przywoływania – hipnoza pozwala jednak to obejść, co doskonale oddają eksperymenty w których osoba w transie była w stanie idealnie, słowo w słowo, przypomnieć sobie treść dowolnego paragrafu na dowolnej stronie losowo wybranej książki, przeczytanej 10 a nawet 15 lat temu. Dzięki temu hipnoza stanowi wspaniałą metodę do pracy z usprawnieniem pamięci lub przywołaniem odległych, a istotnych dla danej osoby wspomnień.
* Hipnoza ułatwia wpływanie bezpośrednio na neurobiologię i neurochemię osoby w transie, pozwalajac na liczne zjawiska w rodzaju tzw. 'hipnotycznych stanów narkotycznych' – uzyskiwania efektów jak po przyjęciu substancji psychoaktywnych bez faktycznego ich przyjmowania. Zastosowanie tej metody – zarówno w pracy z uzależnieniami jak i w celu umożliwienia legalnej i bezpiecznej rozrywki – wydaje się być oczywiste.
Powyższe zastosowania stanowią jedynie pobieżny przegląd ogromnego potencjału jaki daje profesjonalnie zastosowana hipnoza w zmianie osobistej, pracy ze zdrowiem, pozbywaniu się ograniczających problemów i poprawianiu jakości życia. Prawdziwe możliwości tej technologii wciąż nie zostały jeszcze poznane i z każdym rokiem odkrywane są kolejne metody pracy, skutecznego i szybkiego wprowadzania w głęboki trans, wykorzystania codziennych stanów hipnotycznych, w jakie wchodzą ludzie m.in. podczas jazdy windą oraz nowe, niezwykłe zastosowania hipnozy w pracy, rozwoju i zabawie.
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Ironicznie, ten obraz sam w sobie jest efektem hipnozy – hipnozy jaką oferuje jedno z najbardziej hipnotycznych urządzeń w historii ludzkości, telewizor. Prawdziwa hipnoza opiera się bowiem po prostu na umiejętności wywołania koncentracji uwagi drugiej osoby na określonym punkcie, ideii lub wyobrażeniu oraz podawania jej odpowiednich sugestii, które pomogą jej skuteczniej osiągnąć interesujące ją cele. Owszem, można to zrobić w bardzo popisowy sposób. Można to zrobić zegarkiem na łańcuszku, można nawet uzyskać ten efekt samym spojrzeniem, a w wypadku niektórych ludzi, wręcz samą obecnością. Istotą hipnozy jest jednak coś innego - „Hipnoza, to bycie świadomym tego, co Twoje słowa wywołują w głowie drugiej osoby” jak mawia Andrew T. Austin, jeden z najważniejszych współcześnie brytyjskich hipnoterapeutów.
Wbrew obawom wielu osób, hipnoza nie umożliwia zmuszenia drugiej osoby do dowolnego zachowania. Słynna anegdota opowiada o sytuacji, gdy pewien amerykański profesor zahipnotyzował studentkę przed salą pełną studentów, po czym został wezwany do telefonu. Jeden student natychmiast postanowił skorzystać z okazji, podszedł do studentki i naśladując głos profesora nakazał jej się rozebrać. W odpowiedzi, studentka natychmiast wyszła z transu i 'podziękowała' żartownisiowi siarczystym policzkiem.
Skoro więc hipnoza nie pozwala na zmuszenie drugiej osoby do określnoego zachowania, to do czego jest przydatna?
* Najbardziej podstawową funkcją hipnozy jest relaksacja i poprawa samopoczucia osoby przebywającej w transie.
* Kolejną istotną funkcją, jest ułatwienie komunikacji z podświadomością osoby, dzięki czemu możliwa jest zmiana różnych zachowań osoby, mających dobre intencje na poziomie podświadomym, ale prowadzących do zaburzenia jej świadomego życia.
* Bardzo istotnym jest zastosowanie hipnozy w pracy ze zdrowiem. Ernest Rossi, uczeń najsłynniejszego w historii hipnoterapeuty, Miltona H. Ericksona, wykazał szereg praktycznych zastosowań hipnozy w pracy ze zdrowiem, poczynając od znieczulenia bez potrzeby podawania leków (lub u osób odpornych na leki), a kończąc na tak poważnych kwestiach jak alergie, astma czy nawet wspomaganie terapii przeciwnowotworowej.
* Hipnoza daje osobie zahipnotyzowanej dostęp do zasobów i umiejętności, które kiedyś posiadała, a z których przestała korzystać, umożliwiając przeniesienie ich do współczesnego życia.
* Jak wykazały m.in. eksperymenty przeprowadzone przez Ericksona z pisarzem, Aldusem Huxleyem, ludzka pamięć jest nieskończenie bardziej pojemna i trafna niż zwykle się wydaje. Problemy pojawiają się nie na poziomie zapamiętywania danych, ale na poziomie ich przywoływania – hipnoza pozwala jednak to obejść, co doskonale oddają eksperymenty w których osoba w transie była w stanie idealnie, słowo w słowo, przypomnieć sobie treść dowolnego paragrafu na dowolnej stronie losowo wybranej książki, przeczytanej 10 a nawet 15 lat temu. Dzięki temu hipnoza stanowi wspaniałą metodę do pracy z usprawnieniem pamięci lub przywołaniem odległych, a istotnych dla danej osoby wspomnień.
* Hipnoza ułatwia wpływanie bezpośrednio na neurobiologię i neurochemię osoby w transie, pozwalajac na liczne zjawiska w rodzaju tzw. 'hipnotycznych stanów narkotycznych' – uzyskiwania efektów jak po przyjęciu substancji psychoaktywnych bez faktycznego ich przyjmowania. Zastosowanie tej metody – zarówno w pracy z uzależnieniami jak i w celu umożliwienia legalnej i bezpiecznej rozrywki – wydaje się być oczywiste.
Powyższe zastosowania stanowią jedynie pobieżny przegląd ogromnego potencjału jaki daje profesjonalnie zastosowana hipnoza w zmianie osobistej, pracy ze zdrowiem, pozbywaniu się ograniczających problemów i poprawianiu jakości życia. Prawdziwe możliwości tej technologii wciąż nie zostały jeszcze poznane i z każdym rokiem odkrywane są kolejne metody pracy, skutecznego i szybkiego wprowadzania w głęboki trans, wykorzystania codziennych stanów hipnotycznych, w jakie wchodzą ludzie m.in. podczas jazdy windą oraz nowe, niezwykłe zastosowania hipnozy w pracy, rozwoju i zabawie.
--
Artur Król (www.krolartur.com) zajmuje się wspomaganiem ludzi we wprowadzaniu trwałych, skutecznych zmian w życiu osobistym i zawodowym, ucząc ich wolności na każdym poziomie - emocjonalnym, intelektualnym, społecznym, zawodowym i finansowym.
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
Andrew Austin,
Andrew T. Austin,
drogie zegarki,
Erickson,
hipnoza,
leczenie,
porady,
rozwój osobisty,
samochody,
Zmiana osobista
wtorek, 29 lipca 2008
Cel uświęca środki?
Cel uświęca środki?
Gdybyś mógł wyeliminować głód na całym świecie zabijając jednego zupełnie niewinnego człowieka, zrobiłbyś to?
Zanim przejdę dalej, poświęć chwilę swojego czasu żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.
A ja w międzyczasie będę pisała blablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablblablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablabl żebyś nie miał pokusy czytania tekstu.
Czy twój cel uświęca środki? Czy masz w ogóle jakiś nadrzędny cel w życiu? Wiesz, po co żyjesz? Bo chyba nie po to, aby spać, jeść, zarabiać, wydawać, wydalać, oglądać TV, złościć się, kochać, pocić na siłowni, starzeć wbrew sobie, udawać, wstawać o 7-ej, jechać, wracać, być… Pośrednio jesteśmy tu właśnie po to. Aby doświadczać. Ale czy wiesz, o co chodzi w twoim życiu. Po co jesteś na planecie Ziemia? Czemu ma służyć twoje życie? Nie myśl, że jestem mądrzejsza od ciebie. Zadaję to pytanie, bo sama nie znam na nie odpowiedzi. Jeśli czytasz ten tekst, to znaczy, że i w twoim życiu pojawił się czas, kiedy to jesteś gotów na zadanie sobie tego pytania. W naszym życiu ważniejsze są pytania aniżeli odpowiedzi.
Co chcesz osiągnąć za rok? Za 5 lat? Kim chcesz być za 10? Czy wiesz dokładnie, czy raczej zostawiasz to losowi? Zastanawiasz się, po co chcesz osiągać swoje cele? Dlaczego zależy ci, aby stać się kimś? Co jest powodem i ku czemu zmierzasz? Co ci to da? Jak się będziesz z tym czuł? Dlaczego chcesz się czuć w określony sposób?
Homo Sapiens – jesteśmy tacy delikatni i tacy prymitywni zarazem. Ten tekst też jest prymitywny. Powiedzmy to otwarcie.
Nasza genialność polega na naszej różnorodności i wolnej woli. Każdy z was, czytających ten tekst może zrozumieć go na swój sposób. Może zwrócić uwagę na określony akapit, zdanie, słowo i mieć kompletnie różne konotacje w związku z nim, inne skojarzenia, inne wspomnienia, inne wnioski. Co więcej, ja sama za rok, kilka miesięcy, za chwilę przeczytam ten tekst i zmienię go lub wykasuję, albo wyślę bez zastanawiania i niezbędnej korekty. Nie wiem, którą wersję czytasz. Wiem jedno: jeśli go czytasz, to jakaś część ciebie obudziła się z uśpienia i zaczęła zadawać pytania.
Jak mogę osiągnąć to, co chcę osiągnąć i właściwie, co chcę osiągnąć?
Jeśli zaczniesz zadawać sobie pytania, znajdziesz na nie odpowiedzi. W ten czy inny sposób, teraz lub później będzie ci dane zrozumieć i znaleźć rozwiązanie. Sztuką jest zadawanie pytań. Kto żyje z dnia na dzień, automatycznie wypełniając swój dzień codziennymi zadaniami ten skazuje siebie na automatyczne życie. Nikt, tylko my sami możemy się z tego wyzwolić.
Matrix jest naszym wytworem. Sami go stworzyliśmy na własny użytek. Ale zdaje się, że wymknęło się to nam spod kontroli. Czy to znaczy, że należy się bać Matrixa? Jak chcesz to się bój. Jeśli chcesz – wykorzystaj go lub zmień. Matrix to ty.
--
Beata Markowska
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Gdybyś mógł wyeliminować głód na całym świecie zabijając jednego zupełnie niewinnego człowieka, zrobiłbyś to?
Zanim przejdę dalej, poświęć chwilę swojego czasu żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.
A ja w międzyczasie będę pisała blablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablblablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablablabl żebyś nie miał pokusy czytania tekstu.
Czy twój cel uświęca środki? Czy masz w ogóle jakiś nadrzędny cel w życiu? Wiesz, po co żyjesz? Bo chyba nie po to, aby spać, jeść, zarabiać, wydawać, wydalać, oglądać TV, złościć się, kochać, pocić na siłowni, starzeć wbrew sobie, udawać, wstawać o 7-ej, jechać, wracać, być… Pośrednio jesteśmy tu właśnie po to. Aby doświadczać. Ale czy wiesz, o co chodzi w twoim życiu. Po co jesteś na planecie Ziemia? Czemu ma służyć twoje życie? Nie myśl, że jestem mądrzejsza od ciebie. Zadaję to pytanie, bo sama nie znam na nie odpowiedzi. Jeśli czytasz ten tekst, to znaczy, że i w twoim życiu pojawił się czas, kiedy to jesteś gotów na zadanie sobie tego pytania. W naszym życiu ważniejsze są pytania aniżeli odpowiedzi.
Co chcesz osiągnąć za rok? Za 5 lat? Kim chcesz być za 10? Czy wiesz dokładnie, czy raczej zostawiasz to losowi? Zastanawiasz się, po co chcesz osiągać swoje cele? Dlaczego zależy ci, aby stać się kimś? Co jest powodem i ku czemu zmierzasz? Co ci to da? Jak się będziesz z tym czuł? Dlaczego chcesz się czuć w określony sposób?
Homo Sapiens – jesteśmy tacy delikatni i tacy prymitywni zarazem. Ten tekst też jest prymitywny. Powiedzmy to otwarcie.
Nasza genialność polega na naszej różnorodności i wolnej woli. Każdy z was, czytających ten tekst może zrozumieć go na swój sposób. Może zwrócić uwagę na określony akapit, zdanie, słowo i mieć kompletnie różne konotacje w związku z nim, inne skojarzenia, inne wspomnienia, inne wnioski. Co więcej, ja sama za rok, kilka miesięcy, za chwilę przeczytam ten tekst i zmienię go lub wykasuję, albo wyślę bez zastanawiania i niezbędnej korekty. Nie wiem, którą wersję czytasz. Wiem jedno: jeśli go czytasz, to jakaś część ciebie obudziła się z uśpienia i zaczęła zadawać pytania.
Jak mogę osiągnąć to, co chcę osiągnąć i właściwie, co chcę osiągnąć?
Jeśli zaczniesz zadawać sobie pytania, znajdziesz na nie odpowiedzi. W ten czy inny sposób, teraz lub później będzie ci dane zrozumieć i znaleźć rozwiązanie. Sztuką jest zadawanie pytań. Kto żyje z dnia na dzień, automatycznie wypełniając swój dzień codziennymi zadaniami ten skazuje siebie na automatyczne życie. Nikt, tylko my sami możemy się z tego wyzwolić.
Matrix jest naszym wytworem. Sami go stworzyliśmy na własny użytek. Ale zdaje się, że wymknęło się to nam spod kontroli. Czy to znaczy, że należy się bać Matrixa? Jak chcesz to się bój. Jeśli chcesz – wykorzystaj go lub zmień. Matrix to ty.
--
Beata Markowska
www.personaldevelopmentcentre.eu
--
http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Etykiety:
dążenie do sukcesu,
drogie zegarki,
lekarze,
matrix,
NLP,
samochody
sobota, 26 lipca 2008
Pierwotna rana
Pierwotna rana to nasz ból egzystencjonalny wokół którego zbudowaliśmy całe nasze życie. Wygląda na to, że 99% społeczeństwa otrzymało w dzieciństwie taką ranę, która kształtuje późniejsze całe życie. Te rany to zazwyczaj ból odrzucenia, ból rozłąki. To kopniak w serce młodego człowieka od najbliższych. Całe to zdarzenie młoda psychika obudowuje później skomplikowanym system obronnym i stara się zapomnieć o tym wszystkim i generalnie jej się to udaję. Nigdy nie wiemy co nas boli i dlaczego, po co. Za to doskonale są widoczne efekty tego kopniaka. Nieśmiałość, bierność. agresja, strach, niemoc, brak wizji, celu - marne życie. Cały wic polega na tym aby poznać ten problem i go uzdrowić. Spojrzeć na niego nie oczami małego nierozumiejącego dziecka tylko oczami świadomej, pełnej miłości osoby, która na dodatek wie, że to było dla niej na danym etapie najbardziej odpowiednie i niesie ze sobą skarby.
Odkryć takie rzeczy nie jest łatwo. Wymaga to wielkiego serca i chęci i… odwagi. Zazwyczaj gdy się sięga do tej rany pojawia się wielki ból, strach, rozpacz… ogromne emocje targają człowiekiem. Takie, że po prostu chce się uciec i nic z tym nie zrobić. W końcu żyje się już tyle lat i jakoś się z tym nauczyło żyć więc… ale uwolnienie się od swego pierwotnego bólu, od przyczyny wszelkich problemów, zachowań, reakcji i zrozumienie swego życia jest tak diametralną i radykalną zmianą życia, że każdy jak już to zrobi to się wręcz zachwyca i bije się w głowę dlaczego do tej pory tego nie zrobił. Jak mógł tak długo żyć w takich katuszach?
Raną może być na przykład odrzucenie w dzieciństwie przez Ojca. Jest to najczęstsza przyczyna naszego pokręconego życia. Ojcowie w Polsce i chyba też na świecie, nie zdają sobie sprawy jak wielką rolę pełnią dla swych dzieci. Ojciec odpowiada za uziemienie, za poczucie bezpieczeństwa, za kontakt z rzeczywistością, twórczość, kreatywność i… moc, siłę. Oczywiście, że z pustego i Salomon nie naleje, więc problem jest wielopokoleniowy. Ojcowie szli na wojny i ginęli, dzieci się wychowywały same bez odpowiednich wzorców, popełniały błędy, nie nauczone miłości przekazywały swą niewiedzę dalej i tak się temat pogłębia. Obecnie większość ojców i matek to też wystraszeni ludzie, oderwani od Rzeczywistości i przeświadczeni o swej samotności o konieczności walki o przetrwanie i życie płodzą takich samych jak oni. A w tych czasach się to wyjątkowo nasila.
Zadana rana odrzucenia sprawia, że młody człowiek zaczyna sobie myśleć: coś ze mną jest nie tak skoro nawet najbliżsi mnie nie kochają, skoro nie chcą ze mną rozmawiać i mnie unikają, jestem jakiś trefny, wybrakowany, coś jest ze mną nie tak… a ponieważ tak myśli więc i tak się też staje… Brak świadomości u rodziców sprawia, że nie dostrzegają przyczyny problemu tylko widzą skutek - jego autodestrukcje, jego zaniżone poczucie własnej wartości, słabe wyniki w szkole, jego niegrzeczność, bunt, jego nieśmiałość, bierność i brak aktywności - życia. Co się dzieje? Zamiast dostarczyć tego czego brak - miłości i zainteresowania, ciepła i życzliwości, przyjaźni, oni dorzucają mu obowiązków, może karzą, robią awantury i wyrzutu, młoda psychika robi się jeszcze bardziej zamknięta i zatwardziała. Problem, pierwotna rana jest już tak głęboko zakopana, że nie widać jej zupełnie. Nie wie o niej nikt. Widać tylko jej skutki…
Wyjście znajdzie się jeżeli rodzice się zorientują, przeczytają jakiś artykuł, posłuchają jakiejś audycji, obejrzą coś w telewizji, coś, co zmieni ich patrzenie na tę sytuację i zaczną odkręcać temat. Choć ranę taką głęboką, w dziecięce serce ciężko bardzo jest odkręcić bez prawdziwej miłości, a do takiej prawdziwej miłości trzeba chyba dorosnąć. Nie każdy jest zaraz po urodzeniu na takim etapie życia, aby mógł widzieć w takich wibracjach sprawę. Jeżeli nie, to musi to wypracować czyli rozwijając się i zdobywając wiedzę i doświadczenia życiowe, wykształcić w sobie umiejętność kochania bezwarunkową, czystą miłością. Otwierać się na Nią. Jest Ona zdecydowanie inna niż ta, którą się obdarzają zakochane pary. Taka miłość świadoma jest właśnie uzdrowieniem dla każdej rany i jeżeli jej światło prześwietla sytuację, związek to wszystko staje się jasne i nic nie boli. Zgłębienie takiej miłości jest naszym życiowym celem.
Pierwotna rana - ból istnienia wywiera wpływ na całe nasze życie i jest to wpływ nieświadomy. Determinuje nasze związki, wybory, pracę, warunki w domu, szkole, na urlopie, wszędzie i zawsze. Jest to główny program naszego życia i z nim musimy się zmierzyć, jeżeli chcemy prawdziwie żyć.
Zazwyczaj tej części siebie unikasz, wstydzisz się jej. Starasz się nie wywoływać sytuacji, które by mogły ją przypomnieć ale ona cały czas o sobie daje znać, bo takie jest nasze życie, że wszystko co brudne dąży do oczyszczenia, wszystko co nieświęte do uświęcenia i całe nasze życie do tego zmierza. To, że żyjesz sobie spokojnie, pomimo wielkiej Twej rany, właśnie odrzucenia ze strony ojca, świadczy tylko o tym, że zablokowałeś się na zmiany i nie chcesz nawet słyszeć o nich. Odcinasz się i barykadujesz na swojej wierzy pozorów do póki Cię jakaś choroba nie powali. W takich przypadkach świat działa albo przez chorobę Twoją lub Twych najbliższych albo przez jakieś nieszczęście, bankructwo, rozwód, cokolwiek co tylko jest w stanie Tobą wstrząsnąć i sprawić, że zaczniesz szukać odpowiedzi i zadasz pytanie… po co?
I wstydzisz się części siebie i pogardzasz nią widząc ją w innych ludziach. Projektujesz swój ból na innych widząc na nich swoje grzechy, przywary to wszystko czym tak pogardzasz. Obwiniasz, oskarżasz, poniżasz, a to wszystko robisz tak naprawdę sama sobie, sama siebie oskarżasz i niszczysz powodowana właśnie tym pierwotnym, nieuleczonym bólem. Pętla się zaciska, sił zaczyna brakować, jesteś sama na swej wierzy, opuszczona jak niegdyś przez swego ojca, zdradzona przez wszystkich, sama, dzielna, romantyczna, walcząca…. ginąca za swe ideały, kupione od najbliższych, którzy sami przez nie umarli. Brakło Ci miłości w dzieciństwie co wywołało Twoje przeświadczenie o tym, że świat jest okrutny i zły i że życie w nim to samotna walka i że na pewno zginiesz. Sprawia Ci ono jednak pewną satysfakcję. Tak, przecież masz rację. To jest radość i pociecha. Tonący brzytwy się chwyta. Jednak nie jestem taka zła, bo mam przynajmniej w tym rację, Świat jest do niczego i zły, nikt mnie nie przekona, że jest inaczej… Prędzej umrę niż pozwolę się przekonać. Nie odbierajcie mi ostatniej mej radości, mej siły. Nawet to mi chcecie zabrać? Jedne co mam? Moje przeświadczenie o tym, że jest ze mną tak źle? Że świat jest taki, a nie inny? To kim ja będę jak i to okaże się kłamstwem? Kim, po co? Ostatnia bańka pryska. Dalej już beznadzieja… Pustka…. Straszna, samonapędzająca się spirala bólu, od której ciężko się wyzwolić. Przypomina to sytuację umierającego z pragnienia, który pływa w słodkiej, pitnej wodzie… Jedyny jego ból to to, że nie wie o tym…
Co robić w przypadku gdy się stwierdzi, że działa na nas właśnie taka niezagojona rana? Parę rzeczy dobrze jest wiedzieć, polecam artykuł “dobrze jest wiedzieć, że…” i “filtry i schematy naszej podświadomości”, a także literaturę fachową, a póki co to wiedz, że wszystko Ci sprzyja i zmierza do Twego dobrego, spełnionego życia. Zmierza do tego byś był szczęśliwy(a) bo taki jest plan dla nas, dla naszego życia. Jedyne co przeszkadza naszemu szczęściu, to my sami ze swym brakiem pozwolenia na nie, na własne szczęście, bo właśnie przez ogromne poczucie winy nie dajemy sobie prawa do niego. Czujemy się niegodni, mali, grzeszni, niezasługujący na miłość i nic dobrego, itd.
Uwolnij się od swego przekonania o swej grzesznej naturze o swym złym charakterze. Wiedz, że jesteś stworzona przez doskonałość i jesteś jej nieodłącznym i niezbędnym, wyjątkowym i niezwykle cennym elementem. Jesteś jedno z doskonałością świata i Ty masz moc i siłę, aby tę jedność przejawić. Ta Jedność to siła, piękno, mądrość, szczęście i wielka radość. Nasze życie jest właśnie takie i teraz nadszedł wreszcie czas na pełne tego zamanifestowanie. Teraz jest czas przebudzenia, oczyszczenia i odkrycia własnego życia, własnej drogi życiowej i każdy ją odkryje, wsześniej czy później ale uwierz, nie ma co zwlekać, bo piękne rzeczy przed nami podczas gdy my się babramy w błocie.
Na konie jeszcze coś takiego: diamenty rodzą się w ciemnościach i pod wielkim ciśnieniem. Ty jesteś takim diamentem. Odkryj tę Prawdę o sobie i świeć diamentowo czystym Światłem. Taka jest Twoja natura i prawdziwa Twarz.
ps, po pomoc, wiedzę zapraszam na wymienione strony i na forum drogowskazu
--
Drogowskaz - gdy Droga stanie się Celem...
Oridea.net - Inspiracje
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Krzysztof Kina
Odkryć takie rzeczy nie jest łatwo. Wymaga to wielkiego serca i chęci i… odwagi. Zazwyczaj gdy się sięga do tej rany pojawia się wielki ból, strach, rozpacz… ogromne emocje targają człowiekiem. Takie, że po prostu chce się uciec i nic z tym nie zrobić. W końcu żyje się już tyle lat i jakoś się z tym nauczyło żyć więc… ale uwolnienie się od swego pierwotnego bólu, od przyczyny wszelkich problemów, zachowań, reakcji i zrozumienie swego życia jest tak diametralną i radykalną zmianą życia, że każdy jak już to zrobi to się wręcz zachwyca i bije się w głowę dlaczego do tej pory tego nie zrobił. Jak mógł tak długo żyć w takich katuszach?
Raną może być na przykład odrzucenie w dzieciństwie przez Ojca. Jest to najczęstsza przyczyna naszego pokręconego życia. Ojcowie w Polsce i chyba też na świecie, nie zdają sobie sprawy jak wielką rolę pełnią dla swych dzieci. Ojciec odpowiada za uziemienie, za poczucie bezpieczeństwa, za kontakt z rzeczywistością, twórczość, kreatywność i… moc, siłę. Oczywiście, że z pustego i Salomon nie naleje, więc problem jest wielopokoleniowy. Ojcowie szli na wojny i ginęli, dzieci się wychowywały same bez odpowiednich wzorców, popełniały błędy, nie nauczone miłości przekazywały swą niewiedzę dalej i tak się temat pogłębia. Obecnie większość ojców i matek to też wystraszeni ludzie, oderwani od Rzeczywistości i przeświadczeni o swej samotności o konieczności walki o przetrwanie i życie płodzą takich samych jak oni. A w tych czasach się to wyjątkowo nasila.
Zadana rana odrzucenia sprawia, że młody człowiek zaczyna sobie myśleć: coś ze mną jest nie tak skoro nawet najbliżsi mnie nie kochają, skoro nie chcą ze mną rozmawiać i mnie unikają, jestem jakiś trefny, wybrakowany, coś jest ze mną nie tak… a ponieważ tak myśli więc i tak się też staje… Brak świadomości u rodziców sprawia, że nie dostrzegają przyczyny problemu tylko widzą skutek - jego autodestrukcje, jego zaniżone poczucie własnej wartości, słabe wyniki w szkole, jego niegrzeczność, bunt, jego nieśmiałość, bierność i brak aktywności - życia. Co się dzieje? Zamiast dostarczyć tego czego brak - miłości i zainteresowania, ciepła i życzliwości, przyjaźni, oni dorzucają mu obowiązków, może karzą, robią awantury i wyrzutu, młoda psychika robi się jeszcze bardziej zamknięta i zatwardziała. Problem, pierwotna rana jest już tak głęboko zakopana, że nie widać jej zupełnie. Nie wie o niej nikt. Widać tylko jej skutki…
Wyjście znajdzie się jeżeli rodzice się zorientują, przeczytają jakiś artykuł, posłuchają jakiejś audycji, obejrzą coś w telewizji, coś, co zmieni ich patrzenie na tę sytuację i zaczną odkręcać temat. Choć ranę taką głęboką, w dziecięce serce ciężko bardzo jest odkręcić bez prawdziwej miłości, a do takiej prawdziwej miłości trzeba chyba dorosnąć. Nie każdy jest zaraz po urodzeniu na takim etapie życia, aby mógł widzieć w takich wibracjach sprawę. Jeżeli nie, to musi to wypracować czyli rozwijając się i zdobywając wiedzę i doświadczenia życiowe, wykształcić w sobie umiejętność kochania bezwarunkową, czystą miłością. Otwierać się na Nią. Jest Ona zdecydowanie inna niż ta, którą się obdarzają zakochane pary. Taka miłość świadoma jest właśnie uzdrowieniem dla każdej rany i jeżeli jej światło prześwietla sytuację, związek to wszystko staje się jasne i nic nie boli. Zgłębienie takiej miłości jest naszym życiowym celem.
Pierwotna rana - ból istnienia wywiera wpływ na całe nasze życie i jest to wpływ nieświadomy. Determinuje nasze związki, wybory, pracę, warunki w domu, szkole, na urlopie, wszędzie i zawsze. Jest to główny program naszego życia i z nim musimy się zmierzyć, jeżeli chcemy prawdziwie żyć.
Zazwyczaj tej części siebie unikasz, wstydzisz się jej. Starasz się nie wywoływać sytuacji, które by mogły ją przypomnieć ale ona cały czas o sobie daje znać, bo takie jest nasze życie, że wszystko co brudne dąży do oczyszczenia, wszystko co nieświęte do uświęcenia i całe nasze życie do tego zmierza. To, że żyjesz sobie spokojnie, pomimo wielkiej Twej rany, właśnie odrzucenia ze strony ojca, świadczy tylko o tym, że zablokowałeś się na zmiany i nie chcesz nawet słyszeć o nich. Odcinasz się i barykadujesz na swojej wierzy pozorów do póki Cię jakaś choroba nie powali. W takich przypadkach świat działa albo przez chorobę Twoją lub Twych najbliższych albo przez jakieś nieszczęście, bankructwo, rozwód, cokolwiek co tylko jest w stanie Tobą wstrząsnąć i sprawić, że zaczniesz szukać odpowiedzi i zadasz pytanie… po co?
I wstydzisz się części siebie i pogardzasz nią widząc ją w innych ludziach. Projektujesz swój ból na innych widząc na nich swoje grzechy, przywary to wszystko czym tak pogardzasz. Obwiniasz, oskarżasz, poniżasz, a to wszystko robisz tak naprawdę sama sobie, sama siebie oskarżasz i niszczysz powodowana właśnie tym pierwotnym, nieuleczonym bólem. Pętla się zaciska, sił zaczyna brakować, jesteś sama na swej wierzy, opuszczona jak niegdyś przez swego ojca, zdradzona przez wszystkich, sama, dzielna, romantyczna, walcząca…. ginąca za swe ideały, kupione od najbliższych, którzy sami przez nie umarli. Brakło Ci miłości w dzieciństwie co wywołało Twoje przeświadczenie o tym, że świat jest okrutny i zły i że życie w nim to samotna walka i że na pewno zginiesz. Sprawia Ci ono jednak pewną satysfakcję. Tak, przecież masz rację. To jest radość i pociecha. Tonący brzytwy się chwyta. Jednak nie jestem taka zła, bo mam przynajmniej w tym rację, Świat jest do niczego i zły, nikt mnie nie przekona, że jest inaczej… Prędzej umrę niż pozwolę się przekonać. Nie odbierajcie mi ostatniej mej radości, mej siły. Nawet to mi chcecie zabrać? Jedne co mam? Moje przeświadczenie o tym, że jest ze mną tak źle? Że świat jest taki, a nie inny? To kim ja będę jak i to okaże się kłamstwem? Kim, po co? Ostatnia bańka pryska. Dalej już beznadzieja… Pustka…. Straszna, samonapędzająca się spirala bólu, od której ciężko się wyzwolić. Przypomina to sytuację umierającego z pragnienia, który pływa w słodkiej, pitnej wodzie… Jedyny jego ból to to, że nie wie o tym…
Co robić w przypadku gdy się stwierdzi, że działa na nas właśnie taka niezagojona rana? Parę rzeczy dobrze jest wiedzieć, polecam artykuł “dobrze jest wiedzieć, że…” i “filtry i schematy naszej podświadomości”, a także literaturę fachową, a póki co to wiedz, że wszystko Ci sprzyja i zmierza do Twego dobrego, spełnionego życia. Zmierza do tego byś był szczęśliwy(a) bo taki jest plan dla nas, dla naszego życia. Jedyne co przeszkadza naszemu szczęściu, to my sami ze swym brakiem pozwolenia na nie, na własne szczęście, bo właśnie przez ogromne poczucie winy nie dajemy sobie prawa do niego. Czujemy się niegodni, mali, grzeszni, niezasługujący na miłość i nic dobrego, itd.
Uwolnij się od swego przekonania o swej grzesznej naturze o swym złym charakterze. Wiedz, że jesteś stworzona przez doskonałość i jesteś jej nieodłącznym i niezbędnym, wyjątkowym i niezwykle cennym elementem. Jesteś jedno z doskonałością świata i Ty masz moc i siłę, aby tę jedność przejawić. Ta Jedność to siła, piękno, mądrość, szczęście i wielka radość. Nasze życie jest właśnie takie i teraz nadszedł wreszcie czas na pełne tego zamanifestowanie. Teraz jest czas przebudzenia, oczyszczenia i odkrycia własnego życia, własnej drogi życiowej i każdy ją odkryje, wsześniej czy później ale uwierz, nie ma co zwlekać, bo piękne rzeczy przed nami podczas gdy my się babramy w błocie.
Na konie jeszcze coś takiego: diamenty rodzą się w ciemnościach i pod wielkim ciśnieniem. Ty jesteś takim diamentem. Odkryj tę Prawdę o sobie i świeć diamentowo czystym Światłem. Taka jest Twoja natura i prawdziwa Twarz.
ps, po pomoc, wiedzę zapraszam na wymienione strony i na forum drogowskazu
--
Drogowskaz - gdy Droga stanie się Celem...
Oridea.net - Inspiracje
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Autorem jest Krzysztof Kina
Etykiety:
ból,
choroby,
cierpienie,
dzieciństwo,
ojciec,
rana,
samochody,
zegarki
czwartek, 17 lipca 2008
Realizacja celów życiowych
Realizacja celu życiowego jest jak budowa domu.
Najpierw marzysz o swoim przytulnym i zarazem przestronnym gniazdku, potem planujesz jak to cudo będzie wyglądać po zbudowaniu ... no i przychodzi czas na realizację.
1. Marzenie
To najprzyjemniejsza część. I od tego się zaczyna. Czego pragniesz? Czy chodzi Ci o urokliwe mieszkanko na starówce jakiegoś miasta; przestronny apartament na najwyższym piętrze drapacza chmur, czy może parterowa willa nad brzegiem morza?
Twoje marzenia zawsze będą zgodne z tym "co w Tobie siedzi". Jeśli będziesz chciał czegoś tylko dlatego że tak wypada, bo inni też tego chcą - to nie jest to Twoje prawdziwe marzenie. Co Ci przyjdzie po mieszkaniu w ekskluzywnej willi na pustym brzegu morza jeśli cenisz ruch, życie i uwielbiasz gdy dookoła ciebie tętnią ludzie.
Wracając do celów życiowych: czy naprawdę marzysz np. o zarobieniu miliona dolarów tylko po to by mieć więcej na koncie? Czy naprawdę chcesz zostać prezesem dużej wielkiej firmy?
To przecież Twoje marzenie...nie innych
2. Plan
Tu wchodzą konkrety: musisz zaplanować swoje marzenie.
Planujesz, jaki będzie układ pokojów, w jakich kolorach, opracowujesz projekt kuchni etc.
Konkrety to również ramy czasowe: musisz zaplanować, kiedy zamówić odpowiednie materiały i sprzęty, (na które trzeba czasami czekać tygodniami); kiedy trzeba znaleźć ekipę budowlaną. Musisz też określić jaki masz budżet, i sprawdzić jaki możesz wziąć kredyt.
Ująłbym to tak: na tym etapie uszczegóławiasz swój cel, rozbijasz na działania (od ogółu do szczegółu) oraz osadzasz działania w czasie.
3. Realizacja
Zakasujesz rękawy i do dzieła. Bez realizacji nigdy nie będzie efektu końcowego - Twojego wymarzonego domu. Nic nie znaczy najpiękniejsze marzenie, poparte nawet doskonałem planem jeśli nie zabierzesz się za wykonanie.
To najbardziej żmudny etap - przy nim się zmęczysz i napotkasz trudności. Czasami będziesz łapać doła i zniechęcać się do dalszych działań - zwłaszcza, gdy nie będziesz widział natychmiastowych efektów.
To trochę tak jakbyś najpierw marzył o piciu piwka na swoim pachnącym skoszoną trawą ogródku (bądź jak kto woli: o sączeniu doskonałego wina, w wypełnionej pianą wannie w swojej przestronnej łazience). A tu zamiast delektować się swoim napojem w wymarzonych okolicznościach, okazuje się, że potykasz się o walkę z biurokracją przy pozwoleniu na budowę, albo użerasz się z opóźniającą się ekipą budowlaną.
Te trzy etapy są konieczne by powstało to, czego pragniesz. I to w tej kolejności.
Najcudowniejsze marzenia poparte doskonałym planem, ale pozbawione działań - nic nie przyniosą. Nie zamieszkasz w swoich planach.
A realizacja bez przemyślanych planów? Znasz osoby, które najpierw mówią, potem myślą? Mniej więcej podobnych efektów możesz oczekiwać po swoich dziełach.
Brak marzenia? To już opisywałem: co Ci po osiągnięciu tego czego nie chcesz? Zmarnowany czas i wyrzuty sumienia. A jeśli nie wiesz czego pragniesz to skąd zdobędziesz motywację?
Dużo znaków zapytania. No ale jeśli na nie sobie nie odpowiesz, to ktoś inny odpowie za Ciebie - a to nic dobrego dla Ciebie nie wróży.
Powodzenia!
--
Autorem tekstu jest Tomasz Zienkiewicz.
Zapraszam na
www.dlasiebie.pl :: rozwój osobisty, kariera, niezależność finansowa - artykuły i forum
www.zieniu.pl - mój blog
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Najpierw marzysz o swoim przytulnym i zarazem przestronnym gniazdku, potem planujesz jak to cudo będzie wyglądać po zbudowaniu ... no i przychodzi czas na realizację.
1. Marzenie
To najprzyjemniejsza część. I od tego się zaczyna. Czego pragniesz? Czy chodzi Ci o urokliwe mieszkanko na starówce jakiegoś miasta; przestronny apartament na najwyższym piętrze drapacza chmur, czy może parterowa willa nad brzegiem morza?
Twoje marzenia zawsze będą zgodne z tym "co w Tobie siedzi". Jeśli będziesz chciał czegoś tylko dlatego że tak wypada, bo inni też tego chcą - to nie jest to Twoje prawdziwe marzenie. Co Ci przyjdzie po mieszkaniu w ekskluzywnej willi na pustym brzegu morza jeśli cenisz ruch, życie i uwielbiasz gdy dookoła ciebie tętnią ludzie.
Wracając do celów życiowych: czy naprawdę marzysz np. o zarobieniu miliona dolarów tylko po to by mieć więcej na koncie? Czy naprawdę chcesz zostać prezesem dużej wielkiej firmy?
To przecież Twoje marzenie...nie innych
2. Plan
Tu wchodzą konkrety: musisz zaplanować swoje marzenie.
Planujesz, jaki będzie układ pokojów, w jakich kolorach, opracowujesz projekt kuchni etc.
Konkrety to również ramy czasowe: musisz zaplanować, kiedy zamówić odpowiednie materiały i sprzęty, (na które trzeba czasami czekać tygodniami); kiedy trzeba znaleźć ekipę budowlaną. Musisz też określić jaki masz budżet, i sprawdzić jaki możesz wziąć kredyt.
Ująłbym to tak: na tym etapie uszczegóławiasz swój cel, rozbijasz na działania (od ogółu do szczegółu) oraz osadzasz działania w czasie.
3. Realizacja
Zakasujesz rękawy i do dzieła. Bez realizacji nigdy nie będzie efektu końcowego - Twojego wymarzonego domu. Nic nie znaczy najpiękniejsze marzenie, poparte nawet doskonałem planem jeśli nie zabierzesz się za wykonanie.
To najbardziej żmudny etap - przy nim się zmęczysz i napotkasz trudności. Czasami będziesz łapać doła i zniechęcać się do dalszych działań - zwłaszcza, gdy nie będziesz widział natychmiastowych efektów.
To trochę tak jakbyś najpierw marzył o piciu piwka na swoim pachnącym skoszoną trawą ogródku (bądź jak kto woli: o sączeniu doskonałego wina, w wypełnionej pianą wannie w swojej przestronnej łazience). A tu zamiast delektować się swoim napojem w wymarzonych okolicznościach, okazuje się, że potykasz się o walkę z biurokracją przy pozwoleniu na budowę, albo użerasz się z opóźniającą się ekipą budowlaną.
Te trzy etapy są konieczne by powstało to, czego pragniesz. I to w tej kolejności.
Najcudowniejsze marzenia poparte doskonałym planem, ale pozbawione działań - nic nie przyniosą. Nie zamieszkasz w swoich planach.
A realizacja bez przemyślanych planów? Znasz osoby, które najpierw mówią, potem myślą? Mniej więcej podobnych efektów możesz oczekiwać po swoich dziełach.
Brak marzenia? To już opisywałem: co Ci po osiągnięciu tego czego nie chcesz? Zmarnowany czas i wyrzuty sumienia. A jeśli nie wiesz czego pragniesz to skąd zdobędziesz motywację?
Dużo znaków zapytania. No ale jeśli na nie sobie nie odpowiesz, to ktoś inny odpowie za Ciebie - a to nic dobrego dla Ciebie nie wróży.
Powodzenia!
--
Autorem tekstu jest Tomasz Zienkiewicz.
Zapraszam na
www.dlasiebie.pl :: rozwój osobisty, kariera, niezależność finansowa - artykuły i forum
www.zieniu.pl - mój blog
Artykuł pobrany z serwisu Artelis.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)